Zlecenie Ósme
Key od jakiegoś czasu
krzątał się po mieszkaniu, starając się zaprowadzić w nim jako taki porządek.
Niestety nie pomagali mu w tym ani G-Dragon, który wpadł tylko na chwilę jakieś
cztery godziny temu i teraz spał smacznie na materacu wciśniętym między kanapę,
a ścianę, ani JongHyun siedzący przed laptopem i ignorujący wszystko i
wszystkich. Włożył słuchawki w uszy, by muzyka zagłuszała wszelkie prośby czy
pretensje płynące w jego stronę. Oglądał zdjęcia z koncertu, który dali trzy
dni temu. Koncertu, za który nie dostali ani gorsza, a jeszcze wyszło na to, że
dopłacili sporo, bo wzięli udział w jakiejś idiotycznej licytacji. No owszem,
KiBum mógł płacić skoro tak bardzo chciał mieć na własność tego chłoptasia z
baru, ale czemu nikt nie chciał zrozumieć, iż on, Jjong, nie miał najmniejszej
ochoty na towarzystwo tego szczeniaka, który od jakiegoś czasu pojawiał się w
jego życiu. Dla świętego spokoju wpłacił pieniądze, zaznaczając, że nie chce, a
nawet wręcz domaga się, by nie musiał spędzać z nikim czasu. Przecież normalnie
go nie znosił, a tym bardziej nie miał zamiaru słuchać, że „Zapłaciłeś, żeby ze
mną pobyć, Hyung. Nie odejdę, bo przecież sam chciałeś. Zapłaciłeś” I
oczywiście wszystko mówione, ze słodkim uśmiechem, osłodzonym wzrokiem zbitego
szczeniaczka.
-Czy ty w końcu ruszysz się i wywalisz tego badyla? – Key machając ścierką,
wyrwał koledze słuchawki z uszu – Tyle razy potraktowałeś go jak toaletę,
wymiotując, że nic z niego nie będzie. A taka to była śliczna roślinka. Takie
miała delikatne, małe listki – Chłopak rozczulił się – Kwitła zawsze na jesień
….a teraz….a teraz to tylko suchy badyl i do tego jeszcze śmierdzi.
-Jak Ci śmierdzi, to sobie go wywal. Mnie nie przeszkadza – Jjong prychnął i
chciał znów wetknąć słuchawki w uszy, ale KiBum był szybszy i zabrał mu je
- Ty rzyg..znaczy wymiotujesz, ty sprzątasz!!! Jeśli nie zrobisz porządku, to
ci to zielsko do łóżka zaniosę!
-Ty wiesz jaki jesteś marudny? Zdajesz sobie sprawę? – muzyk wstał i spojrzał
nieco wyzywająco na kolegę – Mam sprzątnąć? Tak bardzo tego chcesz? No, to
proszę bardzo, już to robię. – W kilku krokach dopadł do sporych rozmiarów
donicy i podniósł ją bez trudu, chociaż ważyła sporo. Niestety nie miał zamiaru
ot tak po prostu wynieść jej na śmietnik. Był zły, że zawracano mu głowę, był
zły, że zapłacił za towarzystwo gówniarza, którego nie cierpiał, był zły, bo
menager nie załatwił sprawy nowej płyty, tak jak miał to zrobić. Teraz spojrzał
w stronę okna – No to posprzątane!!! – Krzyknął, po czym silnym rozmachem
wyrzucił donicę wraz z rośliną za otwarty na oścież balkon. – Zadowolony?
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!- KiBum rzucił się ku barierce balkonu z
przerażeniem w oczach. Czuł, że serce wali mu tak, jak kiedyś gdy wypił siedem
kaw w ciągu kilku godzin. Cała scena działa się dla niego niemal jak w
zwolnionym tempie. Widział postać idącą chodnikiem pod blokiem i wielką donicę
lecącą w dół. Coś krzyczał, chcąc ostrzec nieszczęśnika. Ku jemu wielkiej uldze
od tragedii uratował ich mniej więcej metr. Metr odległości.
TaeMin:
Jak dziś
się obudziłem to miałem takie jakieś dziwne przeświadczenie, że ten dzień
będzie wyjątkowy. Niby nic na to nie wskazywało, ale czułem to, no dobra, ja
często mam takie przeczucia i zazwyczaj okazuje się, że …no że na tych
przeczuciach się kończy. Dlatego postanowiłem, że jeśli umysł zechce mnie
oszukać to sam postaram się jakoś uatrakcyjnić ten dzionek. Zamiast czekać do
wieczora od razu zabrałem się do pracy, a pierwszym co mi przyszło do głowy, to
zrobienie śniadania mojemu przyjacielowi. JinKi zawsze bawił się w kucharza,
ale dziś ja chciałem go zaskoczyć jakimś kulinarnym dziełem sztuki. I nie
rozumiem czemu jakoś dziwnie patrzył na zastawiony stolik. Ryż tylko trochę mi
się rozgotował, a grzanki po zeskrobaniu tego czarnego dało się zjeść.
Posłodzone kimchi nie smakowało najlepiej, ale czy to moja wina, że cukier i sól
wyglądały podobnie? Powinien docenić moje starania, ale nie… ledwie skubnął co
nieco i stwierdził, że musi się spieszyć, bo ma pracę. Nie to nie, więcej nie
będę poświęcał poranków na gotowanie, skoro nikt tego nie docenia.
Postanowiłem, że sam zjem kanapeczkę w zaprzyjaźnionym barze u MinHo, bo on
jednak robił lepszą kawę niż ja. Hmmm nie wiem czemu jak zalewa się kawę wodą
jest dobrze, a jak się wsypuje kawę do wody to już nie bardzo. No, ale ja
baristą nie jestem, nie muszę wiedzieć wszystkiego. I tak mam tyle w głowie i
na głowie, że sam się sobie dziwię. Kawusia oczywiście była smaczna,
odpowiednio słodka i bez żadnych pływających w niej cosiów. Kanapki też
dostałem smaczne i jeszcze miseczkę ryżu z mięskiem i warzywami. Załapałem się
też na zupę oraz wspaniałe ciasto na deser. Co prawda MinHo dziwił się, gdzie
mi to wszystko się mieści, ale przecież ja normalnie jem. Jak każdy zdrowy
chłopak. Chociaż jak tak się zastanawiam, to moja mama zawsze powtarzała, że
mam chyba kilka żołądków. Ech życie bywa dziwne. Zabrałem sobie jeszcze z baru
paczkę chrupek na drogę i ruszyłem do domu mojego dzisiejszego zleceniodawcy.
Zostałem wylicytowany i opłacony więc całym sercem miałem zamiar wywiązać się z
zobowiązania. No oczywiście, że wiedziałem, iż nie byłem miłym gościem dla tego
głupka… No tak, miałem go nie obrażać, ale tak w sobie czasami chyba mogę?
Mogę? Mogę… Jak to fajnie, że sam sobie na to pozwalam, jestem wyrozumiały.
Wyrozumiały i nieco dziwny, ale chyba lepsze to niż na przykład alkoholizm,
narkotyki albo zbieranie …. Kostki brukowej. Heh, to dopiero byłoby dziwactwo.
