Zlecenie Drugie
TaeMin:
-A ty tak nadal? Tae, minęły już dwa tygodnie, dajże spokój… -JinKi wszedł do pokoju i spojrzał na mnie z lekkim znudzeniem. Poderwałem się, jakby nagle w moim materacu pojawiły się niewidzialne igły, które zaczęły się wbijać w moje ciało. JinKi nie przejął się moim nagłym „zrywem” i jak gdyby nigdy nic, zaczął odsłaniać rolety z okien. Jaskrawe światło uderzyło mnie w twarz.
-Nie mogę! No nie mogę! Ten koleś tak mnie wkurzył! - Zacząłem krzyczeć. W ostatnich dniach dosyć często mi się to zdarzało, bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi. Nosiło mnie, od spotkania z tym idiotą Kim JongHyun’em. Starałem się nie przejmować, bo w końcu to tylko nadęta gwiazda rocka, ale nie potrafię… Chyba jeszcze nigdy nikomu wcześniej nie udało się mnie tak zdenerwować. Chociaż, szczerze nie wiem czy byłem zdenerwowany, nigdy się tak dziwnie nie czułem. To chyba frustracja czy coś w tym stylu.
-Tae, wiem, że ten koleś potraktował cię strasznie, ale jest od ciebie starszy. Powinieneś mieć chociaż trochę szacunku….
-NIE! Nie obchodzi mnie, czy on jest ode mnie starszy! Powiedz mi hyung, jak ja mam mieć szacunek do kogoś, kto nazwał mnie męską dziwką?!
JinKi podszedł i usiadł obok mnie obejmując ramieniem. Lekko poczochrał moje włosy. O właśnie! One też mnie ostatnio wkurzają, będę musiał iść do fryzjera. Mam dosyć tego, że wyglądam jak laska.
-TaeMin… Wiem, że on zachował się karygodnie, ale nie pozwól, by przez jakiegoś jednego wrednego kolesia twoje życie zmieniło się… O w to tutaj… - Wskazał ręką na mój stolik nocny, na którym leżały, a raczej walały się sterty chusteczek, zużyte już brudne naczynia i puste pudełka po lodach. Hahaha… kiedy jestem zły lub smutny, zachowuję się jak dziewczyna, którą rzucił facet. Właściwie, wstyd się przyznać. Dzień po tym cholernym zleceniu spędziłem w łóżku, płacząc. Nienawidzę tego, jak bardzo muszę być wrażliwy, dlaczego ja w ogóle przejąłem się tym idiotą? Chyba zabolało… to jak mnie nazwał, chociaż pracując w takim miejscu powinienem był być przygotowany, że ktoś może tak to potraktować. Przez te dwa tygodnie udało mi się zapomnieć nawet o tym incydencie i wydawało mi się, że będę odporny na takie uwagi. Wszytko diabli wzięli wczoraj wieczorem, jak zobaczyłem tego pajaca bez odrobiny kultury w telewizji. Taki bufonowaty, zapatrzony w siebie i bezczelny. Nawet z przyznanej nagrody się nie cieszył, tylko zachowywał się tak, jakby mu się to po prostu należało. No i mój układ odporności psychicznej padł.
-TaeMin…proszę. Wstań, umyj się i ogarnij.
-Po co? Powiedzieli mi, że jestem męską dziwką i wyglądam jak laska, to będę leżeć, jak męska dziwka i wyglądać, jak laska… -Stwierdziłem dramatycznie, po czym opadłem ponownie na poduszki.
-Po co? Bo mamy zlecenie i to dobrze płatne. Poza tym… teraz to ty wyglądasz co najmniej jak jakiś menel znaczy się… bezdomny, a nie dziwka. Dziwka czy męska, czy damska to musi być pociągająca, ale nie nosem tak jak ty w tej chwili. – JinKi wstał i zaczął sprzątać śmieci z mojego legowiska. Pociągnąłem nosem jeszcze raz i bardzo głośno.
