Zlecenie Dziesiąte
Młody mężczyzna z przodu musiał czuć na karku oddech tego drugiego, tego, którego dłonie lekko dotykały ramion. Można by wziąć to za masaż, ale dotyk był bardziej delikatny, przepełniony czułością. Było w tym coś ulotnego, jakby mężczyzna się bał, że spłoszy coś, czego pragnął. Drżenie palców było wyczuwalne na skórze szyi i wprawiało w drżenie. Z ust Key'a wydobyło się ciche westchnienie, gdy palce przesunęły się na jego skronie, a potem znów w dół, by delikatnie i z wahaniem zsunąć mu z ramion koszulę i odsłonić plecy.
- Jesteś pewien? - MinHo wyszeptał, przykładając usta do nagiego teraz ramienia Key'a. Ciągle był niepewny i trudno było mu uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Nie otrzymał odpowiedzi, a właściwie otrzymał ją, ale inaczej niż się spodziewał. Chłopak siedzący przed nim zamiast mówić cokolwiek, odwrócił się i odszukał jego usta. Chwilę trwali tak, tylko dotykając się wargami, by w końcu nimi poruszyć. Nieśmiało, delikatnie, lecz z każdą sekundą coraz pewniej i mocniej. Nie wiedzieli, który pierwszy przesunął językiem po ustach drugiego. Dłonie wiedzione nieopisaną tęsknotą, szukały miejsc na ciele partnera czułych na dotyk. MinHo będący nadal nieco z tyłu, obejmował Key'a, gładząc jego brzuch i klatkę piersiową. Dłonie KiBum'a zdecydowanie przesuwały się po udach przyjaciela, jakby chciały przekazać, że ten nie powinien się niczego obawiać, i że oboje pragną tego samego. Odsunęli się na odległość kilku centymetrów, by utonąć w swoich oczach. MinHo dotknął policzka Key'a, a ten uśmiechnął się delikatnie, gdy dłoń,, z policzka zsunęła się na szyję, tors, brzuch, by w końcu trafić jeszcze niżej. Teraz już wiedzieli obaj, że chcą to dokończyć. Wstali i wolno wzajemnie pomagali sobie pozbyć się ubrania. Nieco niewprawnie, jednak zdecydowanie, odpinanie guzików nie było zwykłą czynnością, a również pieszczotą, gdy palce drażniły wrażliwą i napiętą skórę. Spierzchnięte wargi rozchylały się w oczekiwaniu na kolejne pocałunki, delikatne niby przypadkowe muśnięcia i te mocniejsze, gdy zęby jednego przygryzały wargi drugiego z chłopaków.
TaeMin patrzył szeroko otwartymi oczyma na swoich przyjaciół, stojących teraz naprzeciw siebie całkiem nago. Wstrzymał oddech, gdy objęli się, by ponownie zatracić się w pocałunki. Po chwili wydawało mu się, że jego przyjaciele tworzą jedność i nie był w stanie odróżnić, który z nich wzdycha, który oddycha głośniej. Dwa nagie ciała osunęły się na podłogę. Palce dłoni obojga rozpoczęły nieznaną wędrówkę, odkrywały nowe doznania. W oczach Key'a było widać narastające pożądanie i tęsknotę. Jakby od dawna czekał na tę chwilę.
Nagle obaj spojrzeli się w stronę drzwi i zobaczyli, że są podglądani. Nie wyglądali jednak na złych czy zawstydzonych. Key uśmiechnął się i wyciągnął dłoń, jakby chciał zawołać intruza.
-TaeeeeeeMin....chodź do nas....TaeeeeeMin.... Taeeeee.... no chodź.... TaeeeeeMin..... - głos na początku był cichy, lecz z każdą chwilą jakby bardziej zdecydowany. Jakby Key stawał się zły, że ktoś go nie słucha.
-TaeMin!!! - teraz głos był głośny i pełen niecierpliwości. Tae szarpnął się, chcąc uciec z tego miejsca. - Do cholery, Tae, obudź się - Key szarpnął śpiącego na krześle chłopaka.
-Ja nie chcę z wami się kochać!! - krzyknął TaeMin, otwierając w końcu oczy - To znaczy ja.....
-Widzę, że ktoś miał chyba ciekawe sny - odezwał się MinHo stojący za barem, obserwując całą scenę z ciekawością.
- Dlaczego Wy to robiliście? – TaeMin przełknął ślinę zawstydzony, jak chyba nigdy w życiu
-Co robiliśmy? Rozmawiamy tylko, a ja popijam sobie kawę. Lepiej powiedz, co Ty robisz w nocy, że teraz zasypiasz tutaj. Nie dość, że śpisz, to chrapiesz i jęczysz. Dlatego Cię obudziłem –KiBum uśmiechnął się, mrużąc oczy – Co ty mówiłeś o kochaniu się?
- Że co mówiłem? Nic nie mówiłem!!!- Jeszcze nie całkiem dobudzony chłopak wpadł w lekką panikę, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na pewną niekomfortową dla niego sytuację – Ja muszę... ja natychmiast muszę – Złapał leżącą obok siebie bluzę, przyciskając ją do podbrzusza, po czym rzucił się w kierunku łazienki.
- Chyba jest przepracowany – KiBum wzruszył ramionami.
-Przepracowany? JinKi, jego współlokator, dziś rano tu był i opowiadał, że dzieciak całą noc oglądał anime.
-A co złego w anime?
-Nic w zasadzie…. Jeśli nie ogląda się kilka godzin na raz zamiast spać. Poza tym, wydaje mi się, że on oglądał pewien specyficzny gatunek….
- Tak????
-No wiesz… taki +18.
- Oj, przecież to zdrowo sobie czasami takie pooglądać – Key jeszcze raz wzruszył ramionami- Każdy kiedyś ogląda takie filmiki.
- Takie tak, ale niekoniecznie…. No rozumiesz… takie inne…. No ..- MinHo zaczerwienił się lekko
- Ale nie pamiętasz jakie, czy nie chcesz powiedzieć na głos?