Tak sobie szedłem, jadłem chrupki i rozmyślałem gdy nagle…. (tu powinna pojawić
się dramatyczna melodia stopniująca napięcie) Dum dum dum dum…. Krzyk z
góry, niby ryk zranionego jelenia rozległ się po okolicy i jednocześnie coś
rąbnęło o ziemię bardzo bliziutko mnie. Nie była to niestety żadna spadająca
gwiazda, chcąca spełnić moje życzenie. Wielka skorupa z hukiem pier… znaczy się
, upadła na ziemię, rozbijając się. Kawałkiem oberwałem w piszczel i to mnie
nie ucieszyło. Jednak zaraz potem pomyślałem, że dobrze, iż nie oberwałem tym w
głowę, a to mnie dla odmiany ucieszyło. Czy to miało być „to coś” to do czego
miałem przeczucie? Jeśli tak następnym razem zostaję w domu, bo nie mam gwarancji,
że znów będę miał tyle szczęścia. Stałem tak sobie i rozmyślałem patrząc na
suchy badyl wystający z kupki ziemi i roztrzaskanej donicy, gdy coś dopadło do
mnie i wzięło w ramiona. Uuuuuu, poczułem się dziwnie zniewolony.
- Nic Ci nie jest? No
proszę, odezwij się. –KiBum, który chyba nigdy tak szybko nie pokonał sześciu
pięter, tulił TaeMin'a – Możesz oddychać? Potrzebujesz pomocy?
-Ja .. mnie nic nie jest – zaskoczony chłopak, w końcu zdołał się odezwać
wyrwany ze swoich rozmyślań. Wskazał dłonią na trawnik – Zobacz…kwiatek sobie
spadł.
-Nie spadł, tylko ten kretyn go wywalił. Nieomal Cię zabił, idiota. – Powiódł
wzrokiem w dół – O na wszystkie kawy świata!!! Jesteś ranny!!! – Zbladł i
zasłonił dłonią usta – Jednak cię ranił!!
-Kto mnie ranił? Przecież nic mi nie jest. – Tae wzruszył ramionami, po czym
spojrzał na swoje nogi, bo tam wpatrywał się muzyk – Krew…. – przełknął ślinę,
widząc, że spodnie mają dziurę, a materiał jest czerwony. – Nie wiem czy to
odpowiedni moment, ale chciałbym powiedzieć, że nieco mi słabo. Nie to, że
jakoś bardzo, no ale jednak…. – Uśmiechał się niepewnie, czując, że świat staje
się szary. Jego podświadomość podsyłała mu obrazy niemal z horrorów i był
przekonany, że gdy zdejmie spodnie, ujrzy roztrzaskaną nogę i być może wystające
kości. – Chciałbym usiąść.
-Oczywiście, dasz radę iść? Pojedziemy do nas. Musimy to obejrzeć. A może od
razu trzeba do szpitala?
- Obejrzeć, obejrzeć. Szpital nie. Nie… - Ranny chłopak mimo strasznych wizji
rany miał jeszcze gorsze związane ze szpitalem. Nie lubił ich i jeśli nie
musiał, wolał ich unikać.
Obaj powoli dotarli do klatki schodowej, ciesząc się, że winda stała na dole i
nie musieli czekać. KiBum podtrzymywał TaeMin'a, czując się w pewien sposób
winny. Gdy dotarli do mieszkania muzyków, ranny chłopak był już bardzo blady,
co prawda nie tyle z utraty krwi co z paniki. Efekt tego jednak był taki, że
nawet główny winowajca przejął się sytuacją i zamiast krzyczeć, wstał z kanapy,
robiąc miejsce dla TaeMin'a. To on też zachował zimną krew i szybkimi lecz
pewnymi poleceniami opanował sytuację. Najpierw kazał KiBum'owi by pomógł
poszkodowanemu zdjąć spodnie, a potem wysłał Dragona po apteczkę. Co dziwne
apteczka w tym domu zawsze była uzupełniana więc teraz znajdowały się w niej i
środki opatrunkowe, leki przeciwbólowe i dezynfekujące. Rana nie była duża, ale
na tyle głęboka, że nie wystarczył jeden plasterek. Kilka minut trwało zanim
skaleczenie zostało przemyte oraz porządnie opatrzone gazą i bandażem.
Dłużej trwała dyskusja, kto pożyczy Tae spodnie, bo w swoich raczej nie mógł
chodzić, nie dość, że dziurawe to jeszcze całe brudne od krwi i ziemi.
Ostatecznie okazało się, ku rozpaczy Jjonga, że to właśnie jego spodnie jako
jedyne pasują rozmiarowo i chociaż wybrał takie, których nie lubił i nie nosił
to irytacja zaczynała znów wypełniać jego głowę. Już zaczął się zastanawiać
jaką uszczypliwość mógłby powiedzieć temu zdychalcowi na kanapie, gdy ktoś
zadzwonił do drzwi. By odreagować, JongHyun poszedł otworzyć. Zmarszczył brwi,
widząc nieznajomego chłopaka w dziwnych okularach i jeszcze dziwniejszym
towarzyszem, który stał nieco z tyłu ze znudzonym, a nawet lekko pogardliwym
wyrazem twarzy. Ten bliżej rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.
- Witam Pana, jestem Lu Han dla znajomych LuHan –w tej chwili z głębi
mieszkania rozległo się głośne jęknięcie i uderzenie jakby zwłoki pady na
kanapę – Jestem tu, by pana życie stało się piękniejsze. Jestem tu po to, by
służyć Panu radą, pomocą oraz jedynym, niepowtarzalnym, w pełni ekologicznym,
nietestowanym na zwierzętach, hiper alergicznym balsamem do ciał. – Chłopak
mówił jednym ciągiem tak, że nie można było mu przerwać. – Używając go,
pozbędzie się pan wszelkich zmarszczek, przebarwień, wyprysków oraz innych
uszczerbków urody. Pana skóra stanie się mięciutka, gładka i idealna niczym
pupcia niemowlaczka. Mój nowy asystent potwierdzi każde moje słowo – Tu Lu Han
wskazał dłonią na drugiego chłopaka, który wciągnął powietrze przez lekko
rozchylone usta, jakby miał problem z zatokami. – Kris… Proszę Cię, potwierdź.
-Ale to nie w moim stylu
-Nie mówimy o Twoim stylu, a o balsamie .Potwierdzaj! – Mimo uśmiechu głos
sprzedającego nieco przybrał na sile, po czym znów stał się słodki – Krisuś,
potwierdź grzecznie, to jak zarobimy coś kupisz sobie jakąś alpakę albo
śmieszne gatki. Nooooo
-Ja nie noszę śmiesznych gatek… Ale niech będzie. Potwierdzam.
-Że co? – JongHyun w końcu otrząsnął się z szoku – Jakie gacie?
-Jeśli pan tylko chce, mogę zaoferować też i bieliznę. Albo mamy cudowny szary
papier toaletowy. Nie jest on zbyt mocny, ale Panie…. Co za zapach!!!!! Łąka
pełna kwiatów się chowa! To co pan sobie życzy?
