piątek, 26 grudnia 2014

Dodatek Świąteczny

 !UWAGA!
 Dodatek ten nie ma powiązania z fabułą "głównego" opowiadania.
 (Wiem że od bardzo długiego czasu nic tu nie pisałam ale miałam pewne problemy. Dodatek ten miał pojawić się przed świętami lecz niestety, nie udało mi się go skończyć na czas. Mam nadzieje że zostanie mi to wybaczone i rekompensuje trochę to ile trzeba czekać na kolejny rozdział)





Za oknem sypał śnieg jak oszalały utrudniając jazdę samochodom ale ciesząc dzieci które z zapałem lepiły bałwany lub prowadziły wojny na śnieżki. Całe miasto oświetlone było tysiącami kolorowych lampek  i co krok można było natrafić na różnorodne ozdoby świąteczne. Choinki, wielkie lśniące prezenty, Mikołaje, elfy albo wielkie bombki.  Ludzie załatwiali ostatnie sprawunki spiesząc do domów by skończyć przygotowania do świąt. Była wigilia i prawie wszyscy myśleli już tylko o kilku dniach odpoczynku, smacznego jedzenia, spotkania ze znajomymi. Prawie wszyscy, bo było też kilka osób które siedziały w niewielkim studio już od czterech godzin wiedząc że dziś raczej nie dotrą do domów. Próbowali się wykręcić od pracy jednak mimo usilnych starań nie udało im się to. Teraz nawet gdyby pozwolono im wyjść  i tak by to nic nie zmieniło. Zamieć śnieżna nasilała się co spowodowało, że  odwołano kursy pociągów oraz autobusów. Samochodem osobowym też trudno było się dostać gdziekolwiek bo służby miejskie nie nadążały odśnieżać ulic. Poza tym widoczność też z każdą godziną stawała się gorsza.
- Obiecałem mamie że w tym roku nie nawalę – Henry westchnął odkładając gitarę – Nie rozumiem dlaczego musimy tu siedzieć  akurat dziś.
-Bo zaraz po świętach mamy dużo pracy, dwa koncerty i występ w telewizji. – JongHyun przerzucił zapisy nutowe – Ja wiem że wolelibyście siedzieć w domach na kanapach i opychać się ale tak długo jak nie skończymy opracowywać wszystkiego i nie będzie to perfekcyjne nikt nigdzie nie pojedzie.
- Mówisz tak bo sam nigdzie się nie wybierasz i skończysz z butelką piwa i zimną pizzą – Joon warknął z kąta uderzając nerwowo w struny
- To chyba nie twoja sprawa co bym robił. Ostrzegałem że nie odpuszczę a jeśli komuś się nie podoba droga wolna. Tylko ostrzegam, powrotu nie będzie.
-A hyung JaeJoong dzwonił i pytał czy nie wpadniemy do niego na kolację.- Dragon z nadzieją zwrócił się do lidera – Max ma problemy z nogą i będą sami w domu. Może jednak…
- Co mnie to obchodzi? Oni mają już swoją chwilę sławy za sobą. Są starzy i powinni zapomnieć o scenie oraz nie przeszkadzać nam. Kolacja? Potem pogaduszki, picie, impreza i tak kilka dni które można przeznaczyć na pracę.
-Chyba przesadzasz. Przecież przez ostatnie dni nic nie robimy tylko w koło meczymy te kilkanaście kawałków – Znów odezwał się Henry chowając do kieszeni telefon po tym jak przeczytał kolejnego smsa od rodziców z pytaniem o której przyjedzie.
- Cieszcie się że jutro macie wolne – Jjong nie odpuszczał gromiąc wszystkich wzrokiem.
- Pogoda jest coraz gorsza, jeszcze chwila i nikt się z centrum nie wydostanie.- Key z twarzą przy szybie okna westchnął nostalgicznie. – Obiecałem że spędzę ten wieczór z MinHo. Mieliśmy napić się kawy, zjeść ciasto…. Wiecie to takie czekoladowe.
-O zamknij się KiBum. Ty i te twoje romanse. Jak by co, poderwiesz sobie kolejnego naiwniaka
-Nie mów tak. – chłopak oderwał się od okna i spojrzał na lidera- kiedyś nie byłeś taki zimny i wyrachowany. Nie obrażałeś innych i szanowałeś ich uczucia.
