Zlecenie Pierwsze
-Tutaj Agencja Towarzyszka „Sweet Memories Times”. W czym mogę pomóc?
-Dzień dobry, nazywam
się Kim KiBum i dzwonię w sprawie wynajęcia kogoś miłego…I cierpliwego.
-Dobrze, czy ma Pan
jakieś specjalne wymagania?
-Postawie sprawę
jasno, pewien mój przyjaciel od jakiegoś czasu, jakby to lekko ująć, jest
upier… znaczy, odgradza się od świata i ciągle zawraca mi du...to znaczy,
potrzebuję kogoś, kto z nim posiedzi, porozmawia, może wyciągnie na jakiś
spacer, czy coś. Sam chętnie bym się tym zajął, ale niestety nie mam czasu. Ja
wiem, że to może dziwna prośba, ale może znajdzie się u was ktoś, kto tego
idiotę, chciałem powiedzieć pogrążonego w depresji chłopaka, zdoła chociaż
trochę postawić do pionu.
-Tak, oczywiście rozumiem.
Zajmujemy się różnymi zleceniami. Lepiej żeby to był chłopak, czy dziewczyna?
Jakieś wymagania wiekowe, czy do wykształcenia lub zainteresowań?
-Chyba lepiej
chłopak, taka męska rozmowa, może to coś da. W wieku od osiemnastu do
dwudziestu pięciu lat… Tak sobie myślę, że byłoby najlepiej..... I musi być
cierpliwy!
-Muszę zadać jeszcze
jedno pytanie. Osoba, która potrzebuje towarzystwa, nie jest chora psychicznie
i nie bywa agresywna?
- Zazwyczaj nie bywa.
Nie będę ukrywał, że zdarza mu się nakrzyczeć na kogoś, kto mu zajdzie za
skórę, jednak nigdy nie używał przemocy. Nie, nie jest chory, po prostu
ostatnio ma trudny okres w życiu. -KiBum starał się, by jego głos brzmiał
wiarygodnie, bo ostatnie poczynania przyjaciela sprawiały, że zaczął wątpić w to,
iż z jego psychiką wszystko jest ok.
Dziewczyna siedząca za
biurkiem w jednym z boksów notowała dokładnie wszystkie otrzymane informacje.
Raczej rzadko zdarza się, by do ich agencji dzwonili mężczyźni szukający
towarzystwa dla przyjaciela. To dość nietypowe zjawisko. Często zdarzały się
sytuacje, gdy dzwonili mężczyźni, a po krótkiej rozmowie przez telefon
okazywało się, że myśleli, że to Dom Publiczny, tymczasem wcale tak nie jest.
Ich Agencja zajmuje się wynajęciem osób do towarzystwa, dosłownie. Często
dzwonią do nich starsze kobiety, które czują się samotne lub potrzebują pomocy
przy zakupach, czy też w porządkach domowych. Mężczyźni, którzy potrzebują
towarzystwa reprezentacyjnej kobiety na jakimś oficjalnym spotkaniu, czy
bankiecie. Ta przedsiębiorczość cieszy się szczególną popularnością u płci
pięknej. Zdarzało się, że młodsze kobiety nieraz potrzebują udawanych
chłopaków, narzeczonych czy kochanków, którymi mogłyby się pochwalić przed
przyjaciółkami na jakimś przyjęciu lub wzbudzić zazdrość w byłym facecie. Nigdy
jednak nie przyjmowano zleceń o charakterze erotycznym. Zawsze kiedy myślisz,
że dziwniejszego zlecenia już nie będzie, mylisz się. To niewiarygodne do
jakich nieraz sytuacji potrzebna jest komuś osoba trzecia, którą właśnie w ich
agencji można było wynająć. Dziewczyna zapisała adres na samym dole kartki po
czym przeciągnęła się leniwie. Cieszyła się, że ona okres "pracy
fizycznej" miała już za sobą, teraz po trzech latach pracy prawie w 100%
potrafiła znaleźć odpowiednią osobę pasującą do danego zlecenia, a od kiedy
została współwłaścicielką, firma osiągała najwyższy stopień zadowolenia
klientów.
-Luna skarbie,
mogłabyś tu na chwile przyjść! –Zawołała, wyciągając spod biurka dość gruby
niebieski segregator.