-Ja nic – Do widzeni..- Chciał zatrzasnąć drzwi przed intruzami
-Pan kupi, pan pragnie – połowa LuHana znajdował się w mieszkaniu,
uniemożliwiając zamknięcie drzwi- Dziś taki piękny dzień. Smutno by było, gdyby
pan nie nabył balsamiku, który usuwa…..
-A usunie osoby, które mnie irytują? – muzyk warknął, chociaż w jakiś dziwny
sposób czuł się rozbawiony. Co gorsza nie wiedział co z tym rozbawieniem
zrobić. Spojrzał przez ramię na siedzącego na kanapie Key’a i nagle coś go
tknęło - W zasadzie ja się spieszę, ale….
-Aaaaale???? – LuHan łapiąc swojego towarzysza za ramię, płynnym ruchem
wślizgnął się do mieszkania cały – Słyszysz Krisiaczku. Pan ma dla nas jakieś
„ale” …
-Tak, owszem. Ponieważ ja i mój przyjaciel TaeMin bardzo się spieszymy i
właściwie powinniśmy już wychodzić – Jjong złapał za rękę chłopaka, którego
jeszcze chwile temu chciał wyrzucić z domu – Myślę jednak, że Kim KiBum chętnie
z Panem……
-Lu Han… LuHan
-Tak wiem, pamiętam, LuHan. Tak więc pogadajcie sobie. Pohandlujcie balsamami,
papierami… Key ten balsam to ci się przyda!!!
-Kim JongHyun!!!! Ty nie zrobisz mi tego ?!?!
-Ależ już robię. – Lider złapał swoją kurtkę i razem z najmłodszym chłopakiem
opuścił mieszkanie.
-Pan pragnie !!!! Pan chce!!!! – Dobiegło ich uszu, gdy wsiadali do windy. A
Tae był zdziwiony nie tyle sytuacją co tym, że na ustach tego wrednego muzyka
zaigrało coś na kształt uśmiechu. Jak dziecko, które cieszy się z udanej psoty.
Szli chwilę koło siebie, nie rozmawiając, muzyk nawet nie przyspieszał,
pozwalając tym samym, by TaeMin nadążał, chociaż nieco kulał. Dopiero przy
stojącym na nieco oddalonym parkingu zatrzymali się przed grafitowym samochodem
marki Peugeot.
-Czy ty masz zamiar się wlec za mną? – Jjong otworzył drzwiczki od strony
kierowcy i spojrzał na drugiego chłopaka.
-Ale to Ty, Hyung, powiedziałeś, że jesteśmy zajęci i że musimy iść. Zresztą
zapłaciłeś za moje towarzystwo.
-Zapłaciłem, ale powiedziałem, że rezygnuję z usługi. Więc bądź tak miły i
zostaw mnie.
-To niehonorowo. Jak ja mógłbym spojrzeć potem w lustro, wiedząc, że nie
dotrzymałem umowy o pracę. To nie wchodzi w rachubę. Zresztą mój współlokator
wie, że mnie nie będzie cały dzień i też ma plany, wobec czego nie przygotuje
żadnego posiłku. Jak wrócę do domu, będę głodował do jutra.
-Że przepraszam co? To niby nie możesz sobie czegoś kupić? Ej ty draniu… Ty
myślisz, że mam zamiar zabierać cię na posiłek? – Jego przemowę przerwało
trzaśnięcie drzwi, gdy Tae usadowił się wygodnie na miejscu pasażera.
- Więc tak…
-Nie zaczyna się zdania od „więc” – kierowca zrezygnowany również wsiadł do
auta i zapiął pasy.
-Nie??? Więc nie będę zaczynać od więc, znaczy bez więc … Kupić sobie mogę, ale
nie lubię jadać sam, a po drugie…
-Masz jeszcze jakieś „po drugie”?
- Mam nawet i dalej, ale po drugie przez ciebie, Hyung, jestem ranny i jakaś
rekompensata mi się należy. Po trzecie mam na sobie Twoje spodnie.
-A co spodnie mają do tego?
- Nie wiem, ale potrzebowałem więcej argumentów. A tak poza tym czy nie miałeś
innego samochodu? Znaczy innego koloru? Jak ostatnio widziałem, to był taki
no..taki….
-Szmaragd metalik. A teraz jest taki. Lubię zmiany. Monotonia mnie dobija.
-A nigdy nie szukałeś auta? No wiesz, wychodzisz z domu, zapominając, że twoje
do wczoraj czarne auto jest czerwone i chodzisz po parkingu jak idiota.
-Ja nigdy nie chodzę jak idiota. I jak do tej pory nigdy nie zapomniałem jaki
kolor ma mój samochód. Chociaż KiBum nie raz nie wiedział, które to moje, jak
chciał pożyczyć – JongHyun zaśmiał się na wspomnienie wędrującego kolegi między
autami pod wytwórnią. Zaraz jednak spoważniał – Posłuchaj mnie, jesteś
irytującym dzieciakiem i najchętniej wywaliłbym cię do rowu ,ale nie jestem aż
takim gnojkiem za jakich mnie wielu ma. Fakt, że rozwaliłem ci nogę i to, że
nie chcę mi się wracać do domu, gdzie panoszy się marudząca diva … No w
zasadzie nie mam nic do roboty, więc możemy gdzieś pojechać. Uprzedzam jednak,
nie denerwuj mnie, nie mów za dużo, nie zadawaj pytań i trzymaj się w pewnej
odległości.
-Dlaczego mam nie zadawać pytań?
-Właśnie je zadajesz, a masz tego nie robić!
-Ale ja tylko pytam żeby…
-To nie pytaj!
-No to nie będę pytał. Ale czemu?
-Nadal pytasz.
-Nie, wcale nie. Ja tylko..
-Zamknij się, bo nie dostaniesz jeść!
- Dlacz… - zasłonił usta dłonią – Hyyy gdybym mógł, to bym się spytał gdzie
jedziemy, ale skoro nie mogę spytać to…
- Co z Tobą jest nie tak? Jedziemy gdzieś przed siebie. Muszę pomyśleć, więc
pooglądaj sobie krajobrazy.
Radio nadawało jakieś najnowsze przeboje, a oni. każdy pogrążony w swoich
myślach, zapomnieli o tym, że między nimi nie na dobrych stosunków. Oboje
zastanawiali się nad sytuacją w jakiej się znaleźli, a która wydawała się być
irracjonalna. Tae zmienił pozycję i jęknął, bo uderzył się w zranioną nogę,
muzyk spojrzał na niego niemal z troską. Mimo wszystko czuł się nieco winny,
chociaż większą winą obarczał KiBuma. Gdyby nie czepiał się tego cholernego
badyla i dał mu w spokoju popracować, nie byłoby całej tej afery. Jechali
jeszcze ok 30 minut, gdy zatrzymali się na prawie pustym parkingu otoczonym
krzewami i drzewami. Na wprost samochodu widać było kamienną ścieżkę wijącą się
wśród zieleni. Wszystko pięło się łagodnie pod górę.
