Zlecenie Siódme
W barze było cicho i spokojnie. Może dlatego, że większość ludzi była o tej porze albo w pracy, albo w szkole. Tylko dwie osoby o godzinie 11.35 zdecydowały się na kawę i ciasto. Staruszek w kącie sali popijał mocną czarną kawę, zagryzając to ciastem z owocami oraz czytając jakieś grube tomisko, nie zwracając uwagi na dużo młodszego od siebie mężczyznę, który również pił kawę dla odmiany z mlekiem. Ten drugi dziś zrezygnował z sernika na rzecz ciasta czekoladowego, ale nie zrezygnował ze swoich obserwacji i zagadywania barmana, który tym razem nie mógł się wymówić nawałem pracy. Rano był na trzech wykładach, a teraz starał się uporządkować szafki z kubkami, szklankami i różnymi talerzykami. Zdecydowanie jego zmiennik nie radził sobie z utrzymaniem porządku. Na pytanie jakie padały z ust KiBum'a odpowiadał nawet normalnie, a nie jak zawsze półsłówkami. Obaj wiedzieli, że dziś po południu niewiele będzie czasu na odpoczynek. To właśnie dziś była ta wielka impreza, w której obaj brali udział chociaż każdy w innym charakterze. Key zastanawiał się, czy Jjong nie wymyśli czegoś przed samym występem. Owszem, może źle się stało, że na imprezie urodzinowej obiecał, że ich zespół zagra na festynie nie ustalając nic z resztą zespołu. Może i racja, że ich lider wściekł się na wieść o obietnicy koncertu i przez tydzień nie chciał z KiBum'em rozmawiać. Oczywiście poszło nie o to, że miał coś przeciwko zagraniu charytatywnie, ale dlatego, że nikt z nim tego nie uzgodnił, tylko złożył obietnice bez jego wiedzy. Na szczęście w drugim tygodniu złość mu chyba przeszła i w końcu zgodził się na tę imprezę. Niechętnie, ale jednak. Wszystko działo się po prostu za szybko i chyba nie we właściwej chwili. Gdyby to była inna sytuacja, Key zapewne zadzwoniłby do przyjaciela, zanim zgodził się na występ, ale to były urodziny tego miłego chłopaka TaeMin'a, było trochę wina i piwa, a gdy Tiffany zaczęła opowiadać o problemach agencji i o tym, jak planuje ją ratować, Key po prostu nie mógł, no nie mógł od razu nie rzucić, że on i zespół chętnie pomogą. Słowa padły i nie mógł się wycofać. Nie rozumiał dlaczego tak się stało, bo przecież był przekonany, że nie ma bardziej ostrożnej i powściągliwej osoby niż on. Westchnął głęboko i poprosił o jeszcze jeden kawałek ciasta. Dobrze, że mógł tu przyjść i pogadać z MinHo. Ten zawsze był taki uroczy, miły i chętny do konwersacji. I jeszcze te jego oczy…No i uśmiech…. I całość… taka kojąca i przyjemna. Key lubił patrzeć na chłopaka za barem. Właściwie nie zdawał sobie jeszcze chyba sprawy jak bardzo uzależnił się już nie tylko od kawy, ale i od tego miejsca, i barmana. Uśmiechnął się, bo obiekt jego uzależnienia miał na sobie błękitną koszulę, która on, Key, mu polecił kiedy spotkali się na mieście kilka dni temu. Wiedział, że będzie idealna i teraz mógł podziwiać jak bardzo miał rację. Krój, materiał, kolor, wszystko idealnie pasowało. Nie była zbyt opięta, ale mimo to nie ukrywała tego, że noszący ją chłopak musiał ćwiczyć.
-Co znów tak się patrzysz, hyung? Coś nie tak?
-Co? Co? A nieee – KiBum został wyrwany z zamyślenia – Tak tylko zastanawiam się, jak wyjdzie ta cała impreza i czy się uda zebrać odpowiednio dużo pieniędzy.
- Szkoda, że myśląc o tym, gapisz się na mój tyłek.
-Nie na tyłek tylko na klatę…To znaczy wcale się na ciebie nie patrzyłem…. No dobra, może trochę… Ach znasz mnie przecież. Pewnie, że się gapię i podziwiam jak dobrze wyglądasz.- Uśmiechnął się niewinnie.
- Krępuje mnie to nieco. Pochlebiasz mi, jednak nie zawsze chciałbym czuć Twój wzrok, hyung, na moim ciele.
-A chciałbyś czuć coś innego? – Spytał zalotnym głosem, unosząc w górę dłonie – Co powiesz na małe przytulanko?
- Jesteś niepoprawny – MinHo mimo wszystko uśmiechnął się. Czasami nie wiedział, czy zainteresowanie muzyka jest żartem, czy kryje się w tym coś prawdziwego – Zjedz lepiej to ciasto.
-No już, już. – wsadził spory kęs do ust, po czym spojrzał w stronę drzwi, bo właśnie ktoś wszedł i rozległ się charakterystyczny dzwonek – Masz klienta - Kiwnął głową, wskazując chłopaka, który właśnie wszedł. Tamten miał rozjaśnione, potargane, krótkie włosy, uśmiech na twarzy i iskierki rozbawienia w oczach, których nie ukrywały okulary w ciemnych oprawkach . W czarnej koszuli wyglądał na tyle dobrze, że Key na chwilę zmienił obiekt zainteresowania. – Niezły nawet. Nawet całkiem niezły.
-Chyba się nie spóźniłem? – Przybył podszedł do baru i jeszcze bardziej się uśmiechnął – Autobus się spóźnił.