-Tak, Tiffy? Coś się
stało? – Niska blondynka pojawiła się tak szybko, jakby posiadała zdolność
teleportacji, po czym poszła w ślady starszej koleżanki i również pochyliła się
nad segregatorem z zaciekawioną miną. Była jedną z pracownic, która miała
również jakiś wewnętrzny zmysł pomagający w realizacji zleceń. Lekko
roztrzepana, lecz godna zaufania. Tiffany bardzo ceniła sobie jej zdanie i
rady, nawet sama nie wiedziała, kiedy zaczęła traktować ją jak młodszą siostrę.
-Nie, nic się nie
stało. Posłuchaj, mamy dość nietypowe zadanie... Jak nazywa się ten chłopak?
…Takie długie, rudawe włosy… Pracuje dla nas od niedawna. - Tiffany przeglądała
powoli laminowane strony z kartami pracowników agencji.
Luna zastanawiała się
przez chwilę, po czym na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zabrała
brunetce segregator i szybko zaczęła przerzucać karty.
-Chodzi ci o tego? Jak
mu tam....Lee TaeMin? Ten, którego przyprowadził trzy miesiące temu MinHo,
tak?- Zapytała zajęta szukaniem. – O! patrz…to on. –puknęła nienagannie
pomalowanym paznokciem w zdjęcie, po czym podetknęła pod nos Tiffy segregator,
pokazując jedną z kart profilowych.
Na zdjęciu widniał
ładny chłopak z łagodnymi rysami twarz. Można by pomyśleć, że jest on
dziewczyną. Uśmiechał się szeroko i szczerze, ukazując rząd prostych, białych
zębów. W jego ciemno granatowych oczach było coś, co automatycznie budziło
zaufanie.
-Tak, o niego mi
chodziło… Ile on ma lat?
-Dziewiętnaście,
słodki jest, prawda? Masz dla niego jakieś zlecenie? Na pewno da sobie radę!
Cieszy się powodzeniem w szczególności u starszych pań, uważają podobno, że
jest uroczy czy coś...Jest bardzo miły i szczery! Wszyscy go lubią,
chociaż pracuje tu od niedawna! I jeszcze….
-Luna, Luna! Nie
rozpędzaj się! Tak, mam dla niego zlecenie, ale co ty właściwie tak go
chwalisz? Znacie się, czy co?
-Nie, to znaczy,
rozmawiałam z nim może z trzy razy… Ale co? Nie wygląda na miłego?
-Oh Luna… Proszę.-
Tiffany podała jej kartkę, na której zapisała wszystkie informacje, które
otrzymała od Kim KiBum’a. – Myślisz, że ten Lee TaeMin się do tego nada?
Blondynka przeczytała
wszystko dwa razy i pokiwała lekko głową, nadal uśmiechając się promiennie.
-Tak, myślę, że sobie
poradzi.
-Dawno nie widziałam
Cię tak zdecydowanej i pewnej. Nigdy też jeszcze chyba nie podjęłaś tak szybko
decyzji. Zadzwonisz do niego? A tak z ciekawości, to dlaczego on ma pseudonim
LuMinnie?
-A kto to wie. - Blondynka
wzruszyła beztrosko ramionami. - Tak wpisał w arkusz przy zatrudnieniu. Jak
chcesz, jego spytaj.
TaeMin:
Znów jestem w tej
spelunie, no dobrze…W tym barze. Czasem nie rozumiem sam siebie, zamiast
siedzieć w spokojnych, bezpiecznych czterech ścianach mojego małego mieszkanka,
wolę spędzać czas w barze z dość wątpliwą reputacją. Podniosłem głowę znad
książki „Sztuka konwersacji”, którą właśnie czytałem, by spojrzeć na MinHo
krzątającego się za barem jak jakaś kura domowa. Podziwiam go, zarabia na siebie
i swoją rodzinę sam, odkąd jego ojciec ich porzucił, miał wtedy osiemnaście
lat. Chciałbym mu jakoś pomóc, ale nie potrafię, w sumie to dzięki niemu ja i
JinKi mamy teraz pracę.
-I jak wam się razem
mieszka? Dajecie radę? Podoba się robota, którą wam załatwiłem? – Pytania padły
jedno za drugim, tak jakby wiedział, o czym właśnie myślałem. Musiałem w końcu
gestem ręki mu przerwać, przekrzywiłem głowę na bok, opierając się o blat baru.
