Zlecenie Szóste
TaeMin:
Otworzyłem
oczy i...uuu....kwiatuszki...ktoś naprawdę musiał mieć bujną wyobraźnię żeby w
pokoju z tapetą w zielono-żółte paski na ścianach, na suficie wymalować drobne,
jasno różowe kwiatki. Jak nic mieszkali tu wcześniej jacyś natchnieni
artyści... Ja już się przyzwyczaiłem do dość "oryginalnego" wizerunku
mojego pokoju, ale potencjalny obcy człowiek budząc się rano, otwiera oczy i
dostaje od tej mieszanki oczopląsu. Myślałem nieraz nad zmianą wystroju, ale
bywają takie miesiące, że nie mamy z czego zapłacić czynszu, a co dopiero żeby
sprawić sobie jakiś mały, tyci...tyciuuuuni remoncik (albo chociaż farbę na
pomalowanie sufitu) . Więc pomysł zmiany aranżacji (owszem, znam takie słowa)
tego pokoju porzuciłem już jakiś czas temu. W końcu aż tak bardzo mi te
jaskrawe kolory nie przeszkadzają. Rozejrzałem się po moim gniazdku, pokój był
większy niż ten obok, który zajmował Onew, co nie znaczy, że miałem więcej
przestrzeni, wręcz przeciwnie. U niego było dosyć pusto i czysto, a u mnie...no
cóż. Każdy mebel był inny, wszystkie co prawda dość ładne z drewna, ale ich
kolor i różnorodność stylu pozostawiły wiele do życzenia. Prawie wszyscy
poprzedni lokatorzy wyprowadzając się, zostawiali jakąś część swoich niepotrzebnych
już rzeczy w tym mieszkaniu, a teraz większość ich znajdowała się właśnie w
moim pokoju. Meble teoretycznie należały do właścicielki mieszkania, od której
je wynajmowaliśmy, nie chciała ich sprzedawać, ale również nie miała gdzie ich
trzymać, więc zdecydowała, że będą stanowiły część wyposażenia. Wszystkie
powierzchnie płaskie (oprócz podłogi. Kekeke dobra kogo ja oszukuję...tam też)
takich jak blat biurka, szafki nocnej, komody, a nawet szafy ...zawalone były
moimi najróżniejszymi rzeczami. Płytami CD, gazetami, mangami, pluszaczkami,
lekami, przyborami do rysowania lub malowania.... Ech, długo jeszcze by
wymieniać...Ponadto, moje ubrania SAME wychodziły z szafy i kładły się na
krześle, łóżku podłodze lub biurku tak samo książki! Podstępna makulatura
wyczekiwała moment, w którym nie patrzę i przemieszczała się w strategiczne
miejsca pokoju, bym później nie mógł ich znaleźć. Uhuhuhuh... ogólnie rzecz
biorąc.... burdel. Buuurdel? Pip pip włączam tryb myślenia Kim JongHyun'a.
Przyjąłem groźny wyraz twarz: - Ty dziwko! Mieszkasz w burdelu! - Zaśmiałem się
pod nosem wtulając twarz w miękką poduchę. Dobrze chociaż, że w reszcie
mieszkania był porządek. W sumie tylko u mnie jest taka graciarnia...Hmmm życie
to jednak jest piękne, tak mi się wydaje. Czy ja jestem optymistą? Nie...chyba
nie, a może...w sumie szukam we wszystkim pozytywów. Wychodzi na to, że
jestem skomplikowaną osobowością. No dobra... na moje dzisiejsze szczęście
składa się parę ważnych czynników. Po pierwsze, MAM NOWĄ FRYZURĘ! Ta myśl przyszła
do mnie tak nagle, że aż poderwałem się z łóżka i podleciałem do lustra. Ależ
ja jestem przystojny, taki...ponętny, sexy, pociągający. Żadna dziewczyna mi
się nie oprze, kurde ten cały KiBum nie jest jednak taki zły. Dobrze mi
doradził i faktycznie lepiej mi w tym odcieniu, ale wracając do tematu (później
pozachwycam się jeszcze moim wyglądem). Drugi czynnik wypływający na moje samo
poczucie to fakt, że dziś dostaję wypłatę i będę mógł sobie nakupić duuużo
lodów! Kocham lody. Co prawda jestem uczulony na to coś, co jest w mleku, jak
to się nazywało? Białko? Nie...Wapno?...celuzytozyna? Jest takie słowo? Muszę
później sprawdzić. Nabiał... nabiał... co jest w nabiale....To jednak chyba
było białko. A co za różnica?! Nie jestem w końcu lekarzem, wiem tyle, że jeśli
nie będę brał odpowiednich leków, to nie będę mógł jeść moich kochanych lodów i
pić tego niebiańskiego napoju pod postacią mleka bananowego. Znów odbiegam od
tematu, prawda? Moi rodzice kiedyś chcieli mnie z tym wysłać do
psycholo....STOP! Do rzeczy...moje szczęście i radość...punkt trzeci, ostatni
czynnik to Kim JongHyun i jego pies. Tak, wczorajszy dzień zdecydowanie można
uznać za wygrany. Lee TaeMin 1, Kim JongHyun wielkie ZERO, ha! Jestem
wspaniały... chociaż... Troszeczkę jednak mi smutno po rozmowie z Key'em. Teraz
już wiem, na czym stoję tylko... nie wiem czy to lepiej, czy gorzej, on uważa i
chce, bym pomógł temu białogłowemu pijakowi....o białogłowy, jak jakaś
niewiasta. Kim JongHyun białogłowy dziewic. Kekeke~ Ja chyba jednak mam coś z
głową, za dużo myślę. A tak naprawdę, teraz na poważnie, szkoda mi go. KiBum
oczekuje że mu pomógł, w zasadzie i tak miałem to w planach, choć w sumie...
nadal sam nie wiem do końca czemu. Tak więc... koniec dołowania się, bo
przecież nie jestem dołem i czas zabrać się do pracy! Sięgnąłem pod łóżko i
wyciągnąłem swój zeszyt A5, w którym zapisywałem "Złote Myśli", teraz
miałem zamiar rozpisać sobie dokładny plan działania. U góry kartki nagryźdałem
wielki fioletowy napis
"PLAN LEE TAEMINA: XXXDEADDINOSAURWAKEUPANDPONY"
Faza I
Łoj
żesz, jaki ja jestem z siebie dumny, kocham wszystko szczegółowo planować, a
później patrzeć jak życie i tak ma już swój własny pomysł i wszystko co ja
wymyślę ma głęboko w du... Gdzieś ma i nie jest to przyjemne miejsce.
Tak więc,
punkt pierwszy fazy pierwszej...
1) 1.
Poznanie obiektu zwanego "Kim JongHyun" pseudonim Dino, wiek
dwadzieścia dwa lata, zamieszkałego obecnie w Seulu. (Zaliczone) - Cholera, jestem jak
jakiś tajny agent, nie?! Kurcze, jak już uda mi się oswoić tego nadętego....
przemiłego, "cudownego" wokalistę, to wydam ten plan jako książkę,
albo przewodnik jakiś... instrukcja? Ooo, tak lepiej, wydam instrukcję:
"Jak oswoić i udomowić niesfornego gada". Ciekawe skąd właściwie
wziął się jego pseudonim sceniczny? Może to od jego twarzy...Hmm
Smutno
tak wygląda to "1)1." Hmmmm... Punkt sześćdziesiąty
ósmy fazy trzeciej...
3) 68.
Obiekt zaczyna mnie tolerować. - Ojej jakoś szybko mi poszło, nie? Ale ja mam
dużo pomysłów, że już tak daleko jestem. Ah... rozmarzyłem się...
JongHyun mnie "toleruje".... Ja i on na łące pełnej kwiatów, ubrani
na biało, śpiewamy "Amazing Grace", po chwili ptaki zakładają
na nasze głowy wianki uplecione z polnych kwiatów. Przesadziłem z tymi
wiankami? A nieee... to w końcu moja prywatna, chora wyobraźnia! Oke, nie będę
oszukiwał chociaż sam siebie...
Punkt
drugi fazy pierwszej...
1)2.
Rozpoznanie otoczenia i obserwacja obiektu - Czyli muszę
dowiedzieć się, jak na obecną chwilę wygląda "Typowy Dzień Kim
JongHyun'a" i zatopić (zawsze chciałem użyć tego słowa) się w jego
środowisko.
Punkt
Trzeci fazy pierwszej…
1)3.