-Jeśli dasz radę chodzić, to możemy tu coś zjeść. Na tym wzniesieniu jest
knajpka, gdzie dają dobre i duże posiłki. – Jjong chyba pierwszy raz odezwał
się spokojnym tonem. Podczas jazdy przemyślał kilka spraw i doszedł do wniosku,
że chyba nie musi aż tak wyżywać się na tym dzieciaku. Nie musiał, chociaż chęć
by mu zrobić krzywdę, pojawiała się podświadomie i dręczyła umysł. Dawno
przestał być miły dla innych. Zawiódł się na tylu osobach, że miał po prostu
dość. Nie dopuszczał do siebie nikogo.
-Tu są drzewa.
- Drzewa? No są drzewa, tylko nie bardzo rozumiem tok twojego rozumowania
- Ja czasami też nie…. Znaczy drzewa….. Ty nie chcesz mnie zamordować ?
Ja wiem, że to pytanie, ale przyznam, że ta kwestia jest dla bardzo istotna.
- Mówił ci już ktoś, że jesteś dziwny? Szkoda byłoby moich rąk, by mordować
takiego dzieciaka jak Ty.
- Ale nie trzeba rękoma, można kamieniem albo jakąś kłodą – Tae szedł powoli i
rozglądał się – Albo lina.
-Co lina?
-Dusisz, wieszasz, sam coś wymyśl, przecież to nie ja mam chęć mordować.
-Przecież ja też nie mam zamiaru nikogo mordować!
- Skoro tak mówisz… Nigdy tu nie byłem. W ogóle w tych rejonach nigdy. Jakoś
rodzice nie lubili podróżować, a ja sam nie lubię. Brat … - Przerwał, bo
dojrzał zmarszczone brwi drugiego chłopaka i uznał, że chyba za dużo mówi. –Nic
już. To nieważne.
- Mów – JongHyun burknął, skręcając w ścieżkę, która była nieco dłuższa, ale za
to łagodniej pięła się ku górze – Opowiedz coś ciekawego. W końcu zapłaciłem za
to.
- Chyba jesteś złośliwy. Znaczy Ty zawsze jesteś złośliwy, ale teraz to jest
złośliwość w złośliwości. Tak jakby twoja złośliwość była na jakimś poziomie
jednym i człowiek bierze już to za coś normalnego ,a Ty wtedy jesteś jeszcze
bardziej złośliwy i … A tak za dużo mówię i nie na temat? – chłopak zacisnął
usta, widząc wpatrzone w siebie wściekłe oczy –Zatem mój brat lepiej zna Seul i
okolice. Był czas, że w każdą sobotę jechał gdzieś ze swoim przyjacielem i
zwiedzali. A ja wtedy wolałam ćwiczyć. Stawałem sobie przed lustrem i
tańczyłem.
-Dobra, jednak milcz – Muzyk potrząsną głową, właśnie zdał sobie sprawę, że
słuchał nawet z zainteresowaniem, a nie powinien. Nie powinien interesować się
niczym ani nikim. – Już prawie jesteśmy na miejscu. Zamów, na co masz ochotę,
niech to będzie zadośćuczynienie za tę Twoją nieszczęsną nogę. Pamiętaj jednak,
że jestem tu jedynie z nudów i przestań się tak uśmiechać co chwilę.
-Ja się wcale nie uśmiecham – TaeMin mówiąc to, uśmiechnął się szczerze –
Wcale. To taki grymas twarzy. Wrodzony.
***
- Ja nic nie chcę kupować, panie LuHan – Key błagalnym tonem starał się przekonać
akwizytora, by opuścił mieszkanie – Ja kupiłem już szczotkę i nic mi więcej nie
potrzeba. Jestem szczęśliwy bez balsamów, papierów i innych takich.
-Szczęście to rzecz umowna. A co jeśli kupując jeden z naszych produktów, okaże
się, że szczęście może być większe? Pan nie wie, ale pan pragnie!
-Ja nic nie pragnę!!! Owszem może i jest coś, czego pragnę, ale nie ma tego w
tej torbie.
-Proszę zaryzykować –sprzedawca uczynił gest dłonią, wskazując na swojego
towarzysza – Kris, bardzo proszę, powiedz jak wiele mamy do zaoferowania .
-A muszę?
-Nie! Nie trzeba. – KiBum uczynił podobny gest wskazując na stojącego kawałek
dalej Dragona- Powiedz tym panom, że mi niczego nie trzeba.
-Rano mówiłeś, że potrzebujesz nowych leginsów. Takich tych spodni co nie są
spodniami. Takie wąskie i śliskie.
-Nie pomagasz mi!
- Ale nie kazałeś pomagać tylko mówić o potrzebach. Ja potrzebuję piwa – mówiąc
to, ruszył w kierunku lodówki, skąd wziął nie jedną, a dwie puszki i rozsiadł
się na kanapie.
-Co prawda nie posiadam leginsów w ofercie, ale za to stosując nasz krem na
cellulit, osiągnie pan idealnie gładką skórę na nogach i wtedy będą one
wyglądać rewelacyjnie w najbardziej obcisłych spodniach, leginsach, a nawet
rajstopach. – LuHan wykorzystał chwilę ciszy, by wyjąć niebieską butelkę ze
wspomnianym specyfikiem – O zapachu morskiej bryzy o poranku. Mam też …
-O Boże… Ja nie potrzebuję…- Mimo wszystko spojrzał na swoje nogi, jakby chciał
ocenić czy jego uda są dostatecznie gładkie. – A po ile to coś?
-Jak dla pana tylko 2200 won. Dodatkowo gratis dołożę tę o to rewelacyjną
szczoteczkę do masażu. Złuszcza martwy naskórek i poprawia krążenie. – Wcisnął
krem i szczotkę w dłonie Key'a – Wiem, że pan pragnie …za jedyne 2200 won….
Nogi tak idealne …niemal jak nogi Krisa…
-Nie będę pokazywał nóg – dało się słyszeć z boku, po czym wspomniany chłopak
pociągnął nosem.
- I tak nie trzeba!!! Ja zapłacę i proszę już iść. Ja mam pracę, ja mam
sprzątanie… ja
-Mamy też świetne ściereczki oraz preparaty do sprzą…..
- Innym razem! – KiBum zdecydowanie popchnął gości w stronę wyjścia. Wcisnął im
pieniądze i porządnie zamknął drzwi. Może w innej sytuacji
zainteresowałby się ostatnią ofertą, ale w tej chwili myślał tylko o jednym.
Skończyć sprzątanie i iść do baru na kawę.
-A ty wiesz, że mężczyźni nie mają tego czegoś? Celulozy.
-Jakiej celulozy?
- Tego, co to ten krem na to. W Tv mówili kiedyś, że mężczyźni nie. Cepeliozy?
- Celulitu? - Key spytał cicho, by się upewnić
-No tego tam właśnie nie mają. Chcesz piwa? – Zmienił temat, nie zwracając
uwagi na to, że jego kolega dostał chyba silnego ataku migreny.