- Jesteś irytującym człowiekiem, hyung. I jak tak myślę, to pewnie też oglądałeś, dokładnie takie jak on.
-Że o gejach?
- Czyli oglądałeś, skoro się domyśliłeś.
- Wszystko trzeba poznać – Key wymamrotał z rozmarzoną miną – Myślisz, że on się w tej łazience utopił?
-Daj mu czas. Myślę, że jeszcze chwilę mu to zajmie.
-Ja chciałbym wiedzieć, co mu się śniło. Miał w oczach taką panikę pomieszaną z pożądaniem.
-Chyba za dużo sobie wyobrażasz. Po prostu …. Zresztą nieważne.
-A Ty, Żabusiu…? Czy Ty oglądasz czasami takie filmiki? –KiBum oparł się łokciami o blat baru, podpierając brodę na dłoniach i robiąc usta w dziubek – No przyznaj się swojemu hyungowi.
- Zboczonemu hyungowi. Nie mam czasu na pogaduszki. Ja w przeciwieństwie do niektórych muszę ciężko pracować. – Odwrócił się, szukając wzrokiem czegoś, czym mógłby się zająć. Szczotka do podłogi wydała mu się wybawieniem.
TaeMin:
Ale dziś najadłem się wstydu. Jeszcze to, że zasnąłem w miejscu publicznym nie
było najgorsze, ale ten sen i wszystko potem. Ech. Czy to moja wina, że w nocy
oglądałem jakieś różne takie filmiki, a potem hyungowie stali i rozmawiali ze
sobą, a ja tak patrzyłem na nich, patrzyłem … jak zasnąłem, to przyśniło mi się
to wszystko, a potem… Wstyd mi. MinHo starał się mnie pocieszyć, że to
normalne, i że każdy zdrowy chłopak miewa takie przygody. Ale czy publicznie? A
co jeśli KiBum hyung opowie o tym innym? Siedzę teraz i nie mam pojęcia, czy
iść na koncert, czy nie. Dziś grają ci sąsiedzi FlashyLouder, ten jeden maniak
skarpetkowy i ten drugi, co ciągle mówi, że są parą. Zabawni są i mili, tylko
znów zapomniałem, jak się ten ich zespół nazywa. Dali mi kilka wejściówek, bo
podobno takiemu uroczemu dzieciakowi nie mogli odmówić. Pomijam fakt, że nawet
nie prosiłem, siedziałem sobie cicho w kąciku, denerwując swoją obecnością
JongHyun'a. Miałem ochotę iść, ale teraz sam nie wiem. Głupio się czuję. I
jeszcze ten sen mi ciągle wraca w myślach. Wcale nie chcę o tym myśleć. WCALE
!!! Onew dzwonił, że spotkamy się na miejscu, bo ma zlecenie i nie opłaca mu
się wracać do domu. Zjadłem trzy bułki, popijając je litrem mleka. Może to z
głodu mam takie durne myśli. Może jednak pójdę? Mam jeszcze jeden wolny
bilet, to może dam go tej nowej dziewczynie, Choi JinRi. Nadal nie wygląda jak
dziewczyna, ale jak słodki chłopak, a co ciekawe wszyscy stwierdzili, że ona i
ja wyglądamy jak rodzeństwo. Faktycznie, że jak jej się przypatrywałem, to coś
w tym jest. Może ja mam nieco szczuplejszą twarz, ale możemy śmiało się podawać
za rodzeństwo. Przedwczoraj rozmawialiśmy długo ze sobą, bo ona siedziała w
agencji, czekając na jakieś zlecenie, a ja byłem tam z braku innego zajęcia.
Piliśmy ciepłą czekoladę i jedliśmy takie fajne małe ciasteczka w kształcie
literek. Może to te ciasteczka sprawiły, że jakoś tak się rozgadaliśmy.
Opowiedziałem jej o moich rodzicach i o bracie. Wspomniałem też o psie, którego
miałem w dzieciństwie i okazało się, że ona też miała psa i to takiej samej
rasy. Taki bez rasy. Reszta niestety nie była już podobna. Moi rodzice zawsze
mi pomagają i liczą się z moim zdaniem oraz wspierają w spełnianiu marzeń.
Często ze mną rozmawiają i uczą mnie oraz Kaia wszystkiego. JinRi, która teraz
w agencji nazywa się Sulli, opowiedziała mi różne historie o sobie. Jej rodzice
zginęli w wypadku, gdy miała siedem lat, a nią zaopiekowali się dziadkowie.
Jednak i oni odeszli kilka lat później, zostawiając ją samą. Ją i jej psa,
którego bardzo kochała, tego bez rasy. Dziadek zmarł dokładnie w jej
dwunaste urodziny, a babcia trzy miesiące później. Jakiś jej wujek obiecał się
nią zająć, ale był złym człowiekiem. Twierdził, że rodzice Sulli byli winni mu
pieniądze oraz wdzięczność, którą teraz ona miała spłacać. Zabrał jej wszystko,
co posiadała po rodzicach i dziadkach, a jej kazał sobie usługiwać. Musiała
sprzątać, gotować oraz zajmować się dwójką małych dzieci tego wujka. Wytrzymała
4 lata, chociaż ja bym pewnie nie wytrzymał nawet jednego roku. Chętnie bym
zrobił jakąś krzywdę temu człowiekowi za to wszystko, co zrobił. Ona uciekła,
gdy zabił jej psa. Śmiał się jeszcze z niej, gdy płakała. A potem chciał zrobić
jeszcze coś okropnego, ale tego mi nie powiedziała. Ja i tak się domyśliłem.
Powiedziałem jej, że to dobrze, że uciekła. Bo to bardzo dobrze. Luna i Amber
się nią zajmują. Tiffany też ją polubiła, a bliźniacy zachowują się, jak
wariaci, ciągle się prześcigając w różnych wygłupach, by rozbawić JinRi. Znoszą
jej słodycze, maskotki, a nawet kwiatki. Mówią, że im jest jej żal, ale ja
widziałem, jak obaj przyglądali się jej któregoś dnia. Chyba im się podoba.