-Jesteś na czas. A nawet przed. Dziś nie będziesz pracować tutaj, tylko ze mną na pewnej imprezie. Szef zdecydował, że jeszcze masz za mało praktyki, żeby zostać sam na barze. – MinHo przywitał się z przybyłym.
-Wy się znacie? No to przedstaw mnie, albo sam się przedstawię. Jestem Kim KiBum. Dla przyjaciół Key, a ty chyba jesteś przyjacielem naszego uroczego pana Choi.
-Że co? Że kto? Ja ? Miło mi… chyba, to znaczy nie rozumiem – Jasnowłosy chłopak mimo uśmiechu był nieco zmieszany.- Bang CheolYong, dla przyjaciół Mir.
- A niech to, dobra ja to załatwię. To jest Key, nasz stały klient, a to jest Mir, nasz nowy pracownik. Jest młodszy więc już możesz zaproponować mu, żeby mówił do Ciebie „hyung” – Tu spojrzał na muzyka, po czym zwrócił się do swojego współpracownika – Jak już powiedziałem, to jest Key i z zasady jest nieufny i dużo potrzeba, by zyskać jego przyjaźń, ale jak dla ciebie zrobi wyjątek. Zapewne niebawem poznasz też historię jego życia, chociaż tego też nie mówi każdemu – Przenosił wzrok z szokowanego nieco Mira na naburmuszonego KiBum'a – Czyżbym coś przeoczył?
-To może ja zajmę się pracą? Co mam robić? –Mir czując pulsowanie w skroniach, chciał przerwać to przedstawienie, w którym się znalazł.
- Weź kluczyki od busa i pozanoś tam te kartony z zaplecza. Postaraj się jakoś to sensownie poukładać. Sprawdź też, czy naszykowałem kubeczki jednorazowe, bo nie pamiętam. – MinHo ignorując nieco zdegustowanego muzyka, wydał polecenia nowemu pracownikowi – Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień nie zniechęci cię do pracy tu.
-Ja nie zniechęcam się tak szybko. – Mir odparł nadal z uśmiechem i odszedł na zaplecze, unikając dalszej rozmowy z dziwnym facetem przy barze. To był jego pierwszy dzień i nie chciał zaliczyć żadnej wpadki, a nie wiedział do końca, jak powinien się zachowywać. Nie znał ani obecnych pracowników, ani klientów, ani tym bardziej relacji między nimi. Na pierwsze wrażenie bardzo dziwnych relacji.
MinHo spojrzał z uśmiechem na muzyka, który wyglądał jakby jeszcze coś chciał powiedzieć, jednak zamiast tego zrobił spory łyk kawy, dławiąc się nią lekko. Odkaszlnął kilka razy, pukając się dłonią w klatkę piersiową.
-Witam serdecznie. – Od drzwi podszedł w stronę baru kolejny młody chłopak – Nazywam się Lu Han, ale możecie panowie mówić do mnie LuHan. Od dziś będę prywatnym dostarczycielem ekskluzywnych artykułów przydatnych w życiu codziennym oraz nie tylko. Na przykład teraz mam do zaoferowania….- Tu zrobił znacząca minę, specjalnie przeciągając wyraz, by wzmocnić efekt zaskoczenia – Tę oto jedyną w swoim rodzaju, ekologiczną, organiczną, niezniszczalną, nie testowaną na zwierzętach, rewelacyjną i unikatową …- Sięgnął w głąb wielkiej torby, która miał na ramieniu, by wyszarpnąć z niej zachwalany przedmiot i podetknąć go Key'owi pod oczy – Szczotkę do włosów !!!!! Szczotkę, której używają największe gwiazdy i sławy. W Super Junior takie mają. Każdy ma.
-Ja nie mam – KiBum wymamrotał szeptem zaskoczony i nieco przytłoczony. – A Super Junior to co? Jakaś marka kosmetyczna?
-Jeżeli pan tak chce to nawet marka kosmetyczna. Pan potargał sobie włosy? – Tu chłopak spojrzał na grzywkę Key'a, którą ten czesał prawie godzinę, by każdy kosmyk układał się zgodnie z jego wizją. Dokładnie kręcąc je, by nie miały za dużych fal i wyjątkowo dziś część włosów zaczesał do tyłu – Ja widzę, że pan potargał sobie włosy, ale TO NIE PROBLEM !!! – ryknął i kilkoma ruchami przeczesał włosy muzyka do przodu, przylizując je. Zza baru doszedł ich śmiech MinHo.
-One…one…one miały takie być! – KiBum nawet nie mógł się zdenerwować czy popaść w panikę, patrząc na dziwnego człowieka, który teraz poruszył brewkami nadal bardzo z siebie zadowolony.
- No to też nie problem !!! – Szczotka przejechała po włosach, zaczesując je w tył i tworząc coś podobnego do ptasiego gniazda – Dziś może pan ją nabyć za jedyne 999 won i 999 won.
-Czyli za ….. za 1998 won? – potargany chłopak wymamrotał niepewnie
-Jeśli pan tak uważa, sprzedam za każdą cenę. Za 999 won. Proszę można nawet sobie do tej szczotki śpiewać w łazience jak do mikrofonu - Lu Han zwany LuHanem zaczął wyginać się i pląsać koło baru, drąc się - …Ohi’mcuriousyeahoooooooo …. Ta szczotka zachwyci cieeeee !!!! Chce pan? No chce Pan? Pan marzy, pan pragnie!!
