Zlecenie Piąte
-Luna, skarbie. Czy mi się wydaje, czy ty nie masz ochoty mnie widywać? -mężczyzna odezwał się dość sztywnym i chłodnym tonem - Nie będę ukrywał, że nie podoba mi się to. Tak samo, jak nie podoba mi się to, co robisz. Ta cała praca, której poświęcasz swój czas..
-Ja lubię tę pracę.
-Oj tam "lubię". I co z tego? Chciałem się z Tobą spotkać, bo czas ustalić coś konkretnego co do naszej przyszłości. - Teraz mężczyzna mówił zdecydowanie, a w jego głosie zabrzmiał ton zniecierpliwienia- Nie dam się zwodzić już dłużej, rozumiesz? Masz miesiąc na załatwienie swoich spraw. Rozmawiałem już z rodzicami...Tak z Twoimi też.
-Jak mogłeś?!? Czy prosiłam Cię o to? Nie miałeś prawa.
- Miałem prawo i wiesz o tym.
-Ale ja mówiłam Ci, że nie chcę. Że nie mogę. To nie średniowiecze i nie może mnie nikt zmusić, bym wyszła za Ciebie. JunBae, przecież łączyła nas przyjaźń, dlaczego teraz taki jesteś? Dlaczego nie chcesz zrozumieć, że ja..
-To tylko Twoje grymasy. Nasi rodzice już dawno uzgodnili, że będziemy małżeństwem. W dniu, gdy się urodziłaś, zostałaś mi przyrzeczona. Twoi rodzice nie złamią słowa danego moim. Ty się nie możesz sprzeciwić.
-Jak to nie mogę? To moje życie i nie chcę, by ktokolwiek inny za mnie decydował. Ani Ty, ani rodzice. Porozmawiam z nimi.
- Wyprą się wtedy Ciebie. Stracisz rodziców, chcesz tego? - mężczyzna złapał Lunę za nadgarstek i ścisnął. W jego oczach pojawiły się zimne błyski. - Chcesz ich zawieść? Nie zrobisz tego. Wyjdziesz za mnie za miesiąc, bo jak nie, zniszczę cię. Powiem im, że pracujesz w agencji towarzyskiej. W takiej prawdziwej agencji. Że się sprzedajesz. Że jesteś zwykłą..
-Wszytko w porządku? - Koło stolika pojawił się barman - Czy jeszcze czegoś państwo sobie życzą? - MinHo spojrzał na ręce na stoliku tak wymownie, że nieznany mu dotąd mężczyzna poluźnił uchwyt i cofnął dłoń. - SunYoung, czy masz na coś jeszcze ochotę? Mamy wyśmienite ciasto.
-Nie, dziękuję - dziewczyna rozmasowała nadgarstek- Nic mi nie trzeba.- odprowadziła wzrokiem odchodzącego chłopaka i z ulgą stwierdziła, że stanął za barem tak, by widzieć stolik, przy którym siedziała. Wiedziała, że może liczyć w razie czego na jego pomoc.
- A to kto? Jakiś Twój klient? Nie ma co, ładne masz znajomości.- Zakpił jej towarzysz.
- Nie bądź sarkastyczny. Kiedyś byłeś całkiem inny, ale od kiedy przejąłeś firmę swojego ojca, zachowujesz się tak, że nie mam ochoty nie tylko wychodzić za ciebie, ale i nie mam ochoty na utrzymywanie naszej dalszej znajomości. Z rodzicami porozmawiam jak najszybciej i albo zaakceptują moją decyzję, albo trudno. Mają jeszcze syna, z którego mogą być dumni.
-Jesteś śmieszna. Pożałujesz!
-Grozisz mi? To Ty jesteś śmieszny w tej chwili. Zadufany w sobie bubek.... - chłodna dłoń spadła na jej policzek niespodziewanie. Kątem oka widziała, jak ta sama ręka bierze zamach, by uderzyć drugi raz. Zamknęła oczy, ale cios nie nadszedł. Za to poczuła, że stolik się gwałtownie przesunął.
-Nooo pan wybaczy, ale nie pozwolę na bicie kobiet. - JinKi, który właśnie wszedł do kawiarni, zobaczył co się stało i pierwszy zareagował. Stał teraz, przyciskając jedną dłonią głowę mężczyzny do stolika, a drugą wykręcił tamtemu na plecy, unieruchamiając. - MinHo ! Może trzeba zadzwonić na policję?
- Zostawcie... On już pójdzie i nigdy tu nie wróci - Luna trzymała się za policzek - Wyprowadźcie go na zewnątrz, proszę. - Nie musiała powtarzać, bo obaj chętnie wykonali jej polecenie, nie szczędząc epitetów i gróźb co zrobią, jeśli jeszcze raz go zobaczą. Nie przejęli się tym, że mężczyzna straszył ich konsekwencjami jakie wyciągnie. Gdy wrócili kilka osób obecnych w kawiarni zgotowali im oklaski, pochwalając postępowanie. Onew usiadł obok Luny, która szukała w torebce chusteczek.
- Chodź na zaplecze. Będziesz mogła doprowadzić się tam do porządku. Nasz Prince chyba nie będzie miał nic przeciwko.
-Nie będę miał. Ale tu jestem MinHo, zapomniałeś? - Uśmiechnął się mimo to, chociaż pod uśmiechem widać było troskę. - Chodźcie, szefa i tak nie ma.
Chwile potem gdy dziewczyna już umyła się i poprawiła uczesanie oraz gdy nieco zamaskowała pudrem zaczerwienienie jakie się pojawiło na twarzy, siedziała przy stoliku i piła herbatę z dzikiej róży. Wypłakała się już i teraz odczuwała tylko zmęczenie psychiczne. Wiedziała, że powinna im wyjaśnić całą sytuację. Jednego z nich znała od ponad roku, bo dorabiał w agencji, by zarobić na studia. Pracował nie tylko w agencji, ale i tu, w tej knajpce, a z czego wiedziała, gdy mógł, rozwoził też prasę, mleko, pracował na myjni samochodowej i pewnie w wielu innych miejscach. Z drugim pracowała krócej, ale już mogła się przekonać o jego lojalności co do przyjaciół, wiedziała, że jest uczciwy, sumienny i obowiązkowy. Obaj jej dziś pomogli więc nie mogła zbyć ich milczeniem, więc opowiedziała im wszytko. O tym, że jej rodzice mieli przyjaciół i gdy ona się urodziła uzgodnili, że kiedyś ich dzieci się pobiorą. JunBae był cztery lata starszy i jako dzieci dobrze się rozumieli. Przyjaźnili się i nawet był czas, że wizja małżeństwa z nim podobała się jej. Z czasem jednak okazało się, że mają inne poglądy, inne marzenia i zapatrywania co do przyszłości. Dodatkowo, od kiedy jej "narzeczony" przejął firmę ojca, stał się apodyktyczny, egoistyczny i niechętny do żadnych ustępstw w jej kierunku. Zażądał, by porzuciła pracę i stała się panią domu. Rodziła dzieci i dbała o męża. Widział w niej nie żonę, ale służącą spełniającą wszystkie kaprysy pana.