Hehehe, ciekawe jak się podzielą, skoro ich jest dwóch. No, i tak się
zamyśliłem, że prawie spaliłem garnek. Dziś na kolację nie będzie warzyw.
Zresztą prawie jak zawsze, gdy ja gotuję. Nie rozumiem, jak to jest. Wstawiam
coś, jest twarde, twarde, stoję nad tym, a to twarde, stoję, twarde…. Odejdę na
minutkę, lub się zamyślę, a to albo rozgotowane, albo spalone, a jak mleko to
wykipione… wykipnięte…. wykipiejone ….. wykipjujone… Aaaaa, idę na ten koncert,
bo mnie to mleko zdenerwowało.***
Onew siedział na kanapie i z nad gazety, niby od niechcenia, zerkał co chwilę na siedzące przy biurku kobiety. Czuł się nieswojo, dziwnie i nad wyraz niewłaściwie. Nigdy wcześniej nikogo tak nie polubił i nie wiedział, czy to uczucie powinno go cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Za każdym razem gdy Luna pojawiała się obok, miał ochotę uciec, czując wielkie onieśmielenie, a jednocześnie pragnął stać obok, móc z nią rozmawiać, patrzeć na nią. Przymknął oczy i potrząsnął głową, chcąc odgonić od siebie wszystkie sprzeczne myśli.
- Witaj, dlaczego się kryjesz w tym kącie? - Luna nagle stanęła obok, wprawiając tym JinKi'na w zmieszanie. Czuł, że się zaczerwienił, czując na sobie wzrok dziewczyny.
-Ja??? Ależ nie, ja czytam, prognoza i takie tam.
-A wiesz, że to gazeta sprzed 2 tygodni? Pogoda już raczej nieaktualna, a na dodatek wcale się nie sprawdziła. Zapowiadali deszcze, a przecież było ciepło i słonecznie. – Usiadła obok, bawiąc się błękitną bransoletką ze szklanych koralików, którą zawsze nosiła na prawym nadgarstku – Wybierasz się dziś na koncert MS ? TaeMin obdarował połowę agencji wejściówkami. Podobno mają też grać FlashyLouder. Zapowiada się fajnie.
-A ty idziesz? – Onew odłożył gazetę, siadając nieco bokiem – Ja chyba pójdę, umówiłem się z TaeMin'em. Jemu bardziej zależy. Zresztą warto skorzystać, skoro można wejść za darmo i na dodatek mamy dobre miejsca. – Uśmiechnął się.
- Będzie prawie jak wycieczka, bo połowa agencji się wybiera. Nie mam pojęcia, jak ten chłopak to załatwił. Nie rozumiem w jaki sposób dostał prawie dwadzieścia wejściówek. Nasza kochana Anna nie mogła się doczekać, bo jak twierdzi, to jej idole z dzieciństwa. Pomijając fakt, że są prawie w tym samym wieku.
-Anna? A chodzi ci o tego chłopaka…. Jak mu tam….
-Kim HeeChul – pochyliła się do przodu, mówiąc konspiracyjnym szeptem – Nie przyznawaj się, że nie pamiętasz, bo jest bardzo wrażliwy na tym punkcie. Ale poza tym to miły człowiek.
- Miły… no tak, rozumiem – JinKi pochylił głowę, jakby zabolały go słowa, że ktoś może się wydawać miły. Przecież sam uważał, że ten młody mężczyzna jest miły, a jednak teraz niemal wydał mu się odrażający. Na całe szczęście uczucie to szybko uciekło i Onew spojrzał na Lunę, przywołując jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów – Masz rację. Pamiętam, jak chodził przebrany po dziecięcych szpitalach i sierocińcach, by dać dzieciakom trochę radości. Oglądałem zdjęcia.
- Zapewne gdybyś wtedy, JinKi oppa, pracował już z nami, też byś to robił. Ty również jesteś bardzo miły. Miły, uczynny, sprawiasz, że ludzie się uśmiechają i są radośniejsi. – lekko musnęła palcami jego ramię – Ja zawsze się lepiej czuję, jak porozmawiamy. Czy coś się stało? Słabo się czujesz? – Otworzyła szeroko oczy, widząc, że jej rozmówca wygląda na rozpalonego- Oppa, czy Ty masz gorączkę? – Przyłożyła dłoń do czoła chłopaka, który jeszcze bardziej się zaczerwienił
-Nie, ja się dobrze czuć… znaczy, dobrze się czuję. Trochę mi tylko duszno.
-Duszno? – Gwałtownie cofnęła rękę, przypominając sobie jak ostatnio sama zasłaniała się gorącem i dusznością, gdy Tiffany poruszała niewygodny dla niej temat. Teraz zrozumiała, że może przyjaciółka jednak miała rację. JinKi zachowywał się tak, jak ona sama. – Mam nadzieję, że będziesz na koncercie. Ja się wybieram. Znaczy z innymi. Wszyscy się spotkamy – wstała, poprawiając włosy – Do zobaczenia, oppa.
-Do zobaczenia- odprowadził dziewczynę wzrokiem, teraz już pewny na 100%, że chce się wybrać na koncert.
***
Chłopak stał po środku pokoju z lekką zwieszoną głową, starając się wyglądać na poruszonego i zainteresowanego tym, co do niego mówiono. Był nieco zirytowany, bo słuchał tego już tyle razy, że niemal znał na pamięć wszystkie wypowiedzi. Mógł z łatwością przewidzieć kolejne zdania. Uśmiechnął się pod nosem, powstrzymując prychnięcie. Nie był małym dzieckiem, a ojciec i wuj nadal traktowali go jak głupiego nastolatka. Gdy w końcu w pokoju zaległa cisza, uniósł nieco głowę spoglądając na starszego mężczyznę rozpartego w wielkim skórzanym fotelu.
