Zlecenie Czwarte
TaeMin:
W mieszkaniu
panowała cisza zakłócana jedynie cichym tykaniem zegarka. Spałem spokojnie,
chyba pierwszy raz od trzech tygodni. Nie dlatego, że zabrakło mi zmartwień czy
w końcu osiągnąłem jako taką równowagę psychiczną, po prostu zebrało się tego
tyle, że mój organizm wyłączył się w końcu na wszystko. Może też herbatka z
melisy serwowana przez Onew każdego wieczora w końcu zaczęła działać?
Około dziesiątej trzydzieści trzasnęły drzwi wejściowe i w całym
mieszaniu zapachniało świeżymi bułkami. Widać mój współlokator nie dość, że był
rano w agencji, to jeszcze zrobił zakupy. Leżałem nadal, bo nie czułem się do
końca rozbudzony mimo, że leżałem tak już od około godziny. Dopiero zapach kawy
oraz jajecznicy sprawił, że mój umysł zapragnął porzucić ciepłą pościel. Mój nos
nie zawiódł mnie i tym razem. Jajeczka usmażone tak jak lubię, delikatne,
puszyste, niezbyt ścięte na dobrze przypieczonym boczusiu. Kawa z mlekiem i te
bułeczki, przez które głośno zaburczało mi w brzuchu. Lubię takie poranki jak
dziś, błogość, dobre jedzonko, cisza, za oknem ptaszki ćwierkają, a przy zlewie
krząta się uśmiechnięty przyjaciel. No dobra, może zamiast niego powinna być tu
jakaś śliczna i seksowna dziewczyna, ale i tak mogło być gorzej. Gdy kończyłem jeść, Onew przypomniał mi o biletach. Koncert był dziś, ale ja i tak nie miałem zamiaru iść. Owszem, mieli niezłe kawałki, ale miałem dość tego ich całego rozbestwionego lidera. Miałem już rzucić tekst, gdzie te bilety można sobie wsadzić, gdy usłyszałem coś, co jak się potem okazało, miało zmienić moje życie jeszcze bardziej.
- Mamy kilka zleceń. Na dziś, jeśli się zgodzimy, jedno, na jutro ja mam towarzyszyć jakiejś starszej pani i udawać jej wnuczka, a Ty chyba będziesz musiał iść na zakupy aż z dwiema kobietami. Poza tym jakiś pan pytał czy znajdzie się w agencji ktoś, kto umie grać w szachy, gdyż ma pieniądze, a nie ma z kim grać. Umiesz i chciałbyś? Bo jak nie, ja się zgłoszę.
-A dziś ?- spytałem, przeżuwając
- No właśnie... Dziś o ile nie masz nic przeciwko ...Pamiętasz te dwie dziewczynki, którymi się zajmowałeś kilka dni temu? Ich matka dzwoniła i potrzebuje opieki na całe popołudnie. Te małe uparły się, że ma zadzwonić po ciebie. Ale jeśli nie chcesz to...
- Chwila, chwila... A Ty dziś masz coś do roboty?
-Teraz muszę wyskoczyć w pewnej sprawie na godzinę lub dwie, a potem wolne, a co?
-A nie chciałbyś iść z dwiema uroczymi dziewczynami na koncert? - popukałem palcem w bilety
-Czyli nie chcesz przyjąć zlecenia...
-Chcę !!!! No właśnie chcę. Ja mówię o tych dziewczynkach. One uwielbiają ten zespół. Nie wiem czemu, ale kochają go i to może być ich jedyna okazja tam iść. Nic się nie stanie, bo mamy miejsca VIP-owskie, a nie w dzikim tłumie. Zresztą zadzwonię i spytam ich matki czy się zgodzi. To co ? - Starałem się przybrać jak najbardziej słodki wyraz oczu.
-W zasadzie czemu nie. Nie wiem, co wymyśliłeś, ale w tym wypadku tym bardziej wolę Cię mieć na oku.
