niedziela, 18 maja 2014

6


Zlecenie Szóste

TaeMin:
Otworzyłem oczy i...uuu....kwiatuszki...ktoś naprawdę musiał mieć bujną wyobraźnię żeby w pokoju z tapetą w zielono-żółte paski na ścianach, na suficie wymalować drobne, jasno różowe kwiatki. Jak nic mieszkali tu wcześniej jacyś natchnieni artyści... Ja już się przyzwyczaiłem do dość "oryginalnego" wizerunku mojego pokoju, ale potencjalny obcy człowiek budząc się rano, otwiera oczy i dostaje od tej mieszanki oczopląsu. Myślałem nieraz nad zmianą wystroju, ale bywają takie miesiące, że nie mamy z czego zapłacić czynszu, a co dopiero żeby sprawić sobie jakiś mały, tyci...tyciuuuuni remoncik (albo chociaż farbę na pomalowanie sufitu) . Więc pomysł zmiany aranżacji (owszem, znam takie słowa) tego pokoju porzuciłem już jakiś czas temu. W końcu aż tak bardzo mi te jaskrawe kolory nie przeszkadzają. Rozejrzałem się po moim gniazdku, pokój był większy niż ten obok, który zajmował Onew, co nie znaczy, że miałem więcej przestrzeni, wręcz przeciwnie. U niego było dosyć pusto i czysto, a u mnie...no cóż. Każdy mebel był inny, wszystkie co prawda dość ładne z drewna, ale ich kolor i różnorodność stylu pozostawiły wiele do życzenia. Prawie wszyscy poprzedni lokatorzy wyprowadzając się, zostawiali jakąś część swoich niepotrzebnych już rzeczy w tym mieszkaniu, a teraz większość ich znajdowała się właśnie w moim pokoju. Meble teoretycznie należały do właścicielki mieszkania, od której je wynajmowaliśmy, nie chciała ich sprzedawać, ale również nie miała gdzie ich trzymać, więc zdecydowała, że będą stanowiły część wyposażenia. Wszystkie powierzchnie płaskie (oprócz podłogi. Kekeke dobra kogo ja oszukuję...tam też) takich jak blat biurka, szafki nocnej, komody, a nawet szafy ...zawalone były moimi najróżniejszymi rzeczami. Płytami CD, gazetami, mangami, pluszaczkami, lekami, przyborami do rysowania lub malowania.... Ech, długo jeszcze by wymieniać...Ponadto, moje ubrania SAME wychodziły z szafy i kładły się na krześle, łóżku podłodze lub biurku tak samo książki! Podstępna makulatura wyczekiwała moment, w którym nie patrzę i przemieszczała się w strategiczne miejsca pokoju, bym później nie mógł ich znaleźć. Uhuhuhuh... ogólnie rzecz biorąc.... burdel. Buuurdel? Pip pip włączam tryb myślenia Kim JongHyun'a. Przyjąłem groźny wyraz twarz: - Ty dziwko! Mieszkasz w burdelu! - Zaśmiałem się pod nosem wtulając twarz w miękką poduchę. Dobrze chociaż, że w reszcie mieszkania był porządek. W sumie tylko u mnie jest taka graciarnia...Hmmm życie to jednak jest piękne, tak mi się wydaje. Czy ja jestem optymistą? Nie...chyba nie, a może...w sumie szukam we wszystkim pozytywów. Wychodzi na to, że  jestem skomplikowaną osobowością. No dobra... na moje dzisiejsze szczęście składa się parę ważnych czynników. Po pierwsze, MAM NOWĄ FRYZURĘ! Ta myśl przyszła do mnie tak nagle, że aż poderwałem się z łóżka i podleciałem do lustra. Ależ ja jestem przystojny, taki...ponętny, sexy, pociągający. Żadna dziewczyna mi się nie oprze, kurde ten cały KiBum nie jest jednak taki zły. Dobrze mi doradził i faktycznie lepiej mi w tym odcieniu, ale wracając do tematu (później pozachwycam się jeszcze moim wyglądem). Drugi czynnik wypływający na moje samo poczucie to fakt, że dziś dostaję wypłatę i będę mógł sobie nakupić duuużo lodów! Kocham lody. Co prawda jestem uczulony na to coś, co jest w mleku, jak to się nazywało? Białko? Nie...Wapno?...celuzytozyna? Jest takie słowo? Muszę później sprawdzić. Nabiał... nabiał... co jest w nabiale....To jednak chyba było białko. A co za różnica?! Nie jestem w końcu lekarzem, wiem tyle, że jeśli nie będę brał odpowiednich leków, to nie będę mógł jeść moich kochanych lodów i pić tego niebiańskiego napoju pod postacią mleka bananowego. Znów odbiegam od tematu, prawda? Moi rodzice kiedyś chcieli mnie z tym wysłać do psycholo....STOP! Do rzeczy...moje szczęście i radość...punkt trzeci, ostatni czynnik to Kim JongHyun i jego pies. Tak, wczorajszy dzień zdecydowanie można uznać za wygrany. Lee TaeMin 1,  Kim JongHyun wielkie ZERO, ha! Jestem wspaniały... chociaż... Troszeczkę jednak mi smutno po rozmowie z Key'em. Teraz już wiem, na czym stoję tylko... nie wiem czy to lepiej, czy gorzej, on uważa i chce, bym pomógł temu białogłowemu pijakowi....o białogłowy, jak jakaś niewiasta. Kim JongHyun białogłowy dziewic. Kekeke~ Ja chyba jednak mam coś z głową, za dużo myślę. A tak naprawdę, teraz na poważnie, szkoda mi go. KiBum oczekuje że mu pomógł, w zasadzie i tak miałem to w planach, choć w sumie... nadal sam nie wiem do końca czemu. Tak więc... koniec dołowania się, bo przecież nie jestem dołem i czas zabrać się do pracy! Sięgnąłem pod łóżko i wyciągnąłem swój zeszyt A5, w którym zapisywałem "Złote Myśli", teraz miałem zamiar rozpisać sobie dokładny plan działania. U góry kartki nagryźdałem wielki fioletowy napis
"PLAN LEE TAEMINA: XXXDEADDINOSAURWAKEUPANDPONY"
Faza I
Łoj żesz, jaki ja jestem z siebie dumny, kocham wszystko szczegółowo planować, a później patrzeć jak życie i tak ma już swój własny pomysł i wszystko co ja wymyślę ma głęboko w du... Gdzieś ma i nie jest to przyjemne miejsce.
Tak więc, punkt pierwszy fazy pierwszej...
1) 1. Poznanie obiektu zwanego "Kim JongHyun" pseudonim Dino, wiek dwadzieścia dwa lata, zamieszkałego obecnie w Seulu. (Zaliczone) - Cholera, jestem jak jakiś tajny agent, nie?! Kurcze, jak już uda mi się oswoić tego nadętego.... przemiłego, "cudownego" wokalistę, to wydam ten plan jako książkę, albo przewodnik jakiś... instrukcja? Ooo, tak lepiej, wydam instrukcję: "Jak oswoić i udomowić niesfornego gada". Ciekawe skąd właściwie wziął się jego pseudonim sceniczny? Może to od jego twarzy...Hmm
Smutno tak wygląda to "1)1." Hmmmm...   Punkt sześćdziesiąty ósmy fazy trzeciej...
3) 68. Obiekt zaczyna mnie tolerować. - Ojej jakoś szybko mi poszło, nie? Ale ja mam dużo pomysłów, że już tak daleko jestem.  Ah... rozmarzyłem się... JongHyun mnie "toleruje".... Ja i on na łące pełnej kwiatów, ubrani na biało, śpiewamy "Amazing Grace", po chwili ptaki zakładają na nasze głowy wianki uplecione z polnych kwiatów. Przesadziłem z tymi wiankami? A nieee... to w końcu moja prywatna, chora wyobraźnia! Oke, nie będę oszukiwał chociaż sam siebie...
Punkt drugi fazy pierwszej...
1)2. Rozpoznanie otoczenia i obserwacja obiektu - Czyli muszę dowiedzieć się, jak na obecną chwilę wygląda "Typowy Dzień Kim JongHyun'a" i zatopić (zawsze chciałem użyć tego słowa) się w jego środowisko.
Punkt Trzeci fazy pierwszej…
1)3. Zapoznanie się z osobnikami, z którymi żyje na co dzień Kim JongHyun. To nie będzie w sumie chyba takie trudne. Ten cały Key, z nim będzie najłatwiej tym bardziej, że połączył nas wspólny cel, uratowania JongHyun'a przed ostatecznym przejściem na stronę marginesów społecznych. Ooo marginesy… Ten trzeci co tam chyba mieszka, G-Dragon…Z nim może być gorzej, bo trochę się go boję. Ale w końcu jestem dobrej myśli! Z tego co się dowiedziałem, jest ich pięciu, co jest dosyć nietypowe dla Koreańskich zespołów, przeważnie jest czterech członków. Kim JongHyun jest liderem, wokal i gitara prowadząca. Nie bardzo wiem, co to znaczy ta gitara prowadząca, to znaczy domyślam się, że chyba jakoś prowadzi tego drugiego gitarzystę, ale szczerze to nie wiem. No i właśnie tym drugim gitarzystą jest Lee ChangSeon. Chyba nie był z nimi od początku ich kariery. Oglądałem wczoraj przed snem występ z ich debiutu i jego tam nie było. Dalej Kim KiBum, gitara basowa. Kwon JiYong, czyli G-Dragon, perkusista, o nim w Internecie było bardzo dużo informacji nie zawsze dobrych. Ostatni członek Henry Lau, pochodzi z Chin i w zespole jest maknae, gra na keyboardzie.
Punkt Czwarty fazy pierwszej…
1)4.  Dowiedzieć się bardziej prywatnych rzeczy  - Tak, to mi potrzebne. Na przykład, kiedy dowiem się, co lubi, będzie mi go łatwiej udobruchać. O, przytoczę taką sytuację! Ja wchodzę i chcę z nim pogadać, on zaczyna na mnie warczeć, a ja mu buch przed twarz jakieś jego ulubione danie! No i już mnie kocha, nie? Nie? Nie….
Kekekeke nieważne! Po prostu jest mi to potrzebne!
Punkt Piąty fazy pierwszej…
1)5.  Przekonać do siebie Kim JongHyun'a… - To jest jak na razie najważniejszy punkt i chyba zajmie mi najwięcej czasu. Ja dopnę swego… muszę! Dam radę! To chyba na koniec na razie moich planów. To znaczy, oczywiście mam jeszcze parę innych, na przykład, pomóc mu odzyskać dawną sławę, naprawić jego stosunki z przyjaciółmi i  poznanie jego rodziców …..eee…. Chyba przesadziłem, już teraz wiem...Co to ja wiem? Zapomniałem.