TaeMin:
Noga mnie boli, ale myśl o dobrym jedzonku jest silniejsza zwłaszcza, że nie ja
będę za to jedzenie płacić. Darmowe jedzenie jest prawie tak samo fajne jak
prezenty świąteczne. Nic nie robisz i nagle coś masz. Heh. Na dodatek ten
buc…”buc”, ale fajne słowo, więc ten buc zachowuje się całkiem po ludzku i ktoś
niezorientowany mógłby się nabrać, że jest fajny i sympatyczny. Ale ja wiem
jaki jest. Fajny to on może był, ale w przedszkolu. Ciekawe czy chodził do
przedszkola? Ja chodziłem i pamiętam, że uczyłem się liczyć na kotkach. Nie
wiem czemu akurat na kotkach, bo chyba jabłka byłyby wygodniejsze. Może go
spytam czy chodził ? Albo lepiej nie. A może jednak? Eeeee nie spytam, będzie
zły. Chociaż dziś nie jest aż taki wściekły, więc może jednak odpowie? Pytać,
czy nie pytać, oto jest pytanie, a tu ładnie pachnie i już czuję, że organizm
nastawia się na wyżerkę. Miałem o coś pytać…. Nieistotne już , może potem,
teraz moje nozdrza się relaksują zapachem dobrego jedzonka. Jedzonko,
jedzonko…. Czego ten gad się mi tak przygląda? Może jednak chce mnie
zamordować? Wtedy stałby się popularny. Już widzę te nagłówki „Kim
JongHyun, sławny muzyk, lider zespołu FlashyLouder zatrzymany za popełnienie
zbrodni..”
Ciekawe czy dostałby dożywocie? Pewnie by zeznawał, że go sprowokowałem albo,
że sam się zabiłem. Czy wziąłby odpowiedzialność? I czego znów się na mnie
gapi? Co ja jestem jakaś średniowieczna kolumna do podziwiania? Oooo on coś do
mnie mówił, tylko ja nie wiem co. Czeka więc chyba chce odpowiedzi, a ja go nie
słuchałem. Może zacznę ziewać albo kaszleć. Taka gra na zwłokę.
-Chcesz jeść w środku czy za zewnątrz?
O chwała, że spytał jeszcze raz, pokazałem na niewielki plac obok budynku,
zdecydowanie wolałem na powietrzu. Widoki tu ładne i jak nakruszę, to nikt się
nie będzie czepiać, bo ptaki albo inne żyjątka zjedzą. A w środku to co
najwyżej pani ze szczotką i szmatą będzie na mnie patrzeć z politowaniem.
Wooooow, ale ładny widok!!! Właśnie uzmysłowiłem sobie, że myślę z
wykrzyknikami. To zabawne. Kiedyś JinKi powiedział, że chyba powinienem się
urodzić kobietą, bo nie dość, że wyglądam słodko jak dziewczyny to podobno,
podobno, bo ja tam się nie do końca zgadzam, podobno mam kobiecy umysł i myślę
jak kobieta. Brednie. Ja myślę jak typowy facet. Krótko, zwięźle i na temat. No
dobra, może nie tak zwięźle i nie zawsze na temat, ale czy to o czymś świadczy?
Mam po prostu silnie rozbudowane takie coś w głowie.
- Zamawiasz, czy jeszcze długo będziesz wpatrywać się tym cielęcym wzrokiem w
dal?
-Coooo?
- Od kilku minut patrzysz gdzieś tam w przestrzeń i nawet nie reagujesz, jak do
ciebie mówię. Tu masz kartę i wybierz, co chcesz jeść. A jeśli jeszcze raz się
zamyślisz, to cię tu zostawię. Przypominam, że masz mnie zabawiać, bo
zapłaciłem za to.
- Jesteś taki niezdecydowany, mówiłeś, że nie chcesz spędzić czasu ze mną, a
teraz każesz się zabawiać, Hyung. Każesz mówić albo milczeć.
- Nie baw się w psychologa. Mogę zmieniać zdanie co sekundę, a ty nie komentuj
tego…. Milcz! Patrz w kartę i wybieraj – uciszył chłopaka dłonią, widząc, że
tamten już otwiera usta.
Chciał zjeść w ciszy i spokoju. Dzieciak z agencji miał rację. Nie do końca
wiedział czego chce i bardzo go to irytowało. W ostatnich miesiącach stawał się
w większości spraw obojętny i coraz mniej go bawiło. Owszem, były chwile, gdy
czuł się jak kiedyś. Jak w czasach gdy debiutowali. Dziś też momentami
zapominał się. Musiał przyznać, że większą złość czuł do siebie niż to tego
upierdliwego kolesia, który teraz wyliczał długą listę tego, co chce zjeść.
Kelnerka notowała coraz bardziej zaskoczona ilością.
-Ja to samo – Jjong odezwał się, gdy Tae dobrnął do końca, wybierając lody na
deser – Jestem bardzo głodny, a dziś nawet zapomniałem zjeść śniadania. –
Starał się mówić chłodno, ale bez irytacji.
-Jinki hyung mówi, że śniadanie to podstawa. Że to najważniejszy posiłek w
ciągu dnia i zawsze dba, bym coś zjadł. Dziś to ja chciałem zrobić śniadanie,
ale chyba mi nie wyszło. Zwęglone grzanki i rozgotowany ryż nie są dobre.
–Zamilkł, bo właśnie na stoliku pojawiły się pierwsze potrawy. Pachniały tak
wspaniale, że wszelkie myśli zniknęły. Obaj rzucili się na jedzenie, a rozmowa
samoistnie zamarła.
Ponad godzinę później znów szli wąską ścieżką między krzewami, zbliżając się do
szczytu wzniesienia, skąd był piękny widok na miasto. Można było też posiedzieć
na jednej z licznych kamiennych ławek, odwiedzić sklepik z pamiątkami albo
podziwiać kwiaty z różnych stron świata, które zdobiły zadbane rabaty. Tae z
zaciekawieniem oglądał różne drobiazgi na stoisku. Było tu chyba wszystko:
koszulki z zabawnymi nadrukami, breloczki, czapki, płyty z muzyką, długopisy,
wszelkiego rodzaju biżuteria oraz setki innych rzeczy. Chłopak chciał coś sobie
kupić, ale nie wiedział, co wybrać. Postanowił żeby zdecydowało o tym
przeznaczenie i dlatego kupił los, mając nadzieję, że nagrodą będzie coś
fajnego.
- Co tam masz? – Jjong stał z mieszaniną znudzenia i podirytowania na twarzy –
Co aż tak cię cieszy?
- Nic nie kupiłem, wygrałem. – Odpowiedział, wyciągając dłoń, na której leżały
dwie zawieszki . Kółka w złotym kolorze, na każdym wygrawerowany był napisz.
„Never, never give up!” – Fajne, nie?
- Zawieszki jak zawieszki.
- Były też inne napisy, ale ten mi się podoba. Bo ja się nigdy nie chcę
poddawać. Jak coś sobie postanowię, muszę tego dopiąć.
-O tak, o tym, że jesteś uparty to wiem.
-Jedna jest dla mnie, a ta druga…. Ta druga jest – nie mógł wykrztusić słowa,
bo bał się reakcji – Ten.. tego…. pomyślałem, że dam…dam … Tobie.
-Mnie? Ja nie potrzebuję…
-Wiem, że nie potrzebujesz. Wiem, że to tylko zwykła blaszka i że masz pewnie
lepsze i ładniejsze wysadzane może diamentami, ale ten napis…. No bo ja
pomyślałem, że…
-A dawaj …. Tylko proszę, przestań już tyle mówić. – Zabrał jedno z kółek i
wsadził do kieszeni – Zadowolony? Jeśli tak chodźmy zobaczyć tam – Wskazał w
stronę punktu widokowego.