- O matko, daj te szczotkę tylko już przestań, człowieku !!! – Key w końcu oprzytomniał – No, już starczy. Tak chcę i marzę, zwłaszcza żebyś się Pan zamknął i przestał mnie targać!!!
-Należy się 999 won. Polecam się na przyszłość – wcisnął pieniądze do kieszeni, po czym napił się kawy z kubka KiBum'a, twierdząc, że mu zaschło w ustach, puścił w kierunku chłopaka całuska i opuścił lokal.
-Co to było??? Niech ktoś mi powie, co to było to straszne i przerażające, chociaż przyznam nawet przystojne coś. – muzyk skulił się w sobie, prawie rzucając zakupionym właśnie towarem w chłopaka za barem, który śmiał się od jakiegoś czasu.
- Niezła akcja jak dla mnie, ma koleś potencjał. W taki sposób wcisnąłby chyba każdemu i wszystko.
-Ja już pójdę. Ja muszę i pragnę iść. Doooo….do zobaczenia potem.
***
-Już przecież rozmawiałyśmy na ten temat. Dostaniesz swoje pieniądze, więc nie musisz mnie straszyć.
-Ja cię nie straszę lecz lojalnie ostrzegam. Masz jeszcze trzy dni i ani godziny więcej.
- Powtarzasz się – Tiffany warknęła, zaciskając dłoń na telefonie – Spłacę Cię co do jednego wona
-No mam nadzieję, bo inaczej wiesz, co będzie.
-Tak, wiem i wybacz, ale zamiast bezsensownych rozmów z Tobą muszę zająć się tym, bym mogła ci oddać pieniądze. Pozwolisz zatem, że się rozłączę, bo nie mam czasu na ploteczki – prawie rzuciła telefonem o podłogę.
Zachowywała się tak od czasu, gdy miesiąc wcześniej druga z właścicielek agencji oznajmiła, że chce zamknąć ten biznes, bo ma inne plany. Ponieważ jednak Agencja na początku była jedynie jej własnością i to ona inwestowała w reklamę, remont pomieszczeń, stronę internetową, garderobę, teraz miała prawo żądać kwoty, która zwróciłaby jej koszty. Owszem Tiffany zastanawiała się czy warto walczyć i czy nie lepiej otworzyć nową agencję, ale po zastanowieniu i przeanalizowaniu wszystkich „za” oraz „przeciw” zdecydowała, że zdobędzie pieniądze. Prywatnych oszczędności nie miała za wiele, więc postanowiła wziąć kredyt, jednak chciała, by ta kwota była jak najmniejsza. Pomysł ze zbiórką pieniędzy pojawił się niedawno, gdy dwoje pracowników, Amber i Ren, dowiedziawszy się o problemach, siedzieli, rozmawiając o tym, że byliby skłonni się przebrać i chodzić po ulicach Seulu, prosząc o datki. To właśnie naprowadziło Tiffany na pomysł zorganizowania festynu, na którym można by zarobić. Ludzie płacą i to chętnie, ale muszą mieć za co, a i ona wolała coś zaoferować w zamian za pieniądze, a nie żebrać. Szybko zorganizowała zebranie gdzie stawili się prawie wszyscy pracownicy i ustalili plan działania. W ciągu 2 dni zebrano sporo pomysłów i propozycji. Miała być loteria fantowa, kawiarenka, pokaz sztuczek magicznych, którymi mieli zająć się bliźniacy YoungMin i KwangMin. Ich identyczny wygląd dawał pewne pole do popisu. Poza tym padł pomysł, by dziewczyny wystąpiły z coverem jakiejś znanej piosenki. Luna zaproponowała, że może przygotować stoisko z odzieżą. Od dawna lubiła bawić się w projektowanie ubrań i uwielbiała przerabiać stare ciuchy na nowe. Łączyć, coś odciąć, coś doszyć, zamienić tył na przód. Miała sporo pomysłów, które mogła zrealizować bardzo małym kosztem. Na początku Tiffany była nastawiona sceptycznie do tego pomysłu, ale gdy przyjaciółka przywiozła trochę ubrań swojego projektu, wszelkie obawy zniknęły. Sporą zasługę miał w tym Ren, który chciał przymierzać wszystko od razu. Nawet damskie ciuszki wydawały mu się odpowiednie i dopiero dziwne spojrzenia innych sprawiły, że nieco się opamiętał. Impreza miała trwać od południa do późnych godzin nocnych i zakończyć się imprezą taneczną. Udało się zdobyć sporo fantów od różnych firm, które w zamian za reklamę, zaoferowali swoje produkty czy usługi. Można było wygrać np. wizytę w salonie SPA czy u najmodniejszego w dzielnicy fryzjera. Poza tym miały być zawody sportowe. Zawodnicy musieli wpłacić pewną kwotą jako wpisowe, ale w zamian mieli szansę na nagrody jakie przewidziano dla zwycięzców.
Sporą atrakcją miał być jeszcze koncert zespołu „FlashyLouder” załatwiony cudem na urodzinach TaeMin'a, gdzie pojawił się członek, a właściwie dwóch członków tego zespołu. Kim KiBum okazał się być bardzo wrażliwym człowiekiem i gdy tylko usłyszał o problemach agencji, sam zaproponował występ zespołu, oczywiście za darmo i bez żadnych kosztów. Mało tego obiecał kilkanaście płyt z autografami oraz koszulki zespołu do sprzedaży. Chociaż popularność zespołu ostatnio nieco spadła, to jednak nie można było zaprzeczyć, że nadal byli sporą atrakcją.