-A ja nie chcę tak żyć. Nigdy chyba go nie kochałam, a lubić kogoś to za mało. Zwłaszcza, że już od dawna nie da się go lubić. - pociągnęła nosem, nie chcąc się znów rozpłakać. - A on na dodatek był u moich rodziców i rozmawiał z nimi o ślubie. Że za miesiąc ja i on.... że..
-No już, nie musisz kończyć. - Jinki zacisnął pięści - Czy to, co zrobił dziś, czy to było pierwszy raz?
-Nie... Tak... Znaczy...
-Nie kłam. Cholerny drań, aż żałuję, że nie potraktowaliśmy go bardziej zdecydowanie - MinHo prychnął zły i wyszedł przyjąć zamówienie od jakiejś pary, która właśnie weszła.
-Też żałuję, że go nie zdzieliłem. Nie uznaję przemocy, ale w tym wypadku - Onew wcisnął dłonie do kieszeni. - Odwiozę cię do domu, Powinnaś odpocząć.
- A czy możesz zadzwonić do Amber? Albo nie, zawieź mnie do niej, powinna być w domu, a ja nie chciałabym zostać sama dziś. Zresztą On wie, gdzie mieszkam - pochyliła głowę - Wybacz, że sprawiam problem.
-Ty nie sprawiasz żadnych problemów. Odwiozę cię, gdzie trzeba....
***
JongHyun drzemał na
kanapie po objedzie, słuchając muzyki przez słuchawki i nie przejmując się
KiBumem, który chodził i marudził coś na temat tego, że skoro on przygotował
obiad, a wcześniej był też w sklepie, to chyba umycie naczyń nie powinno spadać
też na niego. Zawsze tak marudził, a potem i tak ostatecznie zmywał i chował
naczynia. Nie lubił bałaganu, a ku jego rozpaczy, tylko on zabierał się czasami
za sprzątanie. -Pasożyty... wstrętne pasożyty. - marudził, chociaż zdawał sobie sprawę, że mówi w przestrzeń - ja się w końcu wyprowadzę i wtedy... A nie, to moje mieszkanie, niech oni się wyprowadzają. Dlaczego ja się godzę na to wszytko. A no tak, to w zasadzie wspólne mieszkanie...niestety - rzucił ścierką w przyjaciela leżącego na kanapie, ale ten nawet nie drgnął - PASOŻYTY... Ty i ten co niby mieszka gdzieś, ale i tak spędza tu całe dnie i noce. Tylko do opłat nie bardzo się dokłada... - wymamrotał jeszcze coś czego sam nawet nie zrozumiał i podskoczył gdy coś kudłatego przeleciało mu między nogami, prawie go wywracając - O kur...!
-Nie bluźnij, przyjacielu - JiYong zawołał od drzwi, ściągając buty i odkopując je w kąt - Coś ty taki nerwowy?
-Ja? Co to było to coś? Co to jest??? - wskazał na zwierzę, które właśnie ponownie pędziło w jego kierunku z wywalonym językiem - Zabierz to coś!!!
-Nie coś, tylko to jest Karp. Przywitaj się.
-Jaki karp do cholery? To jest pies, a nie ryba. Piłeś czy ćpałeś tym razem? I zabierz to to - krzyknął ponownie Key, włażąc na krzesło.
-Nic tym razem, jestem trzeźwy jak świnia. Znaczy ,prawie trzeźw,y bo co to są dwa piwa. No dobra trzy piwa, ale sam wiesz, że to nic na mnie. A to pies, ale nazywa się Karp. Karpik, chodź tu. No chodź. - G Dragon kucnął, a zwierzak podbiegł do niego, domagając się głaskania. - On tu będzie teraz mieszkać.
-Że co? Jak to mieszkać? Tu? Że w tym mieszkaniu? Że z nami? Że ten pies? Upadłeś na głowę? Chcesz mieć psa, to trzymaj go u siebie!
-No też właśnie. A no tak, ja tu nie mieszkam - chłopak usiadł na podłodze i podrapał się po głowie - W takim razie to prezent gwiazdkowy dla JongHyuna. - Wyglądał na zadowolonego z pomysłu na jaki wpadł.
-Oszalałeś. Na co nam pies? I jaki prezent gwiazdkowy. Jest lato kretynie.
- Nie zgadzałem się, by mówić do mnie kretynie. Możesz mówić Hyung, ale bez zbytecznych epitetów. Może być prezent urodzinowy, imieninowy, wielkanocny albo jaki sobie chcesz. - Patrzył jak pies podszedł do kanapy i oparł pysk na jej brzegu tuż koło głowy Jjonga. - Widzisz, już znalazł swojego pana.
W tej chwili "pan " doznał szoku, gdyż z drzemki wyrwało go coś dziwnego. Poczuł, jak coś oślizgłego "wygarnia" mu słuchawkę z ucha, a potem to samo ucho zostało wypełnione czymś mokrym, miękkim i ohydnym. Zerwał się na równe nogi, gdy to coś zaatakowało jego ucho po raz drugi. Poderwał się zbyt gwałtownie, zaplątując w koc, którym był przykryty co sprawiło, że nogi nie znalazły oparcia, a ciało nie dało rady zachować pionu. Gdy głową uderzył o podłogę, mokry jęzor kudłatego potwora przejechał go od brody po czoło. Pies usiadł zadowolony z misji jaką spełnił i zaszczekał, patrząc na człowieka, którego właśnie zwalił z nóg.
-No popatrz, a jednak może mi się spodoba ten pomysł - Key zlazł z krzesła i usiadł na nim, obserwując to co się działo. Jego przyjaciel miotał się po podłodze, a pies, który najwyraźniej wziął to za zachętę do zabawy, biegał w koło, szczekał i deptał czasami JongHyuna. - To doprawdy zabawne.