-A nie jestem? -zapytałem
-Nie, nie jesteś.
Musiało minąć jakieś trzydzieści minut za czym ruszyłem mój leniwy tyłek z łóżka. Stwierdziłem, że hyung ma rację. Nie ma co użalać się nad sobą z powodu jakiegoś nadętego idioty. Trzeba wstać i zacząć żyć! Mój plan na dziś zaczynał się dość ważnym punktem, „Kupić zapas lodów”. Ale najpierw, trzeba się dowiedzieć, o jakim zleceniu gadał JinKi.
***
-Ale tobie niewiele do szczęścia potrzeba, to nie jest bal, to bankiet.- JinKi starał się przemówić młodszemu do rozsądku.
-BAL!!! To będzie bal! Idziemy na bal!
-Bankiet!
-Bal!!! Ten pierwszy bal~ romantyczny bal~
-BANKIET! – Jeszcze raz sprostował Onew i walnął lekko w tył głowy rozradowanego jak małe dziecko TaeMina. -To nie będzie miało nic wspólnego z balem, wątpię, żeby tam były jakiekolwiek tańce i na pewno nie będzie romantycznie.
-A może założymy maski?
-Założymy koszule, krawaty i marynarki. Mamy być o siedemnastej w agencji, by się przebrać, bo jak się okazało, nie posiadamy odpowiednich strojów. Na szczęście szefowa jest przygotowana na takie sytuacje.
-Może chociaż frak?
-A może chociaż weźmiesz prysznic i umyjesz zęby? - Onew otworzył okno. - Zazwyczaj o takich zleceniach powinniśmy być informowani wcześniej, ale to nagła sytuacja więc zbieraj się, bo nie mamy za wiele czasu.
Mimo obaw starszego z chłopaków, o wyznaczonej godzinie stawili się w agencji, a Tae wyglądał wręcz kwitnąco. Po pociągającej nosem, popadającej w depresję kupce nieszczęścia nie było śladu. Siedział teraz na brzegu biurka i czekał, aż jedna z dziewczyn zawiąże mu krawat, bo oczywiście sam nie potrafił. Luna przyglądała im się z boku, oceniając czy są dostatecznie eleganccy i stylowi.
-Pamiętajcie, że macie nie pić alkoholu. Jeden kieliszek szampana to limit. Starajcie się też zachowywać przyzwoicie. Żadnych wulgarnych odzywek, rzucania się na jedzenie, niestosownego zachowania. - Spojrzała na zegarek, po czym wręczyła im po czerwonej róży. - To dla dziewczyn, którym będziecie towarzyszyć. Jak mówiłam, macie zrobić dobre wrażenie. A i ważne.... - Pogroziła im palcem, marszcząc brwi. - Żadnego spoufalania się z klientkami. Nie macie udawać ich chłopaków, a jedynie znajomych. Żadnego obejmowana, uścisków czy pchania się z dziobem do całowania.
-Wszytko będzie dobrze. Zaufaj nam. TaeMin co prawda miał ostatnio gorsze dni, ale wie, na czym polega ta praca - Onew spojrzał na przyjaciela, mając nadzieję, że ten nie robi właśnie jakiś dziwnych min albo nie podskakuje z radości, klaszcząc w ręce, że idzie na "bal". Na szczęście chłopak stał wyprostowany z kamienną twarzą, jakby nic innego nie robił całe życie, jak tylko brał udział w bankietach, udając kogoś z lepszego towarzystwa. Mało tego, miał w oczach coś takiego, jakby czerwony dywan przed wejściem czekał właśnie na Niego.
Chwilę potem zadzwoniła komórka Luny i po krótkiej wymianie zdań, zamachała dłońmi dając znać, że już czas jechać.