- No dobra, kochani, niedługo godzina „Zero”, mam nadzieję, że wszystko wypali i uda nam się zebrać potrzebną kwotę. Nie będę ukrywać, że bardzo na was wszystkich liczę. – Tiffany spojrzała na swoich pracowników spokojniej – Mamy cztery godziny czasu i chętnie powiedziałabym, byście odpoczęli w tym czasie, ale mamy jeszcze sporo pracy. Trzeba ustawić stoliki, skończyć dekoracje, poprzenosić wszystko co potrzebne do zawodów. Dobrze, że sceną i muzyką zajmą się profesjonaliści. Zaraz powinien przyjechać też MinHo więc kawiarenka zostanie otwarta, bo widziałam, że po placu już kręcą się ciekawscy. – spojrzała po zebranych, nieco przerażona tym czy plan się powiedzie – Ma ktoś jakieś pytania?
- Ja nie, wiem wszystko. Stoisko z ciuchami już ustawiłam i teraz mogę pomóc jeśli gdzieś potrzeba. Ubrania do występu naszykowane, nagrody posegregowałam i ustawiłam w kolejności, jak będą potrzebne. Dorobiłam też losy na loterię, bo wczoraj wieczorem odezwała się jeszcze jedna z księgarni i przekazała kilka książek oraz zabawnych zakładek – Luna mówiła, patrząc do notesu, gdzie robiła notatki – Myślę, że każdy wie. co ma robić więc już się tak nie martw. – Uśmiechnęła się na koniec do szefowej, a jednocześnie przyjaciółki. – Wszystko się uda.
- Oby. No to do pracy, kochani!
***
-Onew hyung…. No Onew!!! – TaeMin stał przed lustrem – No powiedz mi, jak to ma być! Przecież ja nie mam pojęcia o byciu kelnerem!
- Nie krzycz i nie panikuj – Jinki wyszedł z łazienki, wycierając dłonie. – Mówiłem już kilka razy, podchodzisz do stolika, zapisujesz to, co ludzie będą zamawiać, idziesz do stoiska, gdzie będzie MinHo, a on wyda ci to, co potrzeba. Zanosisz zamówienie i bierzesz zapłatę.
-A jak coś pomylę?
-To przeprosisz i naprawisz pomyłkę.
-A jak coś wyleję?
-To posprzątasz i przeprosisz.
-A jak kogoś obleję?
- A jak urośnie ci biust? – Onew nie wytrzymał i odpowiedział z uśmiechem – Nie denerwuj się, będzie dobrze.
-Biust? Mnie? Po co? Znaczy jaki biust? – chłopak nie zrozumiał, bo nadal w jego głowie rodziły się kolejne możliwe tragedie jakie mogą się wydarzyć.
-Nic, żaden biust. Tak mi się powiedziało, bo za dużo tragizujesz. Ja będę obok jakby co, a MinHo wie, co trzeba robić. Uśmiechaj się tylko najmilej jak możesz. Tu masz swój fartuch, dopnij tę koszulę i chodźmy, bo już zrobiła się kolejka do przebierania.
Na placu panował mały rozgardiasz. Kończono przygotowania, a za ogrodzeniem stało już sporo ludzi chętnych do zabawy. Gdzie się dało, powiewały kolorowe paski bibuły, baloniki oraz kwiaty. W końcu zaczęło się. Z głośników popłynęła spokojna muzyka jako podkład do głosu Tiffany, która witała wszystkich przybyłych, zapraszając ich do zabawy oraz przedstawiała wszystkie możliwe atrakcje. Pracownicy agencji zajmowali swoje miejsca, które wcześniej zostały ustalone. Kilka osób miało nadzorować zawody. Tae, Onew i Amber byli tego dnia kelnerami. Ren biegał między stoiskiem Luny, gdzie doradzał klientką z dużym powodzeniem, a stoiskiem z losami, które miał prowadzić wspólnie z innym pracownikiem. Po godzinie Luna zaproponowała zamianę, bo chłopak miał większą siłę przebicia jeśli chodzi o sprzedaż ubrań.
W kawiarence wszystkie miejsca były zajęte i Tiffany zastanawiała się skąd załatwić dodatkowe stoliki i krzesła. Pomoc zaproponował jej jeden z nauczycieli szkoły, która mieściła się po drugiej stronie ulicy i po chwili kilka szkolnych stolików zamieniło się w kawiarniane. Wiele młodych dziewczyn oraz pań nieco starszych z przyjemnością zamawiało kolejne kawy, ciasta i soki byle tylko móc popatrzeć na uroczo uśmiechniętego MinHo, który dla każdej osoby znajdował nie tylko uśmiech, ale i miłe słowo. Mimo wcześniejszym obawom Tae jak na razie dawał sobie radę i nie miał na koncie żadnych stłuczek, za to w kieszonce miał już sporo napiwków. Owszem wiele z pieniędzy dostał od kobiet w wieku jego mamy, które prosiły, by zrobił Ayego, a potem śmiejąc się piskliwie, wciskały mu zwitki pieniędzy. Onew też nie pozostawał gorszy, bawiąc wszystkich anegdotkami i komplementując. Jednym z pierwszych klientów był oczywiście Kim KiBum, który siedział blisko prowizorycznego baru i popijał wolno swoją ukochaną latte. Wiedział, że na rozmowę nawet najkrótszą nie ma szans, ale nie przeszkadzało mu to.
-Do diabła! – MinHo zaklął niezbyt cicho i skrzywił się.
-Co się stało? – Mir i Key jednocześnie znaleźli się obok
- Ja bardzo przepraszam – odezwała się może czternastoletnia dziewczyna, mając łzy w oczach- ja nie chciałam. Przepraszam.