-No mówiłem, że to kochany pies - Draguś podszedł do lodówki i sięgnął po butelkę piwa.- Pokochacie Karpia.
-Cholera jasna !!! Co to jest do kurzej trąbki!! - odezwał się tłumok z podłogi, starając się ukryć twarz przed ponownym polizaniem - Kurwa, zabierzcie to bydle!!!!
- Karp! Siad! - chłopak z piwem zawołał i pies usiadł tam, gdzie stał - Dobry Karpik. Jaki wychowany, nie tak jak pewne gwiazdy rocka. Macie coś do jedzenia? Jakieś mięsko może? Piesek głodny jest.
- Mam mięso, ale nie dla psa. Jak chcesz mu dać jeść, to kup mu karmę - KiBum w kwestii psa nie był przekonany jeszcze chociaż odegrana przed chwilą scena była nawet zabawna.
- Powariowaliście idioci? Co to ma być? Który kurwa wpadł na pomysł, żeby przyprowadzić tu to psisko? - JJong w końcu wstał i się otrząsnął.
-Ja go przyprowadziłem. To prawdziwy rasowy pies yyyyy prawie z rodowodem - Patrzył na prawie całkowicie czarnego psa, który teraz starał się złapać własny ogon - Ja go dla ciebie. To prezent i nie musisz dziękować. Jest Twój więc dbaj o niego. On jest jak ja trochę. Mnie przygarnęliście, a jego nie chcecie?
-Po pierwsze, jak to jest rasowy pies, to ja jestem pegaz z krainy drzew kiełbasianych, a po drugie, Ciebie nikt nie przygarniał. Przyłazisz tu i nie pytasz się nas o zdanie - Key westchnął wymownie - Obaj jesteście kundle.
- Nie zgadzam się. Nie ma mowy, żeby to coś tu zostało. - JongHyun chciał jeszcze coś powiedzieć lecz przerwał mu dzwonek do drzwi. Skoro już stał, ruszył by otworzyć, a pies podążył za nim, merdając ogonem.
-O, jaki cudowny piesek!!! Jaki słodki! - TaeMin wpadł do mieszkania, nie patrząc nawet kto go wpuścił. Jego wzrok od razu padł na kudłate zwierze i teraz tarzał się wraz z nim po podłodze, szczekając.
-Jeszcze tego tu brakowało. Czego chcesz, szczeniaku!!! Wypad ty i ten pies. Słyszysz?!? - Lider zespołu starał się nawet jakoś wykopać dwa kłębiące się ciała, ale żadne z nich go nie słuchało - Wypierdzielać!!!
Zamieszanie jakie nastało można nazwać małą apokalipsą. JongHyun krzyczał, chcąc pozbyć się przybyłego chłopaka i psa. Key starał się odebrać Dragonowi kolejną butelkę piwa i kawał wołowiny, który ten drugi chciał dać pieskowi. TaeMin i słodka psina zataczali się po podłodze, wyjąc i szczekając oraz wpadając na krzesła i inne rzeczy. Dźwięk telefonu ledwie przebijał się przez tę wrzawę, czyniąc dodatkowy hałas. Od drzwi zaczęły dobiegać dwa dodatkowe głosy, ale treść ginęła, nie docierając do nikogo. KiBum szarpnął kawał mięsa, który pięknym łukiem przeleciał przez pokój i trafił w twarz jednego z dwóch przybyłych, na których nikt do tej pory nie zwracał uwagi. Pies poczuł zapach jedzenia, więc porzucił zabawę i podążył w kierunku posiłku. Mięso odklejając się z twarzy przybysza, upadło na podłogę, co sprawiło, że pies zamilkł, a wraz z nim TaeMin, który bez psa nie widział sensu w dalszych harcach.
-BACZNOŚĆ !!!!! I CISZA !!! - donośny głos uciszył nawet telefon, który właśnie przestał dzwonić. - Ja tu przychodzę w gości, a wy jak mnie witacie? Dlaczego rzucacie we mnie mięsem i dlaczego ten chłopak zachowuje się jak pies? - tu wskazał na Tae, który, mimo że milczący, siedział nadal na podłodze i wyglądał jakby miał ochotę wystawić język i dyszeć.
-JaeJoong Hyung... ChangMin Hyung... - Key poprawił włosy i postawił jedno z krzeseł - co za niespodzianka....
-Wolę jak mówicie do mnie Max - odezwał się milczący dotąd chłopak w jaskrawo zielonych skarpetkach na których jaśniały kwiatki z cekinów.
- Max... oczywiście
-Wpadliśmy, bo mamy dla was propozycję. Jak pamiętacie, byliśmy waszymi opiekunami ..
- Nie moglibyśmy zapomnieć, Hyung, za każdym razem jak się widzimy, wspominasz o tym - Wyburczał JJong
-Właśnie, moje słowiki radosne, właśnie. Ale jak też wiecie, pałam do was sentymentem wielkim i serdecznym, a moje serce na zawsze w kawałku pozostanie wasze i łkać będzie, gdy wam krzywda dziać się będzie - Uśmiechnął się niczym dobroduszny ojciec. Lubił bywać nieco pompatyczny, co według niego dodawało mu klasy - I dziś tak myśląc o was, gołąbeczki, wpadłem na pomysł by zaprosić was na występ. Ot takie mały koncert w przyszłym tygodniu. Ja z Maxem występujemy i dlaczego nie mielibyście też zagrać jako nasi dawni podopieczni?
-No właśnie, dlaczego nie mielibyście? - Dodał Max
- Że mamy robić support ? My? Czy to nie jest przesada proponować nam coś takiego? Przecież..-JongHyun zapomniał o psie i TaeMinie - Przecież jesteśmy gwiazdami! Do cholery, Hyung.
- Oj nie unoś się, bo złość urodzie szkodzi - JaeJoong uszczypnął go lekko w policzek, powodując tym jeszcze większą furię u swojego byłego podopiecznego - Jaki jesteś słodki, gdy się tak ciskasz, a wracając do tematu...Owszem, jeszcze jakiś czas temu nie proponowałbym tego, ale czy Ty oglądałeś ostatnio telewizję? Czytałeś wiadomości? Wasze notowania spadają, a wytwórnia zastanawia się czy jesteście opłacalni i czy warto w was inwestować wróbelki.
- Nie jestem wróbelkiem, sikorką ani żadną inną ptaszyną, Hyung ! I mam w dupie wytwórnię ! Zarobili na nas tyle, że ich zasranym obowiązkiem jest dbać o nas dalej!!!