Stali chwilę, patrząc na panoramę miasta. Wzniesienie dość łagodnie opadało w
dół. Kilkanaście metrów niżej widać było ścieżkę, po której spacerowali
turyści. Trwali nieruchomo kilka minut, gdy nagle TaeMin przysunął się bliżej
towarzysza, robiąc minę jakby się nad czymś zastanawiał.
-Tak sobie stoję tu i myślę… - ściszył głos jakby zdradzał jakiś sekret – Jak
tak patrzę na to zbocze, to miałbym ochotę odsunąć się od Ciebie, hyung….
-To możesz akurat śmiało zrobić.
- Odsunąć się, wyciągnąć ręce przed siebie i wziąć rozpęd…
-Że co?
- Wziąć rozpęd i tak w ciebie, a potem ziuuuuuuuuuuuuuuuu – Uśmiechnął się
radośnie
-Że co? – JongHyun uniósł brwi zaskoczony pomysłem chłopaka. Nie mógł sobie
uzmysłowić, jak komuś mogło takie coś wpaść do głowy. – Mnie zepchnąć? Żebym ja
ciebie nie zepchnął – Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Jjong
szarpnął Tae, który pomyślał, że ten pierwszy serio chce go popchnąć, złapał
muzyka za ramiona. Nie wiadomo, kto wpadł na kogo i kto pierwszy poleciał w
dół, ciągnąc drugiego za sobą. Turlali się w dół po trawie, obijając się o
siebie, ale w akcie paniki zamiast się puścić, jeszcze mocniej się siebie
trzymali. W końcu zatrzymali się, prawie ścinając z nóg jakąś kobietę,
która przechodziła ścieżką.
-Puszczaj mnie, idioto – JongHyun szarpnął się, chcąc wstać.
- Ała moja noga!!!
- Puszczaj !!!
- Ale mnie boli
- A jak się wieszasz na mnie, to cie mniej boli!?!?
- JongHyun? JongHyun, widzę, że się staczasz – dobiegł z góry kobiecy głos.
Obaj spojrzeli na długie nogi kończące się czarnymi spodenkami i obaj zrobili
miny jak zadowolone koty. Następnie przenieśli wzrok wyżej i Tae poczuł
uderzenie w tył głowy.
- Nie gap się tak na nią!!! – skrzywił się, bo doszło do niego, że nogi które
chwile temu podziwiał, należą do jego siostry – Noona? A co Ty tu robisz? –
Udało mu się wstać. – I co Ty o tym staczaniu? Ja?
- Sama widziałam. Nie dość, że się staczasz, to jeszcze ciągniesz na dno za
sobą jakiegoś uroczego chłopca.
- On jest uroczy? To diabeł wcielony.
- Przedstaw – usłyszał szept za plecami i pociągnięcie za rękaw – No przedstaw.
- To moja siostra… Znaczy Kim JiEun, poznaj, to jest LeeTaeMin. Dzieciak, który
mnie prześladuje i utrudnia życie od jakiegoś czasu. – Zamilkł, sądząc, że
odwrotnie nie musi nikogo przedstawiać. Jednak jego siostra z uśmiechem
przywitała się z Tae.
- Jesteście cali w trawie. Niestety ja się spieszę, ale może spotkamy się
niebawem, braciszku? Zadzwoń, albo ja zadzwonię i się umówimy. Mógłbyś też
kiedyś odwiedzić rodziców. Tak, tak, ja wiem, że z ojcem się nie dogadujecie,
ale matka tęskni i by się ucieszyła. No trzymaj się - potargała mu włosy,
czego on serdecznie nie lubił, ale nie powiedział ani słowa. Miała rację,
powinien odwiedzić matkę, nawet jeśli z ojcem nie rozmawiał od dawna.
-Fajna, ładna ta Twoja noona.
-Nie patrz się na nią dzieciaku! I chodźmy już. Starczy na dziś tego
wszystkiego, mam dość – Powiedział takim tonem, że Tae nie zaprotestował. W
głosie muzyka pojawiła się nieznana mu dotąd nuta. Coś co pozwalało mieć
nadzieję, że w tym chłopaku nie wszystkie uczucia umarły.
Rozstali się niedaleko miejsca, gdzie mieszkał TaeMin, który wysiadł z auta,
żegnając się niezbyt wylewnie, co ucieszyło starszego chłopaka. Odczekał
chwilę, po czym sięgnął do kieszeni. Była pusta. Sięgnął do drugiej, ale miał w
niej tylko stary bilet do kina. Przeszukał bluzę, a tam znalazł telefon i
portfel. Prychnął, bo zdał sobie sprawę. że zawieszkę musiał zgubić podczas
wypadku na zboczu. Odpalił silnik i ruszył w kierunku domu. W końcu ta cała
zawieszka nie była nic warta.
-To tylko nic nieznacząca tandeta – powiedział do siebie i starał się odegnać z
głowy wspomnienie sprzed jakiś dwóch godzin, gdy ten nieznośny chłopak
opowiadał o tym jak to zawsze uparcie dąży do celu. Uśmiechał się przy tym, a w
oczach miał wielką determinację- Cholerny szczeniak!!! Głupi smarkacz. Męska
dziwka! – ostatni epitet padł dla zasady, bo wiedział już, że Agencja nie jest
tego typu - Głupi, głupi…. Gówniarz …- Zahamował i zawrócił, chociaż w tym
miejscu była podwójna ciągła linia. Nie zwrócił uwagi na trąbiące samochody ani
na to, że prawie uderzył w latarnię. Zastanawiał się, czy zdąży przed zmrokiem,
po ciemku nie miałby szans znaleźć zguby. Na miejscu wpadł na pomysł, że mógłby
kupić taką samą i udawać, że to ta, którą dostał. Jednak jakaś podstępna siła
kazała mu iść i szukać .Na szczęście w miejscu gdzie spadli, trawa była jeszcze
pognieciona, znacząc trasę jaką pokonali, turlając się.
-Cholera… - Syknął i ruszył wolno w dół, następnie w górę i znów w dół.
Niestety słońce zaszło już prawie całkiem i wiedział, że za kilka minut i tak
małe szanse spadną do zera. Stał zrezygnowany, zły na siebie i na wszystko w
koło, gdy koło nóg przeleciała mu niczym błyskawica wiewiórka.
-I nawet ty chcesz mi zrobić krzywdę, zwierzaku?!? – Spojrzał w ślad za rudym
stworzeniem i wtedy coś błysło wśród kamyczków na ścieżce. Znikające za
horyzontem płomienie odbijały się w złotej blaszce.
-Dziękuję, Auguście, za pomoc – burknął do wiewiórki, która stała teraz kawałek
dalej i patrzyła niespokojnie – Nie podoba Ci się imię? – Podniósł zawieszkę po
czym zdjął z szyi łańcuszek, na którym nosił od kilku lat kostkę do gry i
zawiesił obok niej blaszkę – Jeśli ci się nie podoba to trudno, dla mnie od
dzieciństwa wszystkie wiewiórki to Augusty. – Odgarnął włosy, po czym ruszył w
stronę samochodu, mając nadzieję, że ma za sobą komplet atrakcji dzisiejszego
dnia.