-Mieszka nam się
dobrze. Wypracowaliśmy sobie nawet system. Np. JinKi gotuje, a ja po jedzeniu
sprzątam... Czyli on odgrzewa zazwyczaj mrożonki, a ja wywalam potem talerzyki
jednorazowe do śmieci. Co do drugiej sprawy, to tak, jesteśmy ci za to bardzo
wdzięczni. Choć tak szczerze, na początku myśleliśmy, że masz nas za męskie
dziw…
-Hej! Hej! Cicho, bo
mi klientki spłoszysz.- MinHo uśmiechnął się uwodzicielsko do jakiejś
dziewczyny, która właśnie podeszła, by coś zamówić, więc nasza konwersacja
została przerwana. Zamknąłem książkę i zacząłem obserwować gości przy stolikach.
Do tego baru przychodzą chyba wszystkie marginesy społeczne z Seulu. W rogu
siedziała jakaś kobieta wyglądająca jak wróżbitka, która machała kartami do
tarota przed twarzami dwóch zapatrzonych w nią gimnazjalistek, przynajmniej o
tym świadczyły ich mundurki szkolne. Dalej siedziało dwóch panów, już chyba
nieźle wstawionych, gdyż jeden z nich rozmawiał z krzesłem, twierdząc uparcie,
że ten niewinny mebel jest mu winny jakieś duże pieniądze. Pod oknem
przycupnęła staruszka, która zawsze zamawiała jedynie słabą herbatę i spędzała
nad nią ze trzy godziny, przeglądając stare gazety. Bywała tu podobno
regularnie od ponad dwóch lat w każdy wtorek i piątek. No i jeszcze ten gość w
ciemnych okularach... Słońce czy deszcz, nigdy nie pokazywał twarzy. Na pewno
jakiś mafiozo albo kryminalista, który koktajl mleczny pija jedynie dla
zmylenia innych. Zapomniałbym o tłumie przebywających tu dziewczyn, które chcą
choć przez chwilę upajać się widokiem przystojnego (według nich) barmana. O,
dziś jest jakiś nowy, rozparł się przy stoliku jak hrabia, w jednej ręce
kieliszek wina, w drugiej telefon komórkowy, do którego krzyczy, wymachując
swoją w połowie wygoloną głową. Chyba jakiś muzyk, bo z lubością, a może z
obrzydzeniem powtarza: „Panie menadżerze nie… Później panie menadżerze… Panie
menadżerze to nie tak. Menadżerze zapewniam, że… Menadżerze, proszę zrozumieć…
Menadżerze… Menadżerze… Menadżerze… Menadżerze, to naprawdę nie mój problem…
Dobra menadżerze już to załatwiłem”. Ehhh kiedy ja tam będę?...
-Menadżerze, to nie
mój problem…-Nonszalancko powiedziałem na próbę. Kilka sekund później oberwałem
czymś w łeb. Ten wygolony bubek rzucił we mnie swoim butem, po czym powiedział:
„Nie przedrzeźniaj mnie szczeniaku i podaj mi mojego buta”. Spojrzałem na niego
zaskoczony, masując potylicę i nawet miałem zamiar go przeprosić, i spełnić
polecenie, bo miał racje, iż to ja okazałem się niewychowany, przedrzeźniając
go. Nawet wstałem, ale wtedy jednocześnie MinHo podał mi moją zamówioną kawę na
wynos i zadzwonił telefon z agencji. Kopnąłem więc buciora w stronę właściciela
z lekkim pokłonem i spiesznie opuściłem bar, odbierając telefon.
Właśnie idąc tak i
popijając kawę, dochodzę do wniosku, iż moje życie jednak jest ciężkie... Ale
wiecie co? Podoba mi się to. Sam wybrałem taką drogę, drogę samodzielności.
Mimo tego, że nie jest mi łatwo, mam tą cholerną satysfakcję, że radzę sobie
zupełnie sam. No, może z lekką pomocą JinKi'na, ale i tak jestem z siebie
dumny. Oczywiście, po tym jak nie udało mi się na przesłuchaniu do boysbandu,
mógłbym wrócić do domu i wieźć sobie wygodne, spokojne życie na łasce swoich
rodziców, lub poprosić mojego ojca o załatwienie mi jakiejś pracy w Seulu. Ale
nieee... Ja mam ambicje żeby radzić sobie w życiu samemu. Muszę być wielkim
idiotą, prawda? Jeszcze do tego prowadzę sam ze sobą jakieś wewnętrzne
monologi, które tak naprawdę do niczego nie prowadzą i komentuję swoje życie
tak, jakby ktoś miał czytać mi w myślach i obserwować gdzieś z góry rozwój
moich wszystkich poczynań. Jestem narratorem własnego życia. Aleeee ja muszę
mieć bogate wnętrze. Dobra, koniec tego! Jak tak dalej pójdzie, to albo się
poparzę kawą, albo wejdę pod jakieś auto. Koniec przemyśleń...jak na razie.