-Zarobili, ale teraz nie zarabiają i tu jest problem. Co więcej, przynosicie straty, bo przez Wasze, a zwłaszcza Twoje wybryki traci wizerunek całej wytwórni.
-Mam to głęboko w dup..
- Zamknij się Jjong! - KiBum wtrącił się do rozmowy - Wiemy, jaką mamy sytuację i jesteśmy wdzięczni za pomoc. Usiądźmy i porozmawiajmy spokojnie. Proszę - wskazał kanapę gdzie zaraz rozsiadł się chłopak w zielonych skarpetkach i jego przyjaciel - Myślę, że taki występ to dobry pomysł.
-A ja myślę, że po tych piwach muszę do kibelka - Draguś nie przejmował się decyzjami jakie zapadną podczas jego nieobecności. W końcu albo będzie grał, albo skoczy w tym czasie na miasto.
- My też myślimy, że to wspaniały pomysł. Prawda, Maxiu kochanie - JaeJoong objął kolegę i zrobił minę jakby byli parą, a nie przyjaciółmi - No przyznasz mi rację, prawda???
-Zabieraj łapy, zboczeńcu. Co ja jestem Twoją dziewczyną, żebyś mnie obściskiwał? Owszem, przyznam rację, ale nie tykaj.
- Och, jacy dziś wszyscy nerwowi. Jakieś przesilenie czy co? No to umówimy się tak, że wy się do jutra zastanowicie i dacie nam odpowiedz. - JJ wstał i spojrzał na psa i nieznanego sobie chłopaka na podłodze - A to jakiś wasz znajomy czy nowy członek zespołu, który ma swoim anielskim wyglądem i zapewne niebiańskim głosem uratować karierę?
Wszyscy teraz spojrzeli w stronę wspomnianego chłopaka, który uśmiechnął się szczerze jakby już tym gestem chciał przekazać, że jest niegroźny, przyjazny i ogólnie niewinny niczemu. Nikt jednak nie zdążył nic wyjaśnić, bo z łazienki w końcu wyszedł Dragon ze spodniami spuszczonymi do kolan. brzeg bokserek przytrzymywał palcami i pochylał się zaglądając za materiał.
-Słuchajcie, mam taki problem. Czy to jest normalne? Zobaczcie, bo nie wiem... takie małe zaczerwienienie. Może ktoś z was... - nie dokończył jednak
-Podciągaj portki, idioto! Nikt nie będzie cię oglądać, chodzący kretynie. Masz problem, idź do lekarza - KiBum zasłonił oczy ścierką do naczyń - Ubieraj się!!!!
-No, ale to takie coś czerwone noooo. Tylko niech ktoś zerknie.
- Powiedziałem Ci już, żebyś się ubierał i nie świecił tu swoimi ..no tymi no..
-To się nazywa penis i jądra, KiBum - usłużnie podpowiedział Max, który wstał i skierował się do drzwi, nie chcąc dłużej przebywać w tym domu wariatów. Na co dzień dzielił mieszkanie z kimś kto dostarczał mu dostatecznej rozrywki i na dziś miał dość.
Po kilku minutach zapadła jako taka cisza. JJ i Max poszli do siebie, G-Dragon zmuszony do podciągnięcia spodni uznał, że pojedzie do specjalisty, bo musi dbać o to, co daje mu tyle przyjemności, a Key wyrzuciwszy puste butelki po piwie, spojrzał na pozostałą trójkę czyli swojego współlokatora siedzącego z wściekłą miną oraz psa i chłopaka z agencji. Nie miał pojęcia, co tak dokładnie się tu stało i czuł, że głowa zaczyna go boleć. Jedynym ratunkiem wydał mu się kubek dobrej kawy z mlekiem i uczepiwszy się tej myśli rozwiązał różowy fartuszek, którym ciągle był przepasany. Nie miał zamiaru rozwiązywać ani sprawy psa, ani stosunków między pozostałą dwójką. Miał dość jak na jeden dzień i wypowiadając ani jednego słowa wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
- No i zostawili nas samych, ja, Kim JongHyun i ten cudowny pies.
-Karp - wymamrotał Jjong, zanim pomyślał - Nieważne. Czego tu chcesz? Po co przylazłeś?
-Karp? Jaki karp? - Tae wyglądał na zaskoczonego, ale zaraz się uśmiechnął i wstał z podłogi - Ja tak wpadłem z wizytą. No towarzysko. Przechodziłem niedaleko tak całkiem przypadkiem i niecelowo. Pomyślałem "och, tu niedaleko mieszkają ci wspaniali muzycy, których poznałem. Wpadnę, zobaczę co u nich" I jestem
-Zobaczyłeś, to teraz spadaj. Ty i ten kundel. Cholera, jak można psa nazwać Karp? To idiotyzm.
-Ach!!! Więc on wabi się Karp. Karp..Karpik...Karpiczek - poczochrał psu sierść, wołając radośnie- Bardzo oryginalne imię. Takie mało spotykane. Jest świetny ten Twój pies.
-To nie jest mój pies i powiedziałem już, żebyś spadał szczeniaku. Mam ci pokazać, gdzie są drzwi?!?
-Wiem, gdzie są drzwi. Ale mam jeszcze chwilę czasu więc posiedzę z tobą i z Karpikieeeeem- nie zrażony wściekłą miną muzyka, usiadł na kanapie i pogłaskał psa, który oparł mu pysk na kolanie - Ale nie przejmuj się mną. To nie jest jakaś oficjalna wizyta. Nie krępuj się mną.
-Ja się nie krępuję! Ja chcę żebyś wyszedł! Nie chcę cię widzieć, nie znam Cię i .....i.....WON !!!!
-No rozumiem, że ciężki dzień chyba dziś miałeś, Hyung. Może zrobię ci herba..
- Kto ci pozwolił tak do mnie mówić!! Dla ciebie to ja jestem pan Kim, ty łachmyto.- JJong złapał chłopaka za bluzę na ramieniu i szarpnął, chcąc zmusić go do wyjścia. W tej samej chwili groźne warczenie rozległo się w salonie i dwoje ciemnych psich oczu ostrzegawczo spojrzało w górę - Bydle...
-Nie nazywaj go tak -TaeMin zasłonił psu uszy, nie przejmując się zaciśniętą dłonią na swoim ubraniu - Zwierzęta są wrażliwe. Nie rań go wyzwiskami. No już Karpik... - zwrócił się do psa - Już dobrze. On nie chciał zrobić Ci przykrości.