- To było dawno, potem dostałem porządnego kopa i zrozumiałem że pewne sprawy się nie opłacają. Nie można być za miękkim ani za bardzo przejmować się innymi bo prędzej czy później i tak wszyscy cię zostawią.
- To nie prawda – wtrącił się Dragon który wpatrywał się w perkusję nad zwyczaj spokojny- Myślę że…
-To nie myśl tylko zabieraj się za pracę. No dalej musimy dopracować ten kawałek – Jjong zamilkł bo z kieszeni Keya rozległa się radosna melodyjka i chłopak odebrał telefon wychodząc na czas rozmowy z pomieszczenia. Wrócił po kilku minutach nieco zdenerwowany
-Ja musiałbym wyjść . Dzwonił TaeMin , on i Onew utknęli poza miastem. Auto im padło a są z dala od jakichkolwiek budynków.  Niestety nie ma nikogo kto by ich zabrał z tego pustkowia. Wezmę terenówkę Maxa i pojadę.
- A może weźmiesz gitarę i zabierzemy się za to co dla nas istotne? Niech im jakieś pogotowie drogowe pomoże ty nie jesteś ich aniołem stróżem !
-Chyba przesadzasz Jjong, serio aż tak masz to w nosie?
-Owszem, dokładnie tak jak mówisz.  Jeśli wyjdziesz to nie należysz już do zespołu. Pamiętaj jednak że to właśnie dzięki pracy spłacasz kredyt oraz jesteś w stanie pomóc rodzinie. Mam ci przypomnieć jak wcześniej było im ciężko? A tamtym niech pomoże ktoś inny. Znaj moją łaskę, zadzwoń i zgłoś to gdzie trzeba ale potem wracaj i łap gitarę.
KiBum miał ochotę wyjść i zatrzasnąć za sobą drzwi a najchętniej to uderzył by swojego niedawnego przyjaciela ale z pokorą schylił głowę i myśląc o najbliższych  wyszedł wykonać telefony. Poinformował Tae I Jinkina że postara się kogoś do nich wysłać a potem zadzwonił do pomocy drogowej podając dane i miejsce  w którym tamci utknęli.
Gdy JongHyun w końcu powiedział że na dziś koniec okazało się że drogi nie są przejezdne i jedyne co mogli zrobić to zostać w mieszkaniach które wynajmowali. Key i Dragon zabrali co mieli do jedzenia po czym poszli do mieszkania pozostałych dwóch muzyków. Chcieli na początku iść do hyungów z góry ale okazało się że mimo niedyspozycji Maxa obaj postanowili spędzić ten wieczór  u jakiejś mieszkającej niedaleko znajomej skoro ci których zaprosili zawiedli.  Czworo muzyków siedziało nad ryżem i zupą starając sobie poprawić humor kilkoma butelkami soju. Pogoda była na tyle zła iż wiedzieli że nawet na drugi dzień nie uda im się dostać do rodzin.
- Jeszcze powiedział że wypłatę dostaniemy dopiero jak skończymy pracę nad tą płytą. Miałem dać pieniądze mamie a teraz nie wiem co zrobię – Henry oparł głowę na dłoniach – Miała iść do lekarza bo ma problemy z kręgosłupem. Teraz ani pieniędzy ani mnie. Nawet nie mogę się do niej dodzwonić bo przez zamieć telefony szwankują.
- Chciał bym cię jakoś pocieszyć ale sam mam doła – Key wypił kolejny kieliszek alkoholu .
JongHyun miał kilka chwil gdzie jakaś niewielka jego część chciała się załamać i poddać ale wmawiał sobie że tak będzie dobrze. Nie mógł odpuścić. Nie zdawał sobie sprawy że duży wpływ na niego miało też to, że wszyscy poza nim mieli plany i na dzisiejszy wieczór i na jutrzejszy dzień. Teraz gdy wszyscy siedzieli tam razem i żaden z nich nawet nie pomyślał o nim upewnił się że miał rację. Oni nie się nim nie przejmowali więc dlaczego on miał by się troszczyć o nich. Wypił dwa piwa po czym nawet się nie rozbierając padł na łóżko i zasnął.

Nie wiedział ile czasu spał gdy poczuł lekkie szarpnięcie za ramię a potem coś oślizgłego dotknęło go w szyję.