Rozejrzałem się dookoła i ze zdumieniem stwierdziłem, że jestem już na
właściwej ulicy, a przynajmniej tak głosiła ta zielona tabliczka z nazwą,
przytwierdzona do słupa. Czasem jednak widać, warto prowadzić w głowie takie
różne rozważania, czas przy tym szybciej leci i jakoś droga wydaje się krótsza.
Okej, jestem na dobrej ulicy, teraz jeszcze tylko odpowiedni blok i będę na
miejscu, sądząc po wyglądzie alejki, w którą właśnie wszedłem, musi to być
jakaś bogata dzielnica. Teoretycznie to dobrze, dobrze dla mnie. Jest szansa,
że za to zlecenie dostanę więcej pieniędzy niż zwykle. „Zlecenie”, łoł … ale to
fajnie brzmi, ja Lee TaeMin mam nowe zlecenie! Prawie jak w filmie kryminalnym
lub szpiegowskim, taki James Bond. Jestem TaeMin… Lee TaeMin. Aż zacząłem
żałować, że nie wziąłem ze sobą okularów przeciwsłonecznych. Teraz mógłbym je
założyć i bawić się w agenta! Wczułem się w akcję i prawie jak prawdziwy ninja,
chcąc się zakamuflować, mistrzowsko wskoczyłem w jakieś krzaki, by skrócić
sobie drogę. Od odpowiedniego adresu dzieliły mnie jeszcze tylko dwie klatki,
sto metrów trawnika… nie no, przesadziłem z tymi metrami. Już wiem, dlaczego
ledwo zdałem maturę z matematyki. Tak właściwie, ile to jest sto metrów? Dobra,
dobra, już dawno pogodziłem się z myślą, że architektem raczej nie zostanę.
Pamiętam jak w liceum, pod koniec drugiej klasy nauczyciel od techniki zadał
nam pracę na lekcji, a mianowicie mieliśmy wykonać rysunek techniczny naszych
mieszkań lub domów. Wszystko szło świetnie! Wykonałem zadanie i dumny z siebie
oddałem wykonany projekt. Według mnie był idealnym odwzorowaniem mojego
rodzinnego domu, ale chyba tylko ja tak uważałem, gdyż kilka dni później Pan od
techniki zakłócił spokój mojego domowego ognista. Moi rodzice byli przekonani,
iż zrobiłem coś złego, a nauczyciel przyszedł ich o tym powiadomić, mylili się.
W rzeczywistości chciał tylko przekonać się, jak naprawdę wygląda nasz dom i
czy rzeczywiście, jak to określił "wygląda jak to połączenie małpiego gaju
z bunkrami wojennymi", które podobno zostało przedstawione na moim rysunku.
Ale wróć… Znów
wybiegam myślami gdzieś daleko, a tymczasem już wchodzę na klatkę schodową. Nie
używałem domofonu, bo drzwi były otwarte, co mnie nie zdziwiło, prawie wszędzie
tak robią w upały. To się nazywa dopływ świeżego powietrza. Myśląc o upałach,
uświadomiłem sobie, że jest środek wakacji, kiedyś pewnie cieszyłbym się z
tego, natomiast teraz przeklinałem w duchu to cholerne słońce, przez które na
pewno dostanę jakiegoś udaru. Wszedłem do windy, alleluja! Chłodno! Nie
spieszyłem się zbytnio z naciśnięciem na odpowiedni guzki. Spojrzałem w lustro
na jednej z ścian. Reprezentowałem się dość „uroczo”. Długie, potargane włosy i
zaczerwienione od gorąca policzki nadawały mi niemal wyglądu ślicznej,
nieśmiałej dziewczyny. Jedynie moja czarna koszulka, która w miejscu klatki
piersiowej zbyt dokładnie przylegała do mojego ciała, pokazywała światu, że
jednak jestem facetem. I to jakim facetem.
***
-Kim JongHyun? -
Spytał TaeMin, gdy tylko drzwi się otworzyły.
-A o co chodzi? -
Chłopak stojący na progu patrzył pochmurno spod białej grzywki.