Zapoznanie się z osobnikami, z którymi żyje na co dzień Kim JongHyun. – To nie będzie w
sumie chyba takie trudne. Ten cały Key, z nim będzie najłatwiej tym bardziej,
że połączył nas wspólny cel, uratowania JongHyun'a przed ostatecznym przejściem
na stronę marginesów społecznych. Ooo marginesy… Ten trzeci co tam chyba
mieszka, G-Dragon…Z nim może być gorzej, bo trochę się go boję. Ale w końcu
jestem dobrej myśli! Z tego co się dowiedziałem, jest ich pięciu, co jest dosyć
nietypowe dla Koreańskich zespołów, przeważnie jest czterech członków. Kim
JongHyun jest liderem, wokal i gitara prowadząca. Nie bardzo wiem, co to znaczy
ta gitara prowadząca, to znaczy domyślam się, że chyba jakoś prowadzi tego
drugiego gitarzystę, ale szczerze to nie wiem. No i właśnie tym drugim
gitarzystą jest Lee ChangSeon. Chyba nie był z nimi od początku ich kariery.
Oglądałem wczoraj przed snem występ z ich debiutu i jego tam nie było. Dalej
Kim KiBum, gitara basowa. Kwon JiYong, czyli G-Dragon, perkusista, o nim w
Internecie było bardzo dużo informacji nie zawsze dobrych. Ostatni członek
Henry Lau, pochodzi z Chin i w zespole jest maknae, gra na keyboardzie.
Punkt
Czwarty fazy pierwszej…
1)4.
Dowiedzieć się bardziej prywatnych rzeczy - Tak, to mi
potrzebne. Na przykład, kiedy dowiem się, co lubi, będzie mi go łatwiej
udobruchać. O, przytoczę taką sytuację! Ja wchodzę i chcę z nim pogadać, on
zaczyna na mnie warczeć, a ja mu buch przed twarz jakieś jego ulubione danie!
No i już mnie kocha, nie? Nie? Nie….
Kekekeke
nieważne! Po prostu jest mi to potrzebne!
Punkt
Piąty fazy pierwszej…
1)5.
Przekonać do siebie Kim JongHyun'a… - To jest jak na razie najważniejszy punkt i
chyba zajmie mi najwięcej czasu. Ja dopnę swego… muszę! Dam radę! To chyba na
koniec na razie moich planów. To znaczy, oczywiście mam jeszcze parę innych, na
przykład, pomóc mu odzyskać dawną sławę, naprawić jego stosunki z przyjaciółmi
i poznanie jego rodziców …..eee…. Chyba przesadziłem, już teraz wiem...Co
to ja wiem? Zapomniałem.
***
TaeMin zatrzasnął swój
gustowny notesik i postanowił jeszcze raz przyjrzeć się swojej nowej fryzurze.
Była serio bardzo dobra i mimo krótkiego ścięcia, dawała pewne możliwości przy
układaniu. Mógł grzywkę zaczesywać na prawo lub lewo. Mógł też zrobić
przedziałek po środku lub zaczesać je do tyłu. Fajnie też wyglądało, gdy je
nieco wygniótł i artystycznie potargał, tworząc uroczy nieład. Wszystkie te
możliwości przećwiczył poprzedniego wieczora i był zadowolony. Teraz
nieśpiesznie, chociaż obudził się o dość późnej godzinie, przeczesał kolejny
raz włosy palcami i doszedł do wniosku, że siedząc w domu nikogo nie oczaruje,
ani nie zachwyci swoim nowym wyglądem. Spacer.... Wolno i dostojnie tak,
by każdy kto będzie go mijał, miał dość czasu na przyjrzenie się i ocenienie
jego męskości. Rozważał w głowie różne scenariusze z różnymi osobami,
jednocześnie szukając odpowiednich ciuchów podkreślających jego wyjątkowość.
Musiały być wyjątkowe i wpadające w oko, jednak nie przytłaczające, bo to nie
one miały zachwycać, a osoba znajdująca się w nich. Chłopak kolejny raz doszedł
do wniosku, że na modzie to on się raczej nie zna i te wszystkie mądrości
zawarte w prasie i w necie nie są przydatne. W końcu zdecydował się na
zwykłą białą koszulkę bez rękawków. Odruchowo potrząsnął głową, odrzucając
włosy na bok. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, bo chodzenie bez celu wydało mu
się jednak idiotyczne, postanowił, że zajrzy najpierw do baru, gdzie pracował
MinHo, a potem do agencji dowiedzieć się, czy nie ma jakiś zleceń. Przydałaby
się przecież jakaś gotówka, bo lodówka zaczynała świecić pustkami, a JinKi
wspominał, że zalegają z jakimś rachunkiem. Niestety w ostatnich dniach jakoś
mieli mniej pracy, chociaż starali się bardzo nawet szukać czegoś na własną
rękę. Onew właśnie dziś pozował jako model w akademii sztuki, nie były to może
wielkie pieniądze, ale zawsze coś.
MinHo jak zawsze stał za
barem i właśnie podawał kawę dwóm dziewczynom, które uśmiechały się zalotnie.
-Masz powodzenie, hyung.
Ledwie tylko spojrzysz na którąś, a każda by się bez słowa z tobą umówiła -
Powiedział, uśmiechając się, gdy tylko klientki odeszły. Usiadł na wysokim
stołku i sięgnął po portfel, przeliczając drobne- Ja poproszę ... Hmmm pewnie
takiej taniej kawy nie masz - Westchnął stwierdziwszy, że jego finanse są
właściwie zerowe - Poproszę o wodę.
-TaeMin nie musisz mi
słodzić. - Mimo woli spojrzał na dziewczyny, które siedząc przy stoliku, nadal
zerkały w stronę baru i szeptały cicho. Wiedział, że się podoba i lubił
poflirtować. Nigdy na poważne, ale ot jakiś uśmiech czy słodkie słowo - A jeśli
masz ochotę na kawę, to ją dostaniesz. Jak będziesz miał, to mi oddasz albo i
nie, w końcu trzeba sobie jakoś pomagać.
-Oddam, oddam. Mam
nadzieję, że trafi mi się jakieś dobre zlecenie i dużo zarobię. Dużoooo.
-Oby, ja też dawno nie
miałem jakiegoś większego zlecenia. Dobrze, że chociaż tu zarobię na opłaty.
Zwłaszcza teraz, gdy pewnie wydatki mi wzrosną. - Postawił przed Tae kubek
pełny aromatycznej kawy orzechowej z pianką - Nie wiem, jak ja dam sobie radę.
Studia zajmują mi sporo czasu i już teraz ledwie znajduje chwilę na naukę. Nie
poradzę sobie z jeszcze jakimś etatem.
-Dodatkowe wydatki? A
czemu? Mówiłeś, że może bez szaleństw, ale jakoś sobie radzisz. Nawet ostatnio
kupiłeś sobie tę szpanerską kurteczkę, na którą leci chyba tyle samo dziewczyn
co na twój uśmiech, hyung. - ostatnie słowo zabrzmiało niezbyt wyraźnie, bo już
pił kawę delektując się smakiem i zapachem.
- Rodzice postanowili, że
przyślą do mnie siostrę. Dostała się tu do szkoły i będzie mieszkać ze mną.
Owszem, mają zamiar dokładać się, ale wiem, że sami nie mają za wiele i zawsze
dokładnie oglądają każdy grosz. Już teraz wiem, że na mnie spadnie sporo
wydatków. "Oppa, potrzebuję na książki, oppa, bo chciałam iść z
koleżankami do kina, oppa, nie mam butów, oppa...." - Starał się udawać
dziewczęcy głos, ale nie wychodziło mu to za dobrze, za to rozbawiło TaeMina -
Nie śmiej się, tylko mi współczuj. Masz rodzeństwo?
-Mam brata, starszego
brata.
-Nigdy nie mówiłeś o nim.
Dogadujecie się?
-Tak. Muszę przyznać, że
zawsze dobrze się między nami układało. Pomagał mi i zawsze mogłem na niego
liczyć. W sumie gdyby nie on, nieraz wpadałbym w tarapaty. - chłopak uśmiechnął
się jakoś smutno, bo nagle zatęsknił za domem. - To nie taki całkiem mój brat,
znaczy całkiem tylko nie w stu procentach. Dla mnie nawet w tysiąc procent, ale
naprawdę nie całkiem.
-Mówisz zagadkami - MinHo
postawił przed chłopakiem talerzyk z kanapkami, które przygotował w
międzyczasie- Mów jaśniej i zjedz, bo chyba schudłeś ostatnio, jeszcze trochę,
a znikniesz.
-Jaki ty jesteś miły,
hyung, skąd wiedziałeś, że jeszcze dziś nic nie jadłem? Jesteś jasnowidzem
chyba, zjem ze smakiem.
-Ty wszytko zjadasz ze
smakiem. I mów o tym bracie. Jak ma na imię?