- Dziś gramy koncert. – mówiąc to, wsadził ręce do kieszeni, wiedząc, że tym gestem okazuje brak szacunku, jednak chciał zaznaczyć swoją dojrzałość.
- Koncert? Słyszałem o tym… A przecież nie miało być już żadnych występów? Gdy ostatnio rozmawialiśmy, zapewniałeś mnie, że to koniec, i że ten cały Kim JongHyun się kończy. Czy coś się nagle zmieniło? Czy nie zależy Ci już, by przejąć pałeczkę i w końcu stanąć na czele grupy?
- Nadal pije, zawala terminy i olewa fanów. Jednak ostatnio … Coś mu się polepszyło. Myślę, że to chwilowe i nie mamy się co martwić.
- Ty myślisz? To ja dbam o wszystko, Twój ojciec liczy na ciebie, a Ty, szczeniaku, podchodzisz sobie do wszystkiego tak lekko. Joon, albo się postarasz bardziej, albo moja cierpliwość się skończy. Zbyt wiele trudu włożyłem w to wszystko. Wybrałem najlepiej zapowiadający się zespół i umieściłem cię w nim, licząc, że dasz z siebie wszystko.
-Przecież daję! Wszystko idzie zgodnie z planem. Czy to zrobi różnicę jeśli potrwa to miesiąc czy dwa dłużej? I powiedzmy szczerze, nie chodziło o najlepszy zespół, tylko o to, kto w nim był.
- Niewdzięczny dzieciaku… Zapamiętaj sobie jedno. Nie mam zamiaru już czekać. Jeszcze trochę, a cała ta zabawa nie będzie nic warta. Gdy FlashyLouder debiutowali, ich akcje były bardzo wysokie, a fani pokochali ich, jeszcze zanim oficjalnie wystąpili. Ich przeboje od razu podbijały nie tylko Koreę, ale i cały świat. Żadna inna grupa nie osiągnęła takiego statusu. Dlatego użyłem wszelkich znajomości, byś to właśnie ty dołączył do nich. Twój ojciec wydał bardzo dużo, opłacając wszystkich w wytwórni. Ta druga sprawa wyszła przypadkiem.
-Wyszła przypadkiem i stała się priorytetem. Wiem to wszystko … Będzie, jak zaplanowaliśmy, to tylko mały poślizg. Wszystko wina tego dzieciaka, on..
-Jakiego dzieciaka? O kim mówisz? – Mężczyzna pochylił się do przodu, wbijając świdrujący wzrok w swojego bratanka.
-Lee LuMinnie – Joon sam nie wiedzieć czemu, nie podał prawdziwego imienia chłopaka, a jedynie pseudonim – Pojawił się i zaczął nawracać naszego lidera. Na szczęście Jjong nie lubi szczeniaka i jestem przekonany, że to jego „opamiętanie” jest chwilowe
-Mam nadzieję. Nie chciałbym się zawieść po takim czasie. Jeszcze jesteście na szczycie, ale już kierujecie się ku upadkowi. Kim JongHyun ma upaść i się nie podnieść, a Ty... ty masz dźwignąć grupę od nowa. Masz wynieść FlashyLouder na pierwsze miejsca list przebojów, poprowadzić na światowe estrady, zdobywać nagrody. Jak bohater wyciągniesz ich z bagna. Fani będą Cię uwielbiać, a ja będę zbierać żniwo. Zarobimy miliony dolarów.
- Przecież obaj wiemy, że nie o pieniądze chodzi – Joon spojrzał na wuja nieco pogardliwie – I ty, i ojciec chcecie się zemścić. Jeden z was stracił ukochaną, a drugi majątek. Myślicie, że nie wiem? Słyszałem waszą rozmowę. Ale nie martwcie się, nie mam zamiaru zawieść. Tak jak chcecie, Kim JongHyun stanie się nikim. Trafi do rynsztoka.
- Tego chcę. Idź i rób to, co powinieneś. Nie marnuj czasu, bo dość go upłynęło. – Mężczyzna za biurkiem zmiął jakiś papier- Idź i nie przeszkadzaj mi. – Gdy Joon zamknął za sobą drzwi, mężczyzna sięgnął po telefon i wybrał numer menagera zespołu, w którym grał jego bratanek. – Słyszałem, że pojawił się mały problem.- Rzucił do aparatu – Nie lubię problemów. Masz się tym zająć. W końcu za coś ci płacę, leniwy idioto. Joon właśnie wyszedł ode mnie. Przypilnuj wszystkiego. – rozłączył się, wstając. Miał zamiar odwiedzić brata, by przedyskutować z nim ewentualny plan awaryjny.
***
- Oppa, czy ja mogę się umówić z twoim przyjacielem? Proszę, on jest taki słodki i śliczny.
- O czym Ty mówisz ? – MinHo spojrzał na siostrę, stali w kolejce, by wejść na sale koncertową i musiał przyznać, że zamyślony nie od początku słuchał, co dziewczyna do niego mówiła – Z kim chcesz się umawiać? Zabraniam, KiBum hyung jest o wiele za stary jak dla ciebie. Zresztą to sławny muzyk i nie nadaje się.
-KiBum? Ale ja nie o niego pytam, zresztą on jest dziwny, słodki, ale dziwny i woli rozmawiać z Tobą, a nie ze mną. Ja mówię o Lee TaeMin'ie. Tym chłopaku z agencji. Widziałam go, jak mnie zabrałeś do biura tydzień temu. Umów mnie z nim – dodała zdecydowanie, a MinHo miał wrażenie, że nawet tupnęła nogą, jak dziecko domagające się zabawki.
- Ty masz zająć się nauką i ewentualnie jakąś pracą, by pomóc mi i rodzicom. Żadne umawianie się nie wchodzi w rachubę. Zrozumiałaś ? Zabraniam ci spotykania się z chłopakami.