- Nic się nie stało, nie twoja wina – MinHo starał się uśmiechać mimo tego, że poparzona dłoń bolała go – Nie powinienem stawiać kubka tak blisko brzegu. – Nie martw się.
-Ja naprawdę przepraszam – nastolatka skłoniła się i w końcu odeszła
- Postawiłem źle kubek, a ona niechcący go trąciła. – Chłopak wyjaśnił, pokazując zaczerwienioną dłoń – nic mi nie będzie.
-Nie będzie, ale trzeba to opatrzeć – Mir rozejrzał się nieco bezradnie
-Macie apteczkę w samochodzie? – KiBum nagle stał się opanowany – Ty zajmij się barem, a ja zajmę się oparzeniem – Pociągnął barmana na bok i kazał usiąść na krześle. Sam nabrał garść lodu i zawiązał to w ściereczkę – Przyłóż do oparzenia, a ja zaraz wracam. Daj kluczyki od samochodu.
Po kilku minutach dłoń była posmarowana specjalną maścią i profesjonalnie opatrzona.
- Powinno nie być śladu. Mimo wszystko nie był to wrzątek – muzyk przesunął palcami po bandażu – Jak się czujesz? Może powinieneś odpocząć. Ach, czuję się jak pielęgniarka na placu boju.
-Nic mi nie jest. Dziękuję za pomoc, ale teraz lepiej chyba jak wrócę do pracy. Mir nie da sobie sam rady.
- Do pracy? Ale przecież jesteś ranny!
-To lewa ręka. Dam radę pracować – MinHo uśmiechnął się – I naprawdę dziękuję za pomoc.
-Jakbym mógł nie pomóc najprzystojniejszemu barmanowi w mieście. To mój obywatelski obowiązek. I wiesz, moja babcia, jak byłem mały zawsze mówiła… - Znów powrócił ten zadziorny charakterek – Że całusek jest najlepszy żeby nie bolało – zrobił słodki dziubek z ust.
-Mnie nie boli – Chłopak zerwał się, nie wiedząc czy ten całus ma wylądować na jego dłoni czy na ustach. Oba miejsca postanowił chronić – Nic, a nic mnie nie boli. – Kaszlnął zmieszany, po czym wymijając swojego „pielęgniarka”, wrócił za bar. Nic nie powiedział, gdy pięć minut później przyszedł tam Key obwiązany fartuchem znalezionym w samochodzie.
- Może nie pracowałem nigdy w żadnej knajpie, ale wiem jak się parzy kawę, czy kroi ciasto. – obwieścił – Tak, słucham, co podać? Za dodatkowe 100 won serwetka z moim autografem do kawy. – Zwrócił się do czekających na zamówienia.
Impreza rozkręcała się na dobre. Znaleźli się chętni do wyścigu w workach, przeciągania liny, najdalszego skoku po 10 obrotach. Wielu chętnie wzięło udział z zawodach na jedzenie ryżu na czas czy konkursie na najdziwniejszy taniec. Losy, ubrania, słodycze i wszystko inne sprzedawało się dobrze, a Tiffany trochę się uspokoiła, widząc jak wielki słój zapełniał się znoszonymi co jakiś czas pieniędzmi. Usiadła nawet, by spokojnie obejrzeć pokaz magii oraz występ swojego dawnego kolegi, który chciał jej pomóc, a potrafił robić największe bańki mydlane chyba na całym świecie. Zamknął nawet w jednej z baniek obu bliźniaków. Podczas konkursu karaoke zrobiło się małe zamieszanie, gdy na scenie pojawiło się czterech chłopaków. Wybrali piosenkę po czym zdjęli kaptury oraz ciemne okulary. Okazało się, że są to członkowie jednego ze znanych boysbandów popowych, którzy całkiem przypadkiem trafili na imprezę i postanowili zrobić taki mały żarcik. Zamiast jednej piosenki zaśpiewali trzy ogłaszając, by ludzie wrzucali pieniądze do specjalnych puszek, przyczyniając się tym do dość szybkiego wzrostu gotówki. Owszem potem z trudem udało się im opuścić plac, ale pracownicy agencji chętnie pomogli się im odgonić od fanek. O 19.00 zaplanowano występ niespodziankę i dokładnie o tej godzinie na scenie pojawił się ciemnowłosy chłopak w zabawnym fraku.
-A teraz mam zaszczyt przedstawić całkiem nową grupę, która zadebiutuje dziś właśnie tu i teraz. Proszę o brawa i ciepłe przyjęcie. Pięć pięknych dziewczyn, które zachwycą wszystkich tu zebranych już czeka. A oto one!!! – Spojrzał w bok, gdzie czekały gotowe do występu kobiety – Tiffany, Luna, Jiyeon, Joy oraz…..- Tu chłopak zamilkł, bo zamiast dziewczyny, która miała wystąpić jako piąta, na scenę wszedł Ren w sukience i makijażu – I Ren…Ren…Ren….RenYeon… - Pytająco spojrzał na dziewczyny.
- Spokojnie. Mały wypadek i Nana nie dojechała.- Luna wyjaśniła szeptem – Nie miałyśmy wyboru, a Ren znał układ i tekst. Nikt się nie połapie. A nawet jeśli to trudno. Zaczynajmy.