Jechał, przesłuchując nowe piosenki, które miały się znaleźć na kolejnej płycie
„FlashyLouder”. Owszem, istniało ryzyko, że kolejna płyta wcale się nie ukaże,
jeśli nadal ich popularność będzie spadać, jednak chciał ocenić, co należy
jeszcze poprawić, czy dodać coś, a może czegoś było za dużo. Właśnie zastanawiał
się nad swoją solówką na gitarze, gdy kątem oka dojrzał jakieś zamieszanie na
chodniku. Stała tam młoda kobieta i dwóch mężczyzn, z których jeden zachowywał
się raczej agresywnie, wymachiwał rękoma, krzyczał coś i wyglądał na
wściekłego. Jjong stojąc na światłach otworzył szybę i przyglądał się temu
nieco zaciekawiony. Miał już ruszać, gdy ten bardziej wściekły mężczyzna
szarpnął kobietę tak mocno, że ta upadła. Drugi z mężczyzn starał się jej
bronić, ale oberwał w twarz. JongHyun prawie wjechał na chodnik i wyskoczył z
auta. Może i nie lubił ludzi, ale nie tolerował, gdy mężczyzna bił
kobietę. Jego ojciec czasami w ataku wściekłości też podnosił rękę. Zresztą nie
tylko na matkę, ale dzieci też co muzyk dobrze pamiętał. Pamiętał też, jak jego
starsza siostra obrywała, chcąc go chronić.
- Co tu się dzieje!!! – Krzyknął, podbiegając
-Nie Twoja sprawa, nie wtrącaj się – Nieco starszy z mężczyzn odepchnął go
silnie i chciał podejść znów do kobiety. Wtedy ten drugi z mężczyzn uderzył
brutala w brzuch, a JongHyun poprawił z całej siły w twarz tak silnie, że
mężczyzna padł na chodnik.
-Nic Ci nie jest? – Jjong spytał chłopaka, który teraz kucnął obok płaczącej
dziewczyny, starając się ją uspokoić – Leci ci krew z nosa. Wszystko z wami
dobrze?
- To nic, to nic – młody mężczyzna otarł dłonią krew, a drugą ręką podtrzymywał
dziewczynę, która z trudem utrzymywała się na nogach.
-Chyba trzeba was zawieść do szpitala.- Spojrzał na dziewczynę – Co z Pani
nogą?
-Chyba skręciłam, bardzo boli – odpowiedziała przez łzy- Czy on żyje? -wskazała
na mężczyznę leżącego na chodniku, który jakby w odpowiedzi ocknął się.
-Ja was znajdę, ja wam pokażę, że ze mną się nie zadziera. A ty jeszcze
popamiętasz – Wstał, machając ręką w stronę kobiety – Zobaczysz, że pożałujesz.
Jeszcze będziesz mnie błagać.
- A ja mam pokazać jeszcze raz swoją pięść – Jjong zagroził mężczyźnie, który
zamilkł i słaniając się lekko na nogach, odszedł – Wsiadajcie, to zawiozę
was do szpitala. Myślę, że lekarz powinien was oboje zobaczyć – Jego głos był
zdecydowany, a gdy ujął dziewczynę z drugiej strony, nie dał im szansy wyboru.
W szpitalu na izbie przyjęć było pusto, więc lekarz od razu zajął się
przybyłymi. Chłopak z rozbitym nosem został umyty i zrobiono mu zimny kompres,
by pozbyć się opuchlizny. Siedział teraz z odchyloną głową razem z Jjongiem i
czekał, bo dziewczynę zabrano na prześwietlenie kostki.
-Nie wiem, jak mam dziękować. Nie sądziłem, że dojdzie do rękoczynów – Nawet
nie spojrzał w stronę chłopaka, przez co nadal nie wiedział kim jest ten, który
udzielił mu pomocy. JongHyun zresztą za bardzo nie starał się, by ktoś go
rozpoznał. Na głowie miał czapkę i kaptur, a jak tylko wysiedli z samochodu,
założył ciemne okulary.
-Nie ma za co dziękować. To normalne, że pomogłem. Jak można rzucać się z
łapami na kobietę.
- Nie każdy ma opory. A tak w ogóle to jestem…. – nie dokończył, bo właśnie
wyszedł lekarz i obaj poderwali się z krzeseł. Lekarz zapewnił, że uraz kobiety
nie jest poważny i że to tylko skręcenie, jednak nogę należy nieco usztywnić.
Przekazał zalecenia, by pacjentka oszczędzała się przez kilka dni, po czym
pozwolił im zabrać dziewczynę do domu.
-Odwiozę Was.
- Wezwiemy może taksówkę. Już wiele nam pomogłeś .
-Nie ma problemu i tak mi się nie spieszy.
-Jednak nie chciałbym nadużywać ..- Zamilkł, widząc bladą dziewczynę – Będziemy
zatem wdzięczni za pomoc…
JongHyun nie tylko podwiózł ich pod podany adres, to jeszcze wysiadł, by pomóc.
Kobieta nie chciała, by wziąć ją na ręce, więc prowadzili ją, podtrzymując z
obu stron. Zanim chłopak tu mieszkający użył klucza, drzwi do mieszkania
otworzyły się i stanął w nich drugi, znacznie młodszy chłopak w kwiecistej
bluzie i kitką nad czołem zrobioną z grzywki.
-JinKi? JongHyun?
-Ten JongHyun?
-Ten JinKi? – Obaj przed drzwiami spoglądali to na siebie to na chłopaka w
drzwiach.
- TaeMin… - Jjong przechylił głowę zaskoczony
-To znaczy, że już się wszyscy znają? Ja jestem Luna i może wejdźmy do środka,
bo mnie noga boli!!!
-A tak, przepraszam. Przepuśćcie – Onew utorował drogę dziewczynie – Usiądź i odpocznij,
a potem ja ciebie odwiozę do domu, albo do którejś z dziewczyn byś nie była
sama. – Oboje nie zwracali uwagi na dwójkę, która została przy drzwiach.
- Co tu robisz, hyung?
-Ja nic. Twój przyjaciel ci opowie. Ja nie mam czasu. Trzymajcie się! –
krzyknął w głąb mieszkania – I ty też, dzieciaku – Zmęczony zszedł do
samochodu, by w końcu jechać do domu.
TaeMin dowiedział się o całym zajściu, a nawet więcej. Usłyszał historię Luny i
układu jaki zawarli jej rodzice. Siedział, zaciskając usta. Wiele rozumiał, ale
nie rozumiał tej całej tradycji i umów tego typu. Przecież wszyscy mieli prawo
do bycia tym, kim chcą i żyć z tym, kogo sami wybiorą. Zdecydowanie pokiwał
głową, oznajmiając, że Onew może spać z nim, a dziewczyna niech śpi w drugim
pokoju. W końcu u hyunga było czyściej.