-Czas wstać – słodki głosik niczym miód wdarł się do jego uszu – Śmierdzi od ciebie piwskiem, jak ja mam to wytrzymać. – Jjong otwierając oczy zobaczył zatykającego nos KiBuma stojącego nad nim.
-Czego?- warknął chcąc się odwrócić na drugi bok – Spadaj do siebie.
-Och co za brak wychowania. To ja tak ładnie się ubrałem i pofatygowałem się tu do ciebie a Ty taką chamówę odstawiasz? Wstawaj i to już.
-Co ty masz na sobie idioto? – JongHyun zły usiadł na łóżku
-ładna prawda? – chłopak okręcił się prezentując różową suknię pełną falbanek i marszczeń. – Wiem, wiem…Może zbyt wystawna na tę okazję ale jakoś nie mogłem się powstrzymać.
-Jesteś pijany i ci odwala? Spadaj i nie denerwuj mnie.
- Ty nic nie rozumiesz prawda? – Key usiadł na brzegu łóżka uśmiechając się słodko – Jestem tu z misją. Zabiorę cię na małą wycieczkę.
- Tobie chyba się serio coś w głowie poprzewracało. Co to ma być za przedstawienie? Wigilia i bawimy się w opowieść o duchach?
- Zgadłeś – chłopak w sukience klasnął w dłonie – No to skoro już wiesz możemy ruszać.
-No to rusz tyłek i znikaj – Jjong położył się ponownie naciągając na siebie kołdrę.
-Ignorant. Jak sobie chcesz ja mam zadanie i je wypełnią.- w pokoju zawirowało , zamigotały nieistniejące światełka i nagle JongHyun poczuł że łóżko znika a on ląduje na twardej podłodze. Miał już dopaść KiBuma i pięścią wytłumaczyć mu co myśli o tej zabawie ale wtedy dostrzegł że jest w swoim rodzinnym domu. Z niedowierzaniem patrzył na krzątającą się mamę oraz na ojca który ubierał choinkę w towarzystwie dwójki dzieci. W małym chłopcu rozpoznał siebie a w nieco większej dziewczynce siostrę. Oboje się śmiali i prześcigali kto powiesi najładniejsze ozdoby. Pojawili się inni członkowie rodziny zaproszeni na ten wieczór. Wszyscy radośni i zadowoleni. Chłopiec wygrzebał z pod choinki wielkie pudło i rozpakował. W środku była nowiutka, piękna gitara. Obraz zmienił się. Święta kilka lat później. To samo mieszkanie lecz poza rodzicami było jeszcze kilka innych osób. Pierwsze święta po debiucie. Wigilijny wieczór spędzili razem świętując sukces. Ściskali się pełni nadziej na przyszłość. Dziękowali sobie za całą pracę jaką każdy z nich włożył w to co osiągnęli.
-Jako lider chcę powiedzieć że wy i nasz zespół to najlepszy prezent jaki mi się trafił. Wierzę, że co roku będziemy tak świętować kolejne płyty, piosenki i naszą przyjaźń. – Jjong usłyszał swój własny głos i przypomniał sobie dokładnie wieczór w którym mówił te słowa.
-No widzisz? Może to dziwne, ale byłeś miły. – Key szturchnął towarzysza. – Lubiłeś mnie i nawet mi to czasami mówiłeś. Teraz tylko: przynieś, wynieś , pozamiataj. Nawet nie spytasz o kondycję moich włosów ani nie zatroszczysz się pojawiającymi się zmarszczkami na moim cudownym licu.
-Na czym? – chłopak był zdezorientowany tym wszystkim  co się działo
-Licu… No na twarzy…  O zobacz, zobacz. Dałeś mi wtedy taki cudowny zestaw kosmetyków i tę piękną koszulę w jeszcze piękniejszy wzorek. A pamiętasz jak potem do późnej nocy śpiewaliśmy sobie przy akompaniamencie gitar. Świece, muzyka, kakao z piankami. Pięknie było. To twoje minione święta.
-Było – Nieco z nostalgią przyznał Jjong – Ale się zmieniło. Nic nie poradzę na to że teraz jest inaczej. Jest dobrze i już. Co mi po ckliwych wspomnieniach skoro życie idzie do przodu.