-O mało bym zapomniała. Dziewczyny, z którymi macie się spotkać to Victoria i Krystall. Ta pierwsza jest moją przyjaciółką, więc jak nawalicie, będziecie mieli ze mną do czynienia.
Gdy byli już przy drzwiach, o mało nie zderzyli się z wchodzącymi trzema osobami. Jedną z nich była ich szefowa Tiffany, towarzyszyła jej słodka blondyneczka o różowych ustach, ubrana w spodnie rurki oraz za dużą bluzę i chłopak, na którego widok TaeMin jęknął. W pierwszej chwili myślał, że oto stanął twarzą w twarz z tym parchatym gwiazdorem od siedmiu boleści i już miał wyrazić swoją opinię, gdy zdał sobie sprawę, że chłopak jest młodszy, ma bardziej łagodne rysy twarzy, a jego włosy były ciemne i inaczej ścięte. Niesamowite jednak jak dwie różne osoby mogły mieć coś tak podobnego w rysach twarzy. Dwójki, która się pojawiła ani Onew, ani TaeMin wcześniej nie widzieli, a teraz nieco w biegu dowiedzieli się, że tamci też pracują w agencji. Chłopak o pseudonimie Yìyún, wydawał się być wesoły i przyjacielski, natomiast dziewczyna zwana Ren, była raczej nieśmiała i jedynie skinęła głową na powitanie. Na dalsze poznanie czy rozmowy nie było czasu, bo Luna demonstracyjnie wypchnęła ich za drzwi.
TaeMin:
Onew
prowadził, więc mogłem spokojnie oddać się chwili refleksji rozparty wygodnie
na siedzeniu pasażera. Nie rozumiem po co te wszystkie upomnienia jakich nam
udzielono. W końcu obaj, a ja to już na pewno, dobrze wychowani i wiemy co
wypada, a co nie. Na miejscu bez problemu odnaleźliśmy dziewczyny, które nas
wynajęły i ucieszyłem się, bo wyglądały ślicznie. Ja miałem być partnerem
Krystal. Chyba właśnie przez to upominanie byłem nieco spięty by wypaść
idealnie, że różę wręczyłem łodyżką do góry. Ale w końcu co ja jestem? Jakiś
ogrodnik albo znawca flory? Kwiat, to kwiat bez względu na to gdzie góra, a
gdzie dół. Zresztą szybko zapomniałem o tej malutkiej wpadce.... W sumie, po co
nazywać to wpadką.... Ot małe niedopatrzenie.... Też chyba przesada....
Uchybienie? Też w sumie nie. Dochodzę do wniosku, że nie ma o czym mówić w
zasadzie i zachowałem się jak należy. Hyyymmmm...No o czym to ja... A
właśnie.... Czerwony dywan, flesze aparatów, dziennikarze i zgromadzone tłumy
by nas zobaczyć. Pomachałem w stronę rozkrzyczanych ludzi i poczułem się jak
jakiś gwiazdor filmowy. Oni byli tu dla mnie... No, może nie dla mnie..W sumie
ani trochę dla mnie, ale miło sobie pomarzyć. W środku czekały nas
kolejne atrakcje. Okazało się, że cały ten bankiet jest z powodu sukcesu
jakiegoś tam filmu, którego reżyserem był nie kto inny, a ojciec Victorii, a
ona i Krystal zagrały w nim jakieś drobne role, chociaż z tego co już się
dowiedziałem żadna z nich aktorką nie była. Po przemówieniach, gratulacjach i
wręczeniu kilku nagród zaproszono nas do sali gdzie miała odbyć się wystawna
kolacja. No nareszcie coś konkretnego. W końcu od rana zjadłem zaledwie trzy
ciastka i połowę pudełka lodów. Jeść, jeść, jeść.... Nie rzucać się na
jedzenie, ale chyba ogólnie to coś zjeść nam można? Już miałem spytać o to
Onew, ale spostrzegłem dzieło sztuki zdobiące środek sali. Wielka, lodowa
rzeźba niemo wzywała mnie do siebie i kusiła swym połyskiem oraz gładkością.