Światła przygasły na czas, gdy dziewczyny ustawiły się na scenie. Ćwiczyły wiele razy, jednak teraz były mimo to zestresowane. Wszystkie poza Renem, który gdy tylko rozbłysły światła, poczuł się jak w swoim żywiole. Gdy jedna z dziewczyn pomyliła układ zaimprowizował kilka ruchów, by reszta odnalazła swoje miejsca. Występ zawierał trzy covery znanych piosenek oraz jedną całkiem nową napisaną specjalnie na ten występ. Nikt nie wiedział, że KiBum na jedną rozmowę z Tiffany przyszedł z Henry'm, a ten zaproponował nieśmiało, że ma taki jeden kawałek, który być może by się nadał. Po dopracowaniu okazał się świetną piosenką, która teraz zbierała wielkie owacje.
- I jak? Ile mamy? Udało się? – Luna stała i patrzyła jak jej przyjaciółka podlicza pieniądze, które do tej pory udało się zebrać. – No mów!!
-Hmmm, nie jest źle, jednak to jeszcze nie to. Myślałam że …znaczy miałam nadzieję…
-Losy sprzedane już wszystkie, moje stoisko też świeci pustkami. Jedynie kawiarenka jeszcze zarabia, ale już też mniej, bo ciasto się kończy. Jak tam ostatnio zaglądałam, sprzedawali serwetki z podpisem tego muzyka oraz zbierali datki za zdjęcia z kelnerami i obsługą. Gorzej jak im się skończą serwetki.
-Czyli w zasadzie nie mamy już żądnych atrakcji, które dadzą zarobek?
-Jeszcze koncert, który ma się zacząć za godzinę, ale wstęp jest wolny. Może ktoś coś jeszcze dorzuci do puszek, ale nie wiem – Luna wzruszyła ramionami i nagle zamarła – Ja wiem….Ja wiem….
-Co wiesz?
-Wiem, jak możemy jeszcze zarobić. – dziewczyna uśmiechnęła się promiennie – Może nawet całkiem nieźle zarobić.
-Coś ty wymyśliła?
- To przez tego muzyka, no Key'a czy jak mu tam. On powiedział coś takiego… No, że ludzie powinni płacić za to, że on z nimi spędza trochę czasu.
-Nic odkrywczego, przecież na tym polega nasza praca. Zapomniałaś?
-Wiem, ale to coś innego…. Tu jest wiele osób, które wcześniej nie wiedziały o agencji ani o tym, że można sobie kupić towarzystwo. Dużo starszych, znudzonych i samotnych pań.
-Możesz jaśniej, bo czas ucieka.
-Licytacja !!! Naszych pracowników. Kto wygra licytację, dostanie kupioną osobę na cały dzień. Powiedzmy 12 godzin.
-Myślisz że ..że to się uda?
- Nie wiem, ale jeśli nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Zamykaj kasę i leć pod scenę, a ja zaraz zbiorę ludzi i tam z nimi przyjdę.
-Niech się jakoś ogarną!!!
-Dobra, dobra.
Tłum ludzi stał albo pod sceną, albo chodził po placu, korzystając z ostatnich atrakcji i czekając na koncert, do którego właśnie szykowano scenę. Można już było zobaczyć co niektórych członków zespołu przygotowujących instrumenty czy dyskutujących o czymś z tyłu. Co chwile błyskały flesze i dało się słyszeć piski oraz nawoływania fanek.
-A teraz, proszę państwa, jeszcze jedna atrakcja wieczoru. Zanim rozpoczniemy koncert, na który wszyscy czekacie, mam do zaproponowania małą licytację. Zapraszam na scenę naszych pracowników – Tiffany wskazała dłonią na schodki z boku sceny, po których weszli prawie wszyscy pracownicy agencji. MinHo w białej koszuli prezentował się tak dobrze, że nawet obandażowana dłoń nie zwracała uwagi. TaeMin nieco speszony starał się stanąć z tyłu tak, by go inni zasłaniali, Amber wprost przeciwnie. Poprawiła krawat i nawet zrobiła krok do przodu, uśmiechając się zawadiacko.
- Będziemy licytować kolejno każdą osobę. Cena wywoławcza to 1000 won, a państwa proszę o podbijanie ceny za pomocą podniesienia w górę dłoni. Zaczynamy. Na początek Onew. Proszę popatrzeć na tego chłopaka, istny wulkan radości i szczęścia. Jego poczucie humoru i ciepły głos sprawią, że wydane pieniądze w żądnym wypadku nie będą stratą. O tam widzę pani ..czyli mamy 2 tys. 3 tysiące..o i mamy 4. – wskazywała na kolejne unoszące się dłonie. 5, 6 …czy ktoś da więcej…. O widzę 7 tysięcy…. Po raz pierwszy… po raz drugi…. Po raz….trzeci.. Sprzedane. Nasz pozytywny Onew na 12 godzin jest do pani dyspozycji. A teraz Wyjątkowa oferta. Dwa w jednym. Cena wywoławcza podwójna, ale i towarzystwo też. Kto ma ochotę na tych dwój słodkich chłopców? Czy znajdzie się ktoś chętny na ten pakiet?
O tam słyszę ktoś krzyknął od razu 8 tysięcy… Ale czy osiem za ich dwóch to nie za mało? Tak..czekam… 9, 10… kto krzyknął 12? Pani? No dobrze, czy ktoś da więcej? Nie? Czyli sprzedane. – Kolejne osoby schodziły ze sceny, by wraz z licytującą osobą udać się do kasy i umówić na dzień zrealizowania usługi. – A teraz nasz książę. Pachnący kawą i ciastem czekoladowym wielkooki MinHo. No to zaczynamy licytację. Tysiąc, mamy dwa, trzy, Tam jest 6 tys? Tak mamy 6. Kto da więcej?