- Powinieneś to doceniać, tak samo jak powinieneś doceniać mnie – Key furknął pacając dłonią powietrze – Otrząśnij się bo będzie za późno!!! – po tych słowach znów w koło zawirowało i Jjong otworzył oczy siedząc na własnym posłaniu. W pokoju panowała cisza i nikogo poza nim tam nie było.
- To był najdurniejszy sen jaki miałem. – wymamrotał do siebie i postanowił iść do łazienki umyć twarz oraz pozbyć się nadmiaru piwa w pęcherzu.  Gdy załatwił już potrzebę i opłukał twarz był całkiem przekonany że to był tylko koszmarny sen. Gdy podniósł głowę znad umywalki i spojrzał w lustro coś za nim się poruszyło. Odwrócił się gwałtownie. Pod prysznicem stał TaeMin owinięty w ręcznik po damsku , w dłoni trzymał różdżkę zakończoną srebrną gwiazdkę a w chwili gdy Jjong się odwrócił krzyknął jak spłoszona dziewica którą naszedł ktoś w kąpieli.
-AAAAAAAaaaaaaaaaaaaa !!!! jestem naga…..znaczy nagi !!! Odwróć swój wzrok młodzieńcze i nie zawstydzaj mnie bardziej – Mimo ręcznika zakrywał się jeszcze rękoma – Odwróć się …odwróć….. 
JongHyun był tak zaskoczony że odruchowo odwrócił się na kilka sekund po czym doszedł do siebie. Spojrzał groźnie znów do tyłu stwierdzając że chłopak pod prysznicem jest już ubrany w czarne spodnie oraz turkusową skórzaną kurtkę. Jedynie różdżka w dłoni pozostała niezmieniona.
-Co ty tu do cholery robisz? Kto cię tu wpuścił?
-Na początek może byś mnie przeprosił że mi tak włazisz do łazienki w czasie gdy zażywam rozkoszy kąpieli. Przeproś….no przeproś
-Powariowaliście dziś czy co? Nie będę przepraszał a jedynie co zrobię to wywalę cię za drzwi.
-Ale ja mam misję – Tae zatoczył dłonią jakieś znaki w powietrzu
-Powiedzieć ci gdzie mam Tę misję? – złapał intruza za ramię i pociągnął w stronę drzwi z łazienki które gwałtownie otworzył. Zamiast znaleźć się w swojej sypialni stanął w salonie Henrego I Joona gdzie oni sami, oraz Dragon i Key siedzieli przy stole rozmawiając.
- Ups…. Chyba nie tu chciałeś ale ja owszem – Chłopak z różdżką usiadł sobie na kanapie – Oni nas nie widzą – wyszeptał konspiracyjnie i zamachał dłonią przed oczami najbliżej siedzącego chłopaka- Widzisz… magia co nie….
-Co się tu wyprawia? Co to wszystko jest?
-Ciiii..posłuchaj….. – TaeMin machnął dłonią i JoogHyun chociaż otworzył usta nie wydobył z siebie najmniejszego dźwięku. Mógł zatem tylko słuchać bo z miejsca też ruszyć się nie mógł.
-Byłem u niego chwilę temu ale spał. Miałem nadzieję że pogadam z nim jak dawniej. Wyjaśnię i przekonam – KiBum miał głos smutny i zrezygnowany – Kiedyś był inny. To mój najlepszy przyjaciel. Znaczy nie wiem czy jeszcze nim jest, czy chce nim być. Boli mnie to jak nas traktuje, jak mnie traktuje. Boli mnie jego obojętność i nie mogę patrzeć na to kim się staje.
-Rozumiem Cię – dodał Henry któremu chwilę temu udało się porozmawiać kilka minut  z mamą- Pamiętam że kiedy się poznaliśmy podziwiałem go za to jaki był. Miał w sobie siłę, pasję i to coś co sprawiało że uwierzyłem że mogę coś osiągnąć – Tu spojrzał na Joona ale ten tylko dolał sobie soju nic nie mówiąc.
-Chciał bym żeby siedział tu z nami. Nawet jeśli to przez niego tu tkwimy to wystarczyło by jedno „przepraszam” i wybaczył bym mu.
-Widzisz… powinieneś przeprosić. – TaeMin objął ramieniem Jjonga – a teraz odwiedzimy kilka miejsc.