Coś tam jeszcze mówił, ale ja już nie słuchałem. Nawet nie zwróciłem uwagi, kiedy wyszedł z mieszkania, zostawiając mnie z moim rewelacyjnym planem. Zadzwoniłem do agencji by potwierdzić, że biorę zlecenie oraz do matki dziewczynek spytać się, czy zgodzi się, by jej córki poszły na koncert. Zapewniłem, że dzieciom nic się nie stanie, a będą mogły się spotkać ze swoimi ukochanymi idolami. Gdy się zgodziła, coś w środku mnie dziko zarechotało. Zatarłem dłonie. Hmmm nie wiem, czy to, co planuję się uda i nie wiem czy czasem nie ma na to jakiegoś paragrafu, ale nic mnie nie powstrzyma.
Szybki prysznic postawił mnie do reszty na nogi, a żel o zapachu lawendy sprawił, że poczułem się piękny, silny i niepokonany. Haaaa jestem świetny. Jestem cudowny, jestem niepokonany. Ty, spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i nieco przystopowałem z zachwytami nad samym sobą, bo widok mokrego, nagiego ciała nie przypominał żadnego z super bohaterów. Chyba powinienem zapisać się na siłownię albo samemu zacząć ćwiczyć, by za jakiś czas być właścicielem całkiem kształtnego i bajecznego kaloryferka. Muszę to dopisać do mojej listy "do zrobienia", która jest już dość długa i zaczynam się niepokoić czy podołam wszystkiemu. Zimno... Otrząsnąłem się, bo jakoś mi zawiało po ciele, nadal gołym, i nadal, niestety bez wyraźnie zarysowanych mięśni brzucha. Spojrzałem niżej i chociaż tym się pocieszyłem, że za to "tam" nie musiałem się wstydzić. Owszem, już wiem, że do Onew mi daleko. Nie to, że go podglądam czy coś no, ale mieszkamy razem i czasami ot po prostu co nieco rzuci się w oczy. Jak przechodzi w bokserkach albo jak założy jakieś spodnie, które nie bardzo ukrywają atrybuty. Ciekawe dlaczego On nie ma jeszcze dziewczyny? Już kiedyś się nad tym zastanawiałem, no bo przecież miły, wesoły, pracowity, umie gotować no i te jego walory które na pewno są duuuuuużym plusem. Ciekawe, czy już kiedyś miał okazję się sprawdzić w tych sprawach. Heh, to musiałoby być przeżycie dla tej drugiej osoby. Dobra, bo jakoś mi się zeszło na anatomię kumpla, cholera co ze mną jest nie tak. Omal nie zacząłem sobie wyobrażać w jakiś intymnych sytuacjach. Chociaż w zasadzie, dlaczego nie???? A kusz głupie myśli. Skup się Taeś na planie. Teraz to jest ważne a nie ... Aaaaaaa ...
***
- Trzeba natychmiast zadzwonić do zarządcy budynku - do mieszkania wpadł roztrzęsiony KiBum - To jest szczyt wszystkiego, ja to zgłoszę gdzie trzeba, ochydctwo - otrząsnął się - Niech no ja tylko znajdę ten numer, już ja mu powiem. Co to się wyrabia. A jak nic nie zrobi, to ja przysięgam, że się wyprowadzam. Przysięgam !!!! Słyszycie?
-Co ja żaba żebym kumał? I z czego się cieszysz? Robale nas atakują. Rzuciły się na mnie jak wchodziłem na schody. Chciały mnie pożreć żywcem, paskudne insekty.
-Stadem się na ciebie rzuciły - Leżący na kanapie JongHyun miał dobry humor, co ostatnio rzadko się zdarzało
-No, nie stadem, kilkanaście...kilka... znaczy jeden, ale wielki i tłusty. Prawie mi nogi podciął. Nie wiem, co to było. Wielki pająk albo jakiś karaluch. No takie było- pokazał palcami odległość ok 3 cm.
-O, to doprawdy bestia - chłopak z kanapy parsknął śmiechem
- Nie śmiej się. To był wielki, obrzydliwy robal.
-A może to mały kotek? - żujący gumę, zrobił minę jakby sam był małym, słodkim kociakiem
-Kotek? Sam jesteś sobie kotek. Ja wam mówię że to plaga. O, to wszytko przez ciebie - wskazał palcem na kumpla, który nadal leżał zamiast iść i rozprawić się z paskudztwem - To plaga zesłana na nas za Twoje grzechy i przewinienia.... O tak ignoruj mnie teraz. Jeszcze zobaczysz, jak się jakieś parszywe coś do ciebie przyssie i wyssie wnętrzności.