- Draguś.. ile możesz mi pożyczyć? – Key przejrzał zawartość portfela, gotówki nie miał za wiele, a nie wiedział czy przyjęliby zapłatę kartą lub w późniejszym terminie – No ile masz. Ja mam z 10 tysięcy.
-Co?? Kasę chcesz?
-Pożyczyć.
-Mamy 9 tysięcy. Pani w czerwonej sukience – dobiegło ze sceny
-10 …dam 10 !!!!!!!!!!!!! –KiBum rozdarł się, machając dłonią. – No pożycz mi – dodał ciszej do perkusisty.
- Mam tylko 3 tysiące – nie zdążył powiedzieć do końca, bo pieniądze zostały mu wydarte z dłoni – Nie ma za co – odburknął i ruszył do samochodu po swoje pałeczki.
-10… czy ktoś przebije tę cenę? Tak mamy 11…
- 13 dam – Key znów krzyknął i pomacał się po plecach – nerkę sprzedam, jeśli będzie trzeba.
-Ja mam osiem tysięcy – obok pojawił się Henry – Jeśli chcesz, nerka ci się przyda
- 15 tysięcy – krzyknęła kobieta w czerwieni, która do tej pory przebijała Key'a
- 21 tysięcy – muzyk zamachał w powietrzu pieniędzmi
- 21 tysięcy po raz pierwszy…. Czy ktoś da więcej? No widzę że pani się waha, 21 po raz drugi…. I po raz trzeci. Sprzedany. Zapraszam do kasy . A my zajmiemy się ostatnią już licytacją – Dopiero gdy MinHo zszedł ze sceny, Tiffany zauważyła stojącego w kącie TaeMin'a, który do tej pory skrzętnie się ukrywał w cieniu – Nasz młody i uroczy pracownik LuMinie. Jest bardzo serdeczny i szczery. – Tae wolno wyszedł na środek i stać go było jedynie na lekki machnięcie dłonią. Niestety, mimo że marzył o karierze muzycznej, scena nadal go przerażała, a tłumy przyprawiały o panikę. –No dobrze, zaczniemy jak zawsze od tysiąca won.
W tym samym czasie na miejsce dojechał też lider zespołu, który nie był zachwycony tym całym zamieszaniem i nadal miał nieco żalu o to, jak ten koncert został załatwiony. Teraz stał i powarkiwał na pozostałych członków zespołu. Sprawdzał, czy wszystko zostało podłączone właściwie i czy wszyscy wiedzą jakie utwory i w jakiej kolejności będą grać. Zaklął, gdy nie mógł znaleźć swojego mikrofonu, który wsadził do kieszeni i zapomniał o tym. W końcu natrafił na niego dłonią, ale nie miał zamiaru nikogo przepraszać za wcześniejszą awanturę, że nie ma w sprzęcie porządku.
- A gdzie ta nasza cholerna Diva? Obiecuje koncert, a teraz go nie ma. Powinien siedzieć tu na tym swoim wymuskanym tyłku, a nie szwendać się gdzieś.
-On zaraz wróci. Poszedł tylko coś załatwić, spytać… znaczy – Henry starał się wyjaśnić lecz w tej chwili stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. W pewnej odległości pokazał się Key, Jjong podniósł dłoń, machając na niego, a ze sceny dobiegł głos, którego wypowiedź nie od razu dotarła do członków zespołu.
-Sprzedany za 5 tysięcy won. Po raz pierwszy, po raz drugi i po raz trzeci. LuMinnie, uśmiechnij się, a Pana, który zaoferował najwyższą kwotę dziękujemy i zapraszamy do kasy.- Tiffany pomachała w stronę muzyków.
- JongHyun…Jjong Chyba właśnie wylicytowałeś tego chłoptasia. – Joon zaśmiał się, szturchając kolegę.
-Co?
- No zamachałeś dłonią, czyli przebiłeś ofertę i wygrałeś. –mężczyzna wskazał przeciskającego się przez ludzi Tae – Moje gratulacje.
TaeMin:
Dobrze,
że już mogłem zejść ze sceny. Pewnie się będą ze mnie śmiać, że sprzedano mnie
za najniższą cenę, ale co tam. Te 5 tysięcy starczyłoby na spore zakupy, więc
czy to źle? No dobra, gdybym odwalił tam jakiś mały pokaz, pokręcił tyłkiem jak
Ren, albo pouśmiechał się jak MinHo, to może więcej by za mnie dali. Ech, teraz
już za późno na żal i przemyślenia. Oj stop…. Na przemyślenia zawsze jest czas.
Gdybym nie myślał, chyba bym znikł. Ciekawe czy znikłbym całkiem, czy tylko
stałbym się taką przeźroczystą masą bez konkretnego kształtu. Widzę go. Stoi
tam i chyba nie jest zbyt szczęśliwy. Ciekawe czemu, skoro mnie wylicytował i
udało mu się wygrać, powinien się cieszyć. A może się cieszy, tylko wstydzi się
okazać tego przy innych. Tak… Na pewno się krępuje. Przecież nie rzuci mi się
na szyję z okrzykiem „przyjacielu”. No mógłby, ale tego nie zrobi. Ja bym
zrobił. Coś do mnie mówi i jest zabawnie. Może to taka gra słowna. On mnie
wygania, a ja zapewniam go, że jestem jego na całe 12 godzin, on znów mnie
wygania, a ja pytam czy może ma ochotę na coś do picia. On mnie wygania i tak w
koło. Warczy, a ja uśmiecham się. No, jak się nie uśmiechać, skoro realizując
mój plan i tak miałem go prześladować, a teraz on jeszcze zapłaci za to.