***

TaeMin zatrzasnął swój gustowny notesik i postanowił jeszcze raz przyjrzeć się swojej nowej fryzurze. Była serio bardzo dobra i mimo krótkiego ścięcia, dawała pewne możliwości przy układaniu. Mógł grzywkę zaczesywać na prawo lub lewo. Mógł też zrobić przedziałek po środku lub zaczesać je do tyłu. Fajnie też wyglądało, gdy je nieco wygniótł i artystycznie potargał, tworząc uroczy nieład. Wszystkie te możliwości przećwiczył poprzedniego wieczora i był zadowolony. Teraz nieśpiesznie, chociaż obudził się o dość późnej godzinie, przeczesał kolejny raz włosy palcami i doszedł do wniosku, że siedząc w domu nikogo nie oczaruje, ani nie zachwyci swoim nowym wyglądem. Spacer....  Wolno i dostojnie tak, by każdy kto będzie go mijał, miał dość czasu na przyjrzenie się i ocenienie jego męskości. Rozważał w głowie różne scenariusze z różnymi osobami, jednocześnie szukając odpowiednich ciuchów podkreślających jego wyjątkowość. Musiały być wyjątkowe i wpadające w oko, jednak nie przytłaczające, bo to nie one miały zachwycać, a osoba znajdująca się w nich. Chłopak kolejny raz doszedł do wniosku, że na modzie to on się raczej nie zna i te wszystkie mądrości zawarte w prasie i w necie nie są przydatne.  W końcu zdecydował się na zwykłą białą koszulkę bez rękawków. Odruchowo potrząsnął głową, odrzucając włosy na bok. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, bo chodzenie bez celu wydało mu się jednak idiotyczne, postanowił, że zajrzy najpierw do baru, gdzie pracował MinHo, a potem do agencji dowiedzieć się, czy nie ma jakiś zleceń. Przydałaby się przecież jakaś gotówka, bo lodówka zaczynała świecić pustkami, a JinKi wspominał, że zalegają z jakimś rachunkiem. Niestety w ostatnich dniach jakoś mieli mniej pracy, chociaż starali się bardzo nawet szukać czegoś na własną rękę. Onew właśnie dziś pozował jako model w akademii sztuki, nie były to może wielkie pieniądze, ale zawsze coś.
MinHo jak zawsze stał za barem i właśnie podawał kawę dwóm dziewczynom, które uśmiechały się zalotnie.
-Masz powodzenie, hyung. Ledwie tylko spojrzysz na którąś, a każda by się bez słowa z tobą umówiła - Powiedział, uśmiechając się, gdy tylko klientki odeszły. Usiadł na wysokim stołku i sięgnął po portfel, przeliczając drobne- Ja poproszę ... Hmmm pewnie takiej taniej kawy nie masz - Westchnął stwierdziwszy, że jego finanse są właściwie zerowe - Poproszę o wodę.
-TaeMin nie musisz mi słodzić. - Mimo woli spojrzał na dziewczyny, które siedząc przy stoliku, nadal zerkały w stronę baru i szeptały cicho. Wiedział, że się podoba i lubił poflirtować. Nigdy na poważne, ale ot jakiś uśmiech czy słodkie słowo - A jeśli masz ochotę na kawę, to ją dostaniesz. Jak będziesz miał, to mi oddasz albo i nie, w końcu trzeba sobie jakoś pomagać.
-Oddam, oddam. Mam nadzieję, że trafi mi się jakieś dobre zlecenie i dużo zarobię. Dużoooo.
-Oby, ja też dawno nie miałem jakiegoś większego zlecenia. Dobrze, że chociaż tu zarobię na opłaty. Zwłaszcza teraz, gdy pewnie wydatki mi wzrosną. - Postawił przed Tae kubek pełny aromatycznej kawy orzechowej z pianką - Nie wiem, jak ja dam sobie radę. Studia zajmują mi sporo czasu i już teraz ledwie znajduje chwilę na naukę. Nie poradzę sobie z jeszcze jakimś etatem.
-Dodatkowe wydatki? A czemu? Mówiłeś, że może bez szaleństw, ale jakoś sobie radzisz. Nawet ostatnio kupiłeś sobie tę szpanerską kurteczkę, na którą leci chyba tyle samo dziewczyn co na twój uśmiech, hyung. - ostatnie słowo zabrzmiało niezbyt wyraźnie, bo już pił kawę delektując się smakiem i zapachem.
- Rodzice postanowili, że przyślą do mnie siostrę. Dostała się tu do szkoły i będzie mieszkać ze mną. Owszem, mają zamiar dokładać się, ale wiem, że sami nie mają za wiele i zawsze dokładnie oglądają każdy grosz. Już teraz wiem, że na mnie spadnie sporo wydatków. "Oppa, potrzebuję na książki, oppa, bo chciałam iść z koleżankami do kina, oppa, nie mam butów, oppa...." - Starał się udawać dziewczęcy głos, ale nie wychodziło mu to za dobrze, za to rozbawiło TaeMina - Nie śmiej się, tylko mi współczuj. Masz rodzeństwo?
-Mam brata, starszego brata.
-Nigdy nie mówiłeś o nim. Dogadujecie się?
-Tak. Muszę przyznać, że zawsze dobrze się między nami układało. Pomagał mi i zawsze mogłem na niego liczyć. W sumie gdyby nie on, nieraz wpadałbym w tarapaty. - chłopak uśmiechnął się jakoś smutno, bo nagle zatęsknił za domem. - To nie taki całkiem mój brat, znaczy całkiem tylko nie w stu procentach. Dla mnie nawet w tysiąc procent, ale naprawdę nie całkiem.
-Mówisz zagadkami - MinHo postawił przed chłopakiem talerzyk z kanapkami, które przygotował w międzyczasie- Mów jaśniej i zjedz, bo chyba schudłeś ostatnio, jeszcze trochę, a znikniesz.
-Jaki ty jesteś miły, hyung, skąd wiedziałeś, że jeszcze dziś nic nie jadłem? Jesteś jasnowidzem chyba, zjem ze smakiem.
-Ty wszytko zjadasz ze smakiem. I mów o tym bracie. Jak ma na imię?
- JongIn, ale wszyscy wołamy na niego Kai. Moja mama - Zatopił zęby w kanapce - Mala menga i
-Przełknij i dopiero mów, bo nic nie rozumiem z tego bełkotu
- Pleplasam - przełknął i otarł dłonią usta - Moja mama miała męża i mieli syna, Kaia właśnie. Ale ten jej mąż zginął w wypadku, a moja mama... Nie, to jeszcze nie tak. Jak zginął mąż mojej mamy, to bardzo jej pomagał ich wspólny znajomy. Taki przyjaciel rodziny i po pewnym czasie zakochali się w sobie. Właściwie to moja mama powiedziała, że pobrali się z rozsądku, a miłość przyszła potem, ale ja myślę, że musieli się bardzo lubić. No i ja się urodziłem. Taki dowód miłości. Najpiękniejszy dar od losu.
- A tego dnia pewnie nad szpitalem pojawiła się tęcza i białe gołębice. - chłopak za barem wzniósł oczy do nieba i przetarł kolejną szklankę - Więc macie jedną matkę, ale dwóch ojców. To dobrze, że mimo to macie dobre stosunki. A ojciec jak się odnosi do twojego hyunga ?
-Nigdy nie robił między nami różnicy. Traktował nas na równi i zawsze mówił "moi synowie". Nadal tak mówi. A Twoja siostra? Jaka jest?
- JunHee jest.... Jest roztrzepana. Uczy się grać na gitarze i czasami potrafi zamęczyć człowieka swoją paplaniną. Właśnie to mnie też martwi. Lubię mieć w domu ciszę, jak wrócę z uczelni czy pracy. Cały dzień w hałasie, a teraz nawet w domu nie odpocznę.
-Może jej znajdziesz jakieś zajęcie? W końcu mogłaby roznosić jakieś ulotki albo coś i zarobiłaby sobie chociaż na swoje wydatki - Przełknął ostatni kawałek kanapki, popijając kawą - Najlepiej jakby pracowała, kiedy ty masz wolne to byś miał ciszę.
-Znaczy, że mam ją wysłać do pracy nocą? -MinHo mimo woli uśmiechnął się - Ale pomysł by sobie zarabiała, jest dobry. Muszę popytać w paru miejscach. No i będę musiał pilnować jej przed chłopakami.
- Nie patrz tak na mnie, ja nie mam czasu na flirtowanie. Pracuję ciężko i ćwiczę każdego dnia, bo muszę być lepszy, by w przyszłym roku przejść przesłuchanie. - Tae otrzepał dłonie, wstając - Dziękuję za kawę i jedzenie. Bardzo mi smakowało, a ty jesteś wspaniałym baristą i kanapkowcem.
-Baristą nie jestem..jeszcze, a to drugie to niby co ma być?
-No kimś od robienia kanapek. Taki gość co wie ile masełka dać na chlebek i co ponakładać żeby smak był wyśmienity. Odpowiednio doprawi, a jeszcze wszystko wygląda pięknie niczym kompozycja na obrazie.
-Ty mi tu nie pochlebiaj. Powiedziałem, że nie musisz płacić.
-A no to dziękuję. Swoją drogą nie przepadam za papryką więc na przyszłość nie dawaj jej.- Ledwie uchylił się przed ściereczką, która poleciała w jego stronę.
Po wizycie w księgarni gdzie spędził coś około godziny oraz przejściu na piechotę sporego odcinka dzielącego go od siedziby agencji, dotarł tam akurat w chwili, gdy Tiffany odbierała telefon z jakimś zleceniem. Uśmiechnęła się na widok chłopaka i kiwnęła dłonią, by podszedł.
-Mam tu zlecenie. Nie wiem czy przyjmiesz. Klient czeka na odpowiedz. - popukała w kartkę, gdzie zapisała dane.
-Taaaaa - TaeMin uśmiechnął się jakoś dziwnie - Wezmę. No bo czemu miałbym nie brać. Zlecenie jak zlecenie. Nic dziwnego. Po to tu jestem, by brać zlecenia i procować. Właśnie..taka praca. Ja, zlecenie, płaca. Zarobek za zlecenie.
- Ale dobrze się czujesz? - kobieta spojrzała nieco podejrzliwie.
-Co? A tak, tak. To ja jadę.