 Stali i przez okno obserwowali jak trzy godziny wcześniej MinHo, który czekał na KiBuma w barze, zdmuchnął świeczki  przy których siedział po tym jak w dzielnicy wyłączyli prąd. Barman który też już nie miał szans na dostanie się do domu rodzinnego wyszedł na dwór walcząc z silnym wiatrem starając się dostrzec cokolwiek w wirującym śniegu, sprawy nie ułatwiało to że w całej okolicy było ciemno. Szedł pochylony z dłońmi wbitymi w kieszenie rozmyślając nad tą znajomością która stała się niedawno bardziej zażyła. Zastanawiał się co przeszkodziło Keyowi pojawić się w barze. Rozmowę telefoniczną przerwało im zanim cokolwiek sobie wyjaśnili a potem już nie można było się połączyć.
Ostre światła samochodu odśnieżającego ulice zobaczył w ostatniej chwili a kierowca chociaż starał się hamować niewiele mógł zrobić na tak śliskiej powierzchni.
-Uwarzaaaaaj!!!!!!!!!!!!!!!!!! – TaeMin krzyknął w chwili gdy obraz się zmienił – Chciałem dodać dramatyzmu
-Co z nim?!?! – JongHyun który znów mógł mówić był serio spanikowany i przerażony – Czy on….
-A nie wiem, nie widziałem do końca bo tu na nas czekają – Wskazał na drzwi i teraz obraz wyostrzył się na tyle że mogli rozpoznać że stoją na szpitalnym korytarzu.
-MinHo ?- Jjong pchnął drzwi i wpadł do sali mając nadzieję że chłopak wyszedł z wypadku bez większej szkody. W pomieszczeniu stały dwa łózka i oba były zajęte, jednak żaden z pacjentów nie był barmanem.
- Oj… to ja… zobacz jaki jestem blady w tej pościeli. I biedny Jinkin… Taki był dla mnie dobry- TaeMin otarł spływającą po policzku łzę – Niestety pogotowie drogowe miało tyle pracy że dojechali do nich, przepraszam… do nas , dopiero po kilku godzinach. Telefony nam przestały działać, w koło ciemno, zimno i pusto. Marzliśmy coraz bardziej i bardziej. W końcu Onew postanowił zostawić mi koce jakie miał w samochodzie a sam poszedł po pomoc. Znaleźli go kilkadziesiąt metrów dalej. Ja skończę z zapaleniem płuc i takimi różnymi infekcjami ale on…. Nie wiadomo czy da się uratować jego nogi … i palce u rąk…. A jeszcze to ogólne wyziębienie……  Smutne…..
-Ale przecież….No przecież to nie moja wina…. Nie moja…
-No oczywiście że nie. Przecież miałeś pracę i zadbałeś o to by ktoś po nich pojechał. Zrobiłeś wszystko co konieczne.
-Ja przecież…
- No to idziemy dalej , te obecne święta jeszcze się nie skończyły – pociągnął nosem i zanim wyszli na korytarz pogładził Jinkina po włosach – Biedaczek- drzwi zamiast na korytarz szpitalny zaprowadziły ich do mieszkania którego żaden z nich nie znał. W fotelu siedziała kobieta rozmawiająca przez telefon. Była smutna a w jej oczach malowało się rozczarowanie. Po zakończonej rozmowie wstała z trudem, krzywiąc się z bólu. Dłonią pomasowała plecy i poinformowała męża że ich syn nie przyjedzie na święta. Mężczyzna przy stole spoważniał . Martwił się o stan zdrowia żony oraz czuł zawód bo miał wielką nadzieję że Henry dotrze i że te dni spędzą razem. Oboje bardzo tęsknili za synem.
- Czy zapisali cię na zabieg? – mężczyzna spytał żonę pomagając jej przejść do sypialni by mogła się położyć
-Niestety zapisują tych którzy wpłacą od razu całą sumę. Teraz będę musiała poczekać na kolejny termin. Może latem się uda albo jesienią. – kobieta mimo wszystko uśmiechnęła się – Ale nie martw się , nie boli tak bardzo.
-Starczy !!!!!!!!!!!!! – Jjong krzyknął – Słyszysz …starczy
-Ale ja miałem w planach jeszcze wpaść do rodziców Joona i do Luny , wiesz tej dziewczyny z agencji . Ona i Jinkin …. Lubią się chociaż jeszcze sobie tego nie powiedzieli. Ona myśli że on nie traktuje jej poważnie bo miał zadzwonić ale tego nie zrobił. Nie mógł bo przecież…no wiesz….. szpital.