-A z dziewczynami mogę? – Spytała z przekorą – I ciekawe, co KiBum oppa by powiedział, jeśli się dowie, że powiedziałeś o nim „za stary”
-Czy ty mnie szantażujesz? – chłopak miał ochotę złapać siostrę za ucho – Porozmawiamy o tym w domu, a teraz nie wracaj do tematu, bo nie pójdziemy na koncert. Zrozumiałaś?
-MinHo oppa …już będę grzeczna. Zostańmy, ja nigdy nie byłam na żadnym koncercie – słodkie oczy i usteczka złożone w dziubek jak zawsze zadziałały. Nie miała zamiaru więcej poruszać tematu randek, po prostu załatwi to sama. LeeTaeMin był zbyt słodki, by o nim zapomnieć. Już ona się postara, by zechciał z nią iść na lody i spacer. Polubi ją bardzo. Rozmarzyła się.
-Wchodzisz, czy będziesz tu stała? – MinHo spojrzał na JunHee, czując, że ta niewinna istotka przyprawi mu jeszcze wiele problemów.
***
Koncert się udał, nadzwyczaj dobrze. Fani dopisali, a obie grupy, które występowały, dały z siebie wszystko tak, jakby byli u szczytu sławy i nigdy nic złego by się nie działo. Wszystkich rozpierała energia, a wielką radością dla fanów było kilka piosenek, gdzie oba zespoły wystąpiły razem. Koncert zamiast trzech godzin trwał ponad cztery, dlatego też wszyscy, i fani, i muzycy byli bardzo zmęczeni. Gdy sala opustoszała członkowie obu grup pakowali swoje instrumenty i sprzęt, by zabrać go ze sobą. Dopiero w samochodzie okazało się, że członków FlashyLouder jest o jednego więcej. Z tyłu pomiędzy Henrym a D-Dragonem siedział uśmiechnięty TaeMin, ściskając jakiś mniejszy element perkusji. Właściwie nikt nie zwrócił uwagi, że przyszedł za scenę po występie i pomagał im zwijać kable, odnosić sprzęt, a w końcu wsiadł z nimi przekonany, że pomoc im się jeszcze przyda. Teraz jeszcze nucił pod nosem jeden z koncertowych kawałków i zastanawiał się, czy dadzą mu coś jeść, bo te kilka godzin sprawiło, że organizm dość gwałtownie domagał się posiłku. JongHyun, który zauważył intruza w lusterku, milczał, nie chcąc robić awantury podczas jazdy, chociaż najchętniej puściłby kierownicę, by pozbyć się balastu. Gdy zajechali pod blok, nadal nikt nie odesłał Tae, bo zrobiło się zamieszanie. Ktoś szukał gitary, Henry upierał się, że miał wcześniej torbę z ubraniami, a teraz jej nie ma. Draguś zawzięcie szukał swoich szczęśliwych pałeczek, pokrzykując, by wszyscy inni też ich szukali aż w końcu rozradowany przypomniał sobie, że te zostały w domu. Jak zawsze po koncercie cała grupa schodziła się w mieszkaniu Jjonga i Key'a, by omówić występ w kilku chociaż słowach. Owszem, mogli to zrobić później, ale wydawało im się, że tak są najbardziej świeże doznania i przemyślenia.
-Czy ja mogę wiedzieć, co tu robisz? – JongHyun spytał TaeMin'a, gdy stali razem w windzie, trzymając każdy po gitarze i torbie- Czy czasem nie powinieneś być teraz z tym swoim hyungiem w domu?
- Chciałem pomóc. JinKi był zajęty rozmową i nie chciałem mu przeszkadzać.
-Ale nam przeszkadzać możesz?
- Wam pomagam, hyung JaeJoong powiedział, że jestem bardzo pomocy i to dobrze, że jest ktoś, kto może znosić za niego sprzęt, gdy on jest ledwie żywy.
- Znalazł sobie jelenia. – Jjong prychnął – Tylko dlaczego w takim razie nie pojechałeś z nimi tylko z nami?
- Mieli mniejszy samochód, a poza tym z nimi pojechała noona Tiffany, bo okazało się, że to jest znajoma Maxa. Chyba ze szkoły. Nie wiem dokładnie, o co chodziło, ale oboje najpierw się uściskali, potem odskoczyli od siebie i coś burczeli, jakoś dziwnie się zachowywali, ale w końcu pojechali, a ja z wami. – TaeMin wzruszył ramionami i wysiadł, bo winda się zatrzymała – Zaraz napiszę do Onew, by po mnie przyjechał. Nie będę wam przeszkadzał, wiem, że jesteście zmęczeni i powinniście odpocząć. Koncert był świetny, ciężko pracowaliście i wszystko było takie super. A te piosenki nowe są takie, że…
-Czy ty kiedyś robisz przerwę na oddech, dzieciaku? Uważaj !!! Ta gitara sporo kosztowała! – krzyknął, widząc ,że chłopak kładzie instrument na brzegu stołu – Daj mi ją, lepiej od razu odniosę do siebie. A ty…. Napij się wody – Dodał spokojniej widząc, iż Tae dyszy ciężko, a policzki zrobiły mu się czerwone z wysiłku. Sam poszedł do siebie, postanawiając wziąć prysznic z nadzieją, że gdy już to zrobi, tego dzieciaka nie będzie w mieszkaniu.