Zapłaci, że ma mnie na głowie. Dla mnie to jak kolejne zlecenie. No dobra, nie
zapłacą mi za nie, ale będę miał gdzie pracować. Chyba nie powinienem go
bardziej denerwować teraz. Realizacja zlecenia i tak dopiero będzie po tym
całym festynie. Muszę dobrze przemyśleć swoje działanie. Dotrzeć do tego głupka
i nieco nadpęknąć skorupkę, w której siedzi. Tylko co, jeśli ja naruszę tę
skorupkę, a tu mi buchnie smrodem jak ze zepsutego jajka? Dawno nie jadłem
jajek. Muszę poprosić JinKi'na, żeby zrobił jajecznicę. On robi rewelacyjną jajecznicę,
na bekonie, z cebulką, pomidorkiem i takim czymś zielonym. Czasami dodaje
startego sera i wtedy się jedzonko ciągnie. Może nawet jutro by zrobił, jeśli
znajdzie czas. A gdzie mój Jjong ? Poszli sobie? A, no tak, koncert. Zamyśliłem
się, a przecież czas na imprezę. Przepcham się pod scenę, żeby dobrze widzieć.
I żebym ja był dobrze widoczny. Ja i mój transparent. Przygotowałem taki
specjalny z
napisem
„ Jesteście wspaniali”. Muszę iść po niego, zanim się zacznie. Biegnij Tae,
biegnij. Lubię siebie dopingować.Chłopak ściskając w dłoniach zwinięty brystol, przepychał się przez ludzi ,by dostać się pod samą scenę. Chciał być na samym przodzie i spieszył się, bo już rozbrzmiewały pierwsze takty.
-Przepraszam – powiedział odruchowo, gdy wpadł na kogoś. – Naprawdę przepraszam. – schylił się i podniósł swój transparent oraz drugi rulon, który wypadł z dłoni sympatycznej dziewczynie, z którą się zderzył. Podał go jej i nawet chciał zagadać, bo dziewczyna była ładna i ślicznie się uśmiechnęła, jednak słysząc głos JongHyun'a z głośników, kiwnął jeszcze raz głową i pobiegł dalej. W końcu stanął tam, gdzie chciał. Tłum szalał i atmosfera udzieliła się i Tae. Z boku pomachał do niego Onew, który stał obok Luny, ochraniając ją ramieniem, chociaż akurat przy nich nie było specjalnie tłoczno. Druga piosenka była spokojniejsza. Dźwięki ballady rozkołysały ludzi, pozapalały się światełka w dłoniach, a chłopak uznał, że to dobry czas na zaprezentowanie swojej pracy.
„JONGHYUN KOCHAM CIE!!!!
MARRY ME”
Napis ozdobiony był
mnóstwem serduszek i zdjęciem lidera. Tae nie widział napisu i nie domyślał
się, że podczas zderzenia pomylił kartony. Teraz zadowolony podskakiwał i
wykrzyknął nawet kilka razy imię muzyka, który w końcu zobaczył i napis, i
osobę go trzymającą. Kilka kolejnych linijek tekstu zaśpiewali czujni Key i
Henry, bo ich lider stał jakiś nieprzytomny, patrząc morderczym wzrokiem w
jeden kicający i radosny punkt.
A więc tak.. muszę się przyznać, że dość długo czytałam twojego bloga.. przeczytałam pierwszy rozdział.. później zapomniałam, że czytałam i zaczęłam od drugiego i znowu o niem zapomniałam >.<
OdpowiedzUsuńale dzisiaj udało mi się skończyć czytać wszystko i jestem pod wrażeniem! Masz taki cudowny luźny styl pisania, a najbardziej pokochałam myśli Taemina xd Tylko są tak poplątane jak myśli kobiety.. haha faceci nie mają takiego toku myślenia, oni potrafią myśleć o niczym.. zazdro.. ale ja nie o tym tu przecie miałam..
No więc oczywiście blog zaczynam obserwować i od teraz będę na bieżąco z każdym rozdziałem! I spodziewaj się pod każdym moich komentarzy xD
WENY! FIGHTING!
Zapraszam też do mnie ;p
http://cnbluestory.blogspot.com/
sponsorem monologu Luhan'a czy też Lu Han'a jest QŃ & Łyżko-łyżka S.A xD
OdpowiedzUsuńCudowne to jest, jak zaczelam czytac to trudno bylo mi skonczyc ^^
OdpowiedzUsuńNaprawde dobrze ci to wychodzi <3
Nie opublikowało mi całego komentarza ;_;
OdpowiedzUsuńHejejeje. Nie skomentowałam ci pod tym rozdziałem. Kekeke... c:
Napiszę byle co i takie typowe. AGENCJA JEST TAKA *teraz będzie "wyraz"(?), który oznacza wspaniałość i cudowność powyższego tekstu przeze mnie przeczytanego*SSHNOVJEPUWONJD HWOI <--- prawie Choi tu wyszło. O_O
Piszaj dalej, piszaj dalej. *stoi pod rozdziałem, a w rękach trzyma transparent z takimi samymi napisami jak okrzyki*
Witam~ Muszę przyznać, iż bardzo wciągnęłam się w twoje opowiadanie. Fajnie się je czyta no i po prostu wciąga czytelnika. No cóż, ja czekam na pojawienie się ósmego rozdziału, a tobie życzę wspaniałej weny ;)
OdpowiedzUsuńRewelacja :D Weny, weny i jeszcze raz weny:)
OdpowiedzUsuń