-Starczy…..
- No i jeszcze moi rodzice. Już wiedzą bo do nich dzwonili by poinformować że jestem w ciężkim stanie.
-Nie chcę…
-No dobrze ale jednak jeszcze w jedno miejsce wpadniemy. I zamiast tak się dąsać przeprosił byś mnie w końcu za najście w łazience i pochwalił ten mały gadzecik który sobie załatwiłem na tę noc – pomachał różdżką i zanim Jjong cokolwiek powiedział znaleźli się w kolejnym miejscu. Ciemny pokój oświetlały tylko światła dekoracji stojących przed domem. Na łóżku siedziała płacząca kobieta, w jej dłoniach zmoczona łzami tkwiła ramka ze zdjęciem.
-To chyba ty na tej fotce…. Nawet nieźle wyszedłeś.
-Zamknij się… JongHyun warknął do „ducha” po czym padł na kolana przy kobiecie- Mamo….
-Ona cię nie widzi…
- Cholera… Tae… zrób coś nooooo
-Ja? Ty coś zrób…. Ty ….Ty…. – Głos ucichł a klęczący chłopak otworzył oczy. Klęczał na zimnych łazienkowych płytkach a po policzkach ciekły mu łzy.
Wstał i jeszcze raz umył twarz. Nie miał pojęcia co się dzieje i dlaczego ma takie dziwne sny. Chciał zapomnieć o nich, o tym co widział. Przekonywał siebie że to tylko jego wyobraźnia i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Usiadł w salonie i włączył telewizor nie chcąc zasnąć.
Odetchnął z ulgą czując że powoli dochodzi do siebie. W Tv leciał jakiś program muzyczny i nawet puścili jeden z teledysków ich zespołu. Na drugiej zwrotce gdy kamera pokazała z bliska twarz Joona ten ściągnął brwi i zamiast śpiewać słowa piosenki niskim i jakimś mrocznym tonem rzucił wprost do kamery „cisza”. Muzyka ucichła a Jjong zamrugał czując  znów to dziwne uczucie. Czy znów zasnął? Przecież videoclip tak nie wyglądał. Przecież teraz powinny być ujęcia na ulicę a potem…
-Nie mam ochoty z tobą gadać. Jesteś moim liderem ale mój szacunek do ciebie jest teraz  równy prawie zeru – Joon z telewizji mówił najwyraźniej do niego , nawet palcem wskazał w jego stronę. Zanim siedzący na kanapie chłopak zrozumiał cokolwiek z ekrany wyłoniła się dłoń a potem całe ramię, długie i nierzeczywiste, blade palce zacisnęły się na jego ubraniu i pociągnęły bardzo gwałtownie. JongHyun czuł że uderzył o coś głową po czym został wciągnięty do telewizora.
-Joon co ty co jasnej cholery…
-Zamknij się i patrz. – Wskazał dłonią na chłopaka siedzącego na wózku inwalidzkim. Chociaż „duch” nic nie powiedział Jjong wiedział że Onew jest samotny, że po wypadku zerwał kontakt z Luną nie chcąc jej obarczać swoim kalectwem. Żył teraz nędznie z każdym dniem coraz bardziej przekonany że jego życie nie ma żadnego sensu.  Teraz podszedł do niego drugi chłopak w którym muzyk rozpoznał tego „dzieciaka” z agencji. I znów w jego głowie pojawiły się informacje. Po chorobie jaką przeszedł jego organizm nie był w stanie sprostać spełnieniu marzeń chłopaka. Nie mógł tańczyć chociaż tak bardzo to kochał.
-Jak tam Jinkin Hyung? Jak się dziś czujesz? Przyjechałem po ciebie.
-Nie musiałeś TaeMin. Równie dobrze mogę te święta spędzić sam a nie zawracać głowę tobie i Twojej żonie.
- Wiesz że nie układa nam się najlepiej. Nigdy nie było dobrze ale cóż. – Tae usiadł obok przyjaciela- Nie miałem wyjścia i zgodziłem się na ten ślub. Nie jestem szczęśliwy ale życie nie zawsze może być bajką.