***

 Chłopak przy pianinie na ślepo sięgnął po szklankę z sokiem wiśniowym, po czym upił spory łyk. Uśmiechnął się i dopisał do końca coś na papierze nutowym, po czym spojrzał w okno. Nie zdawał sobie sprawy, że południe już dawno minęło, a powinien jeszcze zanieść nagraną aranżację do chłopaków z zespołu. Dobrze, że mieszkali na jednym piętrze i wystarczyło przejść kilka metrów. Dopił sok i jeszcze raz spojrzał na zrobiony wcześniej zapis nutowy. Chyba nic się nie stanie, jeśli zagra to zanim wyjdzie. Dłonie pogładziły klawisze pianina, a chłopak wziął lekki oddech. Pierwsze dźwięki popłynęły cicho i spokojnie niczym kołysanka, słuchając niemal czuło się lekkie kołysanie, które uspokajało. Muzyka stawała się bardziej zdecydowana, ale nie było w niej nagłych porywów czy silnych akordów. Mimo szybszego rytmu ta melodia miała przynosić ukojenie.
- Całkiem niezłe - drugi z mieszkających w tym mieszkaniu chłopaków wszedł do pokoju i rzucił torbę na kanapę, jak zawsze nie dbając, by odłożyć coś na miejsce. Uśmiechnął się kącikiem ust - Przerobiłeś tamten kawałek, tak jak Ci mówiłem?
-Nie, sorry, ale zrobiłem to tak, jak było w planach. JongHyun dał wyraźne wskazówki jak to ma wyglądać, a reszta poparła jego sugestie. Nie rozumiem, dlaczego miałbym robić to inaczej. Zaraz zresztą idę im to zanieść do odsłuchania.
-JongHyun dał wskazówki? No i co z tego. Ostatnio to on nie wie chyba dokładnie, co robi. Jego świetność szybko gaśnie.
-Cieszy Cię to?
-A dlaczego ma mnie cieszyć, że zespół idzie na dno? Nasz lider tonie, a my wraz z nim. Mylę się?
-Owszem, ostatnio miał trochę gorszy..
-Ostatnio? To już trwa dość długo. Za długo jak dla mnie. Nie wiem co reszta na to, ale ja uważam, że należało by jakoś zareagować.
- Key z nim rozmawiał. Podczas koncertu tydzień temu zachowywał się normalnie i nawet potem się nie upił - Mówiąc to, skrzywił się nieco. Wiedział, że jego obrona jest trochę na wyrost. - Może będzie teraz lepiej. Te nowe kawałki są niezłe.
- Sam mówisz że są "niezłe", a nam potrzeba przebojów. Hitów, które trafią na pierwsze miejsca list przebojów. Musimy być idealni!
-Tak, wiem. Wszytko wiem - Wstał, zbierając zapisane strony i chowając je do szuflady - Idziesz ze mną? Lepiej jak wszyscy razem to omówimy.
- Daj mi dwie minuty, albo idź, tylko z dyskusjami poczekajcie na mnie. - starszy z chłopaków ruszył w stronę łazienki-  Idziemy na dno. Ale ja nie mam zamiaru czekać spokojnie, aż zatoniemy całkiem. Nie jestem taki jak Henry, by nie widzieć tego, co się dzieje - mówił do siebie, odkręcając wodę i myjąc twarz.