Woda była przyjemnie ciepła i musiał przyznać, że żel pod prysznic, który ostatnio kupił Key, pachniał przyjemnie i dawał uczucie odprężenia. Przymknął oczy, pozwalając, by woda spływała po nim, dając wytchnienie zbitym mięśniom. Zaczął myśleć nad minionym dniem, zastanawiał się, czy menager zdoła zapobiec publikacji zdjęć sprzed koncertu, gdy podeszła do niego Son NaEun i uwiesiła się na jego ramieniu, jakby miała do tego pełne prawo. Dlaczego do tej dziewczyny nic nie docierało? Dlaczego uparcie twierdziła, że są parą i robiła wszystko, by cały świat się o tym dowiedział? Ileż to już razy uprzykrzała mu życie, pojawiając się w najmniej odpowiednich miejscach. Nie powstrzymała się nawet przed wizytą w jego rodzinnym domu. Nie miał pojęcia, skąd miała adres, ale jakoś go zdobyła. Dobrze, że rodzice nastawili się od razu sceptycznie do tej wizyty. Znali swojego syna na tyle, że nie przysłałby do nich nikogo. Ojciec jedynie potem zadzwonił i czynił mu wyrzuty, że to wszystko wina tej jego wątpliwej kariery. Że to przez niego ich dom nachodzą jakieś niezrównoważone dziewczyny i nie byłoby tego, gdyby on, JongHyun, przejął rodzinną firmę, a nie pchał się na estradę. Ojciec kochał go na swój sposób, lecz nie potrafił nigdy tego okazywać. Był surowy i zasadniczy. Sprzeciwiał się zamiłowaniom syna, starając się zniechęcić go do bycia muzykiem.
-Ale ja się uparłem. – Jjong powiedział sam do siebie, przeczesując mokre włosy do tyłu i wypluwając z ust wodę – Uparłem się, że zostanę muzykiem. Że będę sławny, i że któregoś dnia zrozumiesz, ojcze, jak jestem dobry. – Wyszedł z kabiny, podszedł do umywalki i przetarł dłonią zaparowane lustro – I co? Kim jestem? Czy mógłbyś być ze mnie dumny? Może miałeś rację? – Zaśmiał się gorzko.
-Jesteście wspaniali!!! Jesteście najlepsi na świecie !!!! – Dobiegło go pokrzykiwanie zza drzwi. Ten głupi dzieciak z agencji, widać musiał dość dobitnie wyrazić swoje zdanie. Pewnie reszta zespołu była tam i z radością słuchała tych pochlebstw.
- Jesteśmy wspaniali? – Jjong skrzywił się jakoś pogardliwie – Wspaniali? Tacy mieliśmy być. Dziś tacy byliśmy. – Odkręcił zimną wodę i polał nią twarz – Dziś było …. Było… tak jak kiedyś. Tłum pod sceną szalał i wcale nie byliśmy dodatkiem, a jednym z dwóch rewelacyjnych zespołów. – Przypomniał sobie reporterów, którzy oblegli ich zaraz po występie. Gratulowali powrotu do formy, zachwycali się nowymi przebojami, pytali o datę wydania kolejnej płyty. Dawno reakcje innych nie były tak pozytywne. Owinął biodra ręcznikiem i przeszedł do swojego pokoju. Spojrzał na leżącą na łóżku gitarę z uśmiechem. – I jestem trzeźwy – Stwierdził z zaskoczeniem- Cholera, to wszystko wina tego smarkacza. To jego…. Jego win….. jego…. Zasługa. – przyznał w końcu. Nie znosił dzieciaka nadal, ale musiał przyznać, że ta jego pogoda ducha i marudzenie sprawiły, że Jjong postanowił w jakiś sposób udowodnić, że wcale się nie kończy i nie potrzeba mu żadnych akcji typu „Uwierz w siebie, jesteś wspaniały, nie poddawaj się”
Gdy się ubrał i wyszedł do salonu, na kanapie siedział Joon i układał jakieś zapisy nutowe, a obok Key dokładnymi ruchami wmasowywał w swoje dłonie jakiś krem.
-Co tu tak cicho? Gdzie reszta?
- TaeMin poszedł na spacer z Karpiem, a Henry i Dragon poszli pilnować ich obu.- KiBum zlustrował twarz przyjaciela – Coś się stało? Jesteś jakiś taki.. no taki…. Ja cię nie lubię… Zmieniasz się, a ja nie wiem, o co chodzi. Albo się wściekasz, albo stoisz taki spokojny, jak teraz, taki normalny i …
-Dziękuję, KiBum, że obawiasz się mojej normalności. Czemu przekładasz te nuty? – Spojrzał na drugiego z chłopaków – Coś nie tak?
-Nie, nie. Chciałem tylko znaleźć jeden zapis, bo przyszło mi coś do głowy. Nie mam tego tu, więc chyba jest u Henrego. Skoro pozostałych i tak nie ma, to skoczę do nas i poszukam, zanim zapomnę.
-No idź, idź. I tak nasza rozmowa musi poczekać. – Jjong poszedł do kuchni, by wziąć butelkę soku, po czym wrócił do siebie. Nie zamykał drzwi, więc słyszał jak Key wstał, po tym gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Witam, przyjechałem po TaeMin'a. – przybyły przywitał się z lekkim uśmiechem
- Po Tae? A nie miał po niego przyjechać…. A chwila.. przecież ja Cię znam… Jesteś …. Jesteś bratem, bratem TaeMin'a. Poznaliśmy się u niego na urodzinach. Pamiętasz? Kim KiBum… to ja… Pamiętasz?
-Owszem, pamiętam. A gdzie to mój kochany braciszek? Wpadłem do Seulu, bo mam tu coś do załatwienia i postanowiłem odwiedzić brata. Jednak zamiast niego, spotkałem jego współlokatora, który właśnie się tu wybierał. Ucieszył się, gdy zaproponowałem, że ja go odbiorę. Jest?
-Jest, jest. Znaczy jest, ale teraz nie ma. Wejdź i poczekaj.
-Nie bardzo rozumiem. Jak to jest i go nie ma?
- On i jeszcze dwóch poszło z Karpiem na spacer.
-Że proszę co? - JongIn szeroko otworzył oczy. Na urodzinach TaeMin'a, owszem, poznał tego całego KiBum'a i jeszcze jednego muzyka, ale nie miał okazji lepiej ich poznać. Wydali się nieco ekscentryczni i dziwni, ale spacer z rybą przerósł wszystko – Więc mój brat poszedł pospacerować z …. Karpiem, tak? Nad rzekę? – dodał zmieszany.
-Może i nad rzekę. chociaż to chyba za daleko. Pewnie włóczą się po parku. Ale wyszli niedawno, więc chwilę to potrwa.