***
KiBum gdy skończył sprzątać i minęła mu złość na tego przystojnego poniekąd
akwizytora, który wcisnął mu znowu coś całkiem nieprzydatnego, postanowił w
końcu zrelaksować się i napić się swojej ulubionej kawy. Kawy parzonej w
uroczym miejscu przez jeszcze bardziej uroczego barmana. Na szczęście w knajpce
było prawie pusto, a to znaczyło, że szansa na rozmowę znacznie wzrosła.
Zauważył, że Choi MinHo kucał przy barze, zbierając serwetki, które musiały
upaść. Usiadł wiec na barowym krześle, zakładając nogę na nogę. Barman kątem
oka zauważył, że ktoś wszedł, a następnie tuż przed nim pojawiły się zgrabne
nogi w obcisłych, lekko błyszczących leginsach. Uśmiechnął się i powiódł
wzrokiem od martensów w drobne kwiatki, w górę. Jęknął i prawie upadł do tyłu,
gdy jego wzrok dotarł do bioder. Od góry zapewne by tego nie widział, gdyż
zasłaniała te okolice bluza, ale od dołu widok był zaiste kosmiczny. Nogi nie
należały do dziewczyny.
-Hej, wielkooki przystojniaku – Key miał ochotę trącić klęczącego czubkiem
buta- Czemu masz taką minę, jakbyś zobaczył kosmitę?
-Uwierz mi, wolałbym zobaczyć kosmitę, stado kosmitów, cały statek kosmiczny.
Czy Ty masz na sobie leginsy? – chłopak wstał i nie wiedząc gdzie podziać
wzrok, wszedł za bar.
- Nie do końca leginsy, bo one mają , te tu takie coś pod stopą. Ale fajne są,
prawda? Takie śliskie.
- To są damskie leginsy – MinHo nadal nie mógł dojść do siebie, po tym co
widział i po tym, że podziwiał te nogi przez chwilę.
-Przecież to jak spodnie rurki tylko bez zamka i nie obciskają tak ..no wiesz
gdzie.
-OMG… nie mów tego. Milcz!!! – barman zasłonił uszy i zacisnął oczy. – Czy to
jest dozwolone w tym kraju? – Zrobił minę obrzydzenia, ale KiBum zdawał się
tego nie zauważać.
-Nie jest zabronione, a ja je lubię. Są wygodne. Poproszę kawę, ciasto i
rozmowę. Możesz odliczyć godzinkę lub dwie z tych, za które zapłaciłem. –
Spojrzał na wychodzącą parę – Teraz jesteśmy tu sami…całkiem sami – zniżył głos
do szeptu – Tylko ty i ja…..
-Dobry wieczór, państwu !!!! – rozległo się od drzwi, przez które wtoczyli się
do środka dwaj młodzi mężczyźni z torbami – To ja, wasz ulubiony sprzedawca.
LuHan !!!!
Dzień Dobry. To pierwsza taka nota...ojeju. Stresuję się, ale do rzeczy...
Wiem, że na ten rozdział trzeba było bardzo długo czekać, ale cóż, najpierw byłam chora, a teraz mam pęknięty palec u prawej ręki, co jednak trochę utrudnia mi pisanie nawet na klawiaturze komputera. Proszę o wybaczenie~! ^.^
A tak szczerze... to w ogóle nie myślałam, że ktoś to czyta. Jestem szczerze bardzo zaskoczona (pozytywnie oczywiście!), że mam tylu obserwatorów. Dziękuje wam za wszystkie komentarze, bo one naprawdę bardzo motywują do dalszego pisania. Mam duży dług wdzięczności u paru osób, które reklamowały mojego bloga gdzie się tylko dało, tak więc...
BARDZO chciałabym podziękować G-Dragonowi, Miharu (za reklamę i poprawianie tekstu~) i Aya Anakin (Wybacz, nie wiem czy się odmienia >.<) Jestem bardzo wdzięczna ^.^ BARRDZZOOOO
Nie wiem, co powinnam jeszcze napisać...a tak! Przepraszam za wszystkie błędy...mój angielski jest naprawdę słaby, a kiedy dochodzi jeszcze późna godzina nocna, o której zazwyczaj piszę, to nazwa FlashyLouder przerasta mój umysł xD Zauważyłam, że na tym często się mylę, chociaż tak naprawdę dobrze wiem, jak to się pisze. Jestem roztrzepana i niestety bardzo często kiedy piszę szybko, przekręcam słowa czy imiona
Taka jakaś jestem zdenerwowana, że teraz nie pamiętam, o czym jeszcze miałam napisać...hehe...
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny rozdział ponieważ...wydarzenia z opowiadania tak jakby, dzieją się w czasie rzeczywistym xD Historia i pierwszy rozdział zaczęły się latem tego roku hehe... Tak więc...na razie się żegnam i jeszcze raz wszystkim dziękuję!
Ach te śliskie :)
OdpowiedzUsuńKocham Cię za to opowiadanie c;
OdpowiedzUsuńCudownie się czyta <3
Przez ten rozdział wiele razy miałam ochotę głośno sie roześmiać, ale ze względu na śpiącą mamę, musiałam w sobie tłumić. Nawet pisząc ten komentarz, uśmiecham się do telefonu wiesz, że na nim jestem kekeke xD) Lu Han zwany również LuHanem naprawdę mnie dobił, ale oczywiście pozytywnie. Tak samo jak Kris i jego zatoki xD A August pomógł. Ten parszywy wiewiór ten. XD Gdy sie spotkaliśmy to był ładny dzionek....
OdpowiedzUsuńJjonguś taki sentymentalny i humanitarny człowiek się zrobił ulalalala. Dostanę taką zawieszkę? C:
Co by tu jeszczeee.... Koocham ciee. A nie, to nie tu chyba... xD
Piszaj dalej. To jest cudne. Jedna z moich stałych w życiu.
I ten MinHo z mylnym wrażeniem. Biedny o maj gasz xD
Weenyyy mieej. Łihihihihuuu.
Nie umiem ci komentować, przepraszam ;_;
Myślmy wszyscy o śliskich z wykrzyknikami.
Uwilebiam te opowidania!Gdyby jeszcze pojawiały się częściej,nigdy nie mogę się doczekać kolejnej części!Cudowne i trzyma w napięciu :D @Tamaki
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWyłapałaś błędy, bo ten rozdział nie był jeszcze poprawiony. Nie robię tego na bieżąco, bo jestem dopiero na 6. Zresztą biorę się za to, gdy zostanie wstawione.
UsuńRozdział jak zwykle świetny! Pewnie już to pisałam, ale się powtórzę. UWIELBIAM MYŚLI TAEMINA! Serio, tyle się dzieje w tej główce, że nie wyrabiam jak można mieć tyle myśli na raz jak on xxD
OdpowiedzUsuńA Luhan i Kris mnie rozwalają, hahaha ich postacie wymiatają :D
No i w końcu Jonghyun się trochę otworzył, więc już nie mogę się doczekać momentu jak otworzy się jeszcze bardziej! ,3
Jak Ci zazdroszczę takiego luźnego style z humorkiem! ;;
Czekam na kolejny rozdział i powodzenia ;p
Kocham. Kocham ciebie i to opowiadanie.
OdpowiedzUsuń