- JongIn, ale wszyscy
wołamy na niego Kai. Moja mama - Zatopił zęby w kanapce - Mala menga i
-Przełknij i dopiero mów,
bo nic nie rozumiem z tego bełkotu
- Pleplasam - przełknął i
otarł dłonią usta - Moja mama miała męża i mieli syna, Kaia właśnie. Ale ten
jej mąż zginął w wypadku, a moja mama... Nie, to jeszcze nie tak. Jak zginął
mąż mojej mamy, to bardzo jej pomagał ich wspólny znajomy. Taki przyjaciel
rodziny i po pewnym czasie zakochali się w sobie. Właściwie to moja mama
powiedziała, że pobrali się z rozsądku, a miłość przyszła potem, ale ja myślę,
że musieli się bardzo lubić. No i ja się urodziłem. Taki dowód miłości.
Najpiękniejszy dar od losu.
- A tego dnia pewnie nad
szpitalem pojawiła się tęcza i białe gołębice. - chłopak za barem wzniósł oczy
do nieba i przetarł kolejną szklankę - Więc macie jedną matkę, ale dwóch ojców.
To dobrze, że mimo to macie dobre stosunki. A ojciec jak się odnosi do twojego
hyunga ?
-Nigdy nie robił między
nami różnicy. Traktował nas na równi i zawsze mówił "moi synowie".
Nadal tak mówi. A Twoja siostra? Jaka jest?
- JunHee jest.... Jest
roztrzepana. Uczy się grać na gitarze i czasami potrafi zamęczyć człowieka
swoją paplaniną. Właśnie to mnie też martwi. Lubię mieć w domu ciszę, jak wrócę
z uczelni czy pracy. Cały dzień w hałasie, a teraz nawet w domu nie odpocznę.
-Może jej znajdziesz
jakieś zajęcie? W końcu mogłaby roznosić jakieś ulotki albo coś i zarobiłaby
sobie chociaż na swoje wydatki - Przełknął ostatni kawałek kanapki, popijając
kawą - Najlepiej jakby pracowała, kiedy ty masz wolne to byś miał ciszę.
-Znaczy, że mam ją wysłać
do pracy nocą? -MinHo mimo woli uśmiechnął się - Ale pomysł by sobie zarabiała,
jest dobry. Muszę popytać w paru miejscach. No i będę musiał pilnować jej przed
chłopakami.
- Nie patrz tak na mnie,
ja nie mam czasu na flirtowanie. Pracuję ciężko i ćwiczę każdego dnia, bo muszę
być lepszy, by w przyszłym roku przejść przesłuchanie. - Tae otrzepał dłonie,
wstając - Dziękuję za kawę i jedzenie. Bardzo mi smakowało, a ty jesteś
wspaniałym baristą i kanapkowcem.
-Baristą nie
jestem..jeszcze, a to drugie to niby co ma być?
-No kimś od robienia
kanapek. Taki gość co wie ile masełka dać na chlebek i co ponakładać żeby smak
był wyśmienity. Odpowiednio doprawi, a jeszcze wszystko wygląda pięknie niczym
kompozycja na obrazie.
-Ty mi tu nie pochlebiaj.
Powiedziałem, że nie musisz płacić.
-A no to dziękuję. Swoją
drogą nie przepadam za papryką więc na przyszłość nie dawaj jej.- Ledwie
uchylił się przed ściereczką, która poleciała w jego stronę.
Po wizycie w księgarni
gdzie spędził coś około godziny oraz przejściu na piechotę sporego odcinka
dzielącego go od siedziby agencji, dotarł tam akurat w chwili, gdy Tiffany
odbierała telefon z jakimś zleceniem. Uśmiechnęła się na widok chłopaka i
kiwnęła dłonią, by podszedł.
-Mam tu zlecenie. Nie
wiem czy przyjmiesz. Klient czeka na odpowiedz. - popukała w kartkę, gdzie
zapisała dane.
-Taaaaa - TaeMin
uśmiechnął się jakoś dziwnie - Wezmę. No bo czemu miałbym nie brać. Zlecenie
jak zlecenie. Nic dziwnego. Po to tu jestem, by brać zlecenia i procować.
Właśnie..taka praca. Ja, zlecenie, płaca. Zarobek za zlecenie.
- Ale dobrze się czujesz?
- kobieta spojrzała nieco podejrzliwie.
-Co? A tak, tak. To ja
jadę.
***
Chłopak
przy pianinie na ślepo sięgnął po szklankę z sokiem wiśniowym, po czym upił
spory łyk. Uśmiechnął się i dopisał do końca coś na papierze nutowym, po czym
spojrzał w okno. Nie zdawał sobie sprawy, że południe już dawno minęło, a
powinien jeszcze zanieść nagraną aranżację do chłopaków z zespołu. Dobrze, że
mieszkali na jednym piętrze i wystarczyło przejść kilka metrów. Dopił sok i
jeszcze raz spojrzał na zrobiony wcześniej zapis nutowy. Chyba nic się nie
stanie, jeśli zagra to zanim wyjdzie. Dłonie pogładziły klawisze pianina, a
chłopak wziął lekki oddech. Pierwsze dźwięki popłynęły cicho i spokojnie niczym
kołysanka, słuchając niemal czuło się lekkie kołysanie, które uspokajało.
Muzyka stawała się bardziej zdecydowana, ale nie było w niej nagłych porywów
czy silnych akordów. Mimo szybszego rytmu ta melodia miała przynosić ukojenie.
- Całkiem
niezłe - drugi z mieszkających w tym mieszkaniu chłopaków wszedł do pokoju i
rzucił torbę na kanapę, jak zawsze nie dbając, by odłożyć coś na miejsce.
Uśmiechnął się kącikiem ust - Przerobiłeś tamten kawałek, tak jak Ci mówiłem?
-Nie, sorry,
ale zrobiłem to tak, jak było w planach. JongHyun dał wyraźne wskazówki jak to
ma wyglądać, a reszta poparła jego sugestie. Nie rozumiem, dlaczego miałbym
robić to inaczej. Zaraz zresztą idę im to zanieść do odsłuchania.
-JongHyun dał
wskazówki? No i co z tego. Ostatnio to on nie wie chyba dokładnie, co robi.
Jego świetność szybko gaśnie.
-Cieszy Cię
to?
-A dlaczego
ma mnie cieszyć, że zespół idzie na dno? Nasz lider tonie, a my wraz z nim.
Mylę się?
-Owszem,
ostatnio miał trochę gorszy..
-Ostatnio? To
już trwa dość długo. Za długo jak dla mnie. Nie wiem co reszta na to, ale ja
uważam, że należało by jakoś zareagować.
- Key z nim
rozmawiał. Podczas koncertu tydzień temu zachowywał się normalnie i nawet potem
się nie upił - Mówiąc to, skrzywił się nieco. Wiedział, że jego obrona jest
trochę na wyrost. - Może będzie teraz lepiej. Te nowe kawałki są niezłe.
- Sam mówisz
że są "niezłe", a nam potrzeba przebojów. Hitów, które trafią na
pierwsze miejsca list przebojów. Musimy być idealni!
-Tak, wiem.
Wszytko wiem - Wstał, zbierając zapisane strony i chowając je do szuflady -
Idziesz ze mną? Lepiej jak wszyscy razem to omówimy.
- Daj mi dwie
minuty, albo idź, tylko z dyskusjami poczekajcie na mnie. - starszy z chłopaków
ruszył w stronę łazienki- Idziemy na dno. Ale ja nie mam zamiaru czekać
spokojnie, aż zatoniemy całkiem. Nie jestem taki jak Henry, by nie widzieć
tego, co się dzieje - mówił do siebie, odkręcając wodę i myjąc twarz.
***
Od rana coś
wisiało w powietrzu i Key nawet się nie zdziwił, gdy drzwi otworzyły się z
hukiem i do mieszkania wtoczył się pijany Jjong. Był potargany, koszulkę miał
brudną i rozdartą, jakby się z kimś szarpał, a na dodatek śmierdziało od niego
tak, jakby spędził rok w ruskiej gorzelni.
-Coś Ty z
sobą zrobił, człowieku? Serio musiałeś się tak ... najeb.. znaczy upić? -
Złapał lidera w ostatniej chwili, gdy ten zmierzał ku spotkaniu z podłogą. - Co
ja z Tobą mam. Mieliśmy dziś omawiać nowe kawałki na płytę, a ty ledwie się na
nogach trzymasz.
-Ja jezzztem
gwiazdą, jezztem gwiazdą rocka - nieco bełkotliwy głos wydobył się z ust
JongHyun'a - Ty wiesz, kim ja jezzdem? Gwiazda rocka, rockowiec, rocki, roki,
bum bum w mięcho, a ty kto? Hę? - wykrzywił usta, co miało być chyba uśmiechem
-Jezu, nie
oddychaj na mnie - KiBum skrzywił się z obrzydzeniem - Te, gwiazdo rocka, co ja
mam z tobą zrobić? - Podtrzymując zataczającego się kolegę, starał się go
odciągnąć od drzwi, by je zamknąć - Do łazienki idziemy, ok?