-Ja chyba zwariuję! Oszaleję. Macie się wynosić. WYNOSIĆ !!!
-Wywalisz biedne zwierze z domu? Na mróz, deszcz, grad i poniewierkę? Wygnasz go, wiedząc ile niebezpieczeństw czyha w mieście na niego? Złoczyńcy, bandziory, zboczeńcy.
- Jaki deszcz i śnieg do cholery. I jacy zboczeńcy? Na psa się rzucą? A jak tak się o niego martwisz, to go sobie zabierz i wynoś się. Nie mam zamiaru dłużej tego znosić. - Warknął, czując, że za chwile furia go ogarnie. Nie czekając czy chłopak posłucha, czy nie, wpadł do swojego pokoju, zatrzaskując drzwi, rzucił się na łóżko, zakładając słuchawki by dudniąca muzyka zagłuszyła to, co go dręczyło.
TaeMin :
Wygrałem.
O tak, tę rozgrywkę wygrałem. Ja tu jestem, a On uciekł. Haha. Jestem świetny i
niepokonany. Owszem, bałem się trochę, że mnie uderzy, ale opłacało się. No
dobra, pies mi pomógł, bo inaczej pewnie by mnie wywalił za drzwi. A teraz On
tam leży i na pewno się wścieka, a ja sobie tu siedzę spokojnie i mogę robić,
co chcę. O właśnie, mogę robić co chcę. Sprawdzę, co mają w lodówce. O fuj, co
to niby jest? Wziąłem jakiś kubek z jogurtem i powąchałem. Ale cuchnęło. Bez
wyrzutów sumienia wywaliłem produkt do kosza, a za nim jeszcze jakiś słoik z
czymś w środku, czego nie rozpoznawałem, ale śmierdziało równie mocno.
Przejrzałem szafki i postanowiłem wykorzystać czas jaki miałem tu spędzić.
Niezbyt umiem gotować, owszem. Rodzina i znajomi śmiali się, że nawet wodę
potrafię przypalić. Ale było coś, co potrafiłem. Tak mi się przynajmniej
wydawało. Jedna jedyna potrawa, a właściwie deser. Dawno go nie robiłem, ale
chyba jeszcze pamiętam przepis. Sprawdziłem czy znajdę wszystkie potrzebne
produkty po czym zawiązałem na biodrach pozostawiony przez Key'a fartuszek.
Swoją drogą, dlaczego dorosły facet posiada taki fartuszek. Róż, fikuśna
falbanka na dole i jakieś marszczenia na kieszonce, w którą normalna męska dłoń
się nie zmieści raczej. Moja się zmieściła. Ech. Co jest z tymi moimi rękoma.
To była jedna z moich wad. Drobne dłonie, pasujące bardziej do dziewczyny, a nie do faceta, którym byłem. No dobra, przecież już przyznałem się do tego, że często biorą mnie za dziewczynę, tylko że trudno się z tym pogodzić czasami. No co to ja miałem.... A właśnie, deser miałem. Ustawiłem sobie na stole wszystkie potrzebne produkty i omal się nie przeżegnałem podekscytowany by mi wszystko wyszło. To danie nauczyła mnie robić moja babcia i nie wiem czemu tylko to mi zostało w głowie. Każda inna potrawa była dla mnie tajemnicą nie do przebicia. Wielka miska jest? Jest... Jajka, mąka, cukier i tłuszcz, proszek do pieczenia Ufff najbardziej zawsze bałem się jajek. Chyba każdy wie, jakie one bywają podstępne i zdradliwe. Ledwie człowiek puknie, a już gluty jajeczne wszędzie. Ileż to ja jaj wyprawiłem na tamten świat. Chociaż, czy one mają jakiś inny świat? Hmmm, przecież to takie niedoszłe kurczaczki. Powinny być kurami albo produktem jadalnym, a nie czymś ciągnącym na podłodze, stole czy ubraniu. Mam nadzieję, że tym razem mi się uda. Wypróbuję mój tajemny sposób i powinno być dobrze. Czegoś mi jeszcze brakowało więc ponownie przeszukałem szafki. Opłacało się. Miałem do dyspozycji orzechy, żelki, czekoladę oraz kandyzowane owoce. Uznałem, że wszystko się przyda. Ciekawe co ten zapleśniały typ powie na moją niespodziankę. No dobra, miałem go nie obrażać. Jestem lepszy i szlachetniejszy od tego patafiana... Wróć.... Nie patafiana, od tego człowieka. No jaki ja jestem wielkoduszny. Nazwałem go człowiekiem, chociaż zachowuje się gorzej niż dzika zwierzyna. Muszę to dobrze wymieszać.
-Co Karpik? Też masz ochotę na mój deser? To będzie wspaniałe coś. Mam nadzieję, że ciasto, ale czasami wychodzi taki bardziej ...budyń na ciepło. Trzeba zachować odpowiednie proporcje. Mąka... Ile to miało być? Dwie szklanki czy dwa kilo?
Miałem wrażenie, że zwierzak mnie rozumie i pochwala moje działanie. To dodało mi skrzydeł i zacząłem wierzyć, że ciasto będzie rewelacyjne. Wsypałem mąkę do szklanki i pomyślałem, że to chyba niemożliwe żeby z dwóch takich porcji wyszła cała blacha ciasta. Zdecydowanie to musiało być dwa kilo. No teraz to ja rozumiem. Starczy dla każdego. Dodałem proszek do pieczenia. Wydawało mi się, że kiedyś miałem mniejsze opakowanie ale może ten, którego używałem z babcią w dzieciństwie miał silniejsze działanie, a ten był jakiś słabszy i dlatego pakowany w pół kilowe torebki. Teraz czas na te nieszczęsne jajka. Uwaga, uwaga, tajna broń Lee TaeMina. Wielkiego kuchmistrza. Sięgnąłem po sitko i położyłem na nim cztery jaja. No i teraz po was niedoszłe kuraki. Walnąłem łyżką zbijając je i patrząc jak glutowate wnętrzności przeciekają przez dziurki w sitku. Białko jakoś się bardziej ciągnęło, a żółtka musiałem poprzebijać, ale myślę, że i tak wyszło nieźle. Kolejnych 10 jajek przesitkowałem już sprawniej i szybciej. Owszem, nieco rozkruszonych łupinek też przedostało się przez sitko, ale chyba nikt nie zauważy. Pomyślą, że to orzechy albo coś. Wymieszałem wszytko dokładnie i dosypałem jeszcze trochę żelek, których co prawda nigdy wcześniej nie dodawałem, ale na pewno dodadzą uroku. Nie będę niczego żałować. Ciasto musi wyjść pyszne! Podrapałem się po głowie, bo wydawało mi się, że o czymś zapomniałem. O czymś ważnym. A no tak, piekarnik. Babcia mówiła, że trzeba go nagrzać. Pięć minut zanim włoży się ciasto, a potem 40 minut trzeba piec. Wlałem całą masę na największą blachę jaką znalazłem. Była nieco zardzewiała, ale ciasto i tak miało być czekoladowe więc nic nie będzie widać. Starczyło idealnie po brzegi. Byłem z siebie naprawdę dumny. Ten gwiazdor rocka zobaczy, że nie tylko on coś potrafi. Chociaż, skąd ja wiem, co On potrafi poza śpiewaniem. Może jest nieudacznikiem większym niż ja? Ta myśl sprawiła mi przyjemność. Wstawiłem ciasto do piekarnika po czym nalałem sobie soku i rozsiadłem się na kanapie. Pies położył się na podłodze i nawet zrobiło mi się tak jakoś miło i domowo. Wsadziłem do uszu słuchawki i przymknąłem oczy.