- To widziałeś robaka czy kosmitę?
- Ja z wami nie gadam, ignoranci. Idę dzwonić do zarządcy ... I ruszcie tyłki, bo zaraz trzeba jechać. Przypominam wam, że dziś mamy koncert.
-Przy tobie nie da się zapomnieć. A reszta jak? - JongHyun w końcu ruszył się i usiadł. - Henry miał jechać wcześniej. On i Chang Seon mieli sprawdzić nagłośnienie i sprzęt. Mam nadzieje, że im przypomniałeś.
Chwile trwało zanim Key pozałatwiał sprawy robactwa, strasząc wszystkich telewizją, sanepidem i sądem. W końcu na godzinę przed koncertem wszyscy byli na miejscu gdzie zadbano o ich wizerunek sceniczny. Dzwonek telefonu brzmiał od kilku dobrych chwil i dzwonił już chyba trzeci raz. JongHyun nie miał zamiaru odbierać. Ojciec jak zawsze wybierał najmniej odpowiednie momenty, by pogadać z synem. Zresztą, czy kiedykolwiek był odpowiedni czas na taką rozmowę? Dla Jjonga nie. Nie chciał rozmawiać z ojcem ani w przeszłości, ani teraz, ani najlepiej nigdy. Niestety był do tego zmuszany ze względu na matkę, bo z nią nie chciał tracić kontaktu. Niestety Ona była dość słaba psychicznie i poddawała się we wszystkim mężowi. Nigdy nie protestowała i nigdy nic nie wymagała.
W końcu wyłączył telefon i schował go do kieszeni kurtki. Teraz musiał skupić się na koncercie, chociaż od jakiegoś czasu zastanawiał się, czy i to ma jakiś sens, i jakieś znaczenie. Nie zależało mi już, jak kiedyś i coraz bardziej wszytko go irytowało.
Sala była pełna, mimo obaw organizatorów fani dopisali, widocznie wpadki solisty zespołu i zamieszanie w koło jego osoby jeszcze nie odstraszyło wszystkich. Przed sceną stały dodatkowe miejsca dla specjalnych gości. Siedziało tam kilku dziewczyn, córek polityków i biznesmenów, kilkoro reporterów oraz dwóch nikomu nie znanych młodych chłopaków z dwiema dziewczynkami w wieku szkolnym. Dziewczynki wyglądały na podekscytowane i szczęśliwe w przeciwieństwie do ich opiekunów. Zwłaszcza jeden z nich stał z zaciętą twarzą, wpatrując się w scenę jakby chciał zahipnotyzować znajdujące się na niej instrumenty i mikrofony. Albo jego siła sugestii była zbyt słaba, albo obiekty mało wrażliwe, bo perkusja i gitary stały w bezruchu.
-O, zaraz się zacznie!!! - pisnęła jedna z dziewczynek i złapała chłopaka obok za dłoń - Jak przygasają światła to znaczy, że się zacznie. Iiiiiiiiiiiiiiiii - jej paluszki zacisnęły się mocniej.
-Tak, zaraz się zacznie - prychnął stojący obok niej chłopak i w końcu się uśmiechnął.
TaeMin:
Nie
mógłem pozostać obojętny na taką radość, jaka biła z tej małej osóbki. Nigdy
nie miałem ulubionych idoli. Znaczy miałem, ale żaden nie wzbudzał we mnie
takich emocji. A teraz ... a teraz jeden z tych idoli chce zaprzepaścić
karierę, zniszczyć marzenia tysięcy fanek, zmazać szczęście i radość z
twarzyczek takich dziewczynek jak Taeyeon i Sooyoung. Nie mogłem do tego
dopuścić. Wiedziałem już dobrze, co należy zrobić. Po pierwsze, zapomnieć o
własnych urazach, po drugie stać się silniejszym, po trzecie...co to ja miałem
po trzecie? No tak pewnie przez tę muzykę, bo koncert się zaczął, trudniej mi
się myśli. No nieźle grają. Gościu na klawiszach jest niezły, zresztą wszyscy
są. Wokalista ma niezły głos. Haaa widzicie wszyscy? Widzicie, jestem miły nawet
dla tego kretyna. Nawet dla niego. To faza przygotowująca mnie do dalszego
planu. O tak.... Popatrzyłem w koło, wszyscy śpiewali. No poza tymi
dziewczynami co stały z dłońmi przy ustach i piszczały jak dzikie. Po co
przychodzą na koncert, skoro potem tak wyją bez potrzeby. Powariowały, czy co?