-Co robić,
ach co robiiiić !!!! Pić i bawić się do rana - Zarzucił ramiona i znów się
uśmiechnął, tym razem pokazując uzębienie - Ale ty jezzzdeś teges noooo, taki,
że uuuuuu i taaa głowa taka bania - czknął, nie zwracając uwagi, że mu się nogi
rozjeżdżają
-Umrę od tego
odoru z twojej paszczy. Umrę, a potem zmartwychwstanę, by się zemścić - Dalej
wolno acz zdecydowanie ciągnął kumpla w stronę łazienki - Wsadzę cię do wanny,
może otrzeźwiejesz.
-Wanna,
bania, lania, deszcz... Duża głowa tyyyy to wiesz - Wył na nikomu nieznaną i
raczej niepowtarzalną melodię - Jezzzzdem Dinożałrek !!! Zaśpiewam ci,
piękny chłopcze z dużą głową - Klepnął otwartą dłonią w policzek Keya -
Przyjacieluu, mój ty przyjacielusiu, przyjacielusiusieńku,
przyjacielusiesienieczunieczku... przy...
-Zamknij się
i zostań tu - posadził go na podłodze łazienki. Właściwie gdy go puścił, Jjong
sam osunął się w dół, efektownie waląc czołem w deskę klozetową
- Czy ty
wiesz, że dinożaury wyginęły? - Jego głos przeszedł w szloch - wszystkie, co do
jednego gadzika. Ani jednusienieczko. Ja taki sam jak palec. Palec? No palec -
Dyskutował sam ze sobą, chlipiąc. Key w tym czasie poszedł do kuchni i nalał do
szklanki wody, po czym dodał dwie łyżki soli i zamieszał. Nie wiedział, czy to
coś da, ale zawsze było warto spróbować wymusić wymioty, by pozbyć się z
organizmu chociaż części alkoholu. Wrócił do łazienki w chwili, gdy jego
przyjaciel obejmując muszlę klozetową, nadal zawodził z powodu wyginięcia
swojego gatunku.
-Wypij to,
będzie Ci lepiej - nie widząc chęci współpracy, chwycił JongHyun'a i odchylił
mu głowę. Zatkał nos, po czym zmusił do wypicia kilku łyków "cudownego
" specyfiku. Reakcja była natychmiastowa.
-Kurwa!!!! -
Dinusiem wstrząsnęło potężnie - Co do cholery !!! - Czuł, że wszytko z żołądka
podchodzi mu do góry, a wnętrzności się skręcają . Zaczął jęczeć, czując
mdłości - Umieram , Jezuuuu!! Eeeeee, co to było?!
- Ty rzygaj,
a nie będziesz mi tu jęczał - Key tracił cierpliwość - No, łeb w kibel i nie
żałuj sobie
Pijany
JongHyun spełnił polecenie, chociaż nie tak, jak tego oczekiwano. Nie był w
stanie się ruszyć, więc zamiast do toalety zwymiotował obok, brudząc prawie
buty drugiego chłopaka. Torsje szarpały nim raz po raz, aż KiBum przestał
martwić się obuwiem, a zaczął obawiać się, że faktycznie zabił człowieka.
Pijaka co prawda, ale jednak człowieka. Nie wiedział co robić, gdy tamten
zwijał się, nie mając już czym wymiotować.
-Co ja
narobiłem, co ja narobiłem - rzucił się w drzwiach przerażony - JongHyun'ku
kochany, nie umieraj, proszę. - Złapał go za nogi i wyciągnął z łazienki, po
czym nakrył kocem ściągniętym z kanapy - Może wody? Ale takiej normalnej? Nie
wiem co robić noo - czuł, że zbiera mu się na płacz.
-Daj mu
mleka. To najlepiej pomaga. Zniweluje odruch wymiotny. Byle nie za dużo. Mnie
zawsze pomaga. - Draguś, który właśnie przyszedł bez zbędnych emocji ocenił
sytuację. - No, dawaj to mleko, a ja go przytrzymam - Kucnął i przytrzymał
wijącego się nadal chłopaka za ramiona - Piłeś beze mnie? Oj, nieładnie - nadął
się lekko.
Chwilę trwało
zanim udało im się zmusić Jjonga, by przełknął kilka kropel mleka. Potem już
tylko mogli czekać na efekt, ku radości niedoszłego zabójcy, pijany chłopak
nieco się uspokoił, przestał jęczeć i wyglądał jakby zapadł w sen. Patrzyli
chwilę na niego, po czym postanowili przenieść go na kanapę. Nie reagował, ale
oddychał co świadczyło, że może jeszcze jego kolej nie nadeszła. Key przetarł
dłonią twarz i spojrzał w kierunku łazienki. Wiedział, że to on będzie musiał
ją posprzątać i z tego też powodu znów obudziła się w nim irytacja. Złapał dwie
ulubione koszulki Dino i jedną z nich zawiązał sobie na twarzy, by zniwelować
smród dobiegający do nosa. Zaśmiał się złośliwie i zaczął wycierać płytki drugą
z koszulek.
-Otwórz okno
i zrób temu pijakowi coś do picia. Herbatę albo kawę? Nie wiem, co będzie
lepsze. - Krzyknął do Dragusia, który stał obok kanapy i czubkiem buta lekko
kopał leżącego. Przestał w końcu zniechęcony brakiem jakiejkolwiek reakcji i
nie mając nic lepszego do robienia, postanowił spełnić polecenie. Otworzył
wszystkie okna, po czym poszedł do kuchni. W szafce znalazł pięć rodzajów
herbaty, trzy rodzaje kawy oraz jeszcze jakieś zioła. Był rumianek, mięta i coś
z pokrzywy. Na koniec wyciągnął jeszcze kilka kartonów i butelek soków. Nie
wiedząc jaki napój będzie najlepszy, więc zdecydował się, że naszykuje wszytko.
Gdy łazienka lśniła już czystością, Key mógł podziwiać zaradność ich
perkusisty. Na stole stały kubki z każdym rodzajem herbaty, kawy i ziółek oraz
szklanki z sokami. Uniósł brwi, czując, że to chyba za dużo jak na jego
wrażliwy umysł, ale nie dał po sobie nic poznać zwłaszcza, że pijane zwłoki
poruszyły się, wydając z siebie dziwny pomruk.
-Może walnij
go czymś ciężkim? - Dragon stał oparty o szafkę i pił piwo - Będzie po
kłopocie.
-On powinien
dojść do siebie, zaraz przyjdzie Henry i Joon. Co, mam im powiedzieć, że
znów Jjong jest pijany?
-Się nie
ucieszą... Zamknij drzwi, zgaśmy światło i udawajmy, że nas nie ma - Beztrosko
wzruszył ramionami, przykładając butelkę do ust
-To jest myśl
- Key był bardzo skupiony. Na palcach ruszył w stronę drzwi - Nie ma nas -
mruczał szeptem - Nie no, jakie nie ma? Co ja robię ! - wyprostował się, bo
doszła do niego głupota tego pomysłu - Idź i powiedz, że spotkamy się jutro.
Powiedz, że ja nie mogę, bo mam ważną sprawę, albo że ... - przerwało mu
pukanie do drzwi, więc westchnął zrezygnowany i otworzył. Za drzwiami stał
Henry co wydało się KiBum'owi zrządzeniem losu. - Słuchaj, właśnie miałem dać
wam znać, że spotkamy się jutro. Moja ciotka jest chora i ja muszę zaraz
jechać. No, to moja ulubiona ciotka, więc sam rozumiesz - Mówił nieco
poddenerwowany, nie zdając sobie sprawy, że w pewnej odległości za nim G-Dragon
na migi pokazywał Henremu dziwne znaki. Najpierw udawał, że śpiewa do
mikrofonu, robiąc pozy jakie zazwyczaj przyjmował Jjong, potem gestem pokazał
picie z butelki i zatoczył się, efektownie kończąc zgięciem w pół i
naśladowaniem wymiotów.
-Noo, tak
rozumiem. Wpadniemy jutro, nie ma problemu. Pozdrów ciocię i życz jej zdrowia.
- Chłopak starał się zachować powagę, chociaż widok dalej odgrywającego rolę
pijanego Dragusia, utrudniał mu to - Nie martw się, Hyung, będzie dobrze -
poklepał go po ramieniu, po czym poszedł do siebie.
KiBum
odwrócił się w chwili, gdy białowłosy chłopak padł na ziemię, udając drgawki, o
mało nie waląc głową w stolik.