-Jestem LuMinnie z
agencji SMT. Zostałem wynajęty do towarzyszenia. Mam poświęcić dwie do trzech
godzin w razie potrzeby Kim JongHyun'owi. - Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Że kim jesteś? Z
agencji towarzyskiej? Do mnie - teraz białowłosy chłopak sapnął jak rozjuszony
byk. - To jakaś ukryta kamera? Żarty jakieś? Gdzie kamery? - Wypadł na
korytarz, popychając przybyłego na ścianę. - Niech ja się dowiem, który to
wpadł na ten pomysł! - Wrzasnął, przypierając Tae do ściany. - Mów mi zaraz, o
co chodzi.
-Jak mówiłem, jestem z
Agencji Towarzyskiej „Sweet
Memories Times”. - Sięgnął do
kieszeni po kartkę gdzie sobie wszytko zapisał. - Dzwonił do nas ... - Taaa,
tego sobie nie zapisał - Jakiś BumBum, BimBam, BumKim....
-KiBum? Kim KiBum?
Skurwiel! Zabiję drania! A ty spadaj szczeniaku.
- Ale ja dostałem
zlecenie. Było zlecenie, jestem pod podanym adresem, więc należy mi się
zapłata. Usługa nie jest anulowana z mojej winy. - Rudowłosy nieco się
zdenerwował zaistniałą sytuacją.- Zapłać, to sobie pójdę.
-Nic nie będę płacił.
A jak zaraz nie znikniesz, to jeszcze możesz oberwać. Nie potrzeba mi tu żadnej
dziwki... Ani damskiej, ani męskiej - Wrócił do mieszkania i zatrzasnął drzwi.
Był wściekły i najchętniej, by coś rozwalił. Gdy dzwonił do KiBuma, ten go
spławił, tłumacząc się pracą, a teraz jeszcze przysyła mu jakiegoś napalonego
małolata. - Cholera.
TaeMin stał chwilę
wstrząśnięty tym, co usłyszał. Czy to było skierowane do niego? Czy to jego
właśnie nazwano "męską dziwką"?
-Przeproś i zapłać -
Pięści uderzały o drzwi - Przeprooooooś!!!! Zapłaaaać!!!! Słyszysz? Wiem, że
tam jesteś, więc zapłać!!!! - Teraz w drzwi trafił but. - Otwieraj i zapłać
mi!!!! Przeproś...Przeproś.... Przeproś draniu!!!!!
***
-No hej, stary. Już jestem
i na dodatek znalazłem to coś na wycieraczce. - Do mieszkania wszedł młody
chłopak z szopą szaro-białych włosów przetykanych kolorowymi pasemkami, a za
nim niczym złodziej wsunął się Tae. - Mówił, że ma do ciebie sprawę.
-Czy musisz wpuszczać
wszytko, co znajdziesz przed drzwiami? Wczoraj na wycieraczce chodził pająk,
więc go zdeptałem - JongHyun prychnął, nawet nie podnosząc się z kanapy. Upił
tylko łyk piwa z trzymanej w dłoni butelki.
-Zapłać i przeproś!!!!
Przeproś, słyszysz!!!!!!
-Dwie godziny minęły,
a ten szczeniak nadal swoje. - Chciał znów się napić, ale chłopak z agencji był
szybszy i wyrwał mu butelkę z ręki.
-Zapłacisz mi za mój
czas i przeprosisz za to, jak mnie nazwałeś. Nie obchodzi mnie, kim jesteś, ale
tak nie można się zachowywać. Przeproś. Przeproś.Przeproś.
-Zaczynasz się robić
nudny, dzieciaku. Nie mam zamiaru ani płacić, ani tym bardziej przepraszać.
-Jestem G- Dragon -
Chłopak, który wpuścił TaeMina do mieszkania, podszedł bliżej. - Czy ja mogę
wiedzieć, o co chodzi? Za co chcesz zapłaty i przeprosin?
-Jestem Tae... Znaczy
jestem LuMinnie i zostałem wynajęty do spędzenia z tym tu ..-Wskazał na kanapę.
- Spędzenia czasu. Dzwonił do naszej agencji pan Kim KiBum czy BumBum - Był
zdenerwowany i zaczynał czuć się w pewien sposób bezsilny. - Należy mi się
zapłata za zlecenie. A przeprosiny za...
-Nie będę przepraszać
dziwki!!!
-Nie jestem dziwką!!!
-Jesteś.
-Nie jestem, przeproś!
-Zamknijcie się obaj,
bo oszaleję !!! Ja ci zapłacę, a z KiBum’em potem się rozliczę. A ty Jjong go
przeproś i będzie spokój.
-Nie będę przepraszał
zboczeńca.