No, muzyka niezła, ale w końcu nie aż tak. Ech co to się wyrabia na tym
świecie. Smutne, że cenią idoli nie za zdolności, a za nagą klatę. No właśnie
zobaczyłem taką tuż przed sobą. Czy ten cały JongHyun musi się obnażać
publicznie? Nie wiem, czy on wie, że ja tu jestem, ale jeśli jeszcze mnie nie
zobaczył to niebawem się dowie. Jego kumpel zostawiając bilety zaznaczył w
nich, że mają też przywilej wejść za kulisy po imprezie i porozmawiać z
zespołem. Ależ się zdziwi ten dupek. Dobra, cofam "dupka", miałem być
miły. Miałem starać się myśleć o Nim pozytywnie. Co ja poradzę, że to takie
trudne. No dobra, może raz na jakiś czas w cieniu mego umysłu, w jakimś
niedostępnym zakamarku mógłbym sobie ulżyć i po ubliżać temu ćwokowi. Ćwok....
o i już mi lepiej. Ćwok i parch. Ćwok, parch i skunks. I jeszcze mamałyga, nie
wiem, co to jest, ale brzmi niezbyt ciekawie. mamałyga z myrmyrdą na glamlach.
Hahahah. Wewnętrznie upajam się diabolicznym śmiechem, gdy moje usta są uśmiechnięte
w najbardziej szczery sposób na jaki mnie stać. Ile to jeszcze czasu? Pół
godziny.. No jak to zleciało przy radosnych myślach i optymistycznym podejściu.
Ja to jednak jestem skomplikowana osobowość. Rozmyślania TaeMina drastycznie zostały przerwane, gdy wilgotny ręcznik rzucony ze sceny rozpłaszczył mu się na twarzy. Chwycił go zaskoczony, a widząc czym oberwał skrzywił się, po czym bez zastanowienia wziął zamach i odrzucił ręcznik na scenę. Trafił idealnie. Wokalista aż przestał śpiewać na dobrą chwilę i starał się dojrzeć, kto śmiał w niego ugodzić. Reflektory oślepiały go nieco, ale i tak zdołał ujrzeć znajomą twarz oraz wpatrzone triumfalnie w siebie oczy. Zrobił krok do tyłu, gdy chłopak pod sceną pomachał mu dłonią jak staremu przyjacielowi co było idiotyzmem.
-Mam chyba zwidy - wyszeptał bezgłośnie starając się wejść w rytm z dalszą częścią piosenki.
Minuty mijały jednak zmora spod sceny nie znikała. Wręcz przeciwnie, śpiewała i kołysała się do muzyki, klaskała mocno i zawzięcie oraz skandowała ze wszystkimi nazwę zespołu
oraz imiona członków. JongHyun ucieszył się, gdy w końcu wybrzmiały dźwięki ostatniego kawałka i mogli zejść ze sceny. Nie rozmawiając z nikim, szybko przeszedł do garderoby. Mieli teraz dosłownie kilka minut na prysznic i przebranie się. W kontrakcie było, że muszą spotkać się z kilkoma osobami. Nie lubił takich spotkań, ale w końcu to podnosiło im popularność. Tylko czy ta popularność była taka ważna?
JongHyun:
Chyba zbyt mocno uścisnąłem dłonią jakiejś dziewczyny i chyba też zamiast uśmiechu warknąłem coś nieprzyjemnie, bo Key przeprasza za mnie kłaniając się poddańczo. Po co on się tak płaszczy? Ale już na szczęście koniec. Już tylko.... Cholera!