-Przepraszam, ale spytam jeszcze raz. Wyszedł z karpiem?
-Z Karpiem – Key przytaknął, mrużąc nieco oczy
-Z taką rybą?
- Rybą? Jaką rybą? Aaaa, że karp ryba? Nieeeeee, to pies.
-No to karp czy pies?
- Pies Karp. Karp to pies.
- A nie ryba?
- Witam. – JongHyun wyszedł, bo czuł, że temat psa ryby nie skończy się tak prędko – Ja wyjaśnię. Mamy psa, któremu pewni idioci nadali imię Karp. Teraz powstają problemy z wyjaśnianiem każdemu, że nie mamy ryby, tylko psa. – Przy słowie „idioci” spojrzał wymownie na KiBum'a – Po prosty proszę poczekaj na brata i nie przejmuj się dziwadłami, jakie możesz tu spotkać.
-Ty mnie nie lubisz, Jjong – Key nadął policzki, po czym wskazał najwygodniejszy fotel gościowi. Sam usiadł na kanapie, czując się zignorowany przez przyjaciela, który powrócił do swojego pokoju. – TaeMin dużo opowiada o Tobie. Nazywa cię Kai, prawda?
-Tak, owszem. Tak jakoś się przyjęło. Mama twierdzi, że to dlatego, iż w dzieciństwie bardzo lubiłem bajkę o Królowej śniegu. A tak serio, to po moim dziadku. Ojciec mojego ojca nie był Koreańczykiem. Mnie też wiele opowiadał o swoich nowych przyjaciołach. Gdy dzwoni, cały czas słyszę, jakich to cudownych ludzi poznał i…. – Kai zawiesił głos, uśmiech jaki miał do tej pory na ustach, znikł, a jego oczy stały się poważne – TaeMin sobie ceni was wszystkich. Nie znam was właściwie, a jednak znam dobrze z jego opowiadać. Wiele mi opowiadał o swoim współlokatorze, o osobach z agencji, gdzie pracuje. O Amber, która nie jest chłopakiem i o Renie, który nie jest dziewczyną. O Waszym zespole też. Opisywał mi każdego z was z osobna. Aż dziwię się, że nie wspomniał nic o tym rybim psie. Jestem wdzięczny, że tolerujecie jego obecność. Jesteście sławni i nie macie obowiązku, by poświęcać mu swój czas.
- Ależ żaden problem. Tae to taki miły dzieciak. Sympatyczny, pomocny i … - Już chciał dodać, że Tae jak nikt potrafi wyprowadzić z równowagi ich lidera, ale w ostatniej chwili powstrzymał się – Wszyscy go tu lubimy.
- I to mnie cieszy. On… on niewielu miał przyjaciół w życiu. Nie to, że …znaczy…. Mógłby ich mieć, ale okoliczności na to nie pozwalały.
-Nie całkiem rozumiem. Właściwie to wcale nie rozumiem. Czy mógłbyś wyjaśnić to bardziej? – Key pochylił się zainteresowany, skubiąc brzeg bandanki, która miał przewiązaną na nadgarstku.
- Pewnie nie opowiadał Wam o dzieciństwie? Nie lubi o tym mówić, ale skoro przyjaźnicie się, powinniście wiedzieć. Tae nie miał lekko. Urodził się za wcześnie i lekarze bali się, że nie przeżyje. Kolejne dni, tygodnie i miesiące były walką o tego dzieciaka. W wieku zaledwie kilku dni przeszedł pierwszą operację serca, a miał ich potem jeszcze trzy. Lekarze walczyli o to, by mógł oddychać, jeść. Twierdzili, że nigdy nie będzie w pełni sprawny, że nie dożyje piątych urodzin. Byli też tacy, co twierdzili, że będzie upośledzony. Łapał wszystkie infekcje i więcej czasu spędzał w szpitalach niż w domu. – Kai prychnął, uśmiechając się na wspomnienie swojego upartego brata, który ciągle zadziwiał lekarzy, nie mając zamiaru poddawać się. – Uparcie walczył, płakał ..Co ja mówię, wył z bólu, gdy stawiał pierwsze kroki. Mięśnie nie chciały współpracować, ale on pokonywał własny organizm. Miał nie chodzić, a on tańczy. Wiele go to kosztuje, ale nigdy się nie poddawał. Ma alergie i słabą wydolność płuc. Musi uważać na serce i nerki. Każde przeziębienie może u niego skończyć się w szpitalu. Na szczęście dwa ostatnie lata udawało mu się i mam nadzieję, że tak zostanie.
-Nie mówił – KiBum zagryzł dolną wargę, czując coś, co sam nazwałby „macierzyńskim instynktem”
-Bo woli, by inni nie widzieli i nie użalali się nad nim. Wiem, że przyjaciele wiele dla niego znaczą. Wcześniej przez ciągłe choroby, szpitale, sanatoria nie miał za wielu znajomych. – Zamilkł, bo w pokoju obok coś trzasnęło. JongHyun, który stał za drzwiami i słuchał wszystkiego, strącił niechcący książki z szafki, przy której stał. Zanim jednak zdołał pozbierać myśli od drzwi wejściowych rozległo się szczekanie i rozradowane głosy.
-Kai hyung!!! Co tu robisz !? – TaeMin roześmiał się, widząc brata. Zrobiło się małe zamieszanie, gdy chciał bratu przedstawić Henrego oraz Joona, który słysząc hałasy, także wrócił. Pies szczekał, biegając od jednej osoby do drugiej, Key nadal nastawiony na opiekę, wciskał jakąś bluzę na nic nie rozumiejącego Tae. Nie pojmował dlaczego teraz właśnie miałby zmarznąć. Henry domagał się, by ktoś zdjął temu psu smycz, bo zaraz kogoś przewróci, a Kai tłumaczył bratu, dlaczego on tu jest zamiast Onew.