***

Od rana coś wisiało w powietrzu i Key nawet się nie zdziwił, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i do mieszkania wtoczył się pijany Jjong. Był potargany, koszulkę miał brudną i rozdartą, jakby się z kimś szarpał, a na dodatek śmierdziało od niego tak, jakby spędził rok w ruskiej gorzelni.
-Coś Ty z sobą zrobił, człowieku? Serio musiałeś się tak ... najeb.. znaczy upić? - Złapał lidera w ostatniej chwili, gdy ten zmierzał ku spotkaniu z podłogą. - Co ja z Tobą mam. Mieliśmy dziś omawiać nowe kawałki na płytę, a ty ledwie się na nogach trzymasz.
-Ja jezzztem gwiazdą, jezztem gwiazdą rocka - nieco bełkotliwy głos wydobył się z ust JongHyun'a - Ty wiesz, kim ja jezzdem? Gwiazda rocka, rockowiec, rocki, roki, bum bum w mięcho, a ty kto? Hę? - wykrzywił usta, co miało być chyba uśmiechem
-Jezu, nie oddychaj na mnie - KiBum skrzywił się z obrzydzeniem - Te, gwiazdo rocka, co ja mam z tobą zrobić? - Podtrzymując zataczającego się kolegę, starał się go odciągnąć od drzwi, by je zamknąć - Do łazienki idziemy, ok?
-Co robić, ach co robiiiić !!!! Pić i bawić się do rana - Zarzucił ramiona i znów się uśmiechnął, tym razem pokazując uzębienie - Ale ty jezzzdeś teges noooo, taki, że uuuuuu i taaa głowa taka bania - czknął, nie zwracając uwagi, że mu się nogi rozjeżdżają
-Umrę od tego odoru z twojej paszczy. Umrę, a potem zmartwychwstanę, by się zemścić - Dalej wolno acz zdecydowanie ciągnął kumpla w stronę łazienki - Wsadzę cię do wanny, może otrzeźwiejesz.
-Wanna, bania, lania, deszcz... Duża głowa tyyyy to wiesz - Wył na nikomu nieznaną i raczej niepowtarzalną melodię - Jezzzzdem Dinożałrek  !!! Zaśpiewam ci, piękny chłopcze z dużą głową - Klepnął otwartą dłonią w policzek Keya - Przyjacieluu, mój ty przyjacielusiu, przyjacielusiusieńku, przyjacielusiesienieczunieczku... przy...
-Zamknij się i zostań tu - posadził go na podłodze łazienki. Właściwie gdy go puścił, Jjong sam osunął się w dół, efektownie waląc czołem w deskę klozetową
- Czy ty wiesz, że dinożaury wyginęły? - Jego głos przeszedł w szloch - wszystkie, co do jednego gadzika. Ani jednusienieczko. Ja taki sam jak palec. Palec? No palec - Dyskutował sam ze sobą, chlipiąc. Key w tym czasie poszedł do kuchni i nalał do szklanki wody, po czym dodał dwie łyżki soli i zamieszał. Nie wiedział, czy to coś da, ale zawsze było warto spróbować wymusić wymioty, by pozbyć się z organizmu chociaż części alkoholu. Wrócił do łazienki w chwili, gdy jego przyjaciel obejmując muszlę klozetową, nadal zawodził z powodu wyginięcia swojego gatunku.
-Wypij to, będzie Ci lepiej - nie widząc chęci współpracy, chwycił JongHyun'a i odchylił mu głowę. Zatkał nos, po czym zmusił do wypicia kilku łyków "cudownego " specyfiku. Reakcja była natychmiastowa.
-Kurwa!!!! - Dinusiem wstrząsnęło potężnie - Co do cholery !!! - Czuł, że wszytko z żołądka podchodzi mu do góry, a wnętrzności się skręcają . Zaczął jęczeć, czując mdłości - Umieram , Jezuuuu!! Eeeeee, co to było?!
- Ty rzygaj, a nie będziesz mi tu jęczał - Key tracił cierpliwość - No, łeb w kibel i nie żałuj sobie
Pijany JongHyun spełnił polecenie, chociaż nie tak, jak tego oczekiwano. Nie był w stanie się ruszyć, więc zamiast do toalety zwymiotował obok, brudząc prawie buty drugiego chłopaka. Torsje szarpały nim raz po raz, aż KiBum przestał martwić się obuwiem, a zaczął obawiać się, że faktycznie zabił człowieka. Pijaka co prawda, ale jednak człowieka. Nie wiedział co robić, gdy tamten zwijał się, nie mając już czym wymiotować.
-Co ja narobiłem, co ja narobiłem - rzucił się w drzwiach przerażony - JongHyun'ku kochany, nie umieraj, proszę. - Złapał go za nogi i wyciągnął z łazienki, po czym nakrył kocem ściągniętym z kanapy - Może wody? Ale takiej normalnej? Nie wiem co robić noo - czuł, że zbiera mu się na płacz.
-Daj mu mleka. To najlepiej pomaga. Zniweluje odruch wymiotny. Byle nie za dużo. Mnie zawsze pomaga. - Draguś, który właśnie przyszedł bez zbędnych emocji ocenił sytuację. - No, dawaj to mleko, a ja go przytrzymam - Kucnął i przytrzymał wijącego się nadal chłopaka za ramiona - Piłeś beze mnie? Oj, nieładnie - nadął się lekko.
Chwilę trwało zanim udało im się zmusić Jjonga, by przełknął kilka kropel mleka. Potem już tylko mogli czekać na efekt, ku radości niedoszłego zabójcy, pijany chłopak nieco się uspokoił, przestał jęczeć i wyglądał jakby zapadł w sen. Patrzyli chwilę na niego, po czym postanowili przenieść go na kanapę. Nie reagował, ale oddychał co świadczyło, że może jeszcze jego kolej nie nadeszła. Key przetarł dłonią twarz i spojrzał w kierunku łazienki. Wiedział, że to on będzie musiał ją posprzątać i z tego też powodu znów obudziła się w nim irytacja. Złapał dwie ulubione koszulki Dino i jedną z nich zawiązał sobie na twarzy, by zniwelować smród dobiegający do nosa. Zaśmiał się złośliwie i zaczął wycierać płytki drugą z koszulek.
-Otwórz okno i zrób temu pijakowi coś do picia. Herbatę albo kawę? Nie wiem, co będzie lepsze. - Krzyknął do Dragusia, który stał obok kanapy i czubkiem buta lekko kopał leżącego. Przestał w końcu zniechęcony brakiem jakiejkolwiek reakcji i nie mając nic lepszego do robienia, postanowił spełnić polecenie. Otworzył wszystkie okna, po czym poszedł do kuchni. W szafce znalazł pięć rodzajów herbaty, trzy rodzaje kawy oraz jeszcze jakieś zioła. Był rumianek, mięta i coś z pokrzywy. Na koniec wyciągnął jeszcze kilka kartonów i butelek soków. Nie wiedząc jaki napój będzie najlepszy, więc zdecydował się, że naszykuje wszytko. Gdy łazienka lśniła już czystością, Key mógł podziwiać zaradność ich perkusisty. Na stole stały kubki z każdym rodzajem herbaty, kawy i ziółek oraz szklanki z sokami. Uniósł brwi, czując, że to chyba za dużo jak na jego wrażliwy umysł, ale nie dał po sobie nic poznać zwłaszcza, że pijane zwłoki poruszyły się, wydając z siebie dziwny pomruk. 