Taemin podszedł do muzyków pchając przed sobą dwie piszczące cicho dziewczynki. Onew został z tyłu, ale obserwował całą sytuację gotowy do interwencji w razie jakiejś afery, którą chciałby wywołać jego przyjaciel. Na szczęście jak na razie wszytko wyglądało dobrze. Dziewczynki zbierały autografy i odpowiadały zespołowi na pytania szczęśliwe takim zainteresowaniem. JongHyun jako jedyny nic nie mówił, a jedynie odburkiwał pytany. Wzrokiem starał się omijać roześmianego chłopaka, którego miał już okazję poznać. Niestety jak na złość podświadomość chyba kierowała wzrok właśnie tam. TaeMin wyciągnął z torby dwie kolorowe koperty i wręczył dziewczynką, a te z ukłonem wyciągnęły je w stronę ponurego solisty. W środku znajdowały się bardzo barwne kartki ze słowami szacunku i uwielbienia dla muzyków. Zostały przygotowane za pomocą TaeMina, który bardzo dokładnie przemyślał teksty ozdobione przez dziewczynki kwiatkami, serduszkami itp.
- Widzisz, ile macie fanek? Małe i duże, wiele dla nich znaczycie Wy i wasza muzyka - Opiekun dziewczynek również się skłonił przed każdym z zespołu. Widział, że Key i G-Dragon są również nieco zaskoczeni, ale nie przejmował się tym. - Kim JongHyun jeśli pozwolisz, wyrażę w imieniu moich podopiecznych radość, że mogły cię spotkać.
-Możesz się wyrażać w imieniu kogo chcesz. - Mimo, że miał ochotę powiedzieć, powstrzymał się ze względu na dzieci i pozostałe osoby w koło. Zwłaszcza obecność kilku dziennikarzy sprawiła, że zamilkł. - Też się cieszę z tego spotkania.- Wydało mu się, że te słowa zaraz go uduszą.
Całe spotkanie nie trwało długo i czas było wracać do domu, wtedy też TaeMin poprosił Onew, by przypilnował dzieci, bo on musi skorzystać z łazienki. Gdy tylko został sam, szybko odnalazł garderobę i cicho wszedł do środka. Przeszedł, omijając kolejno zaskoczonych członków zespołu, by znaleźć się przy liderze.
- Nienawidzę cię chociaż z natury nienawiść jest mi obca....Milcz i słuchaj - uczynił gest dłonią, gdy tamten chciał mu przerwać - Zapamiętaj, to co powiem. Od dziś jestem Twoim cieniem. Będę jak wrzód na tyłku, którego nie można się pozbyć. Będę Cię pilnować i patrzeć Ci na ręce. Rozumiesz? Nie dam ci spokoju do czasu, aż zaczniesz żałować tego co mi zrobiłeś i tego jak się zachowujesz. Aż zaczniesz znów szanować swoich fanów. A to na początek - wyjął zza pleców pluszowego miśka z serduszkiem w łapkach - Ot tak, żebyś o mnie nie zapomniał.
- To jakiś żart? Ty będziesz mnie straszyć? Ty męska..
-Panuj nad słowami, Kim JongHyun. Nie obrażaj mnie, bo będziesz miał kolejny powód, by mnie przepraszać.
- Jesteś zabawny chłopaczku, a teraz spadaj. Nie chcę cię widzieć i na pewno nie mam zamiaru cię przepraszać.
TaeMin wyszedł słysząc, że o drzwi uderzyło coś miękkiego. Musiała to być maskotka, którą zostawił. Uśmiechnął się do siebie i dołączył do przyjaciela. W końcu musieli odwieźć dziewczynki do domu, a potem przygotować się na jutrzejszy dzień.
-Wiesz Jinki... Mi chyba odwaliło.
- No, ja nie wiem. Chociaż raz się wściekasz, płakałeś, a dziś ...
- Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale czuję, że tak muszę.
-Ale co musisz?
-Nie, nic... Nie wiem sam dokładnie.
***
- Co to za kartka za wycieraczką - Henry pierwszy podszedł do samochodu - Jjong do ciebie - podał złożoną kartkę adresatowi, a sam zaczął pakować na tył instrumenty. Miał zamiar jeszcze dziś popracować nad pewną piosenką, która od jakiegoś czasu chodziła mu po głowie. Pewnie potem wyląduje w kartonie jak wszystkie pozostałe, które napisał. Kiedyś na początku odważył się zaproponować reszcie jeden ze swoich kawałków, ale uznano ze to co napisał nie nadaje się, więc więcej nie próbował.