JongHyun nie wiedział ile czasu minęło od kiedy zamknął się w pokoju i zasnął. Miał jednak nadzieję, że dość, by ten natrętny dzieciak i kundel znikli z jego życia.
-Co za irytujący szczeniak, przyczepił się do mnie i za cholerę nie wiem, o co mu chodzi. Dziwka, dziwak, dziwoląg, dziwka... Co mnie to obchodzi zresztą? Co mnie obchodzi jakiś głupek? Co mnie obchodzi wytwórnia? Co mnie obchodzi...co tak śmierdzi? No może nie śmierdzi, ale zapach jest dziwny. - mamrotał, leżąc jeszcze - Co do cholery?
Poderwał się i pociągnął nosem. Zapach dochodził zza drzwi i stawał się intensywniejszy z każdą chwilą. Chłopak wstał i przeczesał palcami włosy i marszcząc czoło. Czuł, że ten piekielny dzień jeszcze się dla niego nie skończył i miał wielką ochotę nie wychodzić ze swojej samotni, jednak niepokojące aromaty nie dawały mu spokoju. Wolno wyjrzał na korytarz, ale zobaczył jedynie kawałek salonu. Szedł wolno jakby gotowy na atak ninja albo komandosów, kierował się zapachem teraz z wyczuwalną nutą spalenizny. Widok śpiącego na kanapie chłopaka wzbudził w nim na nowo irytację i wściekłość. Nie dość, że nie wyszedł, to teraz uciął sobie drzemkę i ślini się na meble. Już miał potrząsnąć intruzem, gdy od strony kuchni coś cicho zazgrzytało. Nie od razu doszło do niego, co się dzieje. Drzwiczki piekarnika lekko drgały, a ze szpar wyciekała jakaś dziwna masa. Widać było, że tego czegoś w środku jest więcej i właśnie to wydzielało niepokojący zapach. Na oślep sięgnął ręką, nie spuszczając wzroku z piekarnika.
-Ej ty... Ty koleś !!! - potrząsnął głową chłopaka - Obudź się do cholery!!! - Sytuacja tak go zaskoczyła, że nawet zapomniał o swojej awersji do niechcianego gościa.
-Co się stało? - Zaspany Tae otworzył oczy i spojrzał we wskazanym kierunku- Moje ciasto! -Poderwał się z kanapy i wydął policzki oraz dolną wargę - Popsułeś Hyung moje ciasto?
-Jak mogłem popsuć? - chłopak odpowiedział i zrobił wolno krok w stronę piekarnika - To coś wyłazi ?
- Zrobiłem ciasto - I on ruszył wolno w stronę kuchni - Zmutowało?
- Do cholery, jak ciasto mogło zmutować? -drgnął, gdy drzwiczki zatrzeszczały i nowa porcja mazi wylała się na zewnątrz.
- Nigdy wcześniej nie było takie wielkie. Nigdy.
- O chłopaki!! Nie musicie się już o mnie martwić. - rozległo się od strony drzwi - Nic mi nie jest. Lekarz powiedział, że to wygląda na przytrzaśnięcie zamkiem i dziwił się, że nie zauważyłem kiedy to się stało. Nic mi nie grozi i możecie być spoko...co to jest? - Dragon spojrzał w tym samym kierunku co pozostała dwójka - Atak obcych? Przybyli po Key'a? No wiedziałem, że to się kiedyś stanie.
- To ciasto - TaeMin dodał nieco żałośnie - Chciałem deserek zrobić.
-A kto cię o to prosił ! -Jjong w końcu doszedł do siebie - Mówiłem, że masz się wynosić i nie wracać. Kto Cię tu zapraszał? Kto kazał Ci cokolwiek tu robić? Teraz to sprzątaj i znikaj.
-Ale ja muszę już iść, sam mówiłeś. Zasiedziałem się faktycznie więc już więcej nie będę nadużywał gościnności.
- Masz to posprzątać !!
-Ale może się da zjeść, a ja serio już muszę lecieć - Szybko złapał bluzę i podbiegł do drzwi - Ale nie martw się, Hyung, wpadnę niedługo to pogadamy sobie. - No miło było. Pa - Zanim ktokolwiek zareagował, zatrzasnął za sobą drzwi.
-Glutowate, ale da się skonsumować - perkusista bez obaw podszedł i otworzył piekarnik. Co prawda wiele z masy poleciało na podłogę, ale nie zraziło go to. Zgarnął sporo gorącego "ciasta" na talerzyk - I żelka pływa - uśmiechnął się, siadając przy stole, na którym położył nogi.
- A dajcie mi spokój wszyscy. - Mimo wszytko wyłączył piecyk - Idę i nie wiem kiedy wrócę!
-A no to baj... tylko nie wiem czy coś ci zostanie z jedzonka!!!
***
- Dzień dobry. Pomyślałem, że wpadnę napić się kawy i odpocząć. Byłem na zakupach - wskazał na kilka toreb z firmowych sklepów odzieżowych - Musiałem uciec z domu na trochę, bo myślałem że oszaleję. Zwariowany pies, mój irytujący ostatnio przyjaciel, perkusista z problemem medycznym na... no nieważne na czym i ten chłopak, który postanowił uatrakcyjnić życie JongHyunowi. Nie wspomnę o naszych byłych opiekunach, którym daleko do normalności. Wydaje mi się, że tylko ja tam jestem normalny - usiadł na wysokim stołku przy barze, opierając głowę na dłoniach - To co, dostanę kawusię? Z mleczkiem i cukrem. I jakieś ciacho. Tyle się nabiegałem po sklepach, że muszę nadrobić spalone kalorie. Może jakiś serniczek? - Zamrugał oczami i uśmiechnął się radośnie.