-Może walnij go czymś ciężkim? - Dragon stał oparty o szafkę i pił piwo - Będzie po kłopocie.
-On powinien dojść do siebie, zaraz przyjdzie Henry i Joon. Co, mam im powiedzieć, że  znów Jjong jest pijany?
-Się nie ucieszą... Zamknij drzwi, zgaśmy światło i udawajmy, że nas nie ma - Beztrosko wzruszył ramionami, przykładając butelkę do ust
-To jest myśl - Key był bardzo skupiony. Na palcach ruszył w stronę drzwi - Nie ma nas - mruczał szeptem - Nie no, jakie nie ma? Co ja robię ! - wyprostował się, bo doszła do niego głupota tego pomysłu - Idź i powiedz, że spotkamy się jutro. Powiedz, że ja nie mogę, bo mam ważną sprawę, albo że ... - przerwało mu pukanie do drzwi, więc westchnął zrezygnowany i otworzył. Za drzwiami stał Henry co wydało się KiBum'owi zrządzeniem losu. - Słuchaj, właśnie miałem dać wam znać, że spotkamy się jutro. Moja ciotka jest chora i ja muszę zaraz jechać. No, to moja ulubiona ciotka, więc sam rozumiesz - Mówił nieco poddenerwowany, nie zdając sobie sprawy, że w pewnej odległości za nim G-Dragon na migi pokazywał Henremu dziwne znaki. Najpierw udawał, że śpiewa do mikrofonu, robiąc pozy jakie zazwyczaj przyjmował Jjong, potem gestem pokazał picie z butelki i zatoczył się, efektownie kończąc zgięciem w pół i naśladowaniem wymiotów.
-Noo, tak rozumiem. Wpadniemy jutro, nie ma problemu. Pozdrów ciocię i życz jej zdrowia. - Chłopak starał się zachować powagę, chociaż widok dalej odgrywającego rolę pijanego Dragusia, utrudniał mu to - Nie martw się, Hyung, będzie dobrze - poklepał go po ramieniu, po czym poszedł do siebie.
KiBum odwrócił się w chwili, gdy białowłosy chłopak padł na ziemię, udając drgawki, o mało nie waląc głową w stolik.
-Ty weź przestań, idioto. Mało mam problemów? - Spojrzał na kanapę, gdzie JongHyun właśnie postanowił powrócić do żywych i podniósł się, spoglądając zamglonym wzrokiem w koło. Dragon usiadł na podłodze i też spojrzał na pijanego chłopaka, czuł, że może być jeszcze wesoło.
-Ty!!! - Dino oskarżycielsko wyciągnął palec w kierunku kuchni - Ty.... no właśnie ty!!! - Ku zdziwieniu pozostałej dwójki celował w pustkę, by po chwili chwiejnie stanąć na nogach i ruszyć we wskazanym kierunku - Iiiiiiidęęęęę - ! Ryknął, po czym dopadł lodówki, tuląc do niej policzek - Jakaś ty cudowna, taka zimna - ocierał twarz o drzwiczki, zachwycając się urządzeniem AGD - Jesteś najlepszym mebelem jaki mam. - W jego głosie dało się wyczuć wzruszenie - Moja, mój... moje. - Łasił się, niemal jak kot, do białej powierzchni - Na zawsze tu zostanę - Bezwiednie osuwał się coraz niżej, aż w końcu usiadł na podłodze, wciskając czoło w magnes w kształcie bukietu kwiatów.
-No, a teraz zacznie się oświadczać lodówce, ja mam dość. Nie wiem już, co wolę. Jak się upije na "złego" to przychodzi, pokrzyczy, po ubliża mi i innym, po czym pada bykiem i śpi. A takie akcje jak dziś budzą mój niesmak i konsternację.
-Nie narzekaj, nie jest źle. Usiądź i popatrz sobie. Zamiast się martwić, baw się sytuacją
-Może i masz rację? - Key zrezygnowany padł na kanapę z postanowieniem, że nie będzie się przejmować. W końcu kiedyś ta chodząca, no dobrze, teraz siedząca ironia losu zaśnie.  Miał nadzieję, że nastąpi to dość szybko, a wtedy on, Key, będzie mógł wyjść z domu i na przykład iść napić się kawy do ulubionej knajpki. Uśmiechnął się, nie wiedząc do końca czy na myśl o aromatycznym napoju, czy o barmanie o równie brązowych jak kawa oczach. Zamyślony nie zwrócił uwagi, że pijana bestia porzuciła lodówkę i nieco się potykając, podąża w jego stronę. Dopiero gdy coś ciężkiego zwaliło mu się na kolana, ocknął się z marzeń o pachnącym ciastem i kawą szatynie.
-Co ty robisz? -Warknął zły, że ktoś popsuł mu wizję, w której on i chłopak z baru stali na moście, podziwiając zachód słońca nad leniwie płynącą rzeką.
-Witam, panie Kim. - JongHyun uśmiechnął się, obejmując przyjaciela za szyję -  Spójrz na swojego mężczyznę - Tu wskazał na siedzącego dalej na podłodze perkusistę - A teraz na mnie. Jeszcze raz na niego, i na mnie. Szkoooooda, że nie jest mną, ale jeśli zacząłby używać ... używać czegoś taaam to mógłby być jakby był mną. Popatrz na dół i w górę. Gdzie jesteś ? Jesteś na kanapie z mężczyzną, który pachnie tak jak.... jak... no - zmarszczył brwi, nie mogąc sobie przypomnieć dalszej części reklamy, opuścił głowę, przymykając oczy. Wyglądało jakby zasnął. Zszokowany Key patrzył na niego z szeroko otworzonymi oczyma i rozchylonymi ustami -  Nie ma ostrygi, a bilety na koncert sprzedane - wybełkotał jeszcze Jjong  niezbyt wyraźnie  - SIEDZĘ NA KONIU!!!! - ryknął z całej siły po kilku sekundach milczenia, doprowadzając tym KiBum'a prawie do zawału.
-A z zapamiętaniem tekstu ostatniej piosenki miał problemy - słusznie zauważył Draguś i korzystając z wolnego dostępu do lodówki, poszedł wyjąć sobie dwa piwa - To ja skoczę na miasto, bo się zasiedziałem.
- Jak to na miasto? Ja też chcę na miasto - Dysząc, poderwał się, zrzucając z siebie Jjonga - Nie zostawiaj mnie z nim. Proszę !
-Ale on śpi - obaj spojrzeli na bezwładne lecz chrapiące ciało na podłodze - Wydaje mi się, że teraz pośpi dłużej.
-A jeśli nie?
- Wymyśl coś, może niańkę mu wynajmij . Baj - zawołał od drzwi i wyszedł, nie przejmując się niczym.
-Niańkę ? Niańkę ! No pewnie, że niańkę. To jest idealne rozwiązanie. - sięgnął po telefon i wybrał numer- Dzień dobry. Chciałem wynająć kogoś na kilka godzin. Stawka plus coś ekstra. W zasadzie jeśli to możliwe chciałbym konkretną osobę...LuMinnie...- Dobrze, proszę się dowiedzieć czy przyjmie zlecenie. Moje nazwisko Kim KiBum...Tak, On wie gdzie. Będę wdzięczny jeśli zapyta pani i zadzwoni do mnie. Oczywiście będę czekał.