-Ty weź
przestań, idioto. Mało mam problemów? - Spojrzał na kanapę, gdzie JongHyun
właśnie postanowił powrócić do żywych i podniósł się, spoglądając zamglonym
wzrokiem w koło. Dragon usiadł na podłodze i też spojrzał na pijanego chłopaka,
czuł, że może być jeszcze wesoło.
-Ty!!! - Dino
oskarżycielsko wyciągnął palec w kierunku kuchni - Ty.... no właśnie ty!!! - Ku
zdziwieniu pozostałej dwójki celował w pustkę, by po chwili chwiejnie stanąć na
nogach i ruszyć we wskazanym kierunku - Iiiiiiidęęęęę - ! Ryknął, po czym dopadł
lodówki, tuląc do niej policzek - Jakaś ty cudowna, taka zimna - ocierał twarz
o drzwiczki, zachwycając się urządzeniem AGD - Jesteś najlepszym mebelem jaki
mam. - W jego głosie dało się wyczuć wzruszenie - Moja, mój... moje. - Łasił
się, niemal jak kot, do białej powierzchni - Na zawsze tu zostanę - Bezwiednie
osuwał się coraz niżej, aż w końcu usiadł na podłodze, wciskając czoło w magnes
w kształcie bukietu kwiatów.
-No, a teraz
zacznie się oświadczać lodówce, ja mam dość. Nie wiem już, co wolę. Jak się
upije na "złego" to przychodzi, pokrzyczy, po ubliża mi i innym, po
czym pada bykiem i śpi. A takie akcje jak dziś budzą mój niesmak i
konsternację.
-Nie
narzekaj, nie jest źle. Usiądź i popatrz sobie. Zamiast się martwić, baw się
sytuacją
-Może i masz
rację? - Key zrezygnowany padł na kanapę z postanowieniem, że nie będzie się
przejmować. W końcu kiedyś ta chodząca, no dobrze, teraz siedząca ironia losu
zaśnie. Miał nadzieję, że nastąpi to dość szybko, a wtedy on, Key, będzie
mógł wyjść z domu i na przykład iść napić się kawy do ulubionej knajpki.
Uśmiechnął się, nie wiedząc do końca czy na myśl o aromatycznym napoju, czy o
barmanie o równie brązowych jak kawa oczach. Zamyślony nie zwrócił uwagi, że
pijana bestia porzuciła lodówkę i nieco się potykając, podąża w jego stronę.
Dopiero gdy coś ciężkiego zwaliło mu się na kolana, ocknął się z marzeń o
pachnącym ciastem i kawą szatynie.
-Co ty
robisz? -Warknął zły, że ktoś popsuł mu wizję, w której on i chłopak z baru
stali na moście, podziwiając zachód słońca nad leniwie płynącą rzeką.
-Witam, panie Kim. - JongHyun
uśmiechnął się, obejmując przyjaciela za szyję - Spójrz na swojego
mężczyznę - Tu wskazał na siedzącego dalej na podłodze perkusistę - A teraz na
mnie. Jeszcze raz na niego, i na mnie. Szkoooooda, że nie jest mną, ale jeśli
zacząłby używać ... używać czegoś taaam to mógłby być jakby był mną. Popatrz na
dół i w górę. Gdzie jesteś ? Jesteś na kanapie z mężczyzną, który pachnie tak
jak.... jak... no - zmarszczył brwi, nie mogąc sobie przypomnieć dalszej części
reklamy, opuścił głowę, przymykając oczy. Wyglądało jakby zasnął. Zszokowany
Key patrzył na niego z szeroko otworzonymi oczyma i rozchylonymi ustami -
Nie ma ostrygi, a bilety na koncert sprzedane - wybełkotał jeszcze Jjong
niezbyt wyraźnie - SIEDZĘ NA KONIU!!!! - ryknął z całej siły po kilku
sekundach milczenia, doprowadzając tym KiBum'a prawie do zawału.
-A z zapamiętaniem tekstu
ostatniej piosenki miał problemy - słusznie zauważył Draguś i korzystając z
wolnego dostępu do lodówki, poszedł wyjąć sobie dwa piwa - To ja skoczę na
miasto, bo się zasiedziałem.
- Jak to na miasto? Ja
też chcę na miasto - Dysząc, poderwał się, zrzucając z siebie Jjonga - Nie
zostawiaj mnie z nim. Proszę !
-Ale on śpi - obaj
spojrzeli na bezwładne lecz chrapiące ciało na podłodze - Wydaje mi się, że
teraz pośpi dłużej.
-A jeśli nie?
- Wymyśl coś, może niańkę
mu wynajmij . Baj - zawołał od drzwi i wyszedł, nie przejmując się niczym.
-Niańkę ? Niańkę ! No
pewnie, że niańkę. To jest idealne rozwiązanie. - sięgnął po telefon i wybrał
numer- Dzień dobry. Chciałem wynająć kogoś na kilka godzin. Stawka plus coś
ekstra. W zasadzie jeśli to możliwe chciałbym konkretną osobę...LuMinnie...-
Dobrze, proszę się dowiedzieć czy przyjmie zlecenie. Moje nazwisko Kim
KiBum...Tak, On wie gdzie. Będę wdzięczny jeśli zapyta pani i zadzwoni do mnie.
Oczywiście będę czekał.
***
Gdy drzwi gwałtownie się
otworzyły TaeMin prawie wpadł do mieszkania siłą rozpędu. Zatrzymał się i
starał się zrozumieć, co się do niego mówi, jedyne co wyłowił z potoku słów to
fakt, że Jjong jest pijany i śpi, i że on, Tae, ma z nim posiedzieć jako
niańka. Sekundę później został w mieszkaniu sam z chrapiącym muzykiem i
siedzącym Karpiem. Pies zdawał się mieć gdzieś zaistniałą sytuację chociaż w
powietrzu było czuć niezłą aferę, no dobra aferę i dość specyficzny zapach
strawionego alkoholu. Na stole stało kilka kubków i szklanek, ale raczej nie
należało z nich pić. Zwłaszcza zniechęcała jakaś dziwna zielona ciecz w
niebieskim kubeczki. Nie dość, że kolor niezdrowy to jeszcze pływały w tym
jakieś pestki i chyba kawałki liści. Tae pogłaskał zwierzaka, który wydał z
siebie aprobujący pomruk, a potem się położył i obserwował jak chłopak wyjmuje
telefon i robi kilka zdjęć zalegającemu na kanapie pijanemu JongHyun'owi. Nie
robił tego, by je potem wykorzystać, ot po prostu sytuacja wydała mu się na
tyle zabawna, że postanowił ją uwiecznić. Zresztą miał nawyk pstrykania zdjęć,
gdy tylko miał jakiś ciekawy obiekt. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, bezczynne
siedzenie wydało mu się idiotyczne. Postanowił pozmywać naczynia zwłaszcza, że
to zielone coś wyglądało jakby miało za jakiś czas żyć własnym życiem. Kolejnym
krokiem było powycieranie szafek, pozamiatanie i umycie podłogi. Nalał też wody
do psiej miski i w końcu stanął na środku pokoju, nie mając zajęcia.
-Wolllwodwy - Zabełkotał
chłopak leżący na kanapie - Woldskalka
-Że co? Nie rozumiem, co
mówisz.
-Wolady
-Jeśli to jakieś zaklęcie
to chyba nie działa - Tae wzruszył ramionami chociaż zainteresowało go to
tajemnicze "coś"
-Daj mi.
-Ja bym ci dał, ale żebym
ja wiedział co. Skup się no. Poduszkę? Koc? Wiatrak?
-Wiatlak? Na co mi trak.
- Jjong uniósł głowę i spojrzał na drugiego chłopaka - Ty wiatlak, a ja woldy.
W O L D Y
-Hmmm ja serio nie wiem
czego chcesz i nie waż się ma mnie rzucać. -Tae cofnął się na krok, przyjmując
postawę obronną - Jeśli będziesz chciał znów mnie... cokolwiek będziesz chciał
zrobić, to przysięgam, skrzywdzę Cię.
-Daj mi wody!!! - Z
wyschniętych ust w końcu wydobyły się zrozumiałe słowa - Szklankę wody.
- Aaa wody!!! No było
trzeba tak od razu. Wody, jasne, że chcesz wody. Że też się nie domyśliłem.-
Wyjął z lodówki schłodzoną butelkę i odkręcił - Proszę bardzo. - Patrzył jak
tamten łapczywie pił tak długo, aż wypił wszytko.