-To moja wina, gdybym wtedy nie chciał jechać …
-Nie wiń się. Chciałeś dobrze. Ja nie mam żalu.
-Luna….ona wyszła za tego drania…  Zmusili ją w końcu a ona się poddała.
-Tak wiem – TaeMin spojrzał na wisiorek który w dłoniach trzymał Onew. Właśnie po ten wisiorek pojechali w tamte święta do babci Jinkina. Chciał go dać Lunie , powiedzieć co czuje. Niestety gdy wracali auto zgasło a oni wylądowali w szpitalu.
Obaj mężczyźni zniknęli a zamiast nich pojawiła się inna dwójka. KiBum prowadził pijanego Dragona po ośnieżonej ulicy. Weszli do niewielkiego mieszkanka które najwyraźniej dzielili. Pijany chłopak zwalił się na prowizoryczne posłanie.
-Śpij i nie wychodź. Ja muszę iść. Załatwiłem sobie na dziś pracę. – Zapiął nieco zniszczoną kurtkę i naciągnął kaptur. – Segregacja śmieci… Lepsze to niż nic. – Wyszedł mając nadzieję że jeszcze zdąży zapalić znicz. Co roku zapalał świeczkę temu który obudził w nim kiedyś uczucia. Idąc ulicą zobaczył skuloną postać okrytą brudnym i podartym kocem. Przed żebrakiem stało pudełko z kilkoma monetami. KiBum przeszukał kieszenie. Niewiele posiadał ale mimo to postanowił podzielić się tym z człowiekiem siedzącym na ziemi. Przez sekundę zobaczył oczy zapadnięte w chudej , wyniszczonej twarzy. Coś , jakaś myśl, wspomnienie, zakołatały się koło serca lecz zaraz przypomniał sobie że się spieszy.
-Mimo tych drobnych ten człowiek nie przeżyje świąt. Jest zimno a w nocy temperatura jeszcze spadnie – „duch” Joon odezwał się w końcu a Jjong z przerażeniem rozpoznał siebie w tym wynędzniałym, brudnym człowieku. Wiedział że jeszcze w kilka miejsc  powinien trafić ale nie miał na to siły. Coś w nim wyło i buntowało się. „Duch” widać wyczuł to – No i w sumie dobrze bo nie miałem na to ochoty jeszcze bardziej niż ty. Jak widzisz twoja przyszłość jest bardzo ekscytująca. Inni też mają się dobrze – zaśmiał się z sarkazmem po czym znikł.
JongHyun leżał we własnym łóżku a za oknem świtało. Przetarł oczy czując jakiś dziwny ból w klatce piersiowej. Był przerażony i nie wiedział co powinien robić. Było za późno. Jeśli to wszystko było prawdą nie ma już MinHo a Onew i TaeMin leżą w szpitalu. Wszystko przepadło. Poderwał się po czym ponownie upadł na łóżko i zakrył twarz dłońmi. Czuł że zbiera mu się na wymioty .
-JongHyun tak jak kazałeś za godzinę wszyscy będziemy gotowi – KiBum stał w drzwiach z ponurą miną. – Serio nie zmienisz zdania?
-Jakiego zdania? Czy ty nie wiesz co się stało? – chłopak poderwał się i złapał przybyłego za ramiona- Spieprzyłem wszystko.
- Stało się to że kazałeś nam dziś pracować. Nie wiem o co ci chodzi – KiBum zaczął przypuszczać że jego kolega jest albo pijany albo coś go opętało- Spieprzyłeś sporo, racja.
- Wczoraj pracowaliśmy, dziś przecież nie. Mówiłem że pierwsze święto…
-Przecież dziś Wigilia. Pomyliło ci się coś.
- Wigilia??? Ale przecież…. – dopadł do okna za którym chodzili ludzie z zakupami co było by niemożliwe w pierwsze święto. Otwarte były też sklepy po przeciwnej stronie ulicy – Więc jest wigilia??? – Spojrzał na KiBuma i zaśmiał się – Wigilia!!!! Jak ja kocham wigilię!!! – dopadł drugiego chłopaka i podnosząc go zakręcił się z nim w koło – KiBum jak ja kocham wigilie…. I ciebie kocham!!!
-Oszalałeś i się ciebie boję. Puść mnie a ja zadzwonię po pogotowie..