JongHyun
rozłożył kartkę i zaklął. Na żółtym papierze równym pismem ktoś donosił:- Co to za kartka za wycieraczką - Henry pierwszy podszedł do samochodu - Jjong do ciebie - podał złożoną kartkę adresatowi, a sam zaczął pakować na tył instrumenty. Miał zamiar jeszcze dziś popracować nad pewną piosenką, która od jakiegoś czasu chodziła mu po głowie. Pewnie potem wyląduje w kartonie jak wszystkie pozostałe, które napisał. Kiedyś na początku odważył się zaproponować reszcie jeden ze swoich kawałków, ale uznano ze to co napisał nie nadaje się, więc więcej nie próbował.
"Jestem obok i nie dam Ci zaprzepaścić tego, co osiągnąłeś. Walcz i nie poddawaj się"
Zmiął kartkę i rzucił za siebie. Nie miał ochoty na takie zabawy. Domyślał się, kto za tym stoi, ale nie obchodziło go to. Owszem przez chwile pojawiła się myśl, dlaczego tamten chłopak to robi, ale w końcu uznał, że ma to gdzieś.
KiBum wrzucił swoją torbę na tylne siedzenie po czym oświadczył, by wracali do domu bez niego. Miał jeszcze coś do załatwienia na mieście, właściwie nie tyle do załatwienia, co do wypicia. Marzyła mu się dobra kawa w znajomej kawiarni. Stolik w cieniu i niezobowiązujące ciche rozmowy kawiarnianych gości. Nie miał daleko i szczęście mu dopisywało, bo za barem stał jego ulubiony barman. Złożył zamówienie i zamiast poszukać stolika usiadł przy barze.
- Dziś ludzie dopisują.
- A owszem, niewiele mam czasu by się nawet po nosie podrapać, a co dopiero samemu kawy napić. - Ciemnowłosy chłopak wsypujący do filiżanki kawę, uśmiechnął się - Zaraz wracam, tylko podam zamówienie
-No ja chyba będę zazdrosny, że nie możesz poświęcić mi swojego czasu - Key nadymał się, gdy barman wrócił - Lubię tu posiedzieć i pogadać. Mówiłem Już o tym, że Ty i kawa to jedyna moja stała w życiu.
- Słyszałem, chociaż nie wiem czy to odpowiednie. - Chciał się odwrócić, ale poczuł że został złapany za dłoń i przytrzymany.
-A co w tym złego? Nikogo nie morduję, tylko chcę towarzystwa, rozmowy- wolno cofnął dłoń - Czy w jakiś sposób ci to przeszkadza? Jeśli jestem natrętny, powiedz.
-Nie o to chodzi. Sam nie wiem. Po prostu nie znam nikogo takiego. Nikogo, kto zachowuje się tak niekonwencjonalnie.
- Więc może czas poznać? Do której pracujesz?
-Ale że ja?
-No. a co ja? Tak się pytam, bo może byśmy gdzieś wyskoczyli na kawę?
-Na kawę?
- Oj, co ty się tak zawiesiłeś? Czy ja niewyraźnie mówię? Ty i ja oraz dobra kawa gdzieś w jakiejś przytulnej kawiarence...A o to chodzi - Key rozejrzał się w koło, bo doszedł do niego paradoks propozycji - No to może przejdziemy się na lodowisko? Jest sztuczne na stadionie.
-W nocy na lodowisko?
-Jest czynne. Nie ma się co dziwić. To o której kończysz? - rzucił w plecy odchodzącego na zaplecze barmana.
-Za dwie godziny - MinHo wychylił głowę zza futryny.
Też młode mają idola. Pozazdrościć tylko
OdpowiedzUsuńA takim ręcznikiem dostać żadna przyjemność... To tak jakby na ogólny koncert SHINee iść i pac! Nagle coś śmierdzącego na ryjku. Chociaż jak się przemóc i to wyprać to takie fajne logo i pamiątka, nie? xD
Myju myju... Coś tak higieniczne tematy... Ręczniki, prysznice....xD
Ludzie są okropni. Zazdrość tak samo... Zamiast Jjonga dopingować to go zostawili... Biedny Jjonguś... Taeś, bądź oparciem kochanym dla niego.
Misiuuu...Misiuuu kawaiiśny misiuuuu...!
MinKey is coming.
Dziękuję.