JongHyun nie wytrzeźwiał,
ale krótka drzemka nieco pomogła, mimo wszystko teraz minimalnie bardziej
kontaktował, co się dzieje. Bolała go głowa, a w żołądku wszystko się
kotłowało, miał mdłości i wydawało mu się, że chyba umrze. Każdy kawałek ciała
był obity i obolały jakby przetoczył się po nim pociąg pośpieszny. Wiele razy
bywał pijany jednak tym razem przesadził. Za duża ilość i różnorodność
alkoholi. Butelka wody nieco pomogła, ale nadal miał marzenie, by ktoś coś
zrobił, chciał przestać czuć. Nie miał siły nawet zmienić pozycji chociaż
zdrętwiał mu cały bok i nie mógł poruszyć lewą nogą. Zaklął pod nosem i
spojrzał na osobę, która stała nieopodal, przyglądając mu się. Znał tego
chłopaka, ale teraz jego mózg nie był w stanie sobie przypomnieć co to za
jeden. Coś mu majaczyło, jednak uporządkowanie chaosu w głowie nie było
możliwe. Jedyne co pamiętał to coś ohydnego w ustach i ból potem. Chyba miało
to związek z Key'em. Zabluźnił teraz pod adresem przyjaciela i potarł dłonią
bolące czoło. O tak, czoło też bolało go przez KiBum'a, był o tym przekonany.
KiBum był złem tego świata w tej chwili, a ten tu chłopaczek o czerwonych
włosach jawił mu się jako wybawiciel, anioł posiadający dostęp do zimnej i
zbawiennej wody.
-Jeszcze. Daj mi jeszcze
- wyjęczał
-Wyglądasz jak zbity
kundel. - Nagle spojrzał na leżącego psa - Oj, bez urazy Karpik, nie miałem
ciebie na myśli. Znaczy nie mam nic do kundli. Nie są wcale gorsze od rasowych
psów, wiesz to tylko takie powiedzenie - Tae uznał, że być może uraził
zwierzaka tym porównaniem. Wyjął z lodówki kolejną butelkę wody i podał
konającemu Jjongowi. Pomyślał, że może zimny okład też pomoże więc zmoczył
ściereczkę i niezbyt delikatnie pacnął ją na czoło pijanego chłopaka.
-Aaaaaa, o kurwa!!! -
Widać okład działał, bo poderwał dotąd nieruchawe ciało do pozycji siedzącej -
O, jak boli, a jak dobrze. Umieram... Dobrze, jest dobrze - przytrzymał ścierkę
przy głowie i opadł ponownie na kanapę.
-Jeśli chcesz, zrobię ci
mocnej kawy albo herbaty. Nie znam się na leczeniu pijaków, znaczy osób
nadużywających napoi wyskokowych wysoko procentowych.
-Nie rozumiem, co do mnie
mówisz. I mów ciszej, dużo ciszej.
-Ja się mogę wcale nie
odzywać, płacą mi za siedzenie z Tobą, a nie pogawędki - chciał jeszcze coś
dodać, ale ktoś zapukał do drzwi. Nie wiedział, czy powinien otwierać, bo w
końcu nie był u siebie, ale może to coś ważnego? A może ten cały Bum Bum
zapomniał kodu do drzwi. JongHyun wydawał się być obojętny na ewentualnych
gości, leżał teraz z zamkniętymi oczami, rozkoszując się chłodem, który
ogarniał jego głowę od zimnego okładu.
Za drzwiami stała dość
ładna dziewczyna. Może byłaby ładniejsza gdyby nie nadąsany wyraz twarzy i
zaciśnięte usta, które tworzyły wąską kreseczkę. Nieznajoma skrzywiła się i
weszła do mieszkania.
-Długo musiałam czekać aż
mnie ktoś wpuści. Dlaczego tak długo to trwało i kim ty jesteś - Przechyliła
głowę na bok niczym obrażona księżniczka - No pytam się o coś. - Teraz dla
odmiany zmarszczyła nos co wyglądało według Tae śmiesznie, a nie uroczo.
- Jestem Lee TaeMin. A
Ty?
-Nie zwracaj się do mnie
na "ty", nie znamy się i nie mam zamiaru zawierać z tobą znajomości.
- odrzuciła włosy do tyłu - Nie wiesz, kim jestem? Doprawdy śmieszne. Jak można
nie wiedzieć takich spraw. Mnie wszyscy znają.
-Może wszyscy poza mną.
Nie mam pojęcia, kim jeste..kim pani jest.
-Hmmm . Jestem Son
NaEun, znana modelka. Moja twarz jest na okładkach wielu gazet, biorę udział w
reklamach i pokazach. Jestem znaną osobą.
- Wybacz, ale ja nie
interesuję się modą tylko muzyką i tańcem.
- Nie obchodzą mnie Twoje
zainteresowania. Chcę się widzieć z moim oppą. Gdzie on jest?
-Kto?
-Tego też nie wiesz? Skąd
ty się wziąłeś? JongHyun jest moim chłopakiem. Jesteśmy razem od dawna. Więc
powiedz mi, gdzie on jest.
-Śpi - Tae wskazał dłonią
w kierunku salonu nieco zaskoczony - Chyba śpi.
-Zejdź mi z drogi -
dziewczyna przeszła obok niego, zadzierając wysoko głowę. Zobaczywszy leżącego
i pojękującego cicho Jjonga, dopadła do niego - Oppa!!! Co Ci jest? Jesteś
chory? Czy ten ktoś tam obcy cię skrzywdził? - tu oskarżycielsko wskazała na
chłopaka w przedpokoju. -Ach, oppa powiedz coś.
-Czego chcesz? Nie krzycz
i wyjdź. I nie nazywaj mnie oppa .
-Ależ oppa, co Ty mówisz.
-To co zawsze,
dziewczyno. Ile razy mam ci tłumaczyć? - ściągnął kompres i spojrzał na
niechcianego gościa. - Nie jesteśmy razem, nigdy nie byliśmy i nie będziemy.
- Ranisz mnie. Wiem, że
oficjalnie musimy się ukrywać, ale przecież tu, gdy jesteśmy sami...
-Nie jesteśmy sami. -
Jjong spojrzał na TaeMin'a, który stał oparty o futrynę i wydawał się być
rozbawiony i zaciekawiony rozgrywającą się sceną - On tu jest.
-Więc powiedz, by sobie
poszedł. Ja zostanę z moim oppą.
- Mam inny pomysł -
pokiwał palcem, przywołując drugiego chłopaka, który chociaż niechętnie jednak
podszedł - On zostanie a ty wyjdziesz.
-Ależ JongHyun. Tak dawno
się nie widzieliśmy, Tęskniłam.
- A ja przeciwnie. I
zrozum, nie jestem twoim chłopakiem. - Tae nagle został złapany za nadgarstek i
pociągnięty w dół tak, że wylądował z impetem na kanapie. - Tak dla
ścisłości NaEun... to z nim jestem. Rozumiesz? To jest mój
chłopak więc zostaw nas samych i wyjdź. Nie trzaskaj drzwiami. - Uśmiechnął się
krzywo, obejmując za plecy teraz już przerażonego TaeMina. Dziewczyna spojrzała
na nich podejrzliwie, po czym skrzywiła się. Nie wyglądała na zachwyconą a w
oczach pojawiły się złe błyski. Bez słowa ruszyła do drzwi i dopiero zanim
wyszła, wysyczała coś co zabrzmiało "jeszcze mnie popamiętacie", a
następnie z całej siły trzasnęła drzwiami. Jjong skulił się, łapiąc za głowę.
-Chyba lekko
przesadziłeś. Powiedziałeś tej dziewczynie.... no powiedziałeś jej to takie, że
ja nie wiem - TaeMin poderwał się i stanął na przeciw kanapy z oskarżycielskim
wzrokiem.
- Już sobie
przypomniałem, Ty jesteś tym upierdliwym chłopakiem z agencji jakiejś tam. Znów
przylazłeś? Chociaż w sumie pierwszy raz się na coś przydałeś.
- Tak, jestem tym
chłopakiem i na szczęście darowałeś sobie wszelkie epitety. Dodam jeszcze, że
ja zawsze się przydaję, czego chyba nie zauważyłeś. Jestem oburzony twoim
kolejnym postępkiem i musisz wiedzieć, że nie aprobuję tego ...
- Zamilcz człowieku i idź
sobie. Po prostu wyjdź cicho i zostaw mnie.
-Ale mam zlecenie
-Ty i te twoje zlecenia.
Co z tobą jest nie tak? Jeszcze trochę będę się bał otworzyć lodówkę z obawy,
że tam też będziesz.
- W lodówce trzyma się lody.
Właśnie wiesz, że ja bardzo lubię lody?
-Co mnie to obchodzi? No
co mnie to obchodzi?
Do drzwi znów ktoś
zapukał, ale tym razem osoba za nimi nie czekała, tylko weszła. Był to Henry,
który właśnie odebrał telefon od Key'a.
-Jest po 21ej i mam cię
zastąpić - zwrócił się do TaeMin'a - Tu jest twoja należność, a na dole czeka
zamówiona i opłacona taksówka. Widzę, że JongHyun hyung czuje się już lepiej.