-Za zboczeńca też
przeproś. Słyszysz!!!! - Tae wcisnął do kieszeni pieniądze, które podał mu
G-Dragon, ale nie zamierzał wychodzić. - P R Z E P R O Ś !!!!
-Przeproś go, bo
inaczej zamieszka tu. Niech sobie idzie, bo ja mam z Tobą do pogadania i to bez
świadków.
TaeMin:
Co to miało być? Jak
żyję, nie spotkałem kogoś tak ordynarnego i niewychowanego. Nie powinienem tak
szybko odpuszczać. To warkliwe "przepraszam" wcale nie było szczere i
widziałem w jego oczach, że nadal mnie uważa za takiego, jak mnie nazwał. Już
ja bym mu pokazał, jak należy się zachowywać. Ma szczęście, że ja szanuję
starszych. Tylko czy jemu należał się szacunek? Ręce mnie bolą od walenia w
drzwi i gardło chyba sobie zdarłem. Co za drań. Ja tego tak nie zostawię.
Zgłoszę skargę i będzie musiał mnie przeprosić. O tak, najlepiej jeśli zrobi to
oficjalnie przy świadkach. Hmmm, a może jeszcze lepiej w formie pisemnej? Taki
list wyrażający skruchę i potępienie własnego zachowania. Niech no tylko
wszytko opowiem w agencji, na pewno mi pomogą walczyć o moją godność.
Domyślałem się, że w tej pracy można trafić na wariatów, ale to jest ponad moje
siły.
Już jestem prawie w
domu, jeszcze tylko dwie przecznice i będę mógł odetchnąć. W sumie powinienem
być z siebie dumny, inny na moim miejscu odszedłby bez słowa, a ja, jak ten
lew, walczyłem do końca. Do ostatniej kropli krwi zdzierając pazury na
bezdusznym, zimnokrwistym padalcu bez grama honoru. Jestem jak ten gladiator
samotnie pozostawiony na arenie, który gołymi dłońmi sprowadza do parteru
najgroźniejszych przeciwników. Tak... Jestem dobry. Znów się zamyśliłem, że o
mało co nie minąłem budynku gdzie mieszkam. Moje małe mieszkanko, ciepłe i
przytulne. Pełne znajomych przedmiotów i porozwalanych ubrań, których ani ja,
ani Jinki nie mamy czasu sprzątać. Padłem na fotel, chcąc zapomnieć o
popołudniu, ale coś nie dawało mi spokoju. Ci dwaj popaprańcy... Co to za
jedni. Dlaczego jakieś niejasne majaki błądzą w mojej głowie. Laptop... Tak, to
może mi pomóc. W końcu po coś płacę za dostęp do internetu. Chociaż jak na razie
zamiast wiadomości, szukałem częściej darmowej muzyki i filmów.
"JongHyun"... O, coś jest. A więc to muzyk? Mogłem się domyślić, że
to jakiś rozpieszczony gwiazdorzyna. Już ja sobie poczytam o tym padalcu i
znajdę coś, co pomoże mi przekonać go, by traktował innych z szacunkiem.
-Jestem
pogromcą! Jestem super bohaterem! Jestem Lee TaeMin nieustraszony !!!!
Kim JongHyun...
Możesz zacząć się bać.
Paczaj, moja osoba pierwsza komentuje!!! Przynajmniej tu... A to dlatego, że inni ludzi głupi i nie wiedzą co dobre. Powinni to czytać, a nie =3= Wolą sobie jakieś tam oglądać Jackpoty...xD A co do opowiadania....
OdpowiedzUsuńChcę 6 rozdział. Co z tego, że piszę przy 1?
Dobra, już przechodzę do rzeczy:
JongHyun, jesteś cham. (kierowane do tego tam wyżej i do mnie od razy chyba. znów obrażam samą siebie ^^) A Taeś chciał dobrze, nawet wczuł się w Jamesa Bonda (kimkolwiek ten człowiek jest). A ten palant co? Dinuś głupi. Ale zrozumiałe zachowanie takiego idioty, czytajta dalej to się przekonacie.
Te losy zadufajnej gwiazdki rocka i męskiej dziwery są naprawdę wspaniałe. Szkoda, że tak mało tu ludu. T__T
Hwaiting!
Idę Ci pisać pod każdym rozdziałem... xD
Chyba się popłacze xD Ale sówki masz fakt słodkie xD
UsuńGD oaza spokoju no no no ;)
OdpowiedzUsuńMoje pierwsze wrażenie strasznie mi się spodobało :) idę czytać dalej ^^
OdpowiedzUsuń