-Zamknijcie się, głupki !!!!! – damski głos uprzedził JongHyun'a, który pojawił się w salonie z zamiarem wykrzyknięcia dokładnie tego samego. – Wstrętne rozpieszczone dzieciaki, dlaczego tak hałasujecie!!!! – młoda dziewczyna, która stała w drzwiach wejściowych, opierając się na rączce jaskrawo zielonej walizki na kółkach, rozejrzała się po mieszkaniu, w którym zaległa w końcu cisza.
-Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii…. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – Key nagle zapiszczał, przestępując z nogi na nogę. Zamachał dłońmi i jeszcze raz pisnął – łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii !!! Wróciłaś!!!!!!!!!!! Nareszcie wróciłaś !!!
- Jak widać. Myślałam, że przez te 4 miesiące zmądrzeliście, ale jak widzę, nic się nie zmieniło. – Wepchnęła walizkę do mieszkania i zatrzasnęła drzwi – No co tak stoicie jak głąby? Przywitajcie się.
- Jej, jej, jej – KiBum nadal popiskiwał zafascynowany w czasie gdy Henry, Joon i Dragon przywitali się skinieniem głowy – A co…co…co mi przywiozłaś z Paryża???? Przywiozłaś mi coś, prawda??? Co to jest? Masz to w torbie?
-Przywiozłam coś dla każdego, spokojnie
-A dla mnie też? – TaeMin wyrósł nagle przez dziewczyną – Noona, mi też coś przywiozłaś?
- Co proszę? Kto to jest? – wskazała palcem na chłopaka, którego twarz w połowie składała się teraz z uśmiechu – Co to za dziecko? – Spojrzała kolejno na członków zespołu oraz na Kaia – Tego też nie znam.
- Jestem Lee TaeMin. A to mój brat. Ty jesteś śliczna, noona. – najmłodszy, jeśli to możliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Dostanę coś z Paryża?
-TaeMin, myślę, że czas na nas. Jak możesz domagać się prezentów od obcej osoby? - JongIn złapał brata za rękę – Przestań i nie przynoś nam wstydu. Proszę wybaczyć, On jest po prostu zbyt bezpośredni. Pani pozwoli, że się pożegnam. – Skinął tez głową pozostałym, po czym wyciągnął Tae na klatkę schodową.
-Przecież nic złego nie zrobiłem. Wiem, że ta noona jest obca, ale wydawała się miła. Może przywiozła jakieś słodycze albo coś innego do jedzenia z tego Paryża. Musiałem zaryzykować.
-Kiedyś oberwiesz od kogoś za takie zachowanie. Dobrze Cię widzieć, Tae
-Ciebie też. Dobrze, że przyjechałeś, bo muszę z kimś porozmawiać. – bracia uściskali się, po czym już spokojnie udali się do mieszkania, które wynajmował TaeMin.
W mieszkaniu muzyków nie było spokojnie. Henry zajął się psem, któremu w końcu zdjął smycz oraz napełnił zwierzęciu miski wodą i karmą. Wstawił też wodę na kawę i zaczął przeszukiwać szafki w nadziei, że gdzieś znajdzie jakieś ciastka albo inne przekąski. Joon usiadł na kanapie, przyglądając się przybyłej w milczeniu. Był zaskoczony jej pojawieniem się. Tak bardzo zaskoczony, że jego głowę wypełniała teraz pustka. Chciał coś powiedzieć, zwrócić jej uwagę, jednak przerosło go to. Nie tylko on patrzył w milczeniu. JongHyun miał ochotę zdzielić po głowach Key'a i Dragusia, którzy zachowywali się jak najradośniejsze dzieci. Obaj przekrzykiwali się jeden przez drugiego jak jakieś smarkacze.
-A ty się nie przywitasz? – poczuł nagle silne uderzenie w plecy – No co tak stoisz, jakbyś ducha zobaczył.
-Chyba duch mniej by mnie zdziwił, Noona. – Jjong powstrzymał się, by nie rozmasować miejsca gdzie oberwał – Siły ci nie ubyło, jak widzę – burknął sarkastycznie.
-Siły? Jedno małe szturchnięcie na przywitanie – pięść trafiła go teraz w ramię. – No przywitasz się w końcu?
- Witaj, Puff. – Przymknął na chwilę oczy. Czy ta dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z jaką siłą uderza? Czy serio wydawało jej się, że są to tylko lekkie poszturchiwania i niewinne kuksańce? Pamiętał inne ciosy. Które nie były żartobliwe, a którymi dziewczyna częstowała innych, gdy była wściekła o coś. Nie chciała nikomu tak na serio zrobić krzywdy, jednak nie zdawała sobie sprawy, jak boli, gdy jej mała piąstka wbijała się w ciało. – Będę wdzięczny, jeśli swoje czułe gesty zachowasz dla innych.
-Jaki chłodny.. Draniu, nie bądź dla mnie taki. W końcu znów będę mogła osobiście dopilnować waszego wyglądu. Trudno jest być stylistką na odległość. – pociągnęła nosem – Stęskniłam się za wami, chłopaki. Bardzo się stęskniłam.
Podczas pobytu Jjonga w łazience byłam święcie przekonana, że TaeMin mu tam wejdzie... xD
OdpowiedzUsuńA rozdział oczywiście świetny~! Puff koncert Puff tak bardzo udany Puff z hjungami Puff.
UWAGA SPOILER (chyba...)Pewnie wiele osób miało nadzieję, że ten MinKey jest taki prawdziwyyy, że taki truuu i w ogóle, realna rzeczywistość i takie tam. A tu suprajsik i nic. Tylko sen, a potem Taeś ma zrytą bańkę...
Bzzz
OdpowiedzUsuńJuż się zastanawiałam jak to się stało że Minho zdecydował się z Key'em a tu tylko sen :D. Świetny rozdział. Zdecydowanie dużo weny życzę i z niecierpliwością czekam na kontynuację. Genialne to jest :]
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle genialny :3
OdpowiedzUsuńtylko czekać na następny ;p
Świetny rozdział<3 Kiedy kolejny? :)
OdpowiedzUsuń