***

Gdy drzwi gwałtownie się otworzyły TaeMin prawie wpadł do mieszkania siłą rozpędu. Zatrzymał się i starał się zrozumieć, co się do niego mówi, jedyne co wyłowił z potoku słów to fakt, że Jjong jest pijany i śpi, i że on, Tae, ma z nim posiedzieć jako niańka. Sekundę później został w mieszkaniu sam z chrapiącym muzykiem i siedzącym Karpiem. Pies zdawał się mieć gdzieś zaistniałą sytuację chociaż w powietrzu było czuć niezłą aferę, no dobra aferę i dość specyficzny zapach strawionego alkoholu. Na stole stało kilka kubków i szklanek, ale raczej nie należało z nich pić. Zwłaszcza zniechęcała jakaś dziwna zielona ciecz w niebieskim kubeczki. Nie dość, że kolor niezdrowy to jeszcze pływały w tym jakieś pestki i chyba kawałki liści. Tae pogłaskał zwierzaka, który wydał z siebie aprobujący pomruk, a potem się położył i obserwował jak chłopak wyjmuje telefon i robi kilka zdjęć zalegającemu na kanapie pijanemu JongHyun'owi. Nie robił tego, by je potem wykorzystać, ot po prostu sytuacja wydała mu się na tyle zabawna, że postanowił ją uwiecznić. Zresztą miał nawyk pstrykania zdjęć, gdy tylko miał jakiś ciekawy obiekt. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, bezczynne siedzenie wydało mu się idiotyczne. Postanowił pozmywać naczynia zwłaszcza, że to zielone coś wyglądało jakby miało za jakiś czas żyć własnym życiem. Kolejnym krokiem było powycieranie szafek, pozamiatanie i umycie podłogi. Nalał też wody do psiej miski i w końcu stanął na środku pokoju, nie mając zajęcia.
-Wolllwodwy - Zabełkotał chłopak leżący na kanapie - Woldskalka
-Że co? Nie rozumiem, co mówisz.
-Wolady
-Jeśli to jakieś zaklęcie to chyba nie działa - Tae wzruszył ramionami chociaż zainteresowało go to tajemnicze "coś"
-Daj mi.
-Ja bym ci dał, ale żebym ja wiedział co. Skup się no. Poduszkę? Koc? Wiatrak?
-Wiatlak? Na co mi trak. - Jjong uniósł głowę i spojrzał na drugiego chłopaka - Ty wiatlak, a ja woldy. W O L D Y
-Hmmm ja serio nie wiem czego chcesz i nie waż się ma mnie rzucać. -Tae cofnął się na krok, przyjmując postawę obronną - Jeśli będziesz chciał znów mnie... cokolwiek będziesz chciał zrobić, to przysięgam, skrzywdzę Cię.
-Daj mi wody!!! - Z wyschniętych ust w końcu wydobyły się zrozumiałe słowa - Szklankę wody.
- Aaa wody!!! No było trzeba tak od razu. Wody, jasne, że chcesz wody. Że też się nie domyśliłem.- Wyjął z lodówki schłodzoną butelkę i odkręcił - Proszę bardzo. - Patrzył jak tamten łapczywie pił tak długo, aż wypił wszytko.
JongHyun nie wytrzeźwiał, ale krótka drzemka nieco pomogła, mimo wszystko teraz minimalnie bardziej kontaktował, co się dzieje. Bolała go głowa, a w żołądku wszystko się kotłowało, miał mdłości i wydawało mu się, że chyba umrze. Każdy kawałek ciała był obity i obolały jakby przetoczył się po nim pociąg pośpieszny. Wiele razy bywał pijany jednak tym razem przesadził. Za duża ilość i różnorodność alkoholi. Butelka wody nieco pomogła, ale nadal miał marzenie, by ktoś coś zrobił, chciał przestać czuć. Nie miał siły nawet zmienić pozycji chociaż zdrętwiał mu cały bok i nie mógł poruszyć lewą nogą. Zaklął pod nosem i spojrzał na osobę, która stała nieopodal, przyglądając mu się. Znał tego chłopaka, ale teraz jego mózg nie był w stanie sobie przypomnieć co to za jeden. Coś mu majaczyło, jednak uporządkowanie chaosu w głowie nie było możliwe. Jedyne co pamiętał to coś ohydnego w ustach i ból potem. Chyba miało to związek z Key'em. Zabluźnił teraz pod adresem przyjaciela i potarł dłonią bolące czoło. O tak, czoło też bolało go przez KiBum'a, był o tym przekonany. KiBum był złem tego świata w tej chwili, a ten tu chłopaczek o czerwonych włosach jawił mu się jako wybawiciel, anioł posiadający dostęp do zimnej i zbawiennej wody.
-Jeszcze. Daj mi jeszcze - wyjęczał
-Wyglądasz jak zbity kundel. - Nagle spojrzał na leżącego psa - Oj, bez urazy Karpik, nie miałem ciebie na myśli. Znaczy nie mam nic do kundli. Nie są wcale gorsze od rasowych psów, wiesz to tylko takie powiedzenie - Tae uznał, że być może uraził zwierzaka tym porównaniem. Wyjął z lodówki kolejną butelkę wody i podał konającemu Jjongowi. Pomyślał, że może zimny okład też pomoże więc zmoczył ściereczkę i niezbyt delikatnie pacnął ją na czoło pijanego chłopaka.
-Aaaaaa, o kurwa!!! - Widać okład działał, bo poderwał dotąd nieruchawe ciało do pozycji siedzącej - O, jak boli, a jak dobrze. Umieram... Dobrze, jest dobrze - przytrzymał ścierkę przy głowie i opadł ponownie na kanapę.
-Jeśli chcesz, zrobię ci mocnej kawy albo herbaty. Nie znam się na leczeniu pijaków, znaczy osób nadużywających napoi wyskokowych wysoko procentowych.
-Nie rozumiem, co do mnie mówisz. I mów ciszej, dużo ciszej.
-Ja się mogę wcale nie odzywać, płacą mi za siedzenie z Tobą, a nie pogawędki - chciał jeszcze coś dodać, ale ktoś zapukał do drzwi. Nie wiedział, czy powinien otwierać, bo w końcu nie był u siebie, ale może to coś ważnego? A może ten cały Bum Bum zapomniał kodu do drzwi. JongHyun wydawał się być obojętny na ewentualnych gości, leżał teraz z zamkniętymi oczami, rozkoszując się chłodem, który ogarniał jego głowę od zimnego okładu.
Za drzwiami stała dość ładna dziewczyna. Może byłaby ładniejsza gdyby nie nadąsany wyraz twarzy i zaciśnięte usta, które tworzyły wąską kreseczkę. Nieznajoma skrzywiła się i weszła do mieszkania.
-Długo musiałam czekać aż mnie ktoś wpuści. Dlaczego tak długo to trwało i kim ty jesteś - Przechyliła głowę na bok niczym obrażona księżniczka - No pytam się o coś. - Teraz dla odmiany zmarszczyła nos co wyglądało według Tae śmiesznie, a nie uroczo.
- Jestem Lee TaeMin. A Ty?
-Nie zwracaj się do mnie na "ty", nie znamy się i nie mam zamiaru zawierać z tobą znajomości. - odrzuciła włosy do tyłu - Nie wiesz, kim jestem? Doprawdy śmieszne. Jak można nie wiedzieć takich spraw. Mnie wszyscy znają.
-Może wszyscy poza mną. Nie mam pojęcia, kim jeste..kim pani jest.
-Hmmm . Jestem  Son NaEun, znana modelka. Moja twarz jest na okładkach wielu gazet, biorę udział w reklamach i pokazach. Jestem znaną osobą.
- Wybacz, ale ja nie interesuję się modą tylko muzyką i tańcem.
- Nie obchodzą mnie Twoje zainteresowania. Chcę się widzieć z moim oppą. Gdzie on jest?
-Kto?
-Tego też nie wiesz? Skąd ty się wziąłeś? JongHyun jest moim chłopakiem. Jesteśmy razem od dawna. Więc powiedz mi, gdzie on jest.
-Śpi - Tae wskazał dłonią w kierunku salonu nieco zaskoczony - Chyba śpi.
-Zejdź mi z drogi - dziewczyna przeszła obok niego, zadzierając wysoko głowę. Zobaczywszy leżącego i pojękującego cicho Jjonga, dopadła do niego - Oppa!!! Co Ci jest? Jesteś chory? Czy ten ktoś tam obcy cię skrzywdził? - tu oskarżycielsko wskazała na chłopaka w przedpokoju. -Ach, oppa powiedz coś.
-Czego chcesz? Nie krzycz i wyjdź. I nie nazywaj mnie oppa .
-Ależ oppa, co Ty mówisz.
-To co zawsze, dziewczyno. Ile razy mam ci tłumaczyć? - ściągnął kompres i spojrzał na niechcianego gościa. - Nie jesteśmy razem, nigdy nie byliśmy i nie będziemy.
- Ranisz mnie. Wiem, że oficjalnie musimy się ukrywać, ale przecież tu, gdy jesteśmy sami...
-Nie jesteśmy sami. - Jjong spojrzał na TaeMin'a, który stał oparty o futrynę i wydawał się być rozbawiony i zaciekawiony rozgrywającą się sceną - On tu jest.
-Więc powiedz, by sobie poszedł. Ja zostanę z moim oppą.
- Mam inny pomysł - pokiwał palcem, przywołując drugiego chłopaka, który chociaż niechętnie jednak podszedł - On zostanie a ty wyjdziesz.
-Ależ JongHyun. Tak dawno się nie widzieliśmy, Tęskniłam.
- A ja przeciwnie. I zrozum, nie jestem twoim chłopakiem. - Tae nagle został złapany za nadgarstek i pociągnięty w dół tak, że wylądował z impetem na kanapie. - Tak dla ścisłości   NaEun... to z nim jestem. Rozumiesz? To jest mój chłopak więc zostaw nas samych i wyjdź. Nie trzaskaj drzwiami. - Uśmiechnął się krzywo, obejmując za plecy teraz już przerażonego TaeMina. Dziewczyna spojrzała na nich podejrzliwie, po czym skrzywiła się. Nie wyglądała na zachwyconą a w oczach pojawiły się złe błyski. Bez słowa ruszyła do drzwi i dopiero zanim wyszła, wysyczała coś co zabrzmiało "jeszcze mnie popamiętacie", a następnie z całej siły trzasnęła drzwiami. Jjong skulił się, łapiąc za głowę.
-Chyba lekko przesadziłeś. Powiedziałeś tej dziewczynie.... no powiedziałeś jej to takie, że ja nie wiem - TaeMin poderwał się i stanął na przeciw kanapy z oskarżycielskim wzrokiem.
- Już sobie przypomniałem, Ty jesteś tym upierdliwym chłopakiem z agencji jakiejś tam. Znów przylazłeś? Chociaż w sumie pierwszy raz się na coś przydałeś.
- Tak, jestem tym chłopakiem i na szczęście darowałeś sobie wszelkie epitety. Dodam jeszcze, że ja zawsze się przydaję, czego chyba nie zauważyłeś. Jestem oburzony twoim kolejnym postępkiem i musisz wiedzieć, że nie aprobuję tego ...
- Zamilcz człowieku i idź sobie. Po prostu wyjdź cicho i zostaw mnie.
-Ale mam zlecenie
-Ty i te twoje zlecenia. Co z tobą jest nie tak? Jeszcze trochę będę się bał otworzyć lodówkę z obawy, że tam też będziesz.
- W lodówce trzyma się lody. Właśnie wiesz, że ja bardzo lubię lody?
-Co mnie to obchodzi? No co mnie to obchodzi?
Do drzwi znów ktoś zapukał, ale tym razem osoba za nimi nie czekała, tylko weszła. Był to Henry, który właśnie odebrał telefon od Key'a.
-Jest po 21ej i mam cię zastąpić - zwrócił się do TaeMin'a - Tu jest twoja należność, a na dole czeka zamówiona i opłacona taksówka. Widzę, że JongHyun hyung czuje się już lepiej.