***
-Mam dziś prawdziwy nalot
bliskich i dalszych znajomych. Najpierw Luna wpadła po poranną kawę, potem
TaeMin był się dożywić, JinKi wpadł zaraz potem, a teraz nasza gwiazda rocka.
Kawa?
-No ja mam nadzieję, że
zaliczasz mnie do tych bliskich znajomych. Do tych bardzo bliskich, co? -Key
zamrugał powiekami, uśmiechając się w swoim mniemaniu kusząco- I owszem
kawusię, gorącą, słodką i ....
-I z mlekiem - barman
dokończył, bo dobrze znał zwyczaje muzyka - I zapewne kawałek ciasta. Niech
zgadnę, serniczek?
-O, jak Ty mnie znasz.
Wiesz jak mi dogodzić.
-To mój zawód. Znam
przyzwyczajenia wszystkich stałych klientów.
-Oj tam wszystkich, wiem,
że się droczysz, ale to jest takie urocze. Zresztą dziś nie jestem w stanie się
nawet złościć po tym, co Jjong odwalił. Dobrze, że udało mi się wyrwać z domu.
- A co się stało?
Oczywiście jeśli to nie jest tajemnica państwowa.
-Nie powinienem mówić
może, ale wiem, że Tobie mogę ufać. Spił się. Znów..... Nie mam już czasami
siły. Znamy się tyle czasu, ale teraz chwilami mam go powyżej uszu. Coraz
częściej pije zamiast pracować. Nic do niego nie dociera.
-Może ma jakieś problemy?
-Każdy ma problemy. Ja
wiem, że nie miał lekko, ale do chol... ale to nie znaczy, że może zachowywać
się tak jak teraz. Przestał się liczyć z nami. Załatwiłem do niego opiekę bym
mógł wyjść z domu. Owszem, mogłem poprosić kupla z zespołu, ale tak sobie
myślę, że im mniej wiedzą tym lepiej. Wystarczy, że ja się martwię tym
kretynem. O, dziękuję za kawę. - Objął kubek dłońmi i uśmiechnął się, wracając
do swojej stałej postawy - Jest wyśmienita, taka jaką lubię. Czuję, że jestem w
niebie, albo chociaż w drodze do niego.
-Jeszcze nawet nie
spróbowałeś, a już wiesz, że jest idealna?
-Nie musiałem pić, by to
wiedzieć - Key pochylił się nad barem i palcem dźgnął barmana w łokieć - Nie
bądź taki skromny.
- Jedz - MinHo postawił
talerzyk z ciastem - Tak wiem, wiem. Jest idealne, wyśmienite i rozpływa się w
ustach. Na dodatek ten kawałek miałem schowany specjalnie dla Ciebie, hyung.
-No, widzisz, jak mądrze
mówisz.
- Przepraszam, ale muszę
iść przyjąć zamówienie. Dziś jestem sam i jedyne co mnie cieszy to fakt, że nie
ma zbyt wielu klientów.
Chłopak podszedł do
stolika, przy którym właśnie siadała jakaś para i podał kartę. Czekał aż coś
wybiorą, zastanawiając się nad tym kim jest tak naprawdę Kim KiBum. Gdy go
poznał, myślał, że to jakaś rozkapryszona gwiazda, która nie liczy się z nikim,
potem poznał KiBum'a Dive. Przewrotną, flirtującą, nieco może pustą, próżną i
zapatrzoną w siebie. Ale przecież widział też inne oblicza. Załamanego i
bezradnego, smutnego, a nawet złego. Dobrze pamiętał, kiedy Key "dzika furia"
wpadł pewnego dnia, ciskając gromami na kogoś z wytwórni kto nawalił i musieli
przesuwać całą sesję i nagranie. Wtedy nawet wyrwało się muzykowi kilka
niecenzuralnych słów, których zazwyczaj unikał. Czasami przez te wszystkie
maski przebijał się całkiem zwykły, bystry chłopak z poczuciem humoru. Kim
KiBum wielka zagadka. Może dlatego MinHo go tolerował zamiast spławić już
dawno. Było coś dziwnego w tym facecie, co intrygowało i nie pozwalało zerwać
znajomości.
- Dwie czarne kawy,
lampkę wina i może porcję lodów - Mężczyzna złożył zamówienie, wyrywając
barmana z zamyślenia.
-Tak, już zaraz podam -
podszedł do baru i szybko przygotował zamówienie. Zerkał przy tym co chwilę na
chłopaka, który niemal z namaszczeniem rozkoszował się każdym kawałkiem sernika
- Jestem ciekawy, co będzie następne, co mi pokażesz.
-Że co? Co mam ci
pokazać, mój piękny?
-A nie, nic. Myślę po
prostu na głos. Zaraz doleję ci kawy - Odszedł, by obsłużyć parę, po czym znów
wrócił za bar. Tam właśnie stał już Key, który wyszedł z założenia, że skoro
MinHo ma tyle pracy, to on sam sobie doleje kawy
-Nie powinieneś tu
wchodzić. To moja praca.
- Oj, nie bądź taki, sam
powiedziałeś, że jesteś tu dziś zapracowany, nooooo uśmiechnij się - muzyk
zaczął w dziwny sposób dłońmi pukać ciemnowłosego chłopaka. - No, kuci kuci.
-Co ty, hyung, robisz?
Ludzie patrzą. Usiądź proszę i nie rób mi problemów.
- Ja nie jestem żadnym
problemem, jestem Twoim najlepszym klientem. No i już idę usiąść, nie rób
takiej zaciętej miny. Wolę, jak się uśmiechasz, wtedy cały świat nabiera barw.
MinHo pokręcił lekko
głową, nie wiedząc co myśląc o tych słowach. Niby żarty, ale coś nie pozwalało
mu brać tego tylko i wyłącznie za żart. Czasami widział, jak tamten siada
gdzieś w kącie i tylko patrzy. Lekko zamyślony potrafił śledzić pracę za barem.
Nieraz tylko notował coś w czarnym notesie, a potem znów zapadał w odrętwienie.
Jednak barman czuł na sobie wzrok, a to sprawiało, że i on przerywał pracę by
na sekundę popatrzeć na swojego "prześladowcę". Czuł, że i dzisiejszy
wieczór będzie podobny. Zaczęli schodzić się ludzie, więc pewnie scenariusz z
obserwacją zaraz się zacznie. Spojrzał na zegarek i z ulgą stwierdził, że za
godzinę przyjdzie zmienniczka. Co prawda nie był to koniec dnia i miał jeszcze
pewne spotkanie w planach, na szczęście było ono czysto towarzyskie i mógł
liczyć że się od stresuje.
Dokładnie o 21.00 MinHo
odwiązał fartuch i przekazał kilka wskazówek wysokiemu i bardzo szczupłemu
chłopakowi, który zaczynał pracę. Wszedł jeszcze na zaplecze, gdzie miał zieloną,
papierową torbę upominkową. W środku znajdował się sweter, który sam MinHo
uważał za zbyt rozwleczony i mało elegancki, ale wiedział, że Tae właśnie takie
lubi, zwłaszcza, że sweter posiadał wielki kaptur. Gdy już miał wyjść, poczuł,
że ktoś uwiesił mu się na plecach. Nie musiał się obracać, by wiedzieć kto to.
-Skończyłem już pracę.
-No widzę, mój ty
pięknooki. Dlatego właśnie pomyślałem, że moglibyśmy gdzieś się przejść. Może
do kina? Albo po prostu pójdziemy przed siebie w noc rozświetloną latarniami i
wystawami sklepów, które będą nam zazdrościć doborowego towarzystwa.
- Przystopuj, hyung, z
tymi fantazjami. Dziś jestem już umówiony.
-Zdradzasz mnie, Żabciu?
-Jakie zdradzam i
dlaczego mówisz do mnie "Żabciu" ?
-Bo masz takie wielki,
przepastne oczyska. A jeszcze w tej zielonej marynarce jakoś tak mi się
skojarzyło. Ale powiedz mi, gdzie idziesz zamiast poświęcić mi swój czas?
-Na urodziny. Dziś jest
taka mała imprezka niespodzianka.
-A czyjeż to urodziny
masz zamiar świętować? Czy to ktoś wyjątkowy dla ciebie? -Key szedł obok
ciemnowłosego chłopaka krok w krok - No powiedz, jakoś to zniosę.
-Znajomy z pracy. Zresztą
znasz go. - MinHo zatrzymał się nagle- To ten dzieciak co naprzykrza się
waszemu liderowi. TaeMin.