Dwa delfiny splątane ze sobą w jakimś tańcu unosiły się nad równie lodową
powierzchnią wody. Czułem, że to moja jedyna szansa... jedyna....Zrobiłem kilka
kroków w stronę arcydzieła....-Tae... co robisz - Onew złapał mnie za ramię - Nie rób tego, co mi się wydaje, że chcesz zrobić.
-Ale ja nic...zupełnie nic - Czułem, że nie udało mi się ukryć błysku w oczach.
-Jeśli poliżesz, to język ci przymarznie. Nie musisz sprawdzać, zaufaj mi.
-Ale skąd wiesz? Ja zawsze chciałem zobaczyć jak... - Nie skończyłem, bo mój przyjaciel zrobił coś, co mnie zaskoczyło. Złapał moją dłoń i polizał mój palec wskazujący, po czym przyłożył do lodu i przytrzymał. Chciałem protestować przeciw takiemu szarpaniu, a tym bardziej przeciw rozsiewaniu cudzej śliny na mym ciele, ale wtedy poczułem drętwienie w palcu i chyba w ostatniej chwili udało mi się go oderwać. I tak czułem, jakby skóra z opuszka palca oderwała się i została na rzeźbie.
-Zrobiłeś mi krzywdę. - Jęknąłem.
-Uratowałem ci język, gamoniu. Chyba ta demonstracja starczy? Może zabierzemy panie do stolika i zjemy - Nie czekając aż wymyślę jakąś błyskotliwą odpowiedź, odszedł, a ja chcąc nie chcąc, podreptałem za nim. Jakiż ja jestem niezrozumiany. Dlaczego nikt nigdy nie docenia głębi mych przemyśleń i poczynań. Dlaczego nikt nie chce spojrzeć poza to co widać... O dali zupę z ostryg. Mój umysł się wyłączył.
Dlaczego posiłek trwa tak długo? Zanim zjadłem drugie danie, dawno strawiłem zupę i przystawki. Jestem głodny, a wszyscy w koło jedzą jak jakieś żółwie, prowadząc długie rozmowy między każdym kęsem. Sam z grzeczności uśmiecham się i potakuję, chociaż nie mam pojęcia o czym ci ludzie rozmawiają. Biznes akcje to nie moja działka. Za to pieczony kurczak i inne przysmaki jak najbardziej. Dyskretnie dołożyłem sobie niewielką porcję, która okazała się ćwiartką martwego drobiu i uśmiechnąłem się do Onew, który uczynił dokładnie to samo. No tak, on kocha kurczaki. No właśnie kurczaki... o mało mi ten ptak w gardle nie stanął, gdy zobaczyłem kto pojawił się na scenie. Myślałem, że się udławię i serio widziałem przerażenie w 10 parach oczu osób, które siedziały przy tym samym stoliku. Zapewne myśleli, że moja śmierć będzie jedną z atrakcji wieczoru. Musiałem ich jednak rozczarować. Kawałek mięsa wystrzelił z moich ust wprost w środek bukietu zdobiącego stolik. Ja to mam cela...Ale nie czas na przechwałki, gdy pojawia się wróg. A ten właśnie stał przy mikrofonie i czekał z tym swoim wrednym uśmieszkiem aż go zapowiedzą. ..."Niestety bez reszty zespołu, ale mam zaszczyt ..bla bla bol.... gość specjalny...bla bola bla... gwiazda rocka, niesamowity i jedyny Kim JongHyun" .
No o żesz w mordę. Toż to ten parch, ten kretyn, ten pajac bez kszty szacunku, ten jełop, nadęta purchawa, która nie wiem czy by zrobiła to cudowne "purchhhhh" gdyby ją nadepnąć. Ten padalec, zarozumiały dupek. Zaczął śpiewać, a ja w głowie do melodii dokładałem kolejne epitety pod jego adresem. Nawet jeść mi się odechciało.