- Jedna kawa i sernik. Już podaję.
-Oj, co tak oficjalnie? No przecież znamy się i nie musisz traktować mnie jak obcego.
-Jestem w pracy, a szef nie lubi jak się spoufalam - Włączył ekspres i sięgnął po talerzyk - Ciasto mamy świeże i smaczne. Idealne na poprawę humoru.
-Och, praca i praca. To może ja złożę takie zamówienie, że szef wybaczy ci małą rozmowę ze mną? Hę
- Nie o to chodzi. - Postawił na tacy ciasto i kubek z kawą - Dziś jestem zmęczony i muszę skupić się na tym co robić. Proszę usiąść przy stoliku, ja zaraz podam zamówienie.... I jeśli znajdę chwilę, to może też napiję się kawy.
-Ale na pewno? Ja po prostu chciałbym porozmawiać z kimś normalnym.- Puścił oczko i zabierając torby, poszedł do stolika.
Kilka minut później drzwi otworzyły się ponownie i wszedł czerwony od biegu TaeMin. Po tym jak uciekł od rosnącego ciasta, niechętny by sprzątać bałagan do jakiego się przyczynił, przypomniał sobie, że miał się tu spotkać ze swoim współlokatorem. Nie wiedział, że tamten zajął się koleżanką z pracy, a następnie przejął zlecenie, dlatego biegł całą drogę sporo spóźniony. Nie przewidział też, że w knajpce natknie się na KiBuma.
-Jest Onew? MinHo Hyung, widziałeś go? Mieliśmy się tu spotkać, ale zaspałem.- Zdyszany dopadł do baru - Jest, jest, jest?
-Nie ma nie ma, nie ma. Był, ale musiał wyjść. - pytany spojrzał na zegarek -Zaspałeś? Jest osiemnasta.
-No wiem, ale gotowałem i potem tak jakoś mi się oczy zamknęły. Wiesz jak jest. - usiadł i otarł czoło - Więc niepotrzebnie tak gnałem.
-Chcesz coś do picia? Na koszt firmy - dodał, widząc zmieszanie w oczach Tae. - Sok czy coś gazowanego?
-Soczek. Chyba się odwodniłem. Ja zaraz przyjdę tylko skocze do... no tam - wskazał na drzwi do toalety.
Umył twarz i przetarł też kark. Oddech już prawie wrócił do normy, chociaż policzki nadal miał czerwone. Spojrzał w lustro, stwierdzając, że taki zarumieniony chyba jeszcze bardziej wyglądał jak dziewczyna. Musiał zdecydowanie coś z tym zrobić. Najlepiej jeszcze dziś. Koniecznie. Wrócił na salę i sięgnął po wysoką szklankę z sokiem pomarańczowym. Uśmiechnął się do MinHo i przemknęło mu przez głowę, że dziwne, iż nigdy nie spotkali się jeszcze w agencji skoro obaj tam pracowali. Widywali się tylko tu i tylko z tym miejscem wiązał tego chłopaka. Nagle poczuł, że ktoś złapał go za łokieć i pociągnął lekko do tyłu. KiBum znudzony samotnym siedzeniem przy stoliku, uznał że lepsze takie towarzystwo niż żadne.
-Ale ja muszę iść - bronił się, bo jak na jeden dzień miał dość wszelkich muzyków
-Masz zlecenie? Jakaś praca? Umówiłeś się z kimś? Jakieś zajęcia, kursy?
-Nieee. Takie tam moje pla..
-A więc chyba nic się nie stanie, jak posiedzisz ze mną? Jeśli wolisz, uznaj to za zlecenie. - Key przechylił głowę na bok i zrobił usta w dziubek - No co ci szkodzi? Zamówię ci ciasto i kawę albo co tam chcesz i normalnie ci zapłacę.
-Że zlecenie? Ale tak bez agencji? Nie wiem, czy tak można - pacnął na krzesło, prawie wylewając sok
-Jeśli masz obiekcję, zadzwonię do agencji i załatwię to oficjalnie - sięgnął po telefon i 2 minuty później było wszystko załatwione . Złożył zamówienie i zapłacił też za wcześniejszy sok. Od razu położył też odpowiednią kwotę pieniędzy na stoliku - To za godzinkę. Może być?
-Jakoś mi dziwnie, ale niech będzie. Musimy zapłacić czynsz i inne takie opłaty - Tae schował pieniądze z lekkim wahaniem - Tylko nie wiem, po co ci moje towarzystwo, Kim KiBum.
-Mów mi Hyung. W końcu nie widzimy się pierwszy raz. Przyznam, że zazwyczaj trzymam ludzi na dystans i dużo czasu musi minąć nim z kimś się spoufalę - Uniósł głowę, bo wydawało, że od strony baru doszło jakieś parsknięcie śmiechem. Barman jednak stał z zaciśniętymi ustami i składał ściereczkę - ...ale Ty wydajesz się być sympatyczny, a poza tym coś mi się wydaje, że mam w tobie sprzymierzeńca w jakiś dziwny sposób.
-Że kim? Znaczy nie bardzo rozumiem Hyu....Hyu...Hyungggg
-Chodzi o mojego przyjaciela. JongHyun ma ostatnio trudny okres. No powiedzmy, że dłużej niż ostatnio, a ja nie mam już siły na jego akcje. Nie mogę się z nim dogadać. Jest nerwowy i ..
-Wiem coś o tym . Zachowuje się jak idiota.
-Owszem. Nie znosi Cię, a mimo to wydaje mi się, że coś w tobie jest, co może pomóc.
- Jak mnie zabije to się opamięta? - Tae wpakował kawał sernika do ust i spojrzał na uczesanie rozmówcy - Nie jest ci zimno w tę wygoloną część głowy?
- Że co?? - Zaskoczony chłopak przyłożył dłoń do boku głowy - Nie jest mi zimno. Ty jesteś dziwny. Zmieniasz temat tak nagle, że się gubię.
-A tak jakoś pomyślałem i spytałem. A ten Twój kolega jest straszny.
-Więc dlaczego tak się go uczepiłeś?