***
-Mam dziś prawdziwy nalot bliskich i dalszych znajomych. Najpierw Luna wpadła po poranną kawę, potem TaeMin był się dożywić, JinKi wpadł zaraz potem, a teraz nasza gwiazda rocka. Kawa?
-No ja mam nadzieję, że zaliczasz mnie do tych bliskich znajomych. Do tych bardzo bliskich, co? -Key zamrugał powiekami, uśmiechając się w swoim mniemaniu kusząco- I owszem kawusię, gorącą, słodką i ....
-I z mlekiem - barman dokończył, bo dobrze znał zwyczaje muzyka - I zapewne kawałek ciasta. Niech zgadnę, serniczek?
-O, jak Ty mnie znasz. Wiesz jak mi dogodzić.
-To mój zawód. Znam przyzwyczajenia wszystkich stałych klientów.
-Oj tam wszystkich, wiem, że się droczysz, ale to jest takie urocze. Zresztą dziś nie jestem w stanie się nawet złościć po tym, co Jjong odwalił. Dobrze, że udało mi się wyrwać z domu.
- A co się stało? Oczywiście jeśli to nie jest tajemnica państwowa.
-Nie powinienem mówić może, ale wiem, że Tobie mogę ufać. Spił się. Znów..... Nie mam już czasami siły. Znamy się tyle czasu, ale teraz chwilami mam go powyżej uszu. Coraz częściej pije zamiast pracować. Nic do niego nie dociera.
-Może ma jakieś problemy?
-Każdy ma problemy. Ja wiem, że nie miał lekko, ale do chol... ale to nie znaczy, że może zachowywać się tak jak teraz. Przestał się liczyć z nami. Załatwiłem do niego opiekę bym mógł wyjść z domu. Owszem, mogłem poprosić kupla z zespołu, ale tak sobie myślę, że im mniej wiedzą tym lepiej. Wystarczy, że ja się martwię tym kretynem. O, dziękuję za kawę. - Objął kubek dłońmi i uśmiechnął się, wracając do swojej stałej postawy - Jest wyśmienita, taka jaką lubię. Czuję, że jestem w niebie, albo chociaż w drodze do niego.
-Jeszcze nawet nie spróbowałeś, a już wiesz, że jest idealna?
-Nie musiałem pić, by to wiedzieć - Key pochylił się nad barem i palcem dźgnął barmana w łokieć - Nie bądź taki skromny.
- Jedz - MinHo postawił talerzyk z ciastem - Tak wiem, wiem. Jest idealne, wyśmienite i rozpływa się w ustach. Na dodatek ten kawałek miałem schowany specjalnie dla Ciebie, hyung.
-No, widzisz, jak mądrze mówisz.
- Przepraszam, ale muszę iść przyjąć zamówienie. Dziś jestem sam i jedyne co mnie cieszy to fakt, że nie ma zbyt wielu klientów.
Chłopak podszedł do stolika, przy którym właśnie siadała jakaś para i podał kartę. Czekał aż coś wybiorą, zastanawiając się nad tym kim jest tak naprawdę Kim KiBum. Gdy go poznał, myślał, że to jakaś rozkapryszona gwiazda, która nie liczy się z nikim, potem poznał KiBum'a Dive. Przewrotną, flirtującą, nieco może pustą, próżną i zapatrzoną w siebie. Ale przecież widział też inne oblicza. Załamanego i bezradnego, smutnego, a nawet złego. Dobrze pamiętał, kiedy Key "dzika furia" wpadł pewnego dnia, ciskając gromami na kogoś z wytwórni kto nawalił i musieli przesuwać całą sesję i nagranie. Wtedy nawet wyrwało się muzykowi kilka niecenzuralnych słów, których zazwyczaj unikał. Czasami przez te wszystkie maski przebijał się całkiem zwykły, bystry chłopak z poczuciem humoru. Kim KiBum wielka zagadka. Może dlatego MinHo go tolerował zamiast spławić już dawno. Było coś dziwnego w tym facecie, co intrygowało i nie pozwalało zerwać znajomości.
- Dwie czarne kawy, lampkę wina i może porcję lodów - Mężczyzna złożył zamówienie, wyrywając barmana z zamyślenia.
-Tak, już zaraz podam - podszedł do baru i szybko przygotował zamówienie. Zerkał przy tym co chwilę na chłopaka, który niemal z namaszczeniem rozkoszował się każdym kawałkiem sernika - Jestem ciekawy, co będzie następne, co mi pokażesz.
-Że co? Co mam ci pokazać, mój piękny?
-A nie, nic. Myślę po prostu na głos. Zaraz doleję ci kawy - Odszedł, by obsłużyć parę, po czym znów wrócił za bar. Tam właśnie stał już Key, który wyszedł z założenia, że skoro MinHo ma tyle pracy, to on sam sobie doleje kawy
-Nie powinieneś tu wchodzić. To moja praca.
- Oj, nie bądź taki, sam powiedziałeś, że jesteś tu dziś zapracowany, nooooo uśmiechnij się - muzyk zaczął w dziwny sposób dłońmi pukać ciemnowłosego chłopaka. - No, kuci kuci.
-Co ty, hyung, robisz? Ludzie patrzą. Usiądź proszę i nie rób mi problemów.
- Ja nie jestem żadnym problemem, jestem Twoim najlepszym klientem. No i już idę usiąść, nie rób takiej zaciętej miny. Wolę, jak się uśmiechasz, wtedy cały świat nabiera barw.
MinHo pokręcił lekko głową, nie wiedząc co myśląc o tych słowach. Niby żarty, ale coś nie pozwalało mu brać tego tylko i wyłącznie za żart. Czasami widział, jak tamten siada gdzieś w kącie i tylko patrzy. Lekko zamyślony potrafił śledzić pracę za barem. Nieraz tylko notował coś w czarnym notesie, a potem znów zapadał w odrętwienie. Jednak barman czuł na sobie wzrok, a to sprawiało, że i on przerywał pracę by na sekundę popatrzeć na swojego "prześladowcę". Czuł, że i dzisiejszy wieczór będzie podobny. Zaczęli schodzić się ludzie, więc pewnie scenariusz z obserwacją zaraz się zacznie. Spojrzał na zegarek i z ulgą stwierdził, że za godzinę przyjdzie zmienniczka. Co prawda nie był to koniec dnia i miał jeszcze pewne spotkanie w planach, na szczęście było ono czysto towarzyskie i mógł liczyć że się od stresuje.
Dokładnie o 21.00 MinHo odwiązał fartuch i przekazał kilka wskazówek wysokiemu i bardzo szczupłemu chłopakowi, który zaczynał pracę. Wszedł jeszcze na zaplecze, gdzie miał zieloną, papierową torbę upominkową. W środku znajdował się sweter, który sam MinHo uważał za zbyt rozwleczony i mało elegancki, ale wiedział, że Tae właśnie takie lubi, zwłaszcza, że sweter posiadał wielki kaptur. Gdy już miał wyjść, poczuł, że ktoś uwiesił mu się na plecach. Nie musiał się obracać, by wiedzieć kto to.
-Skończyłem już pracę.
-No widzę, mój ty pięknooki. Dlatego właśnie pomyślałem, że moglibyśmy gdzieś się przejść. Może do kina? Albo po prostu pójdziemy przed siebie w noc rozświetloną latarniami i wystawami sklepów, które będą nam zazdrościć doborowego towarzystwa.
- Przystopuj, hyung, z tymi fantazjami. Dziś jestem już umówiony.
-Zdradzasz mnie, Żabciu?
-Jakie zdradzam i dlaczego mówisz do mnie "Żabciu" ?
-Bo masz takie wielki, przepastne oczyska. A jeszcze w tej zielonej marynarce jakoś tak mi się skojarzyło. Ale powiedz mi, gdzie idziesz zamiast poświęcić mi swój czas?
-Na urodziny. Dziś jest taka mała imprezka niespodzianka.
-A czyjeż to urodziny masz zamiar świętować? Czy to ktoś wyjątkowy dla ciebie? -Key szedł obok ciemnowłosego chłopaka krok w krok - No powiedz, jakoś to zniosę.
-Znajomy z pracy. Zresztą znasz go. - MinHo zatrzymał się nagle- To ten dzieciak co naprzykrza się waszemu liderowi. TaeMin.
-Aaaa znam go, no pewnie, że znam. I idę z Tobą bez sprzeciwu. Przecież powinienem go uściskać. Tyle dla mnie robi. Tylko chwila, chwila, ja muszę kupić mu jakiś prezent. O, tam jest jakiś sklep otwarty. - Pociągnął towarzysza, który stawiał lekki opór, ale wiedział, że i tak już nic nie zmieni.
W sklepie, który okazał się sklepem wielobranżowym, nie było nikogo. Obeszli parę regałów i Key mógł spokojnie wybrać wielgachne pudło czekoladek. Tuż przy kasie zobaczył ogromny pojemnik z różnymi maskotkami. Mniejsze i większe, zwierzaki, lalki, dziwne stwory o chyba wszystkich kolorach świata. KiBum sięgnął na ślepo i zatopił rękę w barwnej masie po samo ramie. Ujął coś puchatego. Bez patrzenia co to jest, położył pluszaka przed kasjerką. Zapłacił za wszystko prosząc o zapakowanie słodkości i zabawki. Zadowolony podszedł do "żabci" i uśmiechnął się. W tym właśnie momencie dotarło do niego coś, o czym powinien pomyśleć już dawno. Uśmiech zastąpiła przerażona mina i Key wcisnął pakunek w ręce MinHo.
-Poczekaj, Ja muszę pilnie do toalety. To zajmie chwilę - nie czekając na odpowiedź, pognał z powrotem w kierunku sklepu. Stanął tak, by nie było go widać z ulicy i sięgnął po telefon.
-Henry? Dobrze, że jesteś. Mam pilną sprawę. Jjong nie czuje się najlepiej, znaczy dobra nie będę ściemniał. Popił dziś i nie jest z nim najlepiej. Tam u niego jest taki chłopak. Ty idź zapłać mu i jeśli możesz posiedź z tym pijaczyną naszym liderem. - Podał jeszcze kwotę do uregulowania i poprosił by zamówił i opłacił taksówkę. - Ja będę za jakiś czas i wszytko wyjaśnię. Jesteś anioł Henruś. Prawdziwy anioł.

