środa, 12 lutego 2014

3

Zlecenie Trzecie

TaeMin:
Lalalala~ Daję rade~ lalalala Nie mam depresji~ lalalalala trzymam się~
Tak, to pierwsze objawy schizofrenii, przebywam w łazience od godziny czwartej nad ranem i regularnie co piętnaście minut myję zęby oraz płuczę gardło. Onew nadal nie wie, co działo się wczoraj po naszym rozstaniu podczas bankietu. Owszem, gdy przyjechał po mnie pod dom tego drania i zobaczył, że jestem w stanie kompletnej rozsypki, pytał co się stało. Ja jednak milczałem, udało mi się go przekonać, że nic mi nie jest, ale chyba nie bardzo uwierzył. W każdym razie nie zadręczał mnie żadnymi niewygodnymi pytaniami, za co byłem mu wdzięczny. Jakoś nie bardzo uśmiechało mi się opowiadanie tego wszystkiego. Obiecałem sobie, że się nie załamie, w końcu muszę być silny. Po tym jak wyszedłem z mieszkania JongHyuna, nie płakałem już więcej, wprowadziłem się w jakiś dziwny stan pustki, czyli nic mnie nie obchodziło. Nie, nie miałem depresji, w końcu nie jestem jakimś emo nastolatkiem. Fakt, nie będę ukrywał, że to co stało się wczoraj było dla mnie traumatyczne, ale nie żebym chciał się z tego powodu ciąć albo planować zamach samobójczy. Jestem jedynie poruszony, że ktoś może zachowywać się w taki sposób. Do tej pory żyłem chyba pod zbyt dużym kloszem rodziców, którzy wpajali mi od dzieciństwa, że każdy człowiek jest godny szacunku, i że ludzie z natury są dobrzy. Byłem też nauczony szczerości i uczciwości co też sprawiało, że wydawało mi się naturalne w innych widzieć osoby równie szczere. Teraz jednak uczyłem się, że świat nie jest tak różowy i piękny. Okeee umyłem zęby po raz sześćdziesiąty czwarty i stwierdziłem, że starczy, ponieważ na szczoteczce było już pełno krwi z moich dziąseł. Obmyłem twarz i wyszedłem z łazienki, Onew właśnie skończył przygotowywać śniadanie.

Potargany chłopak wszedł do pokoju i usiadł na podłodze przy niskim stole.
-Jakoś nie mam ochoty jeść… - Mruknął, związując włosy z tyłu głowy w niedbały kucyk.
-A mogę chociaż wiedzieć, dlaczego zajmowałeś łazienkę od tak wczesnej godziny, uniemożliwiając mi umycie się i załatwienie potrzeb fizjologicznych?
-Ja...ja myłem zęby.-Odpowiedział Tae, nie patrząc na swojego przyjaciela.
-Przez prawie pięć godzin?!
-Zamyśliłem się… przepraszam, ale musiałem zastanowić się nad kilkoma spraw, a w łazience lepiej się myśli. Proszę, JinKi… Nie mówmy już o tym…- TaeMin aby zakończyć rozmowę, sięgnął po pilot i włączył telewizor.
Onew nie drążył tematu chociaż czuł, że coś musiało się stać. Postanowił jednak poczekać, bo wiedział, że wiele osób potrzebuje czasu i lepiej nie naciskać. Był przekonany, że prędzej czy później i tak się dowie wszystkiego. Znał już na tyle swojego współlokatora, iż wiedział, że jest on zbyt otwarty i szczery, by w końcu nie powiedzieć co się dzieje. Zajął się swoim ryżem, udając, że nie jest ani trochę ciekawy, ale jednocześnie postanowił mieć oko na wszytko. Nie musiał długo czekać, bo nagle zobaczył przez ułamek sekundy swoją twarz na ekranie telewizora gdy kamera omiotła gości na bankiecie promującym, zaraz potem jakiś dziennikarz dokładnie sfilmował zamieszanie jakie wywołał pijany chłopak, któremu TaeMin z nieznanych powodów postanowił pomóc. Był to piosenkarz rockowy, który występował na tym bankiecie.
"Wczoraj wieczorem odbyła się wielka gala na cześć znanego w świecie kina reżysera i jego najnowszego dzieła, filmu, który poruszył serca i umysły wielu widzów. Niestety nie tylko film dostarczył wielu emocji, ale także niespodziewane zamieszanie wśród gości. Kim JongHyun, gwiazda sceny rockowej, który uświetnił swoim występem bankiet, niestety zaszalał chyba zbyt mocno i przesadził z alkoholem. Nasi dziennikarze stali się świadkami awantury jaką muzyk wywołał, lecz niestety nie wiemy co było przyczyną takiego zachowania. Udało nam się jedynie ustalić na podstawie nagrańm że pan Kim został wyprowadzony przez tylne wyjście, przez nieznaną nikomu dziewczynę. Nie wiadomo jednak kim była owa młoda kobieta. Miejmy nadzieję, że awanturujący się muzyk zechce wyjaśnić wkrótce szczegóły zajścia...."

Dziennikarka na ekranie uśmiechnęła się po czym jeszcze raz pokazano zbliżenie na twarz JongHyuna, który głośno domagał się alkoholu oraz dopadającą do niego osobę w białej bluzce i włosach za ramiona, która z problemem odciągnęła go w stronę drzwi znajdujących się w głębi sali.
-A więc.... - Onew odstawił miskę i spojrzał na przyjaciela.
-A więc znów zostałem dziewczyną. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić. Zresztą z tyłu faktycznie można by mnie pomylić, a nóg nie było widać.
-Nawet twój profil mógł zmylić, tyle że chyba w tym wypadku to lepiej. Może nikt nie powiąże cie z tą sprawą. No chyba że ....
-Nie, nie chcę by wiedzieli, że to ja. Masz rację, pierwszy raz cieszę się, że uznali mnie za kobietę. - czuł, że dłonie mu nieco zadrżały - A ten pijany wymoczek niech się tłumaczy. Mnie to już nie dotyczy. - Przerwał i spojrzał na drzwi, w które ktoś głośno zapukał.


***

- No i co ty na to? Mówiłem, żebyś się pilnował, ale nie Ty jak zawsze musiałeś zaszaleć. Ciebie do cholery nie można zostawić samego. Jesteś jakiś nienormalny czy co? Znamy się tyle czasu i nigdy wcześniej aż tak ci nie odbijał. Co ty sobie myślałeś? Tak się spić i awanturować. Jeszcze trochę i stracisz wszytko nad czym pracowałeś. Twoja kariera i ty spadniecie z piedestału z wielkim hukiem. Nie dość, że przytargał cię tu jakiś dzieciak to jeszcze teraz okazuje się, że to właśnie ten dzieciak wyciągnął cię z przyjęcia. On nazywa się Lee TaeMin i możesz być chłopakowi wdzięczny. Powinieneś mu podziękować i przeprosić. Czy ty słuchasz, co ja do ciebie mówię?  - Sięgnął po pilota i wyłączył telewizor po czym spojrzał na leżącego na kanapie JongHyuna.
 Ten  z trudem powstrzymał się, żeby nie rzucić czymś ciężkim w ekran i w Key’a, który po usłyszeniu wiadomość, zaczął prawić mu jakieś morały. Bolała go głowa i chciało mu się wymiotować, szczerze powiedziawszy nie obchodziło go to, co gadali w na temat tej całej imprezki dla snobów, a jeszcze mniej obchodziło go to, że KiBum właśnie zaczął mówić o jakieś przeprosinach dla tego całego Lee TaeMin'a. Nikt w końcu nie prosił tego dzieciaka o jakąkolwiek pomoc, co on w ogóle robił na tej sztywniackiej imprezie? Pewnie starał się tam podlizać komuś sławnemu, bo na pewno nie był zaproszony. Wkradł się tam zapewne nielegalnie, mając nadzieje na poznanie kogoś i branży rozrywkowej, głupi dzieciak.
-Musisz tam ze mną jechać… -Ciągnął Key - Jemu należą się przeprosiny i podziękowania.
-Powtarzasz się, a ja nie mam zamiaru dziękować za coś, o co nie prosiłem. Zresztą to jakiś oszust. Ja go znam i nazywa się inaczej - Jong zmarszczył brwi, starając sobie przypomnieć imię chłopaka z agencji, którego rozpoznał w TV. Niestety ból głowy spowodowany kacem nie pomagał mu.- Nie TaeMin tylko coś na L.... La..Lo..Lu....LuMinnie ! Tak się przedstawił wcześniej. Więc sam widzisz, że to jakiś krętacz.
-Gdyby nie on, teraz siedziałbyś na komisariacie policji, mógłbyś mieć wielkie nieprzyjemności! Co z twoją karierą?! Nie obchodzi cię to?!
-Czy ty możesz się zamknąć?! Głowa mnie boli.
-Och pan hrabia wybaczy, że nie pomyślałem o dręczącym waszą wysokość bólu - W głosie Key'a pojawił się sarkazm - Ale nic mnie to nie obchodzi !!! - krzyknął tuż nad uchem muzyka - Zbieraj się i jedziesz ze mną ratować swój honor.
-Mam to w dupie - JongHyun złapał się za skronie, czując że chyba będzie wymiotować - Nie zmusisz mnie do niczego. Jak chcesz, to sobie przepraszaj Kaczora Donalda, Myszkę Miki albo i nawet Allacha czy innego Buddę. - warknął i poczuł rosnące mdłości.
Łazienka okazała się być zbyt daleko więc ucierpiał i tak przysychający już kwiat doniczkowy stojący w salonie. Key pomyślał, że będzie powód by pozbyć się brzydkiej rośliny po czym sięgnął po bluzę i wyszedł głośno trzaskając drzwiami.
-Kurwa...ciszej tam - Wymamrotał nadal pochylony nad zielskiem JongHyun. 
    
   ***

Potarł dłonią milimetrowe włosy nad prawą skronią, czując, że i jego głowa zaczyna boleć od tego wszystkiego. Niestety załatwienie sprawy znów spadło na niego jak wszystko ostatnio. Znał JongHyuna od szkoły podstawowej, bo wtedy się właśnie zaprzyjaźnili. mimo że dzieliły ich dwa lata różnicy wiekowej. Nigdy wcześniej jednak nie było tak źle jak ostatnio. Gdy razem postanowili założyć zespół muzyczny, długie godziny potrafili spędzić wymyślając teksty piosenek i ćwicząc grę na gitarach. JongHyun grał na elektrycznej, a Key wybrał gitarę basową postanawiając udowodnić, że temu instrumentowi należy się najwyższy szacunek. Zawsze się dogadywali i zawsze potrafili znaleźć kompromis jeśli mieli inne poglądy. Bez problemu zgrali się co do gatunku muzyki i repertuaru oraz zgodnie przyjęli do zespołu Henrego poznanego już w gimnazjum. Chłopak rewelacyjnie grał na wielu instrumentach w tym na klawiszach. Wszyscy trzej razem poszli na przesłuchanie i dostali się do jednej z wytwórni, która promowała zespoły muzyczne. Tam też dołączył do nich Lee Chang Seon. Tym nie byli na początku zachwyceni bo chłopak był od nich starszy i był kim z rodziny jakiegoś ważniaka z wytwórni. Bali się, że będzie się rządzić i zadzierać nosa, jednak jakoś udało się i z nim dojść do porozumienia chociaż trudno mówić tu o przyjaźni. Ostatni członek zespołu dołączył do nich już po debiucie i na początku budził największe obawy i emocje.
 Dragon był niesubordynowany i nie lubił być zależny od innych. Wcześniej grał już w kilku zespołach, ale nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej niż 3-4 miesiące. Lubił się zabawić, a policja znała go dobrze. Jednak mimo obaw w „FlashyLouder”  walił w bębny już prawie dwa lata i wszyscy mieli nadzieję, że tak zostanie. Teraz jednak wszytko było na dobrej drodze, że zespół może przestać istnieć. Jeśli nie skończą się afery, wytwórnia zerwie umowę i żegnaj kariero muzyczna.
-Po prostu jesteśmy w dupie - Key wsiadł do samochodu i sięgnął po telefon - Załatwię to, a potem pomyślę co zrobić dalej. Key, ty wspaniały wybawco upadłych- Powiedział do siebie po czym odszukał wizytówkę, którą dostał wczoraj i wybrał numer - Mam wrażenie, że znam....
-Tutaj Agencja Towarzyszka „Sweet Memories Times” , W czym mogę pomóc? - odezwał się ciepły kobiecy głos, a chłopaka w samochodzie olśniło. W jednej chwili skojarzył kilka faktów. To ta sama agencja, do której dzwonił jakiś czas temu by załatwić towarzystwo przyjacielowi. I widocznie chłopak, którego przysłali wtedy jest tym samym, który uratował JongHyuna przed całkowitą kompromitacją na bankiecie.
-Halo. Dzień dobry pani. Moje nazwisko Kim KiBum i dzwonię w bardzo ważnej sprawie. Otóż potrzebuję adresu pracownika państwa agencji - starał się mówić spokojnie i pewnie - Chodzi mi o Lee TaeMina. Ów chłopak uratował mego przyjaciela, narażając się na pewne nieprzyjemności i chciałbym mu osobiście podziękować.
-Podziękować? Tylko wie pan, my nie możemy... - Luna była nieco zaskoczona.
-Ja wiem, wiem i rozumiem pani wątpliwości, jednak państwa pracownik nazywany też LuMinnie sam zostawił mi wizytówkę oraz przedstawił się, prosząc o kontakt. Zapewne sam by podał adres, jednak był nieco roztrzęsiony, a ja doprawdy czuję się winny i zobowiązany do spotkania. Kieruje mną jedynie troska. Zapewniam. Pani uroczy głos pozwala mi mniemać, iż też niepokoiłaby się pani o stan wspomnianego pracownika. Byłbym zatem wdzięczny za pomoc.

***

Skołowana Luna odłożyła słuchawkę i zamknęła segregator, z którego chwilę wcześnie podyktowała adres.
-Hmmmm- Dobiegło zza jej głowy - Luna....
-O Tiffany... Witaj.... - uśmiechnęła się po czym przygasła - Rozumiem, że nie pracuję już tutaj?
-Zasadniczo powinnam Cię zwolnić za tak nieprofesjonalne zachowanie. Wiesz dobrze, że nikomu nie podajemy danych naszych pracowników. Mają to zapewnione w umowie. Teraz możemy wylądować w sądzie.
- Ale ....
-Nie ma żadnego "ale". Na obecną chwilę nie wyciągnę żądnych konsekwencji. Zobaczymy czy ten chłopak nie wystąpi przeciwko nam za naruszenie jego prywatności. Lubię Cię, ale rozumiesz, że nie mogę tolerować tak bezmyślnego zachowania.- westchnęła, bo miała nadzieję, że podanie adresu nie przysporzy agencji żadnych problemów. Luna była dobrym pracownikiem i wspaniałą dziewczyną, a to dziś było jej chyba pierwszą wpadką. - Daj znać, gdyby coś się działo. Ja idę do siebie.

***

"Nim wejdziesz w progi tego domostwa, uśmiechnij się, bo mieszka tu wspaniały, utalentowany i jedyny Lee TaeMin. Przyszła gwiazda muzyki i tańca. Oraz Lee JinKi  ( nudziarz)"


Napis wykonany  granatowym flamastrem na jasnozielonych drzwiach nieco zaskoczył Keya. Pierwsza część "wizytówki"  była wykonana niezbyt równym pismem, tym samym pismem było dopisane słowo w nawiasie. Imię drugiego lokatora dla odmiany było wykaligrafowane dokładnie i równo. Widać zderzyły się tu dwie różne osobowości, jednak na tyle podobne, iż uznały pisanie po drzwiach za coś pozytywnego.
Nie było za to dzwonka więc chcąc nie chcąc KiBum zapukał w drzwi tuż pod napisem. Chwilę stał, czekając aż ktoś otworzy i zastanawiał się co powinien powiedzieć i jakich słów użyć. Nie wiedział czy powinien zachować oficjalny ton czy raczej potraktować Lee TaeMina jak kumpla na luzie i z nonszalancją godną muzyka.
- Panie !!! Tu nie wolno akwizytorom! - Zagrzmiało od strony windy. Dość korpulentna kobieta stała z wiadrem w jednej dłoni i mopem w drugiej, patrząc na chłopaka groźnie- Tu nic się nie kupuje!
-Ja nic nie sprzedaję, proszę pani.
- Każdy tak mówi, a potem wciskają ci kolejny odkurzacz, mikser albo komplet garnków z kosmicznej stali do gotowania. A one nie do gotowania tylko do sran.... - Key nie usłyszał do końca, bo drzwi się otworzyły i został wciągnięty do mieszkania przez nieznanego chłopaka.
-Do srania? - Spytał nieco roztrzęsiony i zaniepokojony - Kto to był? Ja nic nie sprzedaję. Kim KiBum jestem. A pan kim jest?
-Ja nie Kim, jak Lee. Lee JinKi. Miło mi...chyba - Onew też nieco zaskoczony sytuacją przedstawił się i uznał, że winny jest małe wyjaśnienie - Ta pani to dozorczyni. Proszę wybaczyć to prosta kobieta i nieco nerwowa. Ale niegroźna.....Zazwyczaj.
-Wyglądała jakby mnie chciała zdzielić tą miotłą czy coś.
-To mop był.
-Chyba mi nie robi różnicy czym bym oberwał. Miała w końcu i wiadro.
-No, wiadrem by bolało.
- Co to ja chciałem... By bolało ... Ale ja nie po to - Key potrząsnął głową, czując, że ta dyskusja się wymyka poza zasięg jego rozumowania - Ja do Lee TaeMina. Zastałem?
- Oj to byłby ból, takie wiadro w łepek i utrata przytomności jak malowanie - Dodał nieco jakby rozmarzony po czym także oprzytomniał - Do Tae ? Zastałeś. Znaczy zastał pan. Taeeee!!! Do Ciebie!!! - krzyknął w stronę pokoju - Zapraszam na salony.
Kim KiBum poczuł się niemal jak w śród swoich przyjaciół jeszcze jakiś czas temu gdy rozmowy bywały chwilami irracjonalne i pozbawione sensu, a ich bawiły do łez. Wtedy jeszcze potrafili się dogadywać. Uśmiechnął się do chłopaka, który go wpuścił po czym ostrożnie wszedł dalej. Obrazek był bardzo podobny jaki zostawił w swoim mieszkaniu. Na kanapie, która nawet miała kolor identyczny jak jego siedział ubrany w rozciągnięty dres chłopak. Kaptur naciągnął na niedbale związane włosy, twarz miał bladą i wyglądał na zmęczonego. Nie było widać u niego oznak kaca jak u JongHyun'a, ale najwyraźniej i on nie czuł się najlepiej.
- Witam. Przepraszam, że nachodzę, ale moja wizyta była konieczna. Jestem Kim KiBum. Wczoraj wieczorem nie zdążyłem się przedstawić. Przyjechałem, by przeprosić za zachowanie mojego przyjaciela i wyrazić ubolewanie nad zaistniałą sytuacją. Chciałbym też podziękować w jego imieniu za pomoc. Niestety Kim JongHyun nie czuje się najlepiej i nie był w stanie przybyć osobiście chociaż wiem, że to było jego zamiarem.
-Taaa, już to widzę. Z całym szacunkiem, ale nie sądzę by ten kretym chciał mnie przepraszać. - Tae wstał i stanął przed gościem - I ja nawet nie chcę go widzieć. Zapewniam, że to co zrobiłem było impulsem i z całego serca tego żałuję. - Miał nadzieję, że zabrzmiał przekonująco.
- No tak rozumiem, znaczy nie rozumiem do końca, ale jednak chciałbym przeprosić i zwrócić koszty jakie zostały poniesione i może jakoś zrekompensować straty moralne....
- Straty moralne ?!? - najmłodszy chłopak zaśmiał się jakoś szaleńczo - Moralne??? Ten cały gwiazdor rocka nie ma za grosz poczucia moralności. A ja nie chcę żadnych pieniędzy. Dajcie mi tylko spokój. Chcę zapomnieć o tym facecie i o całym wczorajszym dniu. To miło, że pan, panie Kim KiBum się fatygował, ale mam gdzieś przeprosiny od Pana, bo nie pan tu zawinił. Zdecydowanie za dużo "pan" - ostatnie słowa dodał ciszej i opadł ponownie na kanapę - Do widzenia. W właściwie żegnam.
- Zanim wyjdę, chciałem przeprosić jeszcze za wcześniejsze nieprzyjemności.
-Wcześniejsze? - Onew wtrącił się do rozmowy zainteresowany
- Owszem. Ja z agencji wynająłem kogoś, by posiedział z moim przyjacielem i wiem, że właśnie Lee TaeMin dostał to zlecenie.
-Więc to ty mi spaprałeś życie!!! W takim razie masz za co przepraszać!
-I skończyło się oficjalne zwracanie, ale rozumiem. Należało mi się.
-A i owszem, a teraz baj, tam są drzwi. I mam nadzieję, że dozorczyni z wiadrem nadal tam jest. - wyburczał chłopak z kanapy i spojrzał jak JinKi wyprowadza niechcianego gościa.


TaeMin:
Przez tego faceta znów się zdenerwowałem. Ha. On mi będzie rekompensował straty moralne. Ciekawe czy wie co ten jego koleś zrobił. Pewnie nie, bo tamten albo nie pamięta nic z tego co się działo, albo jeśli pamięta to nie przyzna się do swoich dokonań. Parszywy drań. I jeszcze "Gdyby mógł, przybyłby osobiście".
 Bla ,bla, bla..... A gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem. W sumie mogłem go podliczyć tak, że by zbladł. Ale nie jestem taki. W nosie mam ich kasę i ich wszystkich razem wziętych. Chyba muszę kupić sobie jakiś słownik epitetów. Nie wiem czy jest coś takiego, ale bardzo by mi się teraz przydał, bo kończą mi się pomysły, jak mogę myśleć o tym... bucu... Buc? Czy to już było? A może padalec? Kretyn, idiota, pijaczyna, szmatławiec.... Kupa...  Haha to mi się udało. KUPA. No ale ja jestem elokwentny, nawet w chwili osobistego dramatu jaki teraz przeżywam. Serce i dusza cierpią, ale umysł ciągle na najwyższych obrotach. O, nawet mi coś dzwoni w głowie. Może się przegrzałem? A nie, to telefon. Cholera, kto mi przeszkadza, gdy ja tu epatuję ... No coś tam robię.
To agencja. Luna była jakaś taka przymilna i miałem wrażenie, że jeszcze chwila, a z słuchawki wysunie się jej dłoń i matczynym gestem zacznie mnie gładzić po głowie. Może ma te kobiecie dolegliwości i coś się jej z hormonami robi. No, ale pomijając jej humor to mam zlecenie. Chciałem na początku odmówić, bo nie jestem niańką do dzieci, a właśnie jakaś kobieta potrzebuje na kilka godzin opieki dla swoich córek.  Tylko, że w zasadzie dzieci są ok. Te mają 8 i 9 lat więc pieluch już nie noszą i karmić ich nie trzeba. Posiedzę z nimi, pogramy w jakąś grę albo obejrzymy bajki. Zapomnę o rozterce szarpiącej mi serce. Zaczynam rymować....  Onew nieco nieufnie patrzył jak się szykowałem do wyjścia, ale przekonałem go, że czuję się dobrze i nie musi się martwić. Podałem mu adres gdzie będę, bo jak stwierdził, tak czuje się pewniej w razie gdybym znów się w coś wpakował. Ja i pakowanie się w cokolwiek... Nigdy.....
             
  ***

- A jednak znaleźli dziewczynę ? - W drzwiach stała sympatyczna kobieta przed czterdziestką - Mówili, że może być tylko chłopak...
- Ja jestem chłopakiem - Tae zazgrzytał zębami - Lee TaeMin.
- Oj, ja bardzo przepraszam. Te włosy mnie zmyliły i wybacz, ale masz takie delikatne rysy twarzy. Wejdź, proszę. Ja zaraz zawołam dziewczynki. Niestety nie mam tu rodziny, a agencja opiekunek nie miała nikogo. Nagła sytuacja zmusza mnie do zostawienia dzieci samych, a one miewają szalone pomysły. Nie, nie...proszę się nie bać. One są grzeczne tylko zwariowane więc lepiej jak ktoś ma je na oku. Sooyoung!!! Taeyeon!!! Zejdźcie tu - zawołała w stronę schodów, jednocześnie zapinając żakiet. -Tu jest kartka z moim telefonem gdyby coś się działo. Dziewczynki jadły obiad, a podwieczorek jest w lodówce w niebieskich pojemnikach. Oczywiście ty też zjedz. Wystarczy podgrzać 2 minuty w mikrofali. Na stole są soki i woda oraz owoce. - kobieta mówiła szybko jakby się bała, że czegoś zapomni. - O, jesteście, to jest oppa, który z wami zostanie. Macie być grzeczne. Ja wrócę za trzy, cztery godziny. - Wyjęła portfel i wyciągnęła kilka banknotów - To połowa, a resztę zapłacę jak wrócę. To chyba wszytko. Ja lecę. - Wsunęła stopy w buty koloru wściekłego fioletu i już jej nie było.
- Muszę ściąć włosy. Zdecydowanie i to jeszcze dziś. - Tae oznajmił głośno sam sobie
-Zetnij - Jedna z dziewczynek przytaknęła
-Nie ścinaj, masz śliczne włosy jak księżniczka - dodała druga, upewniając chłopaka w swoim postanowieniu.
-Jak się nazywasz ? - ta, która popierała zmianę fryzury, zrobiła krok w stronę opiekuna.
-Lee TaeMin. Możecie do mnie mówić oppa TaeMin.
-A ja jestem Taeyeon - ucieszyła się młodsza, ta od włosów jak u księżniczki
-Cicho bądź, ja jestem starsza i chciałam pierwsza się przedstawić.
-To co, że jesteś starsza. Ja jestem szybsza.
-Wcale nie. Ja wygrałam wyścigi wczoraj na boisku.
-Ale ja szybciej mówię. I inne rzeczy też robię szybciej.
-Zamknij się!
-Sama się zamknij, bo nie wypada gdy oppa słucha.
-Obie sie zamk... uciszcie. Ty jesteś zatem Sooyoung? - zwrócił się do starszej z uśmiechem, po czym poczuł szarpnięcie za dłonie i dziewczynki pociągnęły go w stronę schodów, przekomarzając się, która pokaże mu ich pokój - Skoro macie wspólny pokój to pokażcie mi go obie. A potem może w coś zagramy albo obejrzymy....    - zamilkł, bo stanął twarzą w twarz z JongHyunem. Wielki plakat muzyka zdobił ścianę naprzeciw drzwi. Tuż obok wisiał kolejny przedstawiający cały zespół. Na ścianie po prawo wisiały kolejne plakaty i zdjęcia. Po lewo nie wisiało nic, ale chyba tylko dlatego, że tam znajdowały się okna.
-Lubisz muzykę? Ja kocham, a to mój ulubiony zespół.
-Nie twój, tylko nasz.
-No dobra, nasz. Ale ten największy plakat kupiłam za moje kieszonkowe. I te dwie płyty też, a tą dostałyśmy od mamy na gwiazdkę. - dziewczynki wyciągały kolejne płyty i photobooki. - Chcesz posłuchać? Albo jeszcze lepiej możemy pooglądać, bo mamy płytę z koncertem i videoclipami. No chodź, zobacz.
Chłopak siedział na różowej puchatej kanapie z pluszowym jednorożcem w objęciach i oglądał kolejne nagrania znienawidzonego wykonawcy. Znał ich wcześniej, ale jakoś nigdy nie był wielkim fanem. Wolał słuchać popu albo ballad. Teraz jednak musiał przyznać, że mieli niezłe kawałki. Muzyka była dobra, a słowa niezbyt komercyjne i pełne treści. Zwłaszcza te wcześniejsze, bo kilka ostatnich wydało mu się być naciągane i jakieś niedopracowane.
Nie wiedział czy to dobrze i czy powinien się cieszyć z takiego obrotu sprawy, bo w końcu nie musiał się wysilać na wynajdywanie zajęć dla dziewczynek czy też lepiej by było skakać z nimi np. w klasy. Trzy godziny minęły i niemal siłą musiał je przekonywać, by zjadły przygotowany podwieczorek. Przekonał je dopiero, gdy obiecał, że będą mogły jeść przed telewizorem co jak się okazało nie było w zwyczaju w tym domu. Odgrzewając jedzenie słuchał jak obie jego podopieczne śpiewają jedną z wolniejszych piosenek ulubionego przez nie artysty. Przyłapał się na tym, że sam podśpiewywał, chociaż nie znał za dobrze tekstu.
Sooyoung przełączała po kanałach gdy nagle podskoczyła uradowana, gdyż na  ekranie pojawiło się zdjęcie podobne jakie miała w pokoju.
"Znany i ceniony do niedawna muzyk z zespołu „FlashyLouder”. Lider i wokalista Kim JongHyun dostarcza swojej wytwórni wielu problemów w ostatnim czasie. Mimo wielu rozmów i pouczeń nie zaprzestał szokować swoim zachowaniem. Kilkakrotnie widziano go pod wpływem alkoholu. Nie pojawił się na gali rozdania nagród, ignorując fanów. Na jednym z portali społecznościowych gdzie posiada konto zamieszcza wpisy, które nie świadczą zbyt dobrze o zespole. Czy wczorajsza awantura wywołana przez muzyka będzie kroplą, która przeleje czarę? Czy wytwórnia powie "dość" i rozwiąże umowę z zespołem? Te pytania pozostają jeszcze bez odpowiedzi, ale wszytko wskazuje na to, że koniec kariery Kim JongHyun'a może być bliski. A my posłuchajmy nagrania z początków kariery...."
-Nie płacz. Ja nie wiem co robić. - Tae kucał przed młodszą z dziewczynek - No to tylko wiadomości. Plotki jakich pełno. W świecie gwiazd, muzyków i aktorów to normalne. Wymyślają plotki, żeby było głośno o takiej osobie.
-A jak to prawda? - Starsza z dziewczynek nie płakała, ale buzię miała smutną - Nasz tata nam puszczał ich piosenki. Zanim zasnął rok temu.
-Zasnął - chłopak czuł, że nie będzie to radosna wiadomość.
-Miał wypadek i zasnął. Śpi i śpi. W szpitalu śpi i pan doktor powiedział, że już się chyba nie obudzi. A my tam chodzimy i słuchamy z nim muzyki. A teraz czego będziemy słuchać, jak nie będzie nowych piosenek.
-Będą nowe. Obiecuję. Ja znam tego JongHyuna. Znam go i ja mu powiem, że ma nagrać dużo nowych piosenek. Obiecuję, że ...No obiecuję.
                                                

TaeMin:
Wdepnąłem w bagno. Jestem idiotą i kretynem. Brakuje mi epitetów na określenie samego siebie. Jak mogłem złożyć taką obietnicę? Czy ja upadłem na głowę? No pewnie, że upadłem. Cholera jasna i co ja teraz zrobię? Przecież nie mogę tego tak zostawić. Tylko z drugiej strony to co? Pójdę i powiem mu "Weź się człowieku ogarnij i postaw się do pionu, bo obiecałem dwójce dzieci, że będziesz dalej nagrywać". Miałby niezły ubaw.... Ale muszę coś zrobić. 
Tak jestem wściekły na samego siebie, że nie mogłem trafić kluczem do zamka w drzwiach. JinKi mi otworzył, bo myślał, że to jakiś włamywacz. Już miałem mu powiedzieć o tym, jakim bezmyślnym osłem się okazałem, gdy on pokazał mi kopertę leżącą na stole, informując, że kurier przyniósł ją dla mnie.

"Wiem, że to niewiele, ale mam nadzieję, że chociaż minimalnie to zrekompensuje zachowanie mego przyjaciela. Kim KiBum"

-Onew... Ten facet przysłał mi kasę i .... wejściówki na koncert. Cztery wejściówki na ICH koncert !!! - czułem, że zaraz pęknę ze śmiechu. Tylko czy ten śmiech nie jest pierwszym objawem mego szaleństwa?


  ***

Bar świecił pustkami, ale tak bywało często w środku tygodnia. Ci co mieli ochotę coś zjeść czy wypić po pracy już wyszli, a inni, dla których życie zaczynało się po zmroku jeszcze nie przyszli. Za barem stał ten sam ciemnowłosy chłopak, który polecił pracę w agencji TaeMin'owi i Onew.  Sam miał jedno zlecenie do południa, a teraz niemal relaksował się przy pucowaniu kolejnych filiżanek i kubków.
-Poproszę czarną kawę. Albo nie, Latte. - Key usiadł na wysokim stołku. - Jednak czarna
-Już podaję - Barman sięgnął po czarny kubek z białym wnętrzem.
-Albo jednak ta z mlekiem. Ciśnienie mam i tak już wysokie.
-A może coś mocniejszego?
- Może..Tylko, że ja nie piję. Hahaha, ja nie piję. Śmieszne, co nie? Jestem muzykiem, a nie piję. Ale inni piją aż za dużo. - KiBum oparł się łokciami o bar - Ty masz na imię ....?
-Choi MinHo. - ciemnowłosy chłopak uśmiechnął się. - Lat 24.
-Kim KiBum. Też 24.
-Grudzień.
-Sierpień. Więc jesteś młodszy.
-Ale rocznikowo jesteśmy równolatkami więc chyba nie ma potrzeby zwracać się oficjalnie?
-Wychowano mnie, że nawet tydzień jest ważny i starszemu należy się szacunek. Ale znaj moją szlachetność. Często tu wpadam na kawę i cię widywałem, więc możesz mówić do mnie KiBum Hyung.
-Twoja kawa... KiBum Hyung - Minho nie wiedział czy powinna go cieszyć propozycja tego dziwnego chłopaka. - Zgadzam się, chociaż chyba zbyt mało się znamy.
-To zrób sobie kawy i posiedź ze mną. Pogadamy i poznamy się lepiej.
-Ja jestem w pracy. I tu z zasady nie płacą mi za towarzystwo.
-A jeśli ja zapłacę? - Key wyciągnął dłoń i czubkiem palca dźgnął barmana w policzek, uśmiechając się. - No co Ci szkodzi. Człowiek w potrzebie chce pogadać. - Przybrał wyraz twarzy na szczeniaczka. - Go, go go..rób kawusie dla siebie.
Ponieważ nadal panowała pustka MinHo w końcu zrobił sobie ulubionej kawy i usiadł obok nowo poznanego znajomego, który chyba faktycznie potrzebował się wygadać, bo mówił jednym ciągiem przez godzinę. Nie przeszkadzało mu nawet, gdy pojawiło się kilka osób i barman musiał odejść, by podać zamówienia.
-I zarzygał kwiatka, rozumiesz? Ja mu ratuję tyłek, a on, że ma w dupie. Ja się pytam, co on ma w dupie? Czy my o jakiś fantazjach erotycznych rozmawiamy? - Key przesuwał czołem po blacie baru.
-Widzę, że ktoś wypił za dużo - Mężczyzna, który właśnie zamawiał wskazał palcem na chłopaka przy barze - Może trzeba by go odesłać do domu?
-Wypił kawę i pół litra wody mineralnej. On tak na trzeźwo - MinHo wyjaśnił, po czym położył dłoń na głowie Key'a, ograniczając mu ruchy. - Proszę do stolika, ja zaraz podam zamówienie.

-Niewdzięczny dinozaur. Jaszczur z epoki lodowcowej - Key czuł jak problemy zaczynają go przerastać. Złapał dłoń ciemnowłosego chłopaka i odciągnął by móc podnieść głowę - Wiesz co... W tym całym szaleństwie ty jesteś jakąś taką moją stałą w życiu. Zawsze tu jesteś. Ty i ta kawa. - Uśmiechnął się i jakoś spoważniał nagle - Dzięki, że dałeś mi się wygadać. Do zobaczenia.- Położył na ladzie banknoty - Reszty nie trzeba. 




2 komentarze:

  1. Dalej się dziwię, że zęby można myć aż tyle razy pod rząd... Ale skoro to udowodnione to okej... xD
    Taesia dziewuszką, posłuszną i pomocną. Samarytanin z niego/niej. Takie dobre dziecko się uchowało... Nie to co niektóre gwiazdy rocka.
    Czymże zawiniła ta biedna roślinka, stojąca sobie spokojnie w pokoju, a także nikomu niewadząca? Wręcz przeciwnie! Przecież ona tlen niezbędny do życia daje! A tu taki los ją spotkał. Oj nie ładnie, niewdzięczniku jeden, białowłosy...Nie..Ty ciemny, a to łupież...
    Dzieciaczki mnie by wkurzyły. Podziwiam TaeMin'a za cierpliwość.
    "-I zarzygał kwiatka, rozumiesz? Ja mu ratuję tyłek a on że ma w dupie. Ja się pytam co on ma w dupie? Czy my o jakiś fantazjach erotycznych rozmawiamy?" Za każdym razie to mnie dobija... Jest piękne. Zresztą jak cała Agencja. I Ty śmiesz twierdzić, że nie powinnaś i nie potrafisz pisać?! ;__: Ranisz.


    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja. Trzeba Ci pisać dalej :)

    OdpowiedzUsuń