-Aaaa znam go, no pewnie,
że znam. I idę z Tobą bez sprzeciwu. Przecież powinienem go uściskać. Tyle dla
mnie robi. Tylko chwila, chwila, ja muszę kupić mu jakiś prezent. O, tam jest
jakiś sklep otwarty. - Pociągnął towarzysza, który stawiał lekki opór, ale
wiedział, że i tak już nic nie zmieni.
W sklepie, który okazał
się sklepem wielobranżowym, nie było nikogo. Obeszli parę regałów i Key mógł
spokojnie wybrać wielgachne pudło czekoladek. Tuż przy kasie zobaczył ogromny
pojemnik z różnymi maskotkami. Mniejsze i większe, zwierzaki, lalki, dziwne
stwory o chyba wszystkich kolorach świata. KiBum sięgnął na ślepo i zatopił
rękę w barwnej masie po samo ramie. Ujął coś puchatego. Bez patrzenia co to
jest, położył pluszaka przed kasjerką. Zapłacił za wszystko prosząc o
zapakowanie słodkości i zabawki. Zadowolony podszedł do "żabci" i
uśmiechnął się. W tym właśnie momencie dotarło do niego coś, o czym powinien
pomyśleć już dawno. Uśmiech zastąpiła przerażona mina i Key wcisnął pakunek w
ręce MinHo.
-Poczekaj, Ja muszę
pilnie do toalety. To zajmie chwilę - nie czekając na odpowiedź, pognał z
powrotem w kierunku sklepu. Stanął tak, by nie było go widać z ulicy i sięgnął
po telefon.
-Henry? Dobrze, że
jesteś. Mam pilną sprawę. Jjong nie czuje się najlepiej, znaczy dobra nie będę
ściemniał. Popił dziś i nie jest z nim najlepiej. Tam u niego jest taki
chłopak. Ty idź zapłać mu i jeśli możesz posiedź z tym pijaczyną naszym
liderem. - Podał jeszcze kwotę do uregulowania i poprosił by zamówił i opłacił
taksówkę. - Ja będę za jakiś czas i wszytko wyjaśnię. Jesteś anioł Henruś.
Prawdziwy anioł.
TaeMin:
No
nareszcie jadę w domu. Dobrze, że mogłem już wyjść, bo mimo szczerych chęci
jakoś nie chciało mi się tam siedzieć. Co On, ten cały gad sobie myślał. Przy
całkiem obcej osobie nazwał mnie swoim chłopakiem. Paranoja. Że niby ja i on?
Nawet w żartach nie mogłem przyjąć tego spokojnie. Ja z chłopakiem. Jeszcze z
Nim? No dobra, był pijany, ale czy to go usprawiedliwia? Kim była ta
dziewczyna? Czy faktycznie coś ją łączyło z Jjongiem? A nawet jeśli, to co mnie
to obchodzi. Niech ma i setki dziewczyn, mnie to jest całkowicie obojętne.
Zależy mi tylko na tym, by zaczął być znów człowiekiem. Ktoś coś mówi? A
taksówkarz coś chce, jestem na miejscu? No tak, zamyśliłem się. Dlaczego w
oknach ciemnio? Czy JinKi jeszcze nie wrócił? Nie lubię wracać do pustego
mieszkania. Wtedy czuje się, jakbym był sam na świecie. No, ale mam nadzieję,
że jeśli go nie ma, to lada chwila wróci. Kto by pomyślał, że ktoś kogo znam od
tak niedawna, stał się dla mnie jak brat. Och ,jestem chyba zmęczony, bo nie
pomyślałem ani przez chwilę o żadnych tęczach, ptaszkach czy słodkich kotkach.
-STO LAT
!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Ryknęło kilka głosów, gdy tylko Tae zapalił światło.
Chłopak złapał się za serce, które zaczęło walić jakoś mocno. Co Ci ludzie robili
w jego domu i czemu czaili się po ciemku. Chwilę trwało zanim rozpoznał znajome
twarze.
-KAI !!!! - rzucił się na
brata, prawie go przewracając - Hyung, przyjechałeś!
-Jakbym miał nie
przyjechać na urodziny własnego brata - chłopak potargał młodszemu włosy -
Przywiozłem sporo jedzenia od mamy, ledwie mi się w samochodzie pomieściło. I
mam prezenty, ale to chyba potem, bo inni chcą cie uściskać.
-Inni? A inni... - Tae
rozejrzał się. Był oczywiście JinKi w urodzinowej czapeczce, Luna, Tiffany,
Ren, Amber, MinHo, u którego boku wisiał KiBum. No tak, jego się tu nie
spodziewał, ale był tak zaskoczony, że i jego widok go ucieszył. Wszyscy go
ściskali i składali życzenia. Każdy też wciskał mu w dłonie większe lub
mniejsze pakunki. Ucichli dopiero, gdy z kuchni wyszedł G-Dragon z tortem, w
którym tkwiły świeczki.
-Nie dałem rady tego
powstrzymać - Onew pochylił się do ucha jubilata - Ten cały KiBum go ściągnął,
a ten twierdził, że nikt nie zna się na tortach, a właściwie na podawaniu ich
lepiej niż on. Nie miałem siły się sprzeczać z wariatem więc po prostu....
Pomyśl życzenie i zdmuchnij - ostatnie słowa powiedział już na cały głos.
Życzeń było tyle, że
TaeMin nie wiedział co wybrać, jedyne co przyszło mu do głowy to "niech
się spełnią moje marzenia". Miał nadzieję, że los nie uzna tego za jakieś
oszustwo. W końcu nie miał jakiś wielkich tych życzeń. Ktoś rozsmarował mu krem
na twarzy, MinHo pstrykał zdjęcie za zdjęciem, a JinKi starał się ogarnąć to
wszystko. W końcu najważniejsza osoba wieczora została usadzona na honorowym
miejscu i podano mu talerzyk z ciastem. Tu kolejna niespodzianka, bo okazało
się, że tort był z prawdziwymi lodami w środku. Tae pomyślał, że nie może być
lepiej, ale potem przyszła pora otwierania prezentów. Książki, płyty, cudowny
wielki sweter, który od razu założył, prawie się w nim gubiąc, śmieszne papucie
w kształcie owieczek, słodycze i...
-Co to za cudo!?! -
Chłopak trzymał w dłoniach biało-fioletowego pluszowego cosia. - Jakie to
wspaniałe! Kocham to..to... cokolwiek to jest.
- To wielorybo
jednorożec chyba , Albo może skrzyżowanie jednorożca i foki - Luna wysunęła
swoją teorię.
-Od kogo to jest? Kto mi
kupił to piękno w pięknie? Kto?!?
-Chyba ja - odparł szturchnięty KiBum - Nie wiedziałem co Ci się może spodobać
i wybrałem ...
-To narwal - Ren pokiwał
głową - Taki gatunek walenia. Ten róg to jest właściwie kieł. - Zamilkł,
czując skupione spojrzenia na sobie - No co, uczyłem się o tym. Dostanę jeszcze
tortu?
-Narwal!!! Narwalek - Tae
był zachwycony. Maskotka była słodka i mięciutka. - Dziękuję wszystkim,
wszystkim za wszystko.
TaeMin:
Mimo, że
zostałem dziś z jakiś niejasnych mi powodów chłopakiem tego głupiego Jjonga, no
dobra nie zostałem tak serio, ale jakoś mnie to dręczy, to i tak muszę
przyznać, że to był wspaniały dzień. Okazało się, że miałem urodziny. Całkiem
niespodzianie. Ech, znaczy ja zapomniałem, że je mam i dlatego były
niespodziewane. Dowiedziałem się wielu nowych rzeczy.
1. Tort
może mieć w środku lody.
2. MinHo
jest "Żabusiem"
3.
Narwal to gatunek walenia ( ale ten Ren mądry, muszę z nim pogadać i dowiedzieć
się czegoś więcej )
4. Amber
ma biust
5. MinHo
i KiBum potrafią razem rapować, co zaskoczyło wszystkich, ich chyba też.
6. Umiem
śpiewać po chińsku. Nie wiem, czy jakiś chińczyk by mnie zrozumiał, ale jestem
z siebie dumny.
7.
Karaoke w urodziny to świetny pomysł.
8. Nie
należy się patrzeć dłużej niż sekundę na biust Amber.
9.
Zjedzenie połowy tortu jest niemożliwe. Tak na raz.
10.
Telefon komórkowy nie lubi latać.
11.
Podłoga jest bardzo twarda.
12. KiBum
podrywa MinHo
13.
MinHo nie podrywa KiBuma.
14. Mam
jutro wolne.
Oh te wspomnienia ze sceny z pijanym Jjongiem... ahh... xD
OdpowiedzUsuńWanna bania lania deszcz duża głowa ty to wiesz~!
To też jest piękne:
KiBum podrywa MinHo.
MinHo nie podrywa KiBuma.
Dziękuję za tą krótką uwagę.