TaeMin:
No nareszcie jadę w domu. Dobrze, że mogłem już wyjść, bo mimo szczerych chęci jakoś nie chciało mi się tam siedzieć. Co On, ten cały gad sobie myślał. Przy całkiem obcej osobie nazwał mnie swoim chłopakiem. Paranoja. Że niby ja i on? Nawet w żartach nie mogłem przyjąć tego spokojnie. Ja z chłopakiem. Jeszcze z Nim? No dobra, był pijany, ale czy to go usprawiedliwia? Kim była ta dziewczyna? Czy faktycznie coś ją łączyło z Jjongiem? A nawet jeśli, to co mnie to obchodzi. Niech ma i setki dziewczyn, mnie to jest całkowicie obojętne. Zależy mi tylko na tym, by zaczął być znów człowiekiem. Ktoś coś mówi? A taksówkarz coś chce, jestem na miejscu? No tak, zamyśliłem się. Dlaczego w oknach ciemnio? Czy JinKi jeszcze nie wrócił? Nie lubię wracać do pustego mieszkania. Wtedy czuje się, jakbym był sam na świecie. No, ale mam nadzieję, że jeśli go nie ma, to lada chwila wróci. Kto by pomyślał, że ktoś kogo znam od tak niedawna, stał się dla mnie jak brat. Och ,jestem chyba zmęczony, bo nie pomyślałem ani przez chwilę o żadnych tęczach, ptaszkach czy słodkich kotkach.

-STO LAT !!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Ryknęło kilka głosów, gdy tylko Tae zapalił światło. Chłopak złapał się za serce, które zaczęło walić jakoś mocno. Co Ci ludzie robili w jego domu i czemu czaili się po ciemku. Chwilę trwało zanim rozpoznał znajome twarze.
-KAI !!!! - rzucił się na brata, prawie go przewracając - Hyung, przyjechałeś!
-Jakbym miał nie przyjechać na urodziny własnego brata - chłopak potargał młodszemu włosy - Przywiozłem sporo jedzenia od mamy, ledwie mi się w samochodzie pomieściło. I mam prezenty, ale to chyba potem, bo inni chcą cie uściskać.
-Inni? A inni... - Tae rozejrzał się. Był oczywiście JinKi w urodzinowej czapeczce, Luna, Tiffany, Ren, Amber, MinHo, u którego boku wisiał KiBum. No tak, jego się tu nie spodziewał, ale był tak zaskoczony, że i jego widok go ucieszył. Wszyscy go ściskali i składali życzenia. Każdy też wciskał mu w dłonie większe lub mniejsze pakunki. Ucichli dopiero, gdy z kuchni wyszedł G-Dragon z tortem, w którym tkwiły świeczki.
-Nie dałem rady tego powstrzymać - Onew pochylił się do ucha jubilata - Ten cały KiBum go ściągnął, a ten twierdził, że nikt nie zna się na tortach, a właściwie na podawaniu ich lepiej niż on. Nie miałem siły się sprzeczać z wariatem więc po prostu.... Pomyśl życzenie i zdmuchnij - ostatnie słowa powiedział już na cały głos.
Życzeń było tyle, że TaeMin nie wiedział co wybrać, jedyne co przyszło mu do głowy to "niech się spełnią moje marzenia". Miał nadzieję, że los nie uzna tego za jakieś oszustwo. W końcu nie miał jakiś wielkich tych życzeń. Ktoś rozsmarował mu krem na twarzy, MinHo pstrykał zdjęcie za zdjęciem, a JinKi starał się ogarnąć to wszystko. W końcu najważniejsza osoba wieczora została usadzona na honorowym miejscu i podano mu talerzyk z ciastem. Tu kolejna niespodzianka, bo okazało się, że tort był z prawdziwymi lodami w środku. Tae pomyślał, że nie może być lepiej, ale potem przyszła pora otwierania prezentów. Książki, płyty, cudowny wielki sweter, który od razu założył, prawie się w nim gubiąc, śmieszne papucie w kształcie owieczek, słodycze i...
-Co to za cudo!?! - Chłopak trzymał w dłoniach biało-fioletowego pluszowego cosia. - Jakie to wspaniałe! Kocham to..to... cokolwiek to jest.
- To wielorybo  jednorożec chyba , Albo może skrzyżowanie jednorożca i foki - Luna wysunęła swoją teorię.

-Od kogo to jest? Kto mi kupił to piękno w pięknie? Kto?!?
-Chyba ja - odparł szturchnięty KiBum - Nie wiedziałem co Ci się może spodobać i wybrałem ...

-To narwal - Ren pokiwał głową -  Taki gatunek walenia. Ten róg to jest właściwie kieł. - Zamilkł, czując skupione spojrzenia na sobie - No co, uczyłem się o tym. Dostanę jeszcze tortu?
-Narwal!!! Narwalek - Tae był zachwycony. Maskotka była słodka i mięciutka. - Dziękuję wszystkim, wszystkim za wszystko.

TaeMin:
Mimo, że zostałem dziś z jakiś niejasnych mi powodów chłopakiem tego głupiego Jjonga, no dobra nie zostałem tak serio, ale jakoś mnie to dręczy, to i tak muszę przyznać, że to był wspaniały dzień. Okazało się, że miałem urodziny. Całkiem niespodzianie. Ech, znaczy ja zapomniałem, że je mam i dlatego były niespodziewane. Dowiedziałem się wielu nowych rzeczy.
1. Tort może mieć w środku lody.
2. MinHo jest "Żabusiem"
3. Narwal to gatunek walenia ( ale ten Ren mądry, muszę z nim pogadać i dowiedzieć się czegoś więcej )
4. Amber ma biust
5. MinHo i KiBum potrafią razem rapować, co zaskoczyło wszystkich, ich chyba też.
6. Umiem śpiewać po chińsku. Nie wiem, czy jakiś chińczyk by mnie zrozumiał, ale jestem z siebie dumny.
7. Karaoke w urodziny to świetny pomysł.
8. Nie należy się patrzeć dłużej niż sekundę na biust Amber.
9. Zjedzenie połowy tortu jest niemożliwe. Tak na raz.
10. Telefon komórkowy nie lubi latać.
11. Podłoga jest bardzo twarda.
12. KiBum podrywa MinHo
13. MinHo nie podrywa KiBuma.
14. Mam jutro wolne.

1 komentarz:

  1. Oh te wspomnienia ze sceny z pijanym Jjongiem... ahh... xD
    Wanna bania lania deszcz duża głowa ty to wiesz~!
    To też jest piękne:
    KiBum podrywa MinHo.
    MinHo nie podrywa KiBuma.
    Dziękuję za tą krótką uwagę.

    OdpowiedzUsuń