***
Taemin siedział jak na szpilkach, chociaż występ się skończył i teraz wszyscy przeszli do poprzedniej sali, gdzie kelnerzy chodzili z tacami pełnymi kieliszków wina oraz szampana. Na stołach stały lekkie przekąski, a ludzie snuli się w parach lub grupami dalej rozmawiając czy żartując. Było dość drętwo i nudnawo. Obaj chłopcy wlekli się za zleceniodawczyniami jakieś dwa kroki z tyłu, by być pod ręką, gdyby któraś czegoś chciała. Zostali przedstawieni jakimś osobą, śmiali się z dowcipu, który ich nie śmieszył, ale skoro śmieszył wszystkich w koło i oni dostosowali się. Onew obserwował czy z Tae wszytko w porządku i czy nie wywinie czegoś głupiego. Zwłaszcza po niespodziewanym występie jaki mieli okazję wysłuchać wcześniej. Minuty wlokły się i wlokły, aż w końcu wskazówki zegara zaczęły zbliżać się do 23.00.
-Ja muszę iść porozmawiać z ojcem, więc możecie poczekać w barze na nas, bo za chwilę i tak będziemy wychodzić, a wy razem z nami. Pożegnamy się dopiero przed wejściem. - Victoria skinęła dłonią i oddaliła się wraz z przyjaciółką.
-No to jak chcesz, możesz wypić teraz jakiegoś drinka skoro i tak mamy wychodzić. Ja nie mogę, bo prowadzę, ale może ty się rozluźnisz.
-Może i powinienem - Tae zgodził się, chociaż nie przepadał za alkoholem. - Zwłaszcza, że można napić się za darmo.
Ruszyli w stronę baru nieświadomi, że trafią w sam środek awantury. Ktoś coś wykrzykiwał, kilka osób próbowało chyba kogoś uspokoić. Ktoś kogoś szarpał. Gdy podeszli bliżej, zobaczyli, że awanturnikiem był nie kto inny, a sławna gwiazda rocka, która najwyraźniej przesadziła z piciem i teraz nie dość, że krzyczał, to jeszcze wymachiwał zdjętą z siebie skórzaną kurtką i szarpał koszulkę jakby chciał się jej pozbyć.
-Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić !!!! Mam was w dupie!!! Słyszycie, nadęte snoby!?!?! - JongHyun popchnął jakiegoś mężczyznę - Co mi tu będziesz "cichać" Ty wiesz, kto ja jestem?!?!? Wiesz? Nic nie wiesz, ciemnoto !!! Dajcie mi wódki!!! Teeee kelner!!!
-Co on wyprawia - Onew pokręcił głową zdegustowany takim zachowaniem, po czym spojrzał za siebie - Oooo.. Wydaje mi się, że dziennikarze usłyszeli zamieszanie. Nasza gwiazda będzie na pierwszych stronach gazet. Możesz się cieszyć - Zwrócił się do TaeMina, ale ten wcale nie wyglądał na zadowolonego.
-Podstaw im nogę albo rzuć się pod nogi. Onew, ja cię proszę, zrób coś, a ja tego debila wyciągnę.
-Że co???
-Po prostu zrób to, Jinki - Tae nie czekając, rzucił się w stronę pijanego - Ja ci dam wódki! Chodź ze mną! - Złapał JongHyun'a i z całej siły szarpnął, wykorzystując chwilę nieuwagi tamtego.
Wpadli w pierwsze drzwi, jakie były. Nie było łatwo biec, gdy jedna z osób biec wcale nie chciała, a domagała się fotela i wódki. Kolejne drzwi i znaleźli się w kuchni, gdzie napotkali pytające spojrzenia pracujących tam ludzi.
-Tu nie wolno wchodzić. Tylko personel- Mężczyzna w białym fartuchu z tasakiem w dłoni zastąpił im drogę - Proszę natychmiast wyjść.