- Dlaczego? Sam nie wiem do końca - wyznał szczerze - On mnie traktował w taki wstrętny sposób, a ciągle na siebie wpadaliśmy. Stwierdziłem, że jeśli jeszcze raz nas los zetknie, to ja będę inny. Nie pozwolę by mną pomiatał i traktował jak męską dzi... - nadymał się i zamilkł na kilka sekund - Te bilety na koncert i dziewczynki i to razem, zlecenie, niby przypadek.
-Nie nadążam, ale mniej więcej rozumiem. Chyba.... Wiesz Jjong nie był taki zawsze. Kiedyś był normalny, w miarę normalny. Miał pasje i chciał robić to co kochał. Przeciwstawił się ojcu i po skończeniu liceum rzucił naukę. Nie poszedł na studia, tylko na przesłuchanie. Był świetny i tak powstał nasz zespół. Nawet nie wiesz, ile nas kosztowało to pracy i wyrzeczeń. - Spojrzał na towarzysza, ale ten słuchał go w skupieniu - Niestety nie wszystko było tak pięknie jakbyśmy chcieli. Sława jest super, ale ma też swoje ciemne strony. Wielu przyjaciół zazdrosnych o popularność odwróciło się. JongHyun trafił do szpitala po tym jak jeden z jego "dobrych" kolegów dolał mu jakiegoś detergentu do picia tylko dlatego, że Jjong nie chciał pomóc mu dostać się do wytwórni. A przecież On nic nie mógł zrobić. Nie on decydował na przesłuchaniach. Zostawiła go dziewczyna, bo zabrał ją na jedną z imprez z innymi muzykami i tam poznała kogoś bardziej sławnego - pokiwał głową i zamilkł, pogrążając się we wspomnieniach - Taaak, nie było to fajne. Na dodatek od początku jego ojciec dawał mu do zrozumienia, że marnuje życie. Że jest nikim i że nic nie osiągnie. Dotąd rozpieszczany przez rodziców, a zwłaszcza matkę chłopak nieźle dostał w kość. Rodzina go nie wspierała, a wręcz odwróciła się od niego, przyjaciele odeszli. A sława.... jak mówiłem, bywa fajna, ale pomyśl .... Jak można komuś zaufać, skąd wiesz, że poznana dziewczyna lubi cię dla ciebie samego czy dlatego, że jesteś znanym muzykiem? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak trudno zawierać jest nowe znajomości.
- Ja do końca nie wiedziałem - TaeMin nie zdawał sobie sprawy, że od dobrej chwili mocno zaciskał pięści
- Skąd miałeś wiedzieć. Nie powinienem może ci tego wszystkiego opowiadać, ale jest w tobie coś co mi przypomina mojego przyjaciela sprzed kilku lat. Najgorszy był ostatni rok. Wybacz, że zaprzątam Ci tym głowę.
- Wszytko dobrze, Hyung. - długie włosy opadły chłopakowi na twarz, gdy kiwnął głową jakby dziękując za rozmowę. Myśli kłębiły mu się w głowie jak oszalałe.
- Wyglądasz jak dziewczyna. Wiesz o tym - Teraz Key zmienił temat - Nawet ładna dziewczyna.
-O właśnie!!! - Tae otrząsnął się z zamyślenia. - Ja muszę iść do fryzjera. Koniecznie i natychmiast!
- Chcesz ściąć włosy?
-Tak owszem i ..ja nie chcę tych pieniędzy za dziś, ale muszę mieć na fryzjera. Ale oddam. Potem oddam.
-Spokojnie, chłopcze. Nic nie musisz oddawać. Powiedzmy, że to prezent na urodziny.
- Urodziny? - zaskoczony patrzył na muzyka - Ja mam urodziny? No jasne, że mam. Który dziś jest ?
- 15 lipca
- No to ..skąd wiedziałeś, że mam urodziny? Mam za trzy dni. Zapomniałem całkiem
-Nie wiedziałem, tak tylko strzeliłem, bo chcę żebyś przyjął te pieniądze. A skoro masz urodziny to pozwól, że dam ci jeszcze jeden mały prezent.
TaeMin:
Dużo się
dziś działo. Oj dużo. Ale w zasadzie jestem zadowolony z tego dnia. Po
pierwsze, udało mi się nieco podenerwować tę nadętą gwiazdę rocka, a potem
dowiedziałem się, że jest taki z pewnych powodów. Może On nie jest taki całkiem
zły i okropny. No nie będę usprawiedliwiać tego, co mi zrobił, ale teraz jakoś
inaczej o nim myślę. Musiał sporo przejść i chyba rozumiem bardziej dlaczego
jest taki. Smutno mi, jak o nim myślę. Może upiekę jeszcze raz ciasto dla
niego? Albo może lepiej kupię. Spojrzałem w lustro wiszące w przedpokoju, gdy tylko wszedłem do mieszkania. Z kuchni dochodziły dźwięki, które świadczyły, że JinKi walczy zapewne z jakimś posiłkiem. Byłem ciekawy, co powie gdy mnie zobaczy. Odetchnąłem głęboko i poprawiłem opadającą lekko na twarz stylowo ściętą grzywkę. Moje włosy były ścięte z tyłu krótkie tak, że odsłaniały kark i tylko właśnie grzywka była dłuższa. KiBum zabrał mnie do swojego fryzjera i pomógł mi wybrać fryzurę. To on doradził mi też żebym spróbował zmienić kolor. Teraz moje włosy miały nieco nieokreślony odcień czerwieni. Jak dla mnie były miedziano - brązowo - rudo - czerwone. Piękne. Jeszcze raz spojrzałem w lustro, a potem ruszyłem w stronę kuchni. Nikt już nie pomyli mnie z dziewczyną. Nikt !!!
.gif)
Wstrętny, paskudny, arogancki, podły...Nie, nie chodzi o Jjonga tylko o niby lubego Luńci. Wała od niej!!! Luna będzie z Onewem =3=
OdpowiedzUsuńKaaarpiiik! Mój kochany kaarpiik parszywy kundelek!!!! Skąd go G-Dragon wziął? Zresztą ten to dopiero osobowość... Szczerze i bezproblemowa... xD
Słuchaj... Ja nie wiek jak to sie stało, ale dawno nie miałam tak opowiadania przed oczami, a w szczególności momentu z JaeJoongiem...Normalnie jakbym tam stała. Wspaniałe. I opowiadanie i ty, i to co robisz. Tak dalej ^^
Ja mało kreatywna osoba, kopiuję to co było pisane na KakaoTalku c:
Naprawdę pisz, dalej, proszę...