-Żadne pogotowie. Idź powiedzieć chłopakom że mają wolne. Albo ja sam im powiem. Są w salonie? – nie czekając na odpowiedz wypadł z pokoju ciągnąc Keya za sobą. – O jesteście. Joon pakuj się i rób co chcesz, Henry zaraz dostaniesz pensję i mam dla ciebie specjalną premię. Poza tym zaraz zadzwonię do mojego wujka bo szwagier kuzynki jego żony pracuje w klinice tej… no tam gdzie robią te zabiegi które potrzebuje Twoja mama. Załatwimy żeby zaraz po świętach ją przyjęli.. Dragon skocz na górę i powiedz hyungom że dziękujemy za zaproszenie i jesteśmy wdzięczni ale wszyscy jadą do domów.
-Ja nie jadę – Dragon siedział wity w kanapę przerażony zachowaniem lidera jak wszyscy inni
-No to ty idź do nich i bawcie się dobrze. Zabierz jedzenia i butelki soju w prezencie. Macie wolne i do sylwestra nie chcę was widzieć
-Wszystko dobrze ? – Henry z jednej strony szczęśliwy a z drugiej przestraszony
-Bardzo dobrze. Wręcz rewelacyjnie. A właśnie…Draguś skocz teraz do Maxa i powiedz żeby pożyczył swój samochód. Potem upewnij się że jest zatankowany do pełna i oddaj mi kluczyki. – Odwrócił się do Keya który zastanawiał się czy pomoc lekarza będzie potrzebna czy nie- Kim KiBum…. Przyjacielu. Dziękuję ci za wszystkie lata przyjaźni i za to że wytrzymałeś ze mną. Wiem że umówiłeś się na wieczór ale przyspiesz to spotkanie i może zaproś go tu bo idzie śnieżyca a wiem że tam w barze będzie brakować dziś światła. Zresztą kawy możecie się napić tu. Nie pytaj o nic tylko posłuchaj tego co mówię. I wybaczcie ale mam coś do załatwienia.- Zostawił ich zszokowanych a sam pobiegł się przebrać. Zabrał kluczyki od Dragona który akurat wrócił po czym pojechał do Jinkina i TaeMina zaskakując ich równie mocno jak wcześniej swoich kolegów z zespołu.
-Wiem że planujecie mały wypad przed wieczorem a że zapowiadali śnieżycę pomyślałem że terenówką będzie wam wygodniej. Chociaż osobiście radził bym zmienić plany. Może na dziś zostawić rozmowę a prezenty na nowy rok?
-Skąd…. Nie wiem skąd wiesz…- Onew przechylił głowę
-Co za różnica ale widząc po twoich oczach to jednak ważne dla ciebie bardzo, zatem jedzmy teraz, po co czekać na pogorszenie pogody. Auto wam pożyczę ale w zamian za to podrzucicie mnie w jedno miejsce. Muszę odwiedzić pewną kobietę i powiedzieć jej że ma syna który nie jest najgorszym draniem. A Ty TaeMin…. Jesteś uparty, irytujący, ciekawski i wsadzasz nos tam gdzie cię nie proszą ale muszę przyznać że nawet cię polubiłem. – Odwrócił się chcąc poczekać na nich w samochodzie  ale odwrócił się po dwóch krokach – I przepraszam. Przepraszam za wszystko.



4 komentarze:

  1. MINHO GRÓB I ZNICZ ;___;
    ONEW INWALIDA ;___;
    Ułaaaaaaaaa T_________T

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, uwielbiam tę historię! A w Twoim wydaniu wręcz ubóstwiam. Key w sukience... Musiał zarąbiście wyglądać. Ta akcja z Tae też niezła. Popłakałam się ze śmiechu i ze wzruszenia... Jak czytałam o przyszłości, to mi tak szkoda się Ich zrobiło...
    No cóż, opowiadanie cudowne i napewno będę do niego wracać.
    Życzę dużo weny i szczęśliwego Nowego Roku. Pozdrawiam: wierna czytelniczka ~ TammiMae ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że wpadłaś na genialny pomysł żeby wykorzystać w tym opowieść Wigilijną. Serio! To wyszło ekstra! I jeszcze Key w sukience :') to wymiata xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do nagrody Libster Award. Więcej informacji tutaj: http://cnbluestory.blogspot.com/2015/02/libster-award-iii.html

    OdpowiedzUsuń