-Bardzo przepraszam, już idziemy - Tae spojrzał na narzędzie zbrodni, które zabujało mu się przed nosem - Już idziemy, tylko gdzie jest tylne wyjście?
- Wyjść, mówię po dobroci!
-Tylne wyjście - Tae upierał się.
-Wódki!!! - Rozdarł się JongHyun.
- Won - mężczyzna z tasakiem zamachnął się i ku uldze TaeMina, wskazał jakieś drzwi w głębi.
Przywitała ich noc nieco mokra i śmierdząca, gdyż tylne wyjście znajdowało się tuż obok kubłów na śmieci. W koło walały się worki pełne odpadków, a spod nóg uciekł im jakiś spłoszony kot .
-No, teraz chyba sobie poradzisz? - Tae oparł pijanego chłopaka o ścianę, nie zwracając uwagi, że właśnie w tym miejscu deszczówka spływała z dachu, był nawet przekonany, że taki prysznic dobrze mu zrobi - Może zadzwoń po kogoś, żeby cie zabrał do domu. Ja muszę wracać.
-Gdzie wracać? A wódka?
-Masz już dość. Cholera, ty ledwie stoisz. Daj mi telefon i powiedz do kogo mam zadzwonić.
-Do mamusi zadzwoń - JongHyun zaśmiał się jakoś tak radośnie. Chyba tylko dlatego, że nie kontaktował do końca co się dzieje.
TaeMin postanowił, że jak tylko znajdzie telefon, zadzwoni do najczęściej wybieranego numeru i niech inni się martwią o tego pijaczynę. Pomacał kieszenie JongHyuna, ale były puste. Za to w kieszeni kurtki znalazł tylko kluczyki do auta.
-Nie masz telefonu? Ty idioto! A znasz chociaż jakiś numer do kogoś?
-Numer...numer...numerek... -JongHyun kiwnął się i zawisł na szyi Tae. -O ja pana znam. Ty jesteś z agencji.... Taki do towarzystwa.
-Skoro mnie pamiętasz, to może pamiętasz też i numer - TaeMin starał się uwolnić z objęć.
-No jak chcesz numerek, to ja ci pokażę. - Pijany chłopak nagle jakby odzyskał siły i złapał Tae za tył włosów - Taki numerek ci pokażę, chłopcze do wynajęcia
-Puszczaj, pijana świnio !
-Ja świnia? Ja? A ty męska dziwka. No to chodź do mnie. Dam ci to, za co ci płacą. Zresztą nigdy nie robiłem tego z facetem. - Prychnął.
Odór alkoholu wbił się w płuca TaeMina, a na ustach poczuł smak potu, whiski i śliny JongHyuna, który wyrywając mu prawie włosy, całował go w sposób, który trudno byłoby nazwać delikatnym. W pierwszej chwili nie wiedział, co się dzieje i zesztywniał w szoku, jednak kiedy białowłosy wcisnął mu między wargi język, a dłonią złapał za pośladek, ogarnęła go furia. JongHyun został odepchnięty z taką siłą, że wpadł ponownie na ścianę, po czym jeden silny cios pięści jaki został wycelowany w jego szczękę, zwalił go z nóg. Wpadł między worki śmieci, czując jak z rozciętej wargi sączy się krew. To go nieco otrzeźwiło, ale jednak nie do końca.
-Kurwa, co ty szczeniaku sobie... - zawył, chcąc się podnieść, ale nie był w stanie. Przed oczami zrobiło mu się ciemno i stracił kontakt z rzeczywistością.
TaeMin nie czekał tylko ruszył wąskim przejściem w stronę widocznej kawałek dalej ulicy. Chciał znaleźć przyjaciela i jechać do domu. Czuł się jak nigdy wcześniej. Krew w nim buzowała i drżał. Deszcz padający coraz bardziej zmywał łzy, które pociekły mu z oczu. Odwrócił się za siebie, ale nie zobaczył żadnego ruchu w miejscu, gdzie stał wcześniej. Zwolnił i po kilku krokach znów spojrzał za siebie.
-Cholera! Czemu ja jestem takim idiotą. - Zawrócił prawie biegiem. - Wstawaj padalcu. Nie mogę cię tu tak zostawić. - Odpowiedziała mu cisza. - Będę tego gorzko żałował.
"Onew, proszę, przeproś dziewczyny w moim imieniu. Mam nadzieję, że wybaczą mi moje zniknięcie. Powiedz, że źle się poczułem. Wyjaśnię wszystko potem"
Wysłał wiadomość, po czym podniósł z ziemi kurtkę, a JongHyun'a przerzucił z trudem przez plecy i ruszył ponownie ku ulicy, modląc się w duszy, by nie trafić na jakiś ludzi, a tym bardziej reporterów. Miał szczęście, że przy chodniku stało kilka taksówek. A kierowca o nic nie pytał, tylko ruszył pod podany adres.
TaeMin:
Czułem
się paskudnie. Usta mnie piekły i miałem ochotę zwymiotować. Nie rozumiałem,
dlaczego jeszcze mu pomagam. Ja i ten mój cholerny humanitaryzm. Zawsze
stawiam innych przed sobą. Nawet takich bydlaków jak ten tu. O, proszę, ocknął
się śpiący królewicz. Dobrze, że jesteśmy już na miejscu i dobrze, że mam przy
sobie pieniądze, by zapłacić. Wytargałem go z samochodu i znów musiałem nieść,
bo nie był w stanie ustać na nogach. Mamrotał coś, czego nie mogłem zrozumieć,
ale w sumie i tak mnie to nie obchodzi. Byle tylko pozbyć się tego drania.
Winda, klatka schodowa i drzwi, pod którymi tak niedawno siedziałem.
Dzwonek.... Jaka ulga gdy usłyszałem kroki i drzwi się otworzyły. -O na wszystkie gwiazdy rocka i popu, co się stało? - Chłopak w bokserkach wyglądał na przerażonego. Ale w końcu widział dwóch brudnych, mokrych facetów w tym kumpla, pijanego i z rozwaloną mordą.
-Odstawiłem go do domu. I ja ...- jedyne co znalazłem w kieszeni to wizytówka agencji - Ja tam pracuję. Lee Taemin. Ten pijak wisi mi za taksówkę. Jeśli jakieś wyjaśnienia to....nie dziś, ja... chyba zwymiotuję... - Zasłoniłem usta dłonią i uciekłem do windy. Nie wiem, co robili tamci, bo ja chciałem się jak najszybciej znaleźć, jak najdalej od tego miejsca. Nie miałem już pieniędzy na powrót, więc jedyne co mogłem zrobić, to sięgnąć po telefon.
-Onew....Onew....
-Tae... co się stało? Gdzie ty jesteś?
-Onew..- Czułem jak wielka klucha zapycha mi gardło, a twarz mam mokrą ,chociaż już nie padało. - Onew...proszę....Onew... przyjedź po mnie. - Udało mi się podać adres, po czym osunąłem się pod murem budynku, czując, że nie stać mnie na nic więcej.
TaeMin, ty depresancie... Łebek do góry! Ty go podniesiesz, nie to co Key swoją wielką głowę... Niektórzy są męskimi dziwkami, a inni mają wielkie głowy. Każdy cierpi na co innego.
OdpowiedzUsuńBal, bal, bal~! NIECH ŻYJE BAAAL~!!!!
JongHyun jest głupią, niewyżytą pijaczyną, a biedny Lee padł jego ofiarą. Znaczy lubię tego pijaka. Bo on smutny jest mimo wszystko...
NIEEECH ŻYJEEE BAAAL~